WARTO PRZECZYTAĆ – Człowiek potrzebuje wiedzy

Z jednej strony zachłysnęliśmy się technologią, z drugiej – powrotem do natury. O tym jak ważne jest poznawanie praw natury i procesów w niej zachodzących – również tych, na które wpływ ma człowiek – rozmawiam z Piotrem Kardaszem.

–           Jest Pan doktorem nauk przyrodniczych. Skąd wzięła się Pana fascynacja przyrodą, naturą?

–           Interesuje się botaniką od wczesnego dzieciństwa. Miałem to szczęście, że przyszedłem na świat w rodzinie leśnika, więc troska o ekosystem jest dla mnie czymś naturalnym. Już jako dziecko, a przynajmniej uczeń pierwszych klas szkoły podstawowej, rozróżniałem gatunki roślin. Kiedy po szkole średniej znalazłem się na Uniwersytecie Jagiellońskim na Wydziale Biologii, dziwiło mnie, że absolwenci najlepszych szkół średnich w Polsce nie mieli pojęcia o tym, co dla mnie było chlebem powszednim. Wiedzę zdobywa się przede wszystkim z praktyki i ze środowiska życia, ale myślę, że również z przekazu genetycznego, bo mój ojciec, był osobą o nieprzeciętnej wiedzy. Mógł całymi godzinami opowiadać o zjawiskach zachodzących w lesie. Już jako dziecko z zainteresowaniem go słuchałem. Coś z tych genów prawdopodobnie mi pozostało, bo o przyrodzie także mogę mówić bardzo długo.

–           Z czasem jednak rozszerzył Pan spektrum swoich zainteresowań.

–           Interesowała mnie nie tylko biologia, ale także architektura krajobrazu. Skończyłem studia podyplomowe z zakresu sozologii i inżynierii środowiska. Jako student, poza moim kierunkiem, starałem się także jako wolny słuchacz zgłębiać tajniki medycyny od strony fizjologii i anatomii. Potrzebne mi to było do próby zrozumienia tzw. tajemnicy życia, tak by składało się to wszystko w logiczną całość. Mówiąc o biologii, nie mam na myśli tylko roślin, ale czuję tę jedność, która zamyka się w czymś, co nazywamy przepływem materii i energii. Rośliny, które funkcjonują w naszym środowisku, zmieniają swój profil działania jako efekt naturalnego procesu sukcesji ekologicznej. Świat natomiast zmienia się w szybkim tempie, niszcząc swoją agresywnością podstawy funkcjonowania roślin, których zagęszczenie było kiedyś wyższe. Zmieniają one swój profil, ponieważ my ludzie zaczęliśmy emitować do środowiska coś, czego nie przewidzieliśmy – ani w ilości, ani w agresywności. Początkowo substancje, które dostawały się do powietrza nie były rozpoznane pod względem ich negatywnego oddziaływania. Obecnie uważa się, że jedynym czynnikiem, który może nas uratować przed zbyt raptownymi zmianami są bakterie! Są to bowiem organizmy, żyjące bardzo krótko, ale poprzez szybki rozród jako jedyne na świecie są w stanie rozpoznać czynnik zagrożenia. Aby następne pokolenia mogły przeżyć, zaczynają produkować serum, które neutralizuje niebezpieczeństwo. Najlepszym dowodem jest wybuch bomby jądrowej w Hiroszimie. Nikt nie przeprowadzał rekultywacji, a mimo to pojawiły się tam rośliny. Podobnie, gdy po wybuchach wulkanów wypiętrzały się wyspy, które nie nadawały się w żaden sposób do życia, a jednak po kilkuset latach pokrywała je nie tylko roślinność, ale pojawiły się na nich zwierzęta. Bakterie pierwsze rozpoczęły tam inwazję i zapewniły możliwość rozwoju życia. Glony jednokomórkowe przypływały wraz z wodą i rozpoczynały proces fotosyntezy, jednak same nie zaadaptowałyby się na tym nieprzyjaznym gruncie. W zamian za pożywienie z produktów fotosyntezy, bakterie „rewanżowały” im się produkcją serum – neutralizującym zagrożenia środowiska i umożliwiającym rozwój. W ocenie ogólnej, rośliny będą w naturalnym środowisku rosnąć dotąd, dopóki czynnik zagrożenia nie będzie tak skrajny, że bakterie nie będą w stanie im pomóc.

–           Zatem ślepe zwalczanie bakterii to błąd.

–           Kiedy w 1936 roku Fleming odkrył, że istnieją mykotoksyny, elementy toksyczne wydzielane przez grzyby pleśniowe, które są w stanie zabijać bakterie, człowiek uznał, że jest w stanie opanować wszelkiego rodzaju choroby. Zapanowało przekonanie, że największym zagrożeniem dla życia człowieka są właśnie bakterie. Zaczęto powszechnie stosować antybiotyki i nie zważano na fakt, że chemiczne związki, jak choćby DDT (stosowane w latach 60. do niszczenia stonki ziemniaczanej), mogą przynieść kancerogenne skutki dla organizmów żywych. Dopiero z czasem dowiedzieliśmy się, że to był poważny błąd. Owszem, początkowo stosowanie penicyliny zwalczyło niektóre choroby pandemiczne, ale przy okazji antybiotyki zaczęły niszczyć podstawę naszej flory bakteryjnej. Człowiek zjadając rośliny, a tym samym dysponując glukozą, którą żywią się bakterie, jest w stanie zapewnić warunki, aby ta pożyteczna flora żyła. Problem polega na tym, że zaczęliśmy zbyt mocno przetwarzać już zanieczyszczoną żywność,  poprzez dodatki takie jak benzoesan sodu czy glutaminian sodu, czyli substancje konserwujące i poprawiające smak, ale niszczące florę bakteryjną. Przez 16 lat prowadziłem badania dotyczące bakterii i okazało się, że istnieją rośliny bardzo usprawnione w opanowaniu nawet najgroźniejszych zagrożeń środowiskowych. Można wymienić wśród nich nawet takie, które rosną na szlamie w oczyszczalni przemysłowej, gdzie wydawałoby się nie może być żadnego życia biologicznego. Przykładem jest rokitnik współpracujący z bakteriami promieniowcami, które mają zdolność wiązania azotu fosforycznego, niezbędnego roślinie do syntezy białka. Rokitnik nie tylko przetrwał w tak niesprzyjających warunkach, ale także rósł, kwitł i wydawał owoce. Po 6 latach badań okazało się, że w roślinie nie znaleziono ani śladu chemii, która była w podłożu, a ono samo było całkowicie zneutralizowane! Spośród wszystkich istniejących bakterii niespełna 5% to bakterie pasożytnicze, a pozostałe 95% to saprofity, czyli symbionty, bez których nie ma życia biologicznego. Tak jak dla każdej rośliny potrzebne są inne szczepy baterii, tak każdy człowiek ma inny zespół bakterii flory jelitowej. Nie ma na świecie dwóch ludzi, którzy mają identyczną florę. Kształtuje się ona od urodzenia i dlatego ważne jest picie mleka matki, bo bez niego nie kształtuje się właściwa flora i dziecko staje się podatne na infekcje, a w późniejszym okresie – alergie. Gdyby każdy miał właściwą florę bakteryjną, a do tego jedlibyśmy względnie czystą żywność, to bylibyśmy zdrowi, ponieważ moglibyśmy wytworzyć białka odpornościowe, które uniemożliwiłyby działanie wirusom, bakteriom, pasożytom, a nawet chemii powodującej mutacje.

(…)

Ewa Borycka-Wypukoł

 

rn

Więcej – w styczniowym numerze miesięcznika „Optymalni”

rn