Drodzy Czytelnicy,
Znakomita większość osób odżywiających się optymalnie wie, co je. Nie tylko dotyczy to składu i proporcji BTW zjadanych produktów, ale także ich pochodzenia. Cieszy fakt, że ta dobra „moda” rozprzestrzenia się. „Przejawem wzrostu świadomości dotyczącej tego, jak znaczący wpływ na zdrowie ma jakość tego, co jemy, jest to, że konsumenci coraz częściej sięgają po produkty żywieniowe, które wydają się im najlepsze dla organizmu. Z badań wynika, że 63% Polaków interesuje się składem kupowanych artykułów spożywczych. Ma to istotny wpływ na kształtowanie rynku spożywczego, bo rosną oczekiwania względem ich jakości. Jedną z odpowiedzi na zmieniającą się sytuację na rynku jest rolnictwo ekologiczne. Przestrzega ono wysokich standardów dotyczących metod produkcji, aby sprostać wymaganiom konsumentów preferujących wyroby wytwarzane przy użyciu naturalnych substancji i w wyniku naturalnych procesów. Istnieje przekonanie, że żywność pochodząca z gospodarstw ekologicznych na ogół przewyższa wartością odżywczą i zawartością związków bioaktywnych produkty konwencjonalne. Z wielu badań naukowych wynika, że ma ona wyższą zawartość związków o charakterze antyoksydacyjnym. Można przypuszczać, że systematyczne spożywanie takich produktów stanie się jednym ze sposobów ograniczenia zachorowań na choroby dietozależne i poprawę ogólnego stanu zdrowia” – podaje blog SGGW. Czy zatem powinniśmy kupować tylko produkty „eko”?

 

Ewa Borycka-Wypukoł

 

Rozgrzewająca zupa cygańska z mięsem mielonym  (keto, LCHF, optymalna, paleo, bez glutenu i laktozy)

Zupa cygańska z przepisu mojej mamy, który nieco zmodyfikowałam m.in. pomijając fasolę oraz kukurydzę i tak powstało tanie, proste, sycące i rozgrzewające danie, idealne na jesienny obiad w tak zimne dni jakie teraz panują. Stanowi naturalny termogenik, który pobudza metabolizm i przyśpiesza spalanie tkanki tłuszczowej. Danie na bazie rosołu, prostych warzyw oraz mielonego mięsa, które w połączeniu

z pędami bambusa nadają mu niepowtarzalnego smaku. Zupa cygańska najlepiej smakuje, kiedy się przegryzie po ugotowaniu, po ponownym podgrzaniu jest aromatyczna i bardzo wyrazista w smaku.

 

l           500 g mięsa mielonego wołowo-wieprzowego

l           1000 ml tłustego domowego rosołu

l           150 g cebuli

l           100 g papryki czerwonej

l           100 g papryki zielonej

l           200 g pędów bambusa

l           20 g papryczki chili lub odrobina chili mielonego

l           250 ml przecieru pomidorowego

l           3 ząbki czosnku

l           papryka słodka mielona

l           papryka ostra mielona

l           majeranek

l           bazylia suszona

l           sól himalajska

l           pieprz czarny mielony

l           100 g tłuszczu do osmażenia (smalec, olej kokosowy, masło klarowane)

l           olej MCT – opcjonalnie na talerz, żeby dobić makro

 

Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Paprykę umyć, usunąć nasiona i pokroić w kostkę. Papryczkę chili umyć, usunąć nasiona i poszatkować drobno. Czosnek obrać i wycisnąć przez praskę. W garnku rozgrzać tłuszcz i podsmażyć cebulę, paprykę, chili i czosnek do momentu zeszklenia cebuli. Dodać mięso mielone i lekko je podsmażyć, tak aby nie było surowe. Całość zalać gorącym rosołem i gotować przez 15 minut na małym ogniu. Pędy bambusa odsączyć na sitku z zalewy. Do garnka dodać przecier pomidorowy oraz odsączone pędy. Całość gotować przez 5-10 minut na malutkim ogniu, przyprawiając do smaku wszystkimi przyprawami tzn. solą, pieprzem, papryką ostrą i słodką, majerankiem i bazylią. Najlepiej smakuje po wystudzeniu i ponownym podgrzaniu, gdy zupa przegryzie się. U mnie obowiązkowo na talerz olej MCT dla podbicia tłuszczu.

 

BTW bez przypraw:

2378 g, 2852 kcal, B - 143 g, T - 250 g, W - 53 g.

W 100 gramach: 123 kcal, B - 6 g, T - 10,5 g, W - 2 g.

 

Źródło: http://olalalchf.pl/

Odwieczne pytanie – co było pierwsze: „Jajko czy kura?” zostaje powoli zastępowane pytaniem: „Jakie jajko jest lepsze?”… Zebraliśmy tu odpowiedzi z kilku źródeł, ale ciekawi nas też Państwa zdanie. Może macie dostęp do jeszcze innych źródeł

informacji na ten temat? Piszcie! (red.)

 

SGGW: skład jaj zależy od sposobu karmienia, a nie od rodzaju chowu

 

Z badań naukowych wynika, że nie ma różnicy w składzie jaj wynikającej z zastosowanego konkretnego systemu chowu, znaczenie ma tylko pasza, którą dostają nioski - poinformowała dr Monika Michalczuk z Zakładu Hodowli Drobiu SGGW.

W Polsce rocznie produkuje się ok. 10 mld jaj, z czego ponad 1,6 mld, to jaja z chowu przydomowego niepodlegające kontroli weterynaryjnej. Należy przypuszczać, że z roku na rok będzie rosła liczba jaj „wiejskich”, gdyż w naszym kraju zapanowała moda na jajka ekologiczne. Ale warto wiedzieć, że zarówno te z chowu konwencjonalnego, jak i ekologicznego oraz wszystkich typów pośrednich, mają swoje wady i zalety - zaznacza Michalczuk.

Jaja wyprodukowane w Polsce są znakowane pieczątkami, na których jest informacja m.in. o tym, kto wyprodukował jajka i o sposobie chowu. Dzięki temu w przypadku problemów (np. zakażenia salmonellą) odpowiednie służby są w stanie szybko dotrzeć do producenta i usunąć ze sklepów całą zainfekowaną partię. Z obowiązku znakowania zwolnieni są tylko niektórzy mali producenci.

Zdaniem ekspertki dla konsumenta najważniejsze - poza datą ważności - jest informacja o systemie chowu kur. „0” oznacza jaja z chowu ekologicznego, „1” – z chowu na wolnym wybiegu, „2” - z chowu ściółkowego, „3” – z chowu klatkowego. Każdy rodzaj chowu jest objęty nadzorem weterynaryjnym.

Termin przydatności do spożycia jaj wynosi 28 dni od zapakowania, a czas transportu z kurnika i pakowania nie może być dłuższy niż trzy dni.

Michalczuk podkreśliła, że zabronione jest stosowanie w żywieniu kur niosek paszy zawierającej antybiotyki. Leki mogą być stosowane tylko w wypadku choroby stada. Wówczas jednak jaja nie trafiają do sprzedaży.

Jaja „trójki” uważane są przez wielu konsumentów za najgorsze. Niektóre sieci handlowe zrezygnowały z ich sprzedaży, ale stale są one najbardziej popularne ze względu na cenę. W przypadku chowu klatkowego dopuszczalne jest stosowanie pasz zawierających surowce paszowe GMO, jak też dodawanie różnych pasz, które pozwalają na uzyskanie jaj „funkcjonalnych” o zwiększonej zawartości pożądanych składników odżywczych, o czym często producent informuje na opakowaniu.

Zdaniem ekspertki „zaletą jaj produkowanych w systemie intensywnym jest ich wysoka jakość pod względem sanitarnym”. Znacznie rzadziej w porównaniu z innymi typami chowu ma tu miejsce zakażenie salmonellą. Zniesione przez kurę jajo od razu trafia na taśmę, którą jest transportowane do pomieszczeń chłodniczych o odpowiednim standardzie sanitarnym.

„Dwójki” pochodzą od kur z chowu ściółkowego. W tym systemie ptaki mogą się swobodnie poruszać w zamkniętych, pokrytych ściółką pomieszczeniach. W żywieniu dopuszczalne jest stosowanie pasz zawierających GMO, a kury mogą być karmione według systemu wybranego przez producenta.

W opinii Michalczuk stan sanitarny „dwójek” jest nieco niższy niż „trójek”, ale nadal wysoki. W chowie ściółkowym więcej czasu upływa od zniesienia jajka do przetransportowania go do chłodni.

Jajka „jedynki” pochodzą od kur mających dostęp do wyścielonego ściółką pomieszczenia oraz do wybiegu na świeżym powietrzu, co przekłada się na nieco gorsze warunki sanitarne niż w systemach zamkniętych. Chów wolnowybiegowy jest mniej efektywny ekonomicznie niż klatkowy czy ściółkowy, głównie ze względu na utrzymanie odpowiedniej jakości wybiegów i często trudnych warunków pogodowych. Przekłada się to na wyższą cenę jaj.

„Zerówki” - to jaja z chowu ekologicznego. Ptaki mają zapewnione takie same warunki jak w wypadku chowu wolnowybiegowego. Zasadnicza różnica tkwi w rodzaju stosowanych pasz, które w tym przypadku muszą być ekologiczne. Jeśli stado zachoruje i zastosowany zostanie antybiotyk, wówczas jaja nie mogą być sprzedawane.

Prowadzenie chowu ekologicznego zgodnie ze wszystkimi wytycznymi żywieniowymi, sanitarnymi i weterynaryjnymi powoduje wysokie koszty w porównaniu z pozostałymi metodami. Takie jajka są droższe, co związane jest z sezonowością produkcji w tym systemie oraz niewielką liczbą gospodarstw ekologicznych zajmującą się takim chowem kur.

Rosnący popyt na jaja ekologiczne i ich wysokie ceny powodują, że na rynku coraz więcej jest „zerówek” bez certyfikatu i pieczątek. Decydując się na taki zakup, trzeba mieć świadomość, że pochodzenie i jakość jaj jest nieznana. Mogą się więc trafić jaja zakażone lub nieświeże - zauważa ekspertka.

„Kupując jaja, przede wszystkim należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy bardziej zależy nam na jak najlepszej jakości jaj pod względem sanitarnym, komforcie życia kur czy zastosowanym systemie żywienia. Zawsze warto jednak zwrócić uwagę na to, by jeść jaja ze sprawdzonego i zaufanego źródła” - podsumowuje Michalczuk.

 

autor: Anna Wysoczańska

edytor: Anna Mackiewicz

Źródło: PAP - Nauka w Polsce

 

 

Prof. Tadeusz Trziszka:

jajo to doskonały surowiec z natury

 

Cystatyna pozyskana z jaja jest świetnym produktem przeciwko nowotworom. Odkryty w żółtku kompleks białek o nazwie Yolkina daje fantastycznie wyniki m.in. w hamowaniu choroby Alzheimera. Jajo to doskonały surowiec z natury – ocenia prof. Tadeusz Trziszka.

Kierowany przez prof. Trziszkę, prorektora ds. nauki i innowacji Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, projekt naukowy OVOCURA polegał na wyodrębnieniu z jaj komponentów biomedycznych, pomocnych w leczeniu i zapobieganiu chorobom. Jaja do badań nie były przypadkowe, ponieważ kury nioski były karmione preparatami huminowo-mineralnymi, które wyprodukowano z substancji pochodzących z alg – roślin bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe.

„Spodziewaliśmy się, że badania przyniosą ciekawe wyniki, ale przekroczyły one nasze oczekiwania w dobrym tego słowa znaczeniu. Okazało się, że natura jest zdolna do wszystkiego. Może dać życie i chronić życie także od chorób cywilizacyjnych, które nas dotykają z różnych powodów. Jajo to doskonały surowiec z natury” – powiedział prof. Tadeusz Trziszka.

Podkreślił, że w efekcie przeprowadzonego projektu powstało 28 patentów, dzięki którym już powstały lub powstaną w przyszłości produkty biomedyczne, pozwalające leczyć lub zapobiegać chorobom neurodegeneracyjnym, nowotworowym, schorzeniom centralnego układu nerwowego, układu krążenia, kostnego czy w wytwarzaniu medykamentów na paradontozę i przeciwko dolegliwościom dermatologicznym.

Jak dodał, wyodrębniona i oczyszczona z jaja cystatyna okazała się świetnym produktem przeciwko nowotworom. Z kolei nowo odkryty podczas tych badań kompleks białek Yolkina, który wyizolowano w żółtku jaja, przynosi obiecujące rezultaty w terapii chorób neurodegeneracyjnych i w schorzeniach centralnego układu nerwowego.

„Yolkina hamuje m.in. rozwój choroby Alzheimera, ma znaczenie w leczeniu chorób otępienia mózgu i zaburzenia nastroju. Natomiast cystatyna wpływa też na leczenie chorób skóry. Z kolei zawarte w żółtku fosfolipidy regulują ciśnienie krwi. Spektrum oddziaływania jest naprawdę bardzo szerokie” – podkreślił prof. Trziszka.

Zaznaczył, że choć badawcza część projektu OVOCURA zakończyła się przed dwoma laty, to wciąż pojawiają się kolejne efekty naukowe i medyczne. „To była doskonała współpraca naukowców nie tylko z naszego Uniwersytetu Przyrodniczego, ale również z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Pracowały w sumie 233 osoby, także z ponad 20 firm. Wypromowaliśmy 40 doktorantów, opublikowano 120 prac naukowych, a liczba patentów z początkowych 17 wzrosła do 28. Zaprezentowaliśmy nasze wyniki już w 26 krajach” – mówił Trziszka.

Naukowiec pytany przez PAP, czy jaja z tradycyjnych hodowli lub z tzw. wolnego wybiegu mają równie dużą wartość, potwierdził, że wiele zależy od warunków hodowli i karmy.

„Genetycznie wartość jaja jest standardowa. Jest bardzo bogate we wszystkie witaminy poza C, szczególnie dużo ma witamin z grupy B, m.in. B6, B12, jak i kwasu foliowego. Odpowiednią paszą można wzbogacić tylko żółtko jaja m.in. w nienasycone kwasy tłuszczowe tzw. omega3, czy również w antyoksydanty” – powiedział prof. Trziszka.

Jak dodał, dzięki temu jedzenie jaj obniża odkładanie się w organizmie człowieka homocysteiny, która wywołuje choroby metaboliczne.

W jego ocenie na odpowiednio przygotowanym, bogatym w roślinność wolnym wybiegu, zwierzę właściwie uzupełnia swą dietę o bioskładniki. Natomiast ważne jest, by w warunkach hodowlanych pasza była właściwie wzbogacona m.in. tranem, witaminami z marchwi czy świeżo tłoczonym olejem. Zagrożeniem dla wartości jaj są natomiast zepsute, spleśniałe pasze lub karmy, w których są szkodliwe składniki.

„Już Rzymianie mówili, że jajo plus jabłko to podstawa jedzenia, ponieważ w ten sposób dostarcza się organizmowi wszystkich witamin. I tego się warto trzymać” – podsumował prof. Trziszka.

Źródło: PAP - Nauka w Polsce

(…)

Odp: gdzie dostać

najlepsze jajka?

Admin: Tak dla przypomnienia napiszę, że jaja kurze ze wszystkich rodzajów chowów są w smaku nie do rozróżnienia, składem się praktycznie nie różnią, więc przepłacanie

u baby pod Halą Mirowską jest nieracjonalne, aczkolwiek pewnie poprawia niektórym samopoczucie...  Najprościej dobre jajo poznać po rozbijaniu skorupki - im trudniej, tym teoretycznie lepsze.

 

Źródło:

http://forum.dr-kwasniewski.pl/index.php?topic=4191.msg288251#msg288251

 

więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

„Żywienie niskowęglowodanowe i suplementacja w ciąży”. Książka dr.n.med. Tomasza Dangela jest poradnikiem żywieniowym i monografią naukową w jednej książce. Warto mieć ją w swej biblioteczce!

Jeśli ktoś pyta – dlaczego? – już odpowiadam. To pierwsze profesjonalne opracowanie żywienia niskowęglowodanowego w ciąży. I to napisane przez znawcę tematu. Oto, co Autor pisze o sobie: „Mimo, że wykonuję zawód lekarza, jestem coraz bardziej rozczarowany współczesną medycyną – jej nieskutecznością w zapewnieniu zdrowia. Będąc w wieku 49 lat – trzynaście lat temu – postanowiłem zadbać o własne zdrowie. Radykalnie zmieniłem sposób żywienia. Postanowiłem się uczyć, zdobywać wiedzę, która dotychczas była dla mnie zupełnie nieznana. Następnie zacząłem projektować diety dla pacjentów Warszawskiego Hospicjum dla Dzieci, w którym pracuję. W wieku 55 lat zacząłem regularnie uprawiać sport (pływanie i triathlon), ponieważ chciałem sprawdzić, czy mój system żywienia zapewnia zdrowie. Przekonać się, jak będę znosił intensywny trening. Przy okazji poznałem innych lekarzy startujących w zawodach. Zauważyłem, że niektórzy z nich mają przewlekłe choroby, a moja droga – przez żywienie do zdrowia i sportu – nie jest typowa. Dzisiaj, po kolejnych 7 latach, mogę powiedzieć, że żywienie niskowęglowodanowe z całą pewnością pomaga zachować zdrowie, a umiarkowana ketoza nie jest szkodliwa. Wręcz odwrotnie, raczej pomaga w pracy umysłowej. Nie muszę dodawać, że napisanie tej książki było trudniejsze od ukończenia triathlonu. Bardzo się cieszę, że się udało”. W przedmowie do książki prof. Joanna Szymkiewicz-Dangel napisała: „Gdyby mój mąż nie zaczął krytycznie patrzeć na obowiązujące schematy dietetyczne, ta książka by nie powstała. Prowadząc dość długie rozmowy z ciężarnymi kobietami, uważam że zmiana sposobu żywienia może pomóc wielu przyszłym mamom i ich dzieciom. (…) Mam nadzieję, że ta książka będzie przydatna dla przyszłych mam, które chciałyby pogłębić swoją wiedzę dotyczącą przygotowania do ciąży. Polecam ją również tym wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej na temat nadal kwestionowanego, a tak skutecznego, żywienia niskowęglowodanowego oraz stosowania suplementów”.

(…)

„Właściwe odżywianie będzie medycyną jutra” – myśl Linusa Carla Paulinga, dwukrotnego laureata Nagrody Nobla, jest w książce dr. Dangela mottem rozdziału XIII – „Jadłospis”, gdzie podane są trzy przykłady projektowania i analizy jadłospisu. Wystarczy zastosować zawarte tam wskazówki, by stać się „lekarzem” medycyny jutra - jutra, które staje się dla nas dziś - i by zawalczyć zawartością swego talerza o zdrowie swoje i swojego dziecka. Warto spróbować i na tę drogę zabrać pasjonującą lekturę „Żywienia nieskowęglowodanowego i suplementacji w ciąży” dr. Tomasza Dangela.

Wybrała i opracowała:

Ewa Borycka-Wypukoł

 więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

 

Książkę można zamówić wyłącznie u Autora - http://tomaszdangel.pl/

 

Krew jest bezcennym lekiem, którego nie da się zastąpić produktem

wytworzonym syntetycznie. Krew przetaczana jest podczas

transfuzji lub podawana w postaci przetworzonych preparatów pozwala ratować życie i zdrowie. Stacje krwiodawstwa apelują

cały czas o oddawanie ratującego życie płynu.

 

Idąc oddać krew, jednocześnie wykonując swój moralny obowiązek musisz pamiętać o:

1. Przeciętny dorosły człowiek ma około 5-6 litrów krwi. Jednorazowo pobiera się 450 ml krwi.

2. Osoby chętne oddać krew powinny posiadać dowód osobisty lub ważną legitymację ubezpieczeniową.

3. Na dwie godziny przed oddaniem krwi należy zjeść lekki, możliwie niskotłuszczowy posiłek. Przed donacją należy wypić też co najmniej pół litra wody, najlepiej niegazowanej. Pamiętać należy, że na 48 godzin przed donacją nie wolno spożywać nadmiernie alkoholu.

4. Nie należy oddawać krwi na czczo, a jeśli już tak jest należy poinformować o tym lekarza.

Kto może oddać krew? Jeśli:

l           masz 18-65 lat i posiadasz dowód osobisty lub inny dokument ze zdjęciem,

l           ważysz powyżej 50 kg,

l           nie chorowałeś na żółtaczkę,

l           czujesz się zdrowy,

l           zapoznasz się z „Informacją o chorobach zakaźnych dla krwiodawców” i wypełnisz kwestionariusz dla krwiodawców,

l           w ciągu ostatnich 6 miesięcy nie miałeś wykonanego zabiegu operacyjnego, tatuażu, przekłucia uszu lub innych części ciała.

Dawcami krwi nie mogą być kobiety: w ciąży i w trakcie karmienia piersią, po porodzie lub zakończeniu ciąży w czasie 6 miesięcy oraz w okresie menstruacji i do trzech dni po jej zakończeniu.

Twój organizm odtworzy bardzo szybko białka osocza i komórki krwi. 450 ml krwi stanowi jedynie 8-9% ogólnej objętości krwi krążącej dorosłego człowieka. W Polsce rocznie oddaje krew lub osocze ok. 500 000 osób. Wiele z nich wielokrotnie ratuje zdrowie i życie innym!

Nie ma schorzeń wynikających z wielokrotnego oddawania krwi ani „przyzwyczajenia” organizmu. Prawie wszystkie osoby oddające krew lub osocze czują się prawidłowo w trakcie i po pobraniu. Do rzadkości należy przejściowy krwiak (siniec) w miejscu ukłucia, chwilowe drobne dolegliwości żołądkowe lub zasłabnięcia (u ok. 2-3% dawców pierwszorazowych i 1-2% dawców wielokrotnych) eliminowane całkowicie przez krótki odpoczynek i/lub wypicie płynu. Występują one zwykle u osób nadwrażliwych, przemęczonych, po wypiciu alkoholu poprzedniego dnia lub będących na czczo.

Wyszkolony personel przy każdej niedyspozycji udzieli fachowej i skutecznej pomocy.

Po oddaniu krwi lub jej składników możesz otrzymać bezpłatnie wyniki badań, które zostały wykonane w RCKiK: hemoglobina/pełna morfologia; grupa krwi z układu ABO i Rh; antygen HBs; przeciwciała: anty-HCV i anty-HIV; test kiłowy.

Jak jeść przed i po oddaniu krwi?

Najprostsze rozwiązania są zawsze najlepsze. Jedz tak, aby CODZIENNIE spełniać zapotrzebowanie swojego organizmu na składniki odżywcze, witaminy i składniki mineralne. Stale i optymalnie odżywiony organizm będzie miał więcej siły na prawidłowe procesy odbudowy, zachodzące dzięki temu w czasie możliwie najszybszym.

Jako optymalni nie musimy unikać zjadania żółtek czy podrobów, które są najlepszym źródłem białka, które z kolei jest potrzebne do prawidłowej regeneracji zasobów krwi. Sam oddaję krew od 2004 roku i nie miałem nigdy problemów związanych z oddawaniem regularnie krwi. Poziom hemoglobiny, który jest zawsze mierzony przed oddaniem krwi, mam w granicach 16-17,8 mg/l. Nie stosuję dodatkowej suplementacji żelazem.

Jestem optymalnym i jestem honorowym dawcą krwi - dlatego też zachęcam innych żywiących się optymalnie do regularnego oddawania krwi.

Piotr Budnik

Gastro Coah

Trener Personalny

www.optyfit.pl 

Ciało człowieka można porównać do pieca – zamiast węgla wrzucasz do niego pokarm, płucami dostarczasz tlen, pokarm się spala, zapewniając Ci energię do życia. Nie potrafisz jednak spalić wszystkiego, co zjesz, więc w jakiś sposób musisz usunąć popiół, czyli produkty uboczne metabolizmu oraz wszystkie trujące substancje, które wprowadziłeś do organizmu: połykając je, wdychając lub wstrzykując.

Zanieczyszczenie środowiska metalami ciężkimi jest jednym z ważniejszych zagrożeń dla zdrowia ludzi. Do organizmu człowieka metale ciężkie są wchłaniane przez skórę, wdychane, spożywane z produktami roślinnymi i zwierzęcymi. Przechodzenie pierwiastków do kolejnych ogniw łańcucha pokarmowego, a w konsekwencji do organizmu człowieka jest ograniczone działaniem barier biologicznych.

W dzisiejszych czasach są największym zagrożeniem ludzkości. Atakują organizm zewsząd. Są wszechobecne: w powietrzu, wodzie, pokarmach, w żywności i kosmetykach. Toksyny, które raz dostaną się do organizmu, nawet w znikomej ilości, mogą się kumulować, oddziałując na nasz organizm przez wiele lat. Wywołują zatrucia, alergie, defekty skóry, wypadanie włosów, a w skrajnych sytuacjach Twój organizm broniąc się przed nimi, wytwarza torbiele i zmiany rakowe. W organizmie przeciętnego człowieka może odłożyć się w ciągu jednego roku nawet 8 kilogramów trucizn!

(…)

Lekarz internista

Ewa Łukaszek-Gwóźdź

Arkadia II Katowice

Tel. 503-144-481

www.katowice-optymalni.pl

 

więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

Aby zdrowo, godnie i szczęśliwie żyć warto odkrywać zasady działania Energii Optymalnej (E.O.). Jak opisuję w książce „Optymalizm-lekarstwo na problemy XXI wieku”, jest ona tą kluczową siłą, która odpowiada za współpracę ciała i duszy człowieka.

 

To właśnie dzięki niej człowiek ma możliwość zachowywania pełnego zdrowia, spełniania się zgodnie z własnym przeznaczeniem oraz zrozumienia mechanizmu działania zarówno życia doczesnego jak i wiecznego. Oznacza to, że przepływ Energii Optymalnej ma znaczący wpływ na jakość doczesnego życia człowieka, ponieważ decyduje czy jest się świadomym życia duchowego czy nie - zdrowym lub chorym, szczęśliwym czy nieszczęśliwym. Bez niej nie powstałaby świadomość, która odpowiada za odkrycie i poznanie własnej duszy.

Nie każdy jest dzisiaj świadomy posiadania własnej duszy. Mało kto potrafi na te tematy otwarcie rozmawiać, szczególnie w taki sposób, aby przez tę rozmowę rozwijać duchowość w drugim człowieku. Powszechnie obserwuję odejście ludzi od pielęgnacji własnego stanu duchowego, co według mnie jest główną przyczyną ich coraz krótszego życia, czy upadku moralnej naszej cywilizacji. Jak opisałem w książce, ludzi stworzono, jako postacie biologiczno-duchowe. To oznacza, że człowiek, aby żyć zgodnie z własnym przeznaczeniem, stale potrzebuje pokarmu zarówno dla swojego ciała jak i duszy. Próba ich rozdzielenia wiąże się z niedoborem E.O., co dzieje się od wieków i jest przyczyną narastania konfliktów, nieporozumień i wojen między ludźmi.

(…)

Piotr Kraus

Kraus SYSTEM

– Skuteczny Sposób na Zdrowie

Arkadia „Kraus”

www.arkadiakraus.com

 

więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

Tegoroczną nagrodę Nobla w dziedzinie fizjologii i medycyny doceni każdy, kto zaspał i spóźnił się do szkoły lub do pracy. Trzech Amerykanów (Jeffrey C. Hall, Michael Rosbash i Michael W. Young) uhonorowano za badania nad molekularnymi mechanizmami odpowiedzialnymi za rytm okołodobowy.

Już w XVIII wieku astronom Jean Jacques d'Ortous de Mairan badając roślinę – mimozę - stwierdził, że jej liście otwierają się w stronę słońca w ciągu dnia, a zamykają o zmierzchu. Postanowił sprawdzić, co stanie się z rośliną stale przebywającą w ciemności. Jak się okazało, także bez dostępu światła słonecznego liście otwierały się i zamykały w stałym, codziennym rytmie, jakby sterował nimi wewnętrzny zegar.

Z czasem udało się poznać więcej „zegarowych” roślin – Karol Linneusz stworzył w Uppsali pierwszy "zegar kwiatowy" z kwiatów otwierających się o określonych godzinach (jego dokładność wynosiła kilka minut). Biologiczne zegary, który pomagają dostosować fizjologię do pory dnia, zaobserwowano także u zwierząt i ludzi. Ta regularna adaptacja jest określana mianem rytmu okołodobowego.

W latach 70. XX wieku Seymour Benzer i jego student Ronald Konopka wykazali, że zaburzenia nieznanego jeszcze genu (nazwanego „genem period”) zakłócają zegar biologiczny pospolitych muszek owocowych. Jednak dopiero tegorocznym laureatom udało się poznać mechanizm działania tego zegara.

W roku 1984 Jeffrey Hall i Michael Rosbash (Brandeis University w Bostonie) oraz Michael Young (Rockefeller University, Nowy Jork) wyizolowali gen „period”. Później Hall i Rosbash odkryli, że specyficzne białko PER, kodowane przez gen period, gromadzi się w komórce nocą, a w dzień ulega degradacji.

W roku 1994 Michael Young odkrył drugi gen „zegarowy” (nazwano go „timeless”), kodujący białko TIM, niezbędne do normalnego rytmu dobowego. Jak wykazał Young, wiążąc się z białkiem PER - białko TIM umożliwia im obu wnikniecie do jądra komórkowego, gdzie blokują działanie genu „period”. Ponieważ nadmiar białka PER blokuję jego dalszą syntezę, zjawiska te są podstawą samoregulacji. Ale co kontroluje częstotliwość oscylacji poziomów białek w żywej komórce?

Michel Young odkrył kolejny gen – „doubletime”, kodujący białko DBT, opóźniające gromadzenie się białka PER. To dzięki niemu zmiany poziomu białek zachowują rytm 24-godzinny.

Dalsze badania pozwoliły zidentyfikować dodatkowe białka, będące elementami składowymi tego komórkowego mechanizmu. Pozwalają one na przykład synchronizować rytm dobowy ze zmianami światła i ciemności. Zegary biologiczne działają według tych samych zasad również w komórkach innych organizmów wielokomórkowych - także ludzi.

Wewnętrzny zegar precyzyjnie dostosowuje naszą fizjologię do faz dnia, różniących się jak dzień od nocy. Reguluje zachowanie, poziomy hormonów, sen, temperaturę ciała, apetyt, metabolizm i ciśnienie krwi. Jeśli wewnętrzny zegar nie jest zsynchronizowany z otoczeniem, gorzej się czujemy. Typowym przykładem jest zjawisko „jet lag” znane każdemu, kto poleciał samolotem na egzotyczne wakacje w strefie czasowej różniącej się o wiele godzin. Możliwość korzystania ze sztucznego światła sprawiła, że coraz częściej odchodzimy od naturalnego rytmu życia, związanego z rytmem dnia i nocy.

 Specjaliści porównują funcjonowanie organizmu w rytmie okołodobowym do doskonałej orkiestry symfonicznej. Wszystkie procesy biologiczne współgrają ze sobą jak instrumenty w orkiestrze. Zaburzenia rytmu okołodobowego źle wpływają na samopoczucie. Są dowody, że przewlekłe niedopasowanie naszego stylu życia do wewnętrznego zegara (nieregularne pory aktywności i snu, na przykład praca w nocy lub w zmiennych godzinach, ekspozycja na światło w godzinach wieczornych i nocnych) mogą zwiększać ryzyko niektórych chorób.

Najczęstszym zaburzeniem rytmu okołodobowego jest zespół opóźnionej fazy snu (DSPS). Dotyczy głównie osób poniżej 30. roku życia, które zasypiają dopiero po 2:00. Jeśli pacjent może rano spać do woli, profil i długość snu są prawidłowe, ale pojawiają się problemy z porannym wstawaniem. Zaburzenie to może mieć podłoże biologiczne - albo wynikać z trybu życia, na przykład spędzania wieczornych godzin na wysiłku fizycznym, przed telewizorem, komputerem lub ze smartfonem w ręce.

Zespół przyśpieszonej fazy snu jest typowy dla osób po 60. roku życia. Chętnie zasypiają oni przed godziną 21:00, za to wstają o 3- 4:00 nad ranem, często budząc innych domowników

Rzadkim zaburzeniem jest tak zwany rytm wolno biegnący. Najczęściej pojawia się u osób niewidomych lub znajdujących się w izolacji. Każdego dnia zasypiają one i budzą się później, zgodnie z własnym, wewnętrznym rytmem okołodobowym (który jest dłuższy niż 24 godziny). (PAP).

Autor: Paweł Wernicki,

Edytor: Anna Ślązak

Źródło: PAP – Nauka w Polsce

 

 więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

List do Rzecznika Praw Obywatelskich

Podstawowym i najważniejszym prawem człowieka jest prawo do życia oraz zdrowia fizycznego i psychicznego. Obowiązkiem rządzących jest ochrona tych wartości. Państwo nasze nie umie chronić życia i zdrowia obywateli. Mamy prawie najkrótszą średnią długość życia w Europie, prawie największą śmiertelność noworodków, prawie najbardziej „dorodną młodzież” (co jest wielkim nieszczęściem), prawie największy przyrost naturalny, prawie najgorszy stan zdrowia ludzi.

Przyrost naturalny jest największy w tych krajach, gdzie jest największa nędza i gdzie szczególnie złą jest służba zdrowia (R. Dubos), a „niewolnicy rozmnażają się równie dobrze jak bydło” (F. Engels). Gdy przyrost ludności, a ściślej przyrost ogólnej wagi ciała narodu, wyprzedza przyrost produkcji żywności, a tak się dzieje w naszym kraju od lat, musi to powodować pogłębienie degeneracji narodu i powodować kryzysy. Poseł Mozałkiewicz powiedział wczoraj w Sejmie, że obecną naszą sytuację można przyrównać do czasów saskich. Upatrywał przyczyn wielu naszych nieszczęść w charakterze narodowym. Zapomniał przy tym o bardzo ważnej rzeczy. W czasach saskich najbardziej zdegenerowani byli magnaci i szlachta. Ale oni stanowili tylko około 10% narodu. Wystarczyło 10% zdegenerowanych, ale mających na nieszczęście władzę obywateli, by Polska zniknęła z mapy Europy. Obecnie mamy również około 10% rządzących, równie jak szlachta zdegenerowanych. Ale to nie jest szlachta! Zdecydowana większość z nich pochodzi z klasy chłopskiej i robotniczej, czyli praktycznie również z chłopskiej. Te same czynniki (biologiczne), które zniszczyły szlachtę w czasach saskich i które spowodowały degenerację rządzących obecnie, nie były i nie są znane. Znam te czynniki! Nieznajomość tych czynników uniemożliwia wyjście z kryzysu, uniemożliwia rozumne zorganizowanie życia w kraju. Zastąpienie obecnie rządzących przez innych jest niecelowe. Ci inni, nowi, mniej zdegenerowani fizycznie i umysłowo ulegną takiej samej degeneracji po kilku latach. W czasach saskich istniały przynajmniej takie warunki biologiczne, które umożliwiały pojawienie się bardziej wybitnych jednostek (Staszic, Kołłątaj, Konarski i inni). Obecnie takich warunków biologicznych nie ma i takich ludzi być nie może. Ślady rozumu, ale zaledwie ślady, można znaleźć zaledwie u trzech żyjących obecnie w Polsce ludzi. Reszta jest milczeniem. Czynność umysłu ludzkiego to tylko chemia wynikająca z chemii organizmu. Człowiek zdrowy i szczupły może mieć zdrową czynność umysłu, człowiek otyły i chory zdrowej czynności umysłu mieć nie może! Z drugiej strony każdy przeciętny człowiek może uzyskać zdrową czynność umysłu równie szybko, jak szybko w warunkach obozów koncentracyjnych umysły więźniów zmieniały się w umysły tępych niewolników. W okresie 20 lat sprawdziłem to na dużej ilości ludzi o różnych zawodach, różnym wykształceniu i na różnych stanowiskach zatrudnionych. Bezpośrednią przyczyną kryzysu, trwającego nieprzerwanie od blisko dziesięciu lat był tzw. program poprawy wyżywienia narodu z roku 1974, który zrealizowano właśnie w roku 1980. Program ten w praktyce zniszczył biologicznie nasz naród, a najbardziej zniszczył rządzących. Protestowałem przed wprowadzeniem tego programu, przestrzegałem ówczesnego Premiera przed jego zgubnymi dla narodu skutkami. Zaczątki kry-zysu widziałem już w roku 1971, o czym pisałem w liście do E. Gierka; fragment tego listu przedrukowała „Polityka”. Starałem się nie dopuścić do wystąpienia kryzysu w ZSRR, przewidując jego pojawienie się na koniec lat 80. – o czym pisałem w listach do dyr. Instytutu Żywienia AN ZSRR prof. Pokrowskiego już w roku 1970 i w listach do Breżniewa czy Gorbaczowa.

Przy poparciu prezesa „Agrotechniki” Zbigniewa Niemczynowicza zorganizowałem Akademię Zdrowia w Ciechocinku. Musiałem czasowo zawiesić jej działalność z powodu licznych przeszkód ze strony głównie służby zdrowia i innych tępych i zawistnych ludzi. Wielu profesorów zupełnie nieznających się na rzeczy, w tym i Rada Naukowa przy Ministrze Zdrowia, oceniły moją działalność negatywnie. Bez wiedzy, bez przeprowadzenia badań, przy fatalnym stanie zdrowia ludzi w naszym kraju, kryzysie, niskiej wartości biologicznej narodu. Nie znając przyczyn powodujących negatywne czy korzystne rezultaty, nie umiejąc zapobiec nieszczęściom. Ludzie bezpośrednio winni biologicznego zniszczenia naszego narodu, ludzie, których działalność spowodowała biologiczne i materialne straty porównywalne do strat z ostatniej wojny, nadal swymi bezrozumnymi poczynaniami niszczą nasz naród i uniemożliwiają próby naprawy. Niektórzy z nich nie wahali się nawet do wykorzystania psychiatrii do niszczenia ludzi dysponujących wiedzą, która mogłaby przynieść ogromne korzyści, ale zagrozić ich pozycji.

Jest w naszym kraju instytucja rzecznika dobra służby zdrowia, która pilnuje interesów pracowników służby zdrowia. Niezależnie od pięknych i pustych słów faktem jest, że interesy służby zdrowia i interesy narodu są obecnie sprzeczne. Rzecznik dobra służby zdrowia z samej swej istoty musi prześladować tych, którym na sercu leży dobro ludzi, a zwłaszcza tych, którzy potrafią skutecznie zapobiegać chorobom, przyczynowo i skutecznie leczyć chorych i wyleczyć ich z chorób uważanych z nieuleczalne.

Ani Rady Naukowej przy Ministrze Zdrowia, ani wielu innych instytucji i profesorów od 1970 roku nie zainteresowała możliwość przyczynowego zapobiegania chorobom i przyczynowego leczenia chorych, które to możliwości wielokrotnie przedstawiałem. Po zainteresowaniu sprawą Premiera (w 1974 roku), po znalezieniu poparcia ze strony prof. J. Aleksandrowicza, po przyznaniu dużych środków na badania przez Ministra Nauki długo nie mogłem znaleźć nikogo, kto zechciałby te badania przeprowadzić. Zarówno Instytut Żywności i Żywienia, jak i kolejni ministrowie zdrowia przez wszystkie te lata utrudniali przeprowadzenie badań, skutecznie przeszkadzali w mojej działalności.

Zamierzam w najbliższym czasie wznowić działalność Akademii Zdrowia. Proszę o pomoc w tej sprawie - wystarczy, by mi nie przeszkadzano. Otwarciem podobnej placówki interesują się w ZSRR i Czechosłowacja. Odnośnie otwarcia placówki w ZSRR istnieje umowa między „Agrotechniką” a władzami Abchazji.

Badania przeprowadzone na zwierzętach (prof. Berger), na zwierzętach i na ludziach chorych (prof. Rafalski) udowodniły, że żywienie optymalne nie powoduje jakichkolwiek niekorzystnych zmian w organizmach ludzkich, a pomaga wielokierunkowo. Przez te lata wyleczyłem z chorób rzekomo nieuleczalnych wiele set ludzi - wielu byłych inwalidów odzyskało zdrowie i podjęło pracę. Prawie wszystkich chorych można przyczynowo i tanio wyleczyć, przywrócić zdolność do pracy większości obecnych inwalidów; można usunąć z naszego narodu otyłość, miażdżycę, nadciśnienie, cukrzycę, astmę, chorobę Buergera, choroby stawów i prawie wszystkie inne choroby. Można dać ludziom zdrową czynność umysłów, którą utracili w wyniku tak zwanego grzechu pierworodnego. Możemy po niedługim czasie być zdrowym, długowiecznym, bogatym i mądrym narodem. Potrzebne są szybkie decyzje, bowiem produkcja żywności w Polsce jest zupełnie niedostosowana do rzeczywistych potrzeb ludzi. Przed nowym sezonem wegetacji można ułożyć program produkcji żywności dostosowany do potrzeb człowieka i zacząć go jak najszybciej realizować. Możliwości mamy przeogromne. Już za dwa, trzy lata możemy mieć potrzebną ilość najlepszej żywności dla wszystkich. Za sześć lat możemy mieć tej żywności dwa razy za dużo, a za lat dziesięć - trzy razy za dużo w stosunku do potrzeb (eksport).

Obecne trendy w produkcji żywności są szaleńczo bezrozumne. Wymuszana jest produkcja najbardziej szkodliwej żywności, powodująca ponadto ogromne marnotrawstwo energii, ziemi, pracy ludzkiej wyniszczającej nasz naród. Obecnie nasz naród jest chory, sfrustrowany, ociężały, niezdolny do efektywnej pracy. Dotychczasowe próby naprawy powodowały z zasady kolejne znaczne straty i nadal muszą powodować straty. Najgorszy jest brak perspektyw. Ludzie wiedzą, że jest źle, wiedzą, że byłoby dobrze, gdyby było lepiej, ale nikt nie wie, jak to „lepiej” osiągnąć.

Może być nie tylko lepiej. Może być tak dobrze, jak nigdy jeszcze w naszej historii nie było. Taki cel, przedstawiony ludziom i dokładnie wytłumaczony, byłby najlepszym czynnikiem mobilizującym otępiały naród do podjęcia jeszcze jednej, tym razem ostatniej próby, ale tym razem na pewno skutecznej, bo-wiem opartej na wiedzy ścisłej, potwierdzonej w doświadczeniu i zawsze sprawdzalnej w doświadczeniu.

Do Rzecznika Praw Obywatelskich zwraca się wielu ludzi z różnymi problemami. W porównaniu do spraw, które przedstawiam, wszystkie pozostałe sprawy są mało istotne i ulegną samoistnie rozwiązaniu, po usunięciu naczelnej przyczyny wszelkiego zła. „Wszelkie zło pochodzi z poglądów” - Kołłątaj. „Poglądy będą najszkodliwsze ludziom i będą nierównie dłużej trapić rodzaj ludzki, aniżeli oddzielność własności” - Staszic. Rzeczywiście tylko poglądy są przyczyną wszelkiego zła. Ponieważ znam przyczynę poglądów, wiem jak ją usunąć i wiem jak zastąpić w umysłach ludzkich wiarę, bądź poglądy wiedzą i tylko wiedzą, wiem też jak usunąć przyczynę naczelną wszelkiego zła. To, że ludzie mają obecnie wyłącznie poglądy (bądź wiarę) nie oznacza, że po niedługim czasie nie będą mogli dysponować wyłącznie wiedzą. Dysponując wiedzą, będą dokładnie wiedzieli, co jest dobre, a co złe (jak wiedzieli przed popełnieniem grzechu pierworodnego), a to pozwoli na rozumne i zdrowe, a przy tym długie, bezpieczne i szczęśliwe życie ludzi.

lek. med. Jan Kwaśniewski

Ciechocinek, 20.09.1988 r.

„Podstawowym i najważniejszym prawem człowieka jest prawo do życia oraz zdrowia fizycznego i psychicznego. Obowiązkiem rządzących jest ochrona tych wartości. Państwo nasze nie umie chronić życia i zdrowia obywateli” – z listu dr. Kwaśniewskiego do prof. dr hab. Ewy Łętowskiej, pierwszego Rzecznika Praw Obywatelskich.

W najnowszy miesięczniku przybliżamy Państwu jeden z listów doktora Jana Kwaśniewskiego zaadresowany do Rzecznika Praw Obywatelskich z dnia 20. 09. 1988. „Podstawowym i najważniejszym prawem człowieka jest prawo do życia oraz zdrowia fizycznego i psychicznego. Obowiązkiem rządzących jest ochrona tych wartości. Państwo nasze nie umie chronić życia i zdrowia obywateli” - tak rozpoczął swój list doktor Jan Kwaśniewski. Takie państwo nie może być dobrą ojczyzną dla swoich obywateli. To z tego powodu wiele wartościowych osób opuściło swój kraj, szukając miejsca do szczęśliwszego życia gdzieś indziej. Przyrost naturalny jest największy w tych krajach, gdzie jest największa nędza i gdzie jest szczególnie zła służba zdrowia. Dzisiejsza sytuacja kraju jest taka, iż nowy rząd postanowił poprawić …sytuację demograficzną społeczeństwa, zapominając o rzeczy najważniejszej tj. wartości biologicznej powołanych do życia przyszłych obywateli. (…)

Zapraszam do kolejnej ciekawej lektury.

Bogdan Tkocz

Prezes ZG OSO

 

więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

Choroba zwyrodnieniowa stawów (artroza) jest bardzo powszechną dolegliwością, na którą cierpią miliony osób. Objawia się bolesnością, obrzękiem, upośledzeniem ruchomości jednego lub kilku stawów.

Wymaga leków przeciwzapalnych i przeciwbólowych. Leki początkowo przynoszą ulgę. Po pewnym czasie ataki choroby stają się jednak silniejsze i coraz dłuższe.

Chorobę zwyrodnieniową stawów wywołuje zapalenie chrząstki chroniącej zakończenia kości i umożliwiającej płynne zginania stawów. W przypadku artrozy czynniki zapalne w stawach niszczą chrząstkę, która pęka, wyciera się i może nawet całkowicie zaniknąć, pozostawiając kości zupełnie nieosłonięte. Wówczas przy każdym ruchu kości pocierają o siebie, a to sprawia ból i wręcz zaostrza stan zapalny objawiający się obrzękiem stawów. Żeby się uchronić przed tą chorobą, trzeba zawczasu myśleć o profilaktyce.

Dzisiejsze leki jedynie uśmierzają ból. Zupełnie nie oddziałują na chrząstkę, która ulega postępującej degeneracji. W dłuższym okresie ich skuteczność maleje i wreszcie całkowicie zanika, wraz z zanikiem tkanki chrzęstnej. Wówczas leki powodują tylko skutki uboczne, a te potrafią być niebezpieczne. Chirurdzy najczęściej doradzają operacje, bo na tym dobrze zarabiają. Niestety nie zawsze kończy się to sukcesem. Dochodzi do tego bardzo długa i kosztowna rehabilitacja.

Ostatnie badania wykazały, że medycyna naturalna oferuje bardzo dobre sposoby na chorobę zwyrodnieniową stawów: hakorośl – diabeski pazur (Radix hatpagophyti), imbir, kwasy tłuszczowe omega 3, glukozamina i chondroityna.

(…)

Prof. zw. dr hab. inż.

Stanisław Wiąckowski

 

więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

 

Podobnie jak głóg, pięciornik kurze ziele, malina, truskawka, śliwa, jarzębina, należy do licznej, obejmującej 120 rodzajów i blisko  4000 gatunków - rodziny różowatych, która charakteryzuje się m.in. zawartością garbników, trójterpenów, flawonoidów, glikozydów fenolowych, saponin.

Róża dzika osiąga wysokość do 2m, rośnie w całym kraju, pospolita w zaroślach, na brzegach lasów, w pobliżu domostw, na miedzach i nieużytkach.

Ma duże, promieniste, różowe lub niemal białe kwiaty. Owoc pozorny, wewnątrz którego znajduje się wiele owoc ów właściwych w postaci małych, białawych orzeszków, powstaje przez umięśnienie dna kwiatowego. Liczne podgatunki róży różnią się między sobą, głównie ząbkowaniem liści. Dzika róża jest dostawcą wielu witamin, zwłaszcza w dużej ilości wit. C. Zawiera wiele katalizatorów i biostymulatorów potrzebnych do utrzymania zdrowia. Kwitnie od maja do końca lipca: owoce dojrzewają w sierpniu, wrześniu i pozostają na gałązkach do zimy. Zebrane owoce należy wysuszyć i w takim stanie mogą być przechowywane dwa lata. Surowcem leczniczym róży są owoce, kwiaty i liście.

(…)

Opracowała:

Angelika Ulatowska

Tel. kont.  503980191

 http://bioprzystan.pl/

 więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

 

Witam,

Chciałam się dowiedzieć, jakie są Państwa doświadczenia w leczeniu zespołu Sudecka. Ile trwa pobyt związany z leczeniem tego schorzenia?

Pozdrawiam

Ewa B.

 

Szanowna Pani,

Zespół (czy choroba) Sudecka jest spotkany stosunkowo rzadko, a występuje jako powikłanie urazów najczęściej w obrębie ręki i przedramienia, ale może też zdarzyć się po urazie stopy oraz podudzia. Pierwsze objawy pojawiają się zazwyczaj kilka tygodni po złamaniu w obrębie nadgarstka, ale może on wystąpić nawet po tak błahych urazach jak ukąszenie owada czy banalne stłuczenie ręki. Istotą choroby jest znacznego stopnia zmniejszenie przepływu krwi poprzez drobne naczynia krwionośne w obrębie ręki i przedramienia (rzadziej stopy), które powoduje upośledzenie odżywienia tkanek miękkich oraz kości, prowadząc do zaburzeń mineralizacji oraz zmniejszenia masy tkanki kostnej, dlatego niektórzy lekarze określają to jako miejscową osteoporozę.

Patomechanizm, czyli przebieg procesów biochemicznych w chorobie nie jest do końca wyjaśniony, ale wszyscy badacze podkreślają, że mamy tu do czynienia nadmierną miejscową przewagą układu sympatycznego, co doprowadza do obkurczenia naczyń krwionośnych w danym obszarze. Dlaczego do tego dochodzi, nikt nie dał jednoznacznej odpowiedzi.

(…)

lek. Przemysław Pala

konsultant medyczny

Arkadii Lido w Jastrzębiej Górze

 

więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

To już nasza coroczna tradycja. Zawsze od kilkunastu lat jesienią spotykają

się optymalne rodziny i samotne osoby, aby wziąć udział we wspólnej dyskusji i wymianie doświadczeń na temat różnych sposobów pokonywania wszelkich chorób, a następnie wspólnie zabawić się i potańczyć przy muzyce.

 

Tak też było i tym razem. Oprócz ŻO, które zawsze stawiamy na pierwszym miejscu, dzielimy się swoimi osobistymi spostrzeżeniami, a także osobistym doświadczeniem, które przyniosło dodatkowe efekty zdrowotne. Tym razem omówiliśmy między innymi mało znaną metodę wspomagania leczenia jaką jest apitoksynoterapia. Co to takiego?
(...)

Dziękuję i pozdrawiam z całego serca,
Teresa Szczepanek
Starszy doradca ŻO
DW Globus – Ustroń-Jaszowiec
tel kont. 609-147-364

więcej - w numerze listopadowym miesięcznika "Optymalni"

W połowie października w Puszczy Zielonce koło Poznania odbyło się Jesienne Spotkanie Optymalnych zorganizowane przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Optymalnych.

Wiosną tego roku w Ciechocinku na „Aktywnym powitaniu wiosny pod tężniami” zdecydowaliśmy, że warto takie spotkania szkoleniowo-integracyjne organizować w różnych miejscach Polski. I tak też się stało.

Spotkaliśmy się w Ośrodku Naukowo – Dydaktycznym Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu w dniach 14-15 października. W sobotę po śniadaniu warsztaty Tai Chi w pięknych okolicznościach przyrody tamtejszego arboretum przeprowadził Tomasz Dudarski, instruktor Tai Chi stylu Yang, instruktor TaijiFit i TaiChi Flow, twórca CHILLINN. Po latach przedstawiania jako egzotycznej formy sztuk walki, Tai Chi jest teraz widziane przez świat lekarski jako odpowiedź na większość fizycznych dolegliwości. Z każdym tygodniem, naukowcy odkrywają nowe zalety tej formy, obejmujące korzyści dla ludzi cierpiących m.in. na artretyzm, cukrzycę lub bóle układu kostno-mięśniowego spowodowane pracą przy komputerze. Tai Chi to ciąg ruchów całego ciała wykonywanych powoli i elegancko. Każdy ruch, bez zatrzymania przechodzi w następny. Taka technika została zapoczątkowana przez taoistycznego mnicha, który został zainspirowany oglądając walkę pomiędzy żurawiem a wężem. Biorąc pod uwagę wiele zalet, jak efektywne oddychanie, równowaga, spokój, redukcję hormonów stresu przy minimalnym wysiłku, nie dziwi że Tai Chi zaczyna prześcigać Jogę. Więcej szczegółów – dla dociekliwych – na: www.taichi.poznan.pl

Po dawce ruchu na świeżym powietrzu w sali konferencyjnej  ośrodka odbył się wykład przy kawie (z bitą śmietaną!). Zuzanna Rzepecka, Starszy Doradca Żywienia Optymalnego opisała proces trawienia pokarmów i omówiła problemy niedoborowo-nadmiarowe, które są plagą naszych czasów. „Kto długo żuje, ten długo żyje” – o tym, jak myślę, warto zawsze pamiętać. Po obiedzie na tejże sali wykład z prezentacją starosłowiańskiego masażu brzucha wygłosił Władysław Batkiewicz, fizjoterapeuta, wykładowca mikrokinezyterapii. O Starosłowiańskim Masażu Brzucha pisaliśmy już w numerze lipcowym. Przypomnę jedynie, iż terapia wisceralna, zajmuje się rozluźnianiem napięć narządów jamy brzusznej, a więc układu żołądkowo-jelitowego, moczowego, płciowego, ale również poprawia pracę układu krążenia, układu nerwowego, przynosi ulgę w bólach kręgosłupa i stawów całego ciała. Istotą tej metody jest bardzo delikatny i całkowicie bezbolesny dla pacjenta - dotyk dłońmi terapeuty narządów jamy brzusznej, w ściśle określonej kolejności. Ponadto rozluźnia się napięcia pomiędzy poszczególnymi narządami, a kręgosłupem, receptorami na stopie, nerwami współczulnymi i przywspółczulnymi. Zainteresowanych zapraszam po szczegóły na stronę www.staroslowianskimasazbrzucha.pl.

Po tak bogatym w wrażenia dniu - wieczorem - kolacja przy ognisku i zabawa. Atmosferę umilił nam występ Andrzeja Lajborka, aktora Teatru Nowego, który wykonał autorski program artystyczny z elementami satyrycznymi. Będziemy pamiętać piękny głos i grę na gitarze pana Andrzeja, jak również jego ze swadą opowiadane dowcipy!

W niedzielę po porannych ćwiczeniach Tai Chi i śniadaniu wyjechaliśmy z… puszczy do miasta - na zwiedzanie Poznania. Poznań jest jednym z najstarszych lokowanych miast w Polsce – nadanie praw miejskich nastąpiło w 1253 r. Roi się tu od zabytków z różnych epok – jest co podziwiać. Naszą grupę brawurowo poprowadził Zbigniew Rzepecki – solidną dawkę informacji okraszając anegdotami. Przeszliśmy trasą od Opery, przez Zamek, Pomnik Ofiar Czerwca 1956, do rynku z przepięknymi kamieniczkami i renesansowym ratuszem. Niestety koziołków nie widzieliśmy – kto wie więc, czy tam nie wrócimy, by je zobaczyć!

Nasze jesienne weekendowe spotkanie posłużyło znakomicie do zrelaksowania się i wymiany doświadczeń w przepięknym otoczeniu najpierw zieleni puszczy, a potem starówki poznańskiej. Czegóż chcieć więcej? Może, żeby więcej osób otwarło się na nowe kierunki wyjazdów warsztatowo-wypoczynkowych… Wiem, że najbardziej lubimy piosenki, które dobrze znamy, ale… czy nie satysfakcjonuje także wspólne tworzenie nowych przebojów?

Ewa Borycka-Wypukoł

PS. Serdecznie dziękuję Zuzannie Rzepeckiej, prezes poznańskiego Oddziału OSO oraz Tomkowi Dudarskiemu za pomoc logistyczną przy organizacji tej imprezy.

1%

DLA ZDROWIA
I LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI