#1 Pytanie

Odpowiedź

Lek. Przemysław Pala

/ 2012-11-18

W poprzednim numerze miesięcznika "Optymalni" mieli Państwo okazję zaznajomić się z rolą układu autonomicznego i jego wpływem na ludzki organizm oraz zapoznać się z mechanizmem działania prądów selektywnych. W obecnym artykule skupimy się na chorobach z przewagą układu sympatycznego i możliwościach ich leczenia prądami PS.
Jak wiadomo przewaga układu sympatycznego nad parasympatycznym objawia się uogólnionym pobudzeniem organizmu. Wyraźnie zaznaczona wtedy będzie reakcja układu krwionośnego, przyśpieszeniu ulega akcja serca oraz siła jego skurczu, wzrasta ciśnienie tętnicze krwi. Charakterystyczne są również zmiany ukrwienia poszczególnych narządów: lepsze zaopatrzenie wystąpi w mięśniach i mózgu, gorsze natomiast w skórze i przewodzie pokarmowym. Z innych zmian można wymienić: rozszerzenie oskrzeli, wzrost aktywności kory mózgu, zahamowanie perystaltyki jelit czy brak apetytu.
Występowanie takiego stanu okresowo jest rzeczą naturalną i jak najbardziej korzystną. Niekiedy dochodzi jednak w organizmie do uogólnionego lub miejscowego utrwalenia się przewagi układu sympatycznego, co prowadzi do występowania określonych dolegliwości. Bardzo dobrym przykładem będzie tu nerwica wegetatywna. W chorobie tej mamy do czynienia z przewagą sympatyczną w centralnym układzie nerwowym. Osoby dotknięte nerwicą prezentują często wszystkie możliwe objawy zaburzeń w układzie autonomicznymi, z tego powodu bardzo długo leczone są przez lekarzy różnych specjalności zanim zostanie rozpoznana prawdziwa choroba. Symptomami nerwicy mogą być: bezsenność, kołatanie serca, skoki ciśnienia tętniczego, kłopoty z przewodem pokarmowym, suchość w ustach, rozdrażnienie oraz wiele innych.
W przypadku przejścia osoby chorej na dietę optymalną wymienione wyżej objawy mogą same szybko ustąpić. Zdarza się jednak, że zmiany są na tyle utrwalone, iż konieczne jest zastosowanie prądów selektywnych pobudzających układ parasympatyczny. Zabiegi takie stosuje się ok. 2 tyg. przykładając elektrody na głowę. Pierwsze oznaki ustępowania choroby mogą pojawić się już po kilku dniach. Po osiągnięciu całkowitego wyleczenia nie ma już zwykle potrzeby stosowania prądów. Wyjątkowość tej metody mogą szczególnie docenić osoby, które przez wiele lat zmuszone były brać środki nasenne i uspakajające, a obecnie mogą spać dobrze bez żadnych leków.
Istnieje również wiele jednostek z miejscową przewagą układu sympatycznego. Należy do nich np. tahyarytmia, czyli przyśpieszenie akcji serca powyżej 90/min, która często wiąże się z zaburzeniami rytmu, podwyższonym ciśnieniem oraz chorobą wieńcową. W takich przypadkach zastosowanie zabiegów z rozłożeniem elektrod na kończyny górne zapewnia szybkie ustępowanie choroby.
Do najczęstszych dolegliwości, z jakimi zgłaszają się pacjenci na zabiegi należą zaburzenia ukrwienia kończyn dolnych. Wyższa aktywność układu sympatycznego w kończynach powoduje obkurczenie naczyń i gorsze zaopatrzenie w krew. Początkowymi objawami mogą być wychłodzone stopy, czy bóle w czasie chodzenia. Później dołączają się bóle spoczynkowe, a nieraz i trudno gojące się owrzodzenia. Takie same objawy można spotkać w miażdżycy kończyn dolnych. Tradycyjne leczenie takich chorób kończy się zwykle utratą kończyny. W naszej praktyce spotkaliśmy się z wieloma przypadkami uratowania nogi zakwalifikowanej już do amputacji. W zależności od choroby i jej zaawansowaniu różna jest efektywność terapii. Największą odnotowaną u nas poprawę zgłosił pacjent z chromaniem przestankowym, który przed kuracją nie mógł przejść 100 m, natomiast po 2 tygodniach nie sprawiło mu kłopotu chodzenie z żoną na zakupy (ok. 1500 m).
Prądy PS można również stosować na kończyny dolne w chorobie reumatycznej, rwie kulszowej, stwardnieniu rozsianym czy stanach pourazowych układu nerwowego, jednak poprawa nie jest aż tak spektakularna, niemniej wielokrotnie wyższa niż przy leczeniu farmakologicznym.
Jedną z "plag" naszego społeczeństwa jest tzw. nadciśnienie samoistne. Oficjalnie nieznana jest przyczyna tej choroby, a leczenie jest wyłącznie objawowe. Bardzo wielu ludzi w Polsce po 65. roku życia ma kłopoty z nadciśnieniem tętniczym. Przyczyną choroby jest prawie zawsze rozwijająca się miażdżyca, która powoduje zwężenie naczyń krwionośnych. Aby zapewnić odpowiedni przepływ przez chore naczynia (zwłaszcza mózgowe) organizm jest zmuszony podnieść ciśnienie krwi. Im węższe naczynia, tym ciśnienie musi być wyższe. Przyczynowe leczenie tej choroby jest tylko jedno - dieta optymalna. Niestety miażdżyca należy do chorób ustępujących bardzo wolno - czasem nawet do 2 lat. Aby uniknąć brania leków oraz powikłań choroby można i tutaj zastosować leczenie prądami PS, a w zależności od objawów elektrody umieszcza się na głowie lub kończynach.
Szerokie zastosowanie mają również prądy PS w leczeniu dolegliwości ze strony kręgosłupa. Leczy się nimi zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, chorobę zwyrodnieniową i zespoły korzenne.
Ciekawym, acz rzadkim zastosowaniem prądów PS jest leczenie impotencji u mężczyzn oraz oziębłości płciowej u kobiet. Przyłożenie elektrod w okolicy spojenia łonowego zwiększa ukrwienie tej okolicy i powoduje odzyskanie utraconej sprawności. W praktyce wielokrotnie zdarzało nam się stosować takie zabiegi u mężczyzn z pozytywnym efektem. Niestety nie mamy żadnych doniesień ze strony kobiet.
Możliwości zastosowania prądów PS są znacznie szersze niż można by to zmieścić w tym artykule. Istnieje jeszcze wiele chorób, które można leczyć tym sposobem (jaskra, zaparcia atoniczne, nadczynność tarczycy i inne). Pamiętać należy jednak, że to, co wydaje się tu takie proste, wymaga znajomości chorób, możliwych powikłań czy objawów "przedawkowania". W niektórych przypadkach wykonanie zabiegów może być niemożliwe ze względu na choroby współistniejące. Nieprawidłowe zastosowanie prądów może również spowodować nasilenie objawów, dlatego przed przystąpieniem do leczenia należy zawsze zasięgnąć porady u lekarza obeznanego z tą metodą, z którym można spotkać się w „Arkadii". W Jastrzębiej Górze stosujemy prądy selektywne od ok. 15 lat i praktycznie nie obserwujemy niepożądanych skutków. Aby efekt zabiegów możliwie był największy, należy je wykonywać raz dziennie przez ok.10-20 min. A następnie zakończyć serię. Wykonanie takiej serii zabiegów nie sprawia trudności w przypadku osoby zamieszkałej w "Arkadii". Pacjentom z odleglejszych miejsc proponujemy pokoje gościnne, co jest znacznie korzystniejsze niż wykonywanie zabiegów co kilka dni.

Lek. Przemysław Pala
Konsultant Arkadii „Lido”

Artykuł z miesięcznika "Optymalni" - wrzesień 2012

#2 Pytanie

Odpowiedź

Lek. Przemysław Pala

/ 2012-11-18

W dwóch poprzednich numerach miesięcznika pisałem dla Państwa o oddziaływaniu prądów selektywnych na ludzki organizm. Obecnie chcę kontynuować ten temat, uzupełniając Waszą wiedzę o prądach typu „S”, czyli tych które pobudzają układ sympatyczny (współczulny).
Prądy „S” stosujemy w chorobach przebiegających z przewagą układu parasympatycznego (przywspółczulnego). Jeszcze 10-15 lat temu w mojej praktyce prądy te miały znaczenie marginalne i stosowałem je znacznie rzadziej niż prądy „PS”. Obecnie zauważyłem, że ich znaczenie w terapii zaczyna wzrastać z powodu zmieniającej się specyfiki chorób z jakimi mam do czynienia w Arkadii w Jastrzębiej Górze, choć nadal przewaga znajduje się po stronie prądów „PS”. Mają na to z pewnością wpływ zmieniające się czynniki ekologiczne, z których najważniejszym jest sposób żywienia, ale nie tylko. Według mnie na zwiększenie ilości chorób z przewagą układu parasympatycznego mają znaczny wpływ szeroko rozpowszechnione szczepienia przeciwko chorobom zakaźnym. 
Jeszcze do niedawna na choroby z przewagą choroby parasympatycznego cierpiały osoby dobrze sytuowane płci żeńskiej. Najczęściej bogate mieszczanki lub szlachcianki, które jadały pod dostatkiem, ale wybierały potrawy chude i słodkie. Ich dieta obfitowała w białko zwierzęce, które pochodziło z drobiu i ryb, ale zawierało mało tłuszczów zwierzęcych. Dodatkowo spożywały duże ilości węglowodanów, zwłaszcza z owoców. Powszechnie panujące wyobrażenie o dziewiętnastowiecznej mieszczance cierpiącej na migreny i wiecznie osłabionej, nie jest wcale znacznie oberwane od prawdy. Żywienie bogatobiałkowe i wysokowęglowodanowe powoduje to, że organizm otrzymuje zazwyczaj wystarczającą ilość aminokwasów do regeneracji, jednak ilość dostarczanej energii z węglowodanów nie zaspokaja wszystkich potrzeb. Osoby żywiące się w ten sposób mają zazwyczaj dość dobrą odporność, ale odczuwają niedobór energii i mają niskie ciśnienie krwi. Brak sił manifestuje się sennością, osłabieniem, brakiem chęci do życia i przewlekłym zmęczeniem. Obniżone ciśnienie tętnicze daje uczucie chodu i bóle głowy. 
Obecnie zatarły się już różnice w żywieniu wynikające z sytuacji materialnej i większość ludzi kieruje się w żywieniu modą lub zaleceniami dietetycznymi zawartymi w kolorowych czasopismach. Spowodowało to moim zdaniem zwiększenie ilości chorób z przewagą układu parasympatycznego. Przewaga ta jest zauważalna wyraźnie u kobiet, które są głównymi odbiorcami „propagandy żywieniowej”.
Jak łatwo sobie uzmysłowić przewaga układu parasympatycznego występuje w niedociśnieniu tętniczym, zwolnionej akcji serca, migrenie oraz depresji. Charakterystyczne są również zaburzenia ze strony układu pokarmowego pod postacią zaparć i bardzo częstej nadkwaśności soków żołądkowych. Praktycznie zawsze z przewagą układu parasympatycznego mamy do czynienia z owrzodzeniami przewodu pokarmowego.
Typową chorobą parasympatyczną jest również astma oskrzelowa i alergia, choć w tej ostatniej znacznie większą rolę przypisuję coraz powszechniejszym szczepieniom. Obecnie szczepi się dzieci na większość chorób wirusowych, co chroni je przed ewentualnym zachorowaniem w przyszłości, ale jednocześnie powoduje wzrost ilości przeciwciał we krwi, które mogą wywoływać agresję wobec własnych tkanek i odpowiedź immunologiczną organizmu. Jednym z objawów jest skurcz oskrzeli wywołujący duszność.
Prawie zawsze przewagę układu parasympatycznego można wyrównać stosując prądy selektywne „S”, przykładając elektrody tak, aby objęły one pożądany obszar. Efekt stosowania prądów jest widoczny bardzo szybko, nawet po kilku zabiegach. Działanie utrzymuje się różnie długo i zależy to zazwyczaj od żywienia pacjenta. Stosowałem taką kuracje również u pacjentów nie stosujących diety optymalnej i zawsze rezultat był podobny, jednak dolegliwości zwykle wracały, ponieważ nie zmieniali oni nawyków żywieniowych.
Zazwyczaj najszybciej po zastosowaniu prądów ustępują migrenowe bóle głowy. Wystarczy 2-3 zabiegi, by wyeliminować chorobę. Odczuwają to najlepiej pacjenci, którzy aktualnie przechodzą atak - wystarczy jeden zabieg, aby on ustąpił. 
Spektakularne jest również ustępowanie astmy oskrzelowej. Chorzy, u których stosujemy zabiegi odstawiają leki już w pierwszym tygodniu, bez względu na stopień zaawansowania choroby. W trakcie wykonywania zabiegów pojawia się u nich kaszel świadczący o rozszerzeniu oskrzeli, niejednokrotnie nawet w czasie pierwszej sesji. Po 2-5 dniach kaszel ustępuje i znikają duszności. Zwykle pacjenci nie wierzą, że choroba ustąpiła.
Prądy selektywne nie leczą alergii. Może ona ustąpić po pewnym czasie stosowania diety optymalnej. U dzieci po kilku tygodniach, u dorosłych po kilku latach lub wcale nie ustąpi (tego nie można przewidzieć). 
Równie dobre efekty osiągamy stosując zabiegi na jamę brzuszną w chorobie wrzodowej. Ustępowanie dolegliwości żołądkowych jest widoczne nawet po 1-2 zabiegach i natychmiast można odstępować od leczenia farmakologicznego. Zabiegi te można również stosować u osób cierpiących na wrzodziejące zapalenie jelita grubego i chorobę Leśniewskiego-Crona, które uważane są za choroby nieuleczalne i zazwyczaj kończą się operacją usunięcia jelita. W tych jednostkach żywienie optymalne w połączeniu z prądami „S” przynosi poprawę po kilku tygodniach. 
Dość częstym problemem spotykanym obecnie u kobiet są zaparcia spastyczne, w których przewaga układu parasympatycznego w jelitach powoduje ich obkurczenie. Jeżeli żywienie optymalne nie przynosi tu skutku, można spowodować rozprężenie mięśni jelit za pomocą prądów „S”.
Oczywistym zastosowaniem jest leczenie uogólnionej przewagi układu sympatycznego w centralnym układzie nerwowym, która powoduje depresję. Jest to bardzo rzadka choroba, często mylona z powszechną nerwicą. Dlatego przy leczeniu prądami należy zawsze zweryfikować rozpoznanie i obserwować pacjenta. W tym przypadku stosujemy zabiegi na głowę, które obejmują cały centralny układ nerwowy. Wyniki są stosunkowo dobre, ale nie tak spektakularne jak w innych chorobach. Odstawianie leków jest powolne i zawsze wymaga kontroli psychiatrycznej.
Ciekawym zastosowaniem prądów jest leczenie niedoczynności tarczycy. W przypadku prostej niedoczynności prądy praktycznie zawsze powodują poprawę po kilku zabiegach. Niestety badaniem klinicznym nie można stwierdzić czy przyczyna nie tkwi wyżej tzn. po stronie przysadki lub podwzgórza mózgu, albo być spowodowana gruczolakiem. Wtedy potrzebna jest dalsza diagnostyka i zmiana metody leczenia.
Doktor Kwaśniewski opisuje również inne zastosowanie prądów „S”, którego nigdy nie zdarzyło mi się zastosować. Jednym z nich jest leczenie nadmiernej pobudliwości seksualnej u kobiet i mężczyzn. Żaden pacjent ani pacjentka nie zgłosiła się do mnie z tym problemem od 15 lat.
Oprócz prądów „PS” i „S” w Arkadii bardzo często wykorzystujemy jeszcze prądy SVU. Są one bardzo skuteczne w nietrzymaniu moczu. Dolegliwość ta dotyczy prawie zawsze kobiet ze względu na anatomiczną budowę dróg odprowadzających mocz. Może ona być spowodowana chorobą, przebytym zabiegiem lub po prostu zwiotczeniem mięśnia zwieracza pęcherza moczowego wynikającym z wieku. Prądy te działają właśnie na ten mięsień (z łaciny: Svincter Vesice Urinarie), powodując jego zwiększoną reaktywność. Efekt kliniczny jest odczuwalny nawet po 2-3 zabiegach i zazwyczaj utrzymuje się długotrwale. Co ciekawe, zabiegi te tak samo działają na wszystkie kobiety bez względu na sposób żywienia.

Lek. Przemysław Pala
Konsultant medyczny Arkadii „Lido”

Artykuł z miesięcznika "Optymalni" - październik 2012
 

#3 Pytanie

Na Zjeździe Rodzin Optymalnych w Ustroniu obiecałam prezesowi Tkoczowi, że napiszę coś o mojej rodzinie. W związku z tym, że w marcu 2003 roku był o nas artykuł w „Optymalnych” – napiszę, co teraz u nas słychać.

Odpowiedź

Jolanta Seweryńska

/ 2012-10-13

Jesteśmy czteroosobową rodzinką. Ja długo nie mogłam mieć dzieci, ale po 15 latach małżeństwa w końcu się udało i urodził się Alexander. Wtedy jeszcze na 100% nie odżywiałam się optymalnie, ale jak 4 miesiące po porodzie Alexowi nie ustępowały kolki, to przeszłam na ŻO i tak jest do dzisiaj. Kolki ustąpiły już na 2 dzień po rozpoczęciu ŻO. Karmiłam Alexa do 3,5 roku życia piersią. Może karmiłabym dalej, ale byłam już w 5 miesiącu ciąży z Maxiem i przestałam. Alex urodził się zdrowiuteńki i do 4 lat w ogóle nie chorował. Potem poszedł do przedszkola, a tam na obiad ciągle mączne rzeczy. Zero mięsa, jajek. Traktowałam to jedzenie jako dawkę węglowodanów, a w domu dawałam tłuszcz i białko. No i się zaczęło. Zaraz załapał ospę, potem zapalenie oskrzeli. Lekarz i antybiotyk. Wyzdrowiał. Po tygodniu w przedszkolu znów zapalenie oskrzeli i znów antybiotyk i tak aż 8 razy w roku. Dostał astmy. Wylądowaliśmy u pulmonologa. Wydolność płuc 70%. Dusił się i kaszlał bez przerwy. Zaczęły się problemy z żołądkiem i jelitami. Tak głośno mu burczało, że wstydził się chodzić do przedszkola. Pulmonolog przepisał spraye na astmę i Kortison. Nie było wyjścia - musieliśmy mu to świństwo 4 razy dziennie dawać. Dziecko zaczęło nam dziwnie chrząkać. Zrobiliśmy badania. Okazało się, że ma mnóstwo alergii prawie na wszystkie pyłki, roztocza, psy, koty. Dostaliśmy lekarstwo na alergię. Koło się nie zamykało. Poszliśmy do lekarza i zrobiliśmy badanie krwi. 5-letnie dziecko miało cholesterolu ok. 350, a trójglicerydów 500. Przestraszyłam się. Poszłam do przedszkola i powiedziałam, że rezygnujemy z jedzenia, bo Alex ma alergię na wiele rzeczy. Chcieli atest od lekarza - nie miałam, bo wymyśliłam tę alergię na żywność. Powiedziałam więc, że ma nietolerancję niektórych produktów i się zgodzili. Zabieraliśmy go do domu w porze obiadowej 12-14, a potem znów szedł do przedszkola. Śniadanie jadł w domu. Pojechaliśmy też do jednej z Arkadii do Polski. Po powrocie zrobiliśmy badania. Trójglicerydy spadły do 56, a cholesterol do ok. 220. Dziecko przestało kaszleć po prądach selektywnych na płuca. Pulmonolog zrobił badania i wydolność po 2 tyg. prądów wzrosła do 90%. W brzuchu przestało mu burczeć. Odstawiliśmy leki. Kupiliśmy w Polsce bańki bezogniowe i gdy Alex załapał jakiegoś wirusa stawialiśmy mu banki, a gdy było to gardło gotowałam ziemniaki w łupinkach i dawaliśmy mu to na szyję w szmacianej torbie. Pomagało. Od tego czasu, a to już 6 lat, tylko raz potrzebował antybiotyk, a było to na szkarlatynę. Nie znaczy to, że nie łapał wirusów. Łapał, ale po 1 dniu baniek przechodziło. Wyniki alergiczne we krwi (IGE) zmniejszyły się 6-krotnie. Przedtem były 10-krotnie wyższe. Alergia na psa i kota ustąpiła. Inne się zmniejszyły. Mieliśmy 100% potwierdzenia, że ŻO działa. 
Alex poszedł do szkoły, no i znów problem. Po 2 tygodniach zaczęły się tiki nerwowe. Były tak silne, że myśleliśmy, że to padaczka. Neurolog wykluczył jednak padaczkę i cokolwiek innego. Dostałam lek na tiki - Neuroleptika. Oczywiście nie dałam mu tego świństwa. Zmieniliśmy szkolę - tiki ustały. Wracają jednak przy napięciu nerwowym. Są też wtedy, jak Alex je produkty pszeniczne. Wtedy jest ich mnóstwo. Powiedziałam to jakiś czas temu lekarzowi - pediatra wyśmiał mnie. Pulmonolog zrobił badania i stwierdził, że dziecko ma uczulenie na wszystkie mąki. Dobrze, że mamy internet, bo można samemu dużo sobie znaleźć i poczytać. Ja osobiście dużo czytałam. Skoro medycyna jest bezradna, to trzeba sobie samemu pomóc. Wracając myślami w przeszłość przypomniało mi się, że Alex krótko przed pojawieniem się tików był zaszczepiony na marskość wątroby (wirus C - jakieś dziecko w przedszkolu zachorowało i nam to polecali, więc my, wzorowi rodzice, zaszczepiliśmy go). Poszłam z nim do Pani, która leczy metodami niekonwencjonalnymi. Ta pani stwierdziła, że Alex ma tiki po ostatnim szczepieniu (nic wcześniej jej o nim nie opowiadałam, więc zaskoczyło mnie, że doszła do tego, co ja wiem). Pojechaliśmy z Alexem też do pana Mularczyka - słynnego osteopaty z Wrocławia. Nie dotykając dziecka stwierdził, że nie może jeść mąki. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że medycyna niekonwencjonalna działa – ja byłam zawsze niedowiarkiem. Moje dzieci są bardzo rozumne, odżywiamy je optymalnie. Zdarza się jednak, że w szkole w nagrodę od pani są lody czy jakieś słodycze. Od razu to widzę, bo kaszlą. Ostatnio było tego kaszlu znów więcej, więc zdecydowaliśmy się na wyjazd do Polski na serię prądów. No i znów pomogło. Po 3 zabiegach kaszel ustał. Wybraliśmy pobyt tak, żeby załapać się na Zjazd Rodzin Optymalnych w Ustroniu. Poznaliśmy dużo ciekawych ludzi. Ludzi, z którymi da się rozmawiać. Znajomi, rodzina śmieją się z naszych dzieci, bo w naszym domu dzieciaki nie mówią – mama, daj mi jabłko czy truskawkę czy jajko. U nas dzieciaki mówią – mamo, daj mi jakieś węglowodany czy białko. Dzieciom trzeba dużo tłumaczyć. Nie osobom w koło. Ja jak mówiłam do wszystkich - nie dawajcie moim dzieciom słodyczy, bo tego nie jemy, nie skutkowało. Przynosili jajka niespodzianki itd. Tak jakby robili mi na złość. Nauczyłam dzieci, że niespodziankę wyciągamy, a jajko niespodzianka - do kosza. Jak zaczęli to robić przy tych, którzy ich obdarowywali, skończyły się jajka niespodzianki. Dlatego mówię: Rodzice, nie tłumaczcie tym w koło – uświadamiajcie swoje dzieci. Uczcie je żywienia optymalnego. Nasze dzieci są bardzo mądre. Do końca 4 klasy Alexa nie musieliśmy się z nim w ogóle uczyć czy cokolwiek tłumaczyć. Teraz idzie do 5 klasy. Uważam, że to zasługa ŻO. Alex ma IQ 130. Maxio w 1 klasie został mistrzem w liczeniu do miliona. Moje dzieci chodzą do szkoły z innym systemem nauczania. Są to szkoły Montessori. Tam nie ma ocen. Każde dziecko prowadzone jest indywidualnie. Alex w 4 klasie zaszedł z matematyki do klasy 7. W Polsce też już są takie szkoły, ale tylko w dużych miastach, jak Warszawa czy Poznań. A szkoda, bo życzę takiej szkoły każdemu dziecku. Zero stresu. Dzieci uczą się chętnie i nie chcą iść po szkole do domu. 
Ja kiedyś ciągle łapałam choroby gardła i rozkładało mnie na cały tydzień. Teraz jak coś załapię, to dostaję wysokiej gorączki – ok. 39st. - a na drugi dzień jestem zdrowa. Nie psują mi się zęby, a kiedyś przy każdej kontroli było coś do leczenia. Tak samo jest z dziećmi – żadnej próchnicy. Cóż mogę jeszcze o nas napisać? Może tylko tyle, że na pewno nie zrezygnujemy z ŻO nigdy. My już nie potrafimy inaczej jeść. Jak tylko będzie to możliwe, będziemy jeździć do Arkadii, by spotykać się z przemiłymi ludźmi i by się od nich uczyć. Tak, uczyć. Pomimo że już 11 lat tak się żywimy, ciągle się uczymy. Panią Teresę Szczepanek i pana Jacka Kruszyńskiego, których znamy od 2003 roku najchętniej „adoptowałabym”, by mieć ich ciągle przy sobie. To wielcy ludzie. Potrafią przekazać wiedzę w prosty sposób, by nawet prości ludzie mogli zrozumieć. Pierwszy raz w tym roku był z nami w Ustroniu mój tato. Ma cukrzycę i często cukier 400 - ale jeszcze jest na tabletkach, nie na insulinie. Ma miażdżycę i problemy z chodzeniem, bo nogi bolą. Po 8 dniach w „Globusie” cukier w normie bez tabletek, a nogi bolą mniej. Chodził z nami po górach i myślę, że w końcu przekonał się do ŻO. Moja mama, gdyby odżywiała się inaczej, dawno byłaby pod ziemią. Na ŻO pozbyła się miażdżycy, łuszczycy, arytmii serca. Dwa lata temu podczas pobytu w Ustroniu prawdopodobnie ukąsił ją kleszcz. Gorączka i ogólnie zły stan zdrowia. Po powrocie do Niemiec wylądowała w szpitalu na zapalenie zastawek sercowych. Lekarze powiedzieli mi, że może nie przeżyć, bo jest źle. Mama ma 71 lat. W szpitalu załapała zapalenie płuc, zapalenie jelit, alergię na niektóre leki - wysypka na całym ciele. Nie chciała żyć. Dostała 350 kroplówek z antybiotykami. Po 5 tygodniach w szpitalu przestała jeść, była coraz słabsza. Dobrze, że pani, która z nią leżała, nas powiadomiła, iż mama wyrzuca jedzenie do kosza, bo nie chce żyć. Zaczęliśmy wozić jej posiłki. Rano brat z jajecznicą, w południe tata z rosołem na żółtkach, a wieczorem ja z plackami z jabłkami. Mama nabrała sił i po 2 tygodniach takiego odżywiania wróciła do domu. Lekarze tylko mówili, że nie wierzyli, że z tego wyjdzie i że ma silny organizm. Tak - był silny, bo dobrze przez nas odżywiony. Na żywieniu szpitalnym dawno by jej nie było... Po ostatniej wizycie u kardiologa wiemy, że zastawka jest ok, nie ma żadnych zmian. Mama miała przed ok. 30 laty raka krtani. Podczas operacji wycięli jej część nagłośni i naświetlali kobaltem. Przez te naświetlenia ma popalone tętnice szyjne. Niestety jest to uszkodzenie mechaniczne (inne żyły są w porządku) i można to tylko mechanicznie usunąć. Jej żyły to tak jakby ktoś na plastik polał wrzątku. Przed 6 laty mama miała problemy z widzeniem. Poszliśmy do okulisty, a ten stwierdził, że chyba oko jest niedokrwione i chyba są tętnice zapchane. Wysłał nas od razu do neurologa . Tam USG żył i stwierdzenie, że zapchane. W tym samym dniu mama trafiła do radiologa. Kontrast i sprawdzanie, na ile żyły są w porządku . Tętnica główna zamknięta w 100% z jednej strony i w 80% z drugiej strony. Mama trafiła do szpitala. Na drugi dzień wsadzali jej stent. Kazali dziękować Aniołowi Stróżowi, że nic się nie stało . Przy takiej diagnozie to tylko udar. Mama udaru nie dostała. Jak już kiedyś czytałam u dr. Kwaśniewskiego: mózg na ŻO jest dożywiony i dotleniony, i pomimo iż żyły mogą być zapchane, nie dochodzi do udaru, bo mózg ma zapasy tlenu. Tak było u mojej mamy. Wracając do jej raka. Po operacji była odżywiana przez sondę, przez nos. Dostawała jakieś tam kleiki i wlewała sobie to coś przez nos do żołądka. Pewien pan, który też był po tej operacji i leżał w tym samym czasie co mama w szpitalu, przyszedł do niej i powiedział: Pani, nie lejcie sobie tego świństwa, ja będę przynosił pani jajka. Tym sposobem mama zamiast kleików lała sobie do żołądka surowe jajka. Dziś wiemy, że rak potrzebuje glukozy, by żyć, a w żółtku umiera. No i umarł, bo przerzutów nie było. Myślę, że to właśnie był mamy Anioł Stróż. 30 lat temu nie mówiono o tym, czym żyje rak. Dzięki Bogu za takiego Anioła Stróża! My dzięki mamie dowiedzieliśmy się o ŻO, bo ona odżywia się tak już 13 lat. 
Rozpisałam się na dobre. Gdyby były jakieś pytania, to śmiało proszę pisać. Dziennie sprawdzam pocztę mailową i chętnie odpiszę. Jeszcze raz bardzo dziękuję wszystkim za przemiłe towarzystwo w Ustroniu i przesyłam serdeczne pozdrowienia z Bawarii.

Jolanta Seweryńska
sewero@online.de
 

#4 Pytanie

Odpowiedź

Ewa Borycka-Wypukoł

/ 2012-09-30

W jednym z największych i jednocześnie najbardziej znanych uzdrowisk naszego kraju od 10 lat działa Arkadia, ciesząca się niesłabnącym uznaniem wśród odwiedzających ją gości. Świadczą o tym nie tylko ich wpisy w pamiątkowej księdze ośrodka, ale też to, że chętnie wracają w to miejsce. Rozmawiam z państwem Hanną i Tadeuszem Suchowieckimi, właścicielami Arkadii Ciechocinek.

EBW: Jak Państwo sądzicie, skąd od lat takie zainteresowanie Waszą ofertą? Zapewniacie naprawdę optymalny wypoczynek? 
TS: Ciechocinek o każdej porze roku przyciąga wiele osób. Jego łagodny klimat i walory leczniczo-wypoczynkowe sprawiają, że chce się tu wracać... Historia ciechocińskich źródeł solankowych sięga XIII wieku, a początki Zakładu Zdrojowego datuje się na połowę wieku XIX. Tu chodzi się na spacery pod tężnie, których pomysłodawcą był znany optymalnym Stanisław Staszic. Od wiosny do jesieni można podziwiać tu kwiatowe dywany zaprojektowane w latach trzydziestych XX wieku przez wspaniałego architekta zieleni Zygmunta Hellwiga. Oboje z żoną urodziliśmy i wychowaliśmy się w Ciechocinku i znamy dobrze specyfikę tego uzdrowiska. W naszej Arkadii po prostu stawiamy na JAKOŚĆ! Staramy się tworzyć miłą, rodzinną atmosferę oraz przygotowywać smaczne, optymalne posiłki. 
HS: Cieszy nas bardzo, że goście Arkadii Ciechocinek doceniają naszą pracę. Na wczasy z żywieniem optymalnym według dr Jana Kwaśniewskiego zapraszamy już od 10 lat. Na początku były to prywatne kwatery, potem dzierżawiona Willa Obywatelska, a od tego roku – nasz własny ośrodek. Zapraszamy do nas cały rok. Zapraszamy zarówno początkujących, jak i długoletnich optymalnych. Dla chętnych istnieje możliwość skorzystania w czasie pobytu z konsultacji lekarskiej i z zabiegów prądami selektywnymi – oczywiście wykonywanych na aparacie PENTAPULS.

EBW: Na pewno wie Pani wszystko o prądach selektywnych. Czy zdarzyło się Pani odpowiadać na pytania pacjentów dotyczące efektów zabiegów wykonywanych na różnych aparatach?
HS: Kiedy ukończyłam szkołę i poszukiwałam do pracy, spotkałam na swojej drodze doktora Jana Kwaśniewskiego. Poznaliśmy się w czerwcu 1978 roku. To właśnie Pan doktor przyjął mnie do pracy na stanowisko fizykoterapeuty. Oprócz znanych mi aparatów do leczenia fizykoterapeutycznego doktor Jan Kwaśniewski zaproponował mi leczenie pacjentów na aparatach, które praktycznie były wycofane w gabinetów fizykoterapii. Jednak samo użycie aparatu nie wystarczyło – konieczne było dobranie odpowiednich parametrów, które dałyby oczekiwane efekty. Można było wyszukać te parametry na aparatach niemieckiej produkcji właśnie dzięki wiedzy Pana doktora, który znalazł w nich lecznicze właściwości parametrów prądów i zastosował je w skutecznym wyleczeniu wielu pacjentów. Sanatorium, w którym pracowaliśmy zyskało dzięki temu liczne grono zwolenników. To właśnie te skuteczne prądy doktor nazwał prądami selektywnymi, dającymi najlepsze efekty lecznicze. Skoro istniały odpowiednie parametry prądów, aż prosiło się, aby stworzyć aparat, który by te prądy generował. Tak powstał „Pentapuls” – pięć rodzajów prądów leczących jednostki chorobowe. Kiedy powstał pomysł, trzeba go było zrealizować – i tutaj znów wysiłek Pana doktora, aby znaleźć człowieka do wykonania precyzyjnej pracy. Doktor szukał - i co ważniejsze znajdywał – osoby, które były odpowiedzialne i wyjątkowo zaangażowane. Wiedział co robi i dlaczego. Jedną z tych osób był pan Ferdynand Höfner z Łodzi. Dzięki fantastycznemu połączeniu wiedzy i doświadczenia powstały aparaty „Pentapuls” i „Sanopuls” nazwane ogólnie aparatami do prądów selektywnych (wybiórczych). Pan doktor uczył mnie w jaki sposób pomagać ludziom, aby odzyskali zdrowie. Tak było i jest do dziś. Służymy swoją wiedzą tym, którzy jej potrzebują i którzy się do nas o nią zwrócą (jak mówił Pan doktor – poproszą). Na rynku pojawiła się ograniczona ilość właściwych aparatów, ale niestety „Polak potrafi” i w ten sposób, bez wiedzy i zaangażowania doktora Kwaśniewskiego, powstały podróbki. Komu i dlaczego tak bardzo na tym zależy? Obecnie jest szansa na wprowadzenie do sprzedaży aparatu według projektu doktora Jana Kwaśniewskiego, o nazwie „Elektropuls” – I TO JEST TO. 
TS: Od lat dla chętnych organizujemy szkolenia w praktycznym stosowaniu prądów selektywnych i żywienia optymalnego. Wieloletnia praca mojej żony u boku dr. Jana Kwaśniewskiego na pewno wszystkim uczestnikom takich szkoleń jest pomocna. Jako fizjoterapeutka i długoletnia optymalna stara się zawsze odpowiadać na każde pytanie.

EBW: Od lat w środowisku optymalnych fizjoterapeutów pojawiają się niejasności, jak podawać prądy selektywne. Zdarza się, że w różnych Arkadiach stosuje się różne sposoby przykładania elektrod itd. Dlaczego tak się dzieje? Przecież wszyscy opierają się na wiedzy przekazanej przez dr. Kwaśniewskiego.
HS: Optymalni fizjoterapeuci powinni wiedzieć, na co się porywają. Doktor Kwaśniewski wszystkim przekazał tę samą wiedzę. Nie rozumiem, skąd rozbieżności i różna interpretacja tej samej informacji. (Czyżby jak zwykle zawinił człowiek?) Właściwa technika wykonywania prądów selektywnych była dokładnie opisana w broszurce dostępnej przy zakupie oryginalnego aparatu „Pentapuls”. 

EBW: Wciąż mówi się o tym, że zabiegi prądami selektywnymi zawsze muszą być zlecone przez lekarza optymalnego, który określa rodzaj zabiegu, jego czas i ilość powtórzeń. Jednak nadal do fizjoterapeutów przychodzą klienci, którzy „chcą wziąć sobie prądy” na różne schorzenia.
HS: Nie ma prądów “na życzenie” – i to wszystko. To lekarz optymalny zleca prądy selektywne, nie fizjoterapeuta. Nie przypadkowa osoba, która tylko przeczytała, że prądy są skuteczne. Pacjent być może zna się na prądach tyle tylko, co przeczytał lub dowiedział się od kogoś. To jest leczenie, a nie zabawa. Dobrze, gdy jest poprawa, ale co wtedy, gdy jest gorzej? Na kogo zrzucimy odpowiedzialność? Żeby chcieć, trzeba móc, a żeby móc, trzeba wiedzieć. To nie jest działalność na „szybki zarobek”. Każdy fizjoterapeuta, każdy lekarz będzie rozliczony ze swej pracy. Dobrze zlecony i dobrze wykonany zabieg - pomoże pacjentowi, przyniesie satysfakcję i dłuższej perspektywie czasowej także pieniądze. Wiedza została przekazana! Wystarczy tylko ją wprowadzać w życie, a nie kombinować. Jest wiedza – nie ma błędów. I jest tylko jedna droga: trafna diagnoza – prawidłowe leczenie – pełna satysfakcja z dobrze wykonanej pracy – zdrowie i zadowolenie pacjenta. Innej drogi nie ma.

EBW: No tak, wszyscy to wiedzą i się z tym zgadzają, a jednak są różnice w wykonywaniu zabiegów (i w efektach tychże) w różnych Arkadiach. A przecież wszyscy działają na tym samym sprzęcie, mają te same podręczniki i instrukcje, są szkoleni w ten sam sposób...
HS: Jeśli są różnice – nie ma wiedzy. Nie ma tłumaczenia, że wszyscy pracują na aparatach dr. Kwaśniewskiego, bo nie pracują. Podpieramy się dr. Kwaśniewskim, jego wiedzą, cytatami, a – paradoksalnie – wcale nie robimy wszystkiego tak, by to było całkiem zgodne z prawdą... Często tłumaczeniem jest brak dostępności oryginalnego sprzętu. Dlatego tak potrzebne są nowe certyfikowane aparaty.

EBW: Rok 2012 to dla Arkadii Ciechocinek rok wyjątkowy.
TS: Rzeczywiście, rok 2012 jest wyjątkowy. Nie ma przypadków. Wszystko jest celowym działaniem. Dziesięć lat prowadzenia „Arkadii” to długi czas utrzymywania się na rynku optymalnych ośrodków. Nowa siedziba w Ciechocinku została stworzona w podziękowaniu za wiedzę doktora Jana Kwaśniewskiego oraz za zdrowie nasze i wszystkich tych, którzy je odzyskali. W tym roku też dr Kwaśniewski świętuje swoje 75 urodziny. Panie doktorze – DZIĘKUJEMY! To nasza praca na Pana ręce.
HS: Ciechocinek jest uzdrowiskową perełką. Jesteśmy dumni, że możemy od 10 lat zapraszać Państwa w to przepiękne miejsce, będące naszą „małą ojczyzną”. Praca ta daje nam wiele satysfakcji – to wspaniałe patrzeć na zadowolonych, zdrowiejących ludzi. Po zdrowie i wypoczynek przyjedź do Arkadii Ciechocinek!

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Ewa Borycka-Wypukoł


Wywiad ukazał się w miesięczniku "Optymalni" maj 2012
 

#5 Pytanie

Odpowiedź

Edward Pliszka

/ 2012-06-10

Praca końcowa doradcy żo

Trzustka jest narządem wewnętrznym wydzielania zewnętrznego i dokrewnego związanym z układem pokarmowym. Leży na tylnej ścianie jamy brzusznej na wysokości pierwszego kręgu lędźwiowego. Ma ona kształt ryby, której głowę otacza dwunastnica, a ogon sięga w okolicę lewego podżebrza. 

Długość trzustki dochodzi do 20 cm, a waga około 90 gram. Jest najbardziej aktywnym gruczołem trawiennym. W ciągu doby wydziela około 2,5 litra soku trzustkowego, który zawiera liczne enzymy trawiące tłuszcze, cukry i białka. Duża ilość zasad zawartych w tym soku neutralizuje napływającą do dwunastnicy kwaśną treść żołądkową. Sok trzustkowy odprowadzany jest do dwunastnicy na tzw. brodawce dwunastnicy razem z przewodem żółciowym. Na powierzchni trzustki rozsiane są drobniutkie skupiska komórek nazywane
wyspami trzustkowymi. Komórki wysp trzustkowych wydzielają hormon - insulinę, której zadaniem jest regulacja gospodarki cukrem w organizmie. Insulina jest najważniejszym hormonem trzustkowym.
Odżywianie polega na pobieraniu pokarmu z zewnątrz, jego trawieniu, czyli rozkładaniu substancji pokarmowych na cząsteczki elementarne, a następnie na wchłanianiu tych cząstek do krwi i chłonki. Odżywianie ma na celu zaopatrzenie organizmu w materiał budulcowy potrzebny do wzrostu, odtwarzania zużytych elementów komórkowych lub tkankowych oraz dostarczenie organizmowi materiału energetycznego, koniecznego do różnorodnych procesów życiowych. Energia uzyskana ze spalenia tego materiału jest konieczna do podtrzymywania pracy narządów wewnętrznych i utrzymania stałej temperatury ciała, a przede wszystkim do wykonywania pracy fizycznej.
Rozróżniamy następujące podstawowe składniki odżywcze: białka, tłuszcze, węglowodany.
Białka należą do ważnych składników pokarmowych. Stanowią ~ 20% wagi dorosłego człowieka. Doniosłe znaczenie białek polega na tym, że: 
- stanowią materiał budulcowy, wchodzą w skład budowy i odbudowy komórek oraz tkanek.
- są składnikiem płynów ustrojowych i wydzielin: krwi, chłonki, enzymów, hormonów, ciał odpornościowych.
Niedobór białka w pożywieniu prowadzi do zahamowania wzrostu i rozwoju fizycznego oraz psychicznego, zmniejsza odporność na choroby zakaźne, powoduje dłuższy okres zdrowienia ludzi chorych. Na niedobory białka najbardziej wrażliwe są dzieci, młodzież, kobiety w ciąży, karmiące oraz ludzie chorzy. Białka zbudowane są z podstawowych związków zwanych aminokwasami. W skład budowy białek wchodzą 24 aminokwasy, które w białkach występują w różnych proporcjach. Wartość biologiczna białka zależy od zawartości w nim aminokwasów egzogennych (8), których organizm sam wyprodukować nie może i musi je zdobyć w pożywieniu. Tylko niektóre białka posiadają wszystkie aminokwasy egzogenne i te posiadają wysoką wartość biologiczną. Do nich należą jajka, mleko i jego przetwory (90%), mięso zwierzęce (80%), drób, ryby (60%), rośliny (40%). Człowiek winien głównie spożywać te o najwyższym procencie wartości biologicznej.
Tłuszcze są głównym składnikiem energetycznym naszego pożywienia. Dają dwukrotnie więcej energii (9 kcal) niż węglowodany i białka (4,5 kcal). Tłuszcze są nasycone i nienasycone. Nasycone są wykorzystane w organizmie w niezmienionym stanie, omijają wątrobę. Nie powstają wtedy wolne rodniki. Kwasy nienasycone omega 3 i 6 występują w odpowiedniej proporcji w żółtku jaja. Oprócz tych tłuszczy występują steroidy, do których zaliczamy cholesterol. Wchodzą one w skład błon komórkowych i układu nerwowego. Tłuszcze dostarczają organizmowi witaminy A, D, E, K, osłaniają narządy wewnętrzne, są materiałem zapasowym, nie są alergiczne.
Węglowodany, inaczej cukry, są również materiałem energetycznym. Wyróżniamy cukry proste i złożone. Każdy cukier jest trawiony do cukrów prostych (glukoza) i dopiero wchłaniany. W żywieniu człowieka winny być wykorzystywane tylko cukry złożone (skrobia) i to w niewielkich ilościach. Cukry złożone są trawione i wchłaniane z przewodu pokarmowego powoli, więc stężenie węglowodanów we krwi jest równomierne. Nadmiar cukrów powoduje wzrost triglicerydów i w konsekwencji cholesterolu, prowadzi do nadwagi i wielu chorób, które trapią dzisiejszego człowieka. Dysfunkcja trzustki jest skutkiem spożywania węglowodanów w nadmiarze.
Dysfunkcja trzustki to zapalenie trzustki ostre lub przewlekłe oraz zaburzenia w wydzielaniu insuliny, co powoduje chorobę zwaną cukrzycą. Zapalenie trzustki występuje najczęściej z powodu stanów zapalnych dróg żółciowych, które utrudniają odpływ żółci i soku trzustkowego. Najczęściej występującą dysfunkcją trzustki są zakłócenia w wydzielaniu insuliny.
Rozróżniamy dwa rodzaje cukrzycy: typu I - insulinozależną oraz typu II - insulinoniezależną. W jednym jak i drugim przypadku główną przyczyną tego stanu rzeczy są błędy żywieniowe człowieka.

Cukrzyca typu I
Zwana cukrzycą wieku młodzieńczego, insulinozależną. Choruje na nią w Polsce - 100 000 ludzi. Cukrzyca skraca życie o 30%, znacznie też pogarszając jakość życia. Przyczyną cukrzycy typu pierwszego jest cukier, czyli dieta w której na 1 gram białka przypada dużo gram węglowodanów. Preferowana dieta przez Instytut Żywności i Żywienia to minimum tłuszczu i mięsa, a maksimum warzyw i owoców. Do tego dochodzi masowe zużycie czystego cukru (miód, cukierki, napoje słodzone, itd.) - wtedy stosunek białka, które potrzebne jest do spalenia węglowodanów, do tych węglowodanów jest niewystarczający. Organizm broni się, przetwarzając węglowodany na tłuszcz, oszczędzając w ten sposób białko. Organizm przed nadmiarem cukru broni się też, niszcząc komórki beta trzustki. Są to komórki, które wytwarzają insulinę. Stwierdzono to poprzez badanie przyszłych chorych, u których stwierdzono przeciwciała przeciwko komórkom beta trzustki. Organizm człowieka nie niszczy wszystkich komórek beta trzustki (5-15%), które nadal wydzielają insulinę, ale w ilości o wiele za małej przy dużym spożyciu węglowodanów. Nadmiar glukozy jest wydalany przez nerki na zewnątrz. Poziom glukozy we krwi jest wysoki - chory chudnie, ponieważ spala własny tłuszcz zapasowy, do spalenia którego insulina nie jest potrzebna. Organizm zaczyna wytwarzać ciała ketonowe, które jeśli są w nadmiarze zaczynają zakwaszać organizm. Nie podanie insuliny powoduje ciężkie zaburzenia w przemianie materii i prowadzi do śmierci. Cukrzyca prowadzi do poważnych uszkodzeń naczyń włosowatych - szczególnie nerek, co prowadzi do ich niewydolności. Insulinę musi chory otrzymywać w zastrzykach, gdyż insulina jest trawiona w przewodzie pokarmowym. Podawanie insuliny często powoduje powstawanie przeciwciał przeciwko insulinie, powodując jej słabe działanie i w konsekwencji doprowadza to do aplikowania dużej ilości jednostek kilka razy dziennie. Jedynym słusznym ratunkiem przeciw temu błędnemu kołu jest ograniczenie węglowodanów w żywieniu do niezbędnego minimum. Węglowodany należy spożywać, gdyż korzysta z nich np: układ nerwowy czy ciałka krwi. Jedynym sposobem zrealizowania tego zadania jest żywienie optymalne, które zastępuje uzyskiwanie energii z węglowodanów, energią uzyskiwaną z tłuszczów.

Cukrzyca typu II
Tak jak cukrzyca typu I jest cukrzycą wynikającą z żywienia tzw. pastwiskowego (bardzo mało białka, bardzo dużo węglowodanów, śladowe ilości tłuszczu), tak cukrzyca typu II jest wynikiem żywienia tzw. korytkowego, gdzie główne składniki żywienia - cukry i tłuszcze - występują w ilościach kalorycznie zbliżonych (np. 45% energii z tłuszczów i 45% energii z węglowodanów). Mechanizm obronny organizmu przed cukrem jest inny w cukrzycy typu I i inny w cukrzycy typu II, ale skutki są podobne.
W Polsce na cukrzycę typu II choruje już ~1000000 ludzi. Chorzy na cukrzycę typu II przetwarzają glukozę na tłuszcze i cholesterol, zyskując przy tym tlen, a następnie wodór. Tkanki same wytwarzają tlen z glukozy i właśnie dlatego tkanki chorego na cukrzycę, ale także tkanki chorego na miażdżycę i otyłość są oporne na niedobór tlenu na czas znacznie dłuższy niż to się spotyka u ludzi zdrowych. W znakomitej większości (75%) cukrzyca typu II dotyka ludzi z nadwagą. 

Nadwaga
O nadwadze mówimy wówczas, gdy masa ciała przekracza o 10 do 20% wagę przeciętną (należną). Na ogólnych zasadach przeciętną wagę ciała dla zdrowego dorosłego człowieka oblicza się odejmując od wzrostu w cm liczbę 100, czyli przy wzroście 160 cm waga ciała należna wynosi 60 kg +/- 10%. Są inne pomiary (wzorzec Broca czy indeks BMI), lecz nie odbiegają zbytnio od podanego wyliczenia. O nadwadze świadczą oprócz objawów zewnętrznych pewne symptomy, których nie wolno lekceważyć. Są to: szybkie męczenie się, duszności, krótki oddech, wypieki na twarzy szczególnie intensywne podczas wysiłku fizycznego. Skutkiem nadwagi są bóle krzyża, nóg, nadmierne pocenie się. Inne symptomy to zaburzenia pracy serca i układu krążenia, które musi pracować na zwiększonych obrotach.
Badania naukowe nie potwierdzają faktu, iż otyłość jest przypadłością dziedziczną. Tylko w 10% przypadków przyczyną nadmiernego tycia są zaburzenia czynności gruczołów wewnętrznych. Generalnie można stwierdzić, że z nadwagą i otyłością wiąże się przede wszystkim kwestia wychowania i odpowiedniego żywienia oraz nastawienie człowieka do życia. Osoby otyłe często nie zdają sobie sprawy z powagi problemu. Swoją tuszę uważają za stan normalny, do którego przywykli przez lata, ulegając złym nawykom żywieniowym. Osoby takie nierzadko zaniedbują troskę o swój organizm, a z czasem przestają przywiązywać wagę do wyglądu. Około 70-80% cukrzyków typu II jeszcze przed chorobą cierpiało na nadwagę. 

Twierdzi się, że cukrzyca jest chorobą dziedziczną, ale jej ujawnienie się zależy w znacznej mierze od innych czynników, do których właśnie należy nadwaga, czyli błędy żywieniowe człowieka. Stosowane metody leczenia cukrzycy I czy II typu są leczeniem tylko objawowym, a nie przyczynowym. Cukrzyca typu II leczona jest najczęściej lekami doustnymi wymuszającymi zwiększone wytwarzanie insuliny przez własną trzustkę. Przy dotychczasowym modelu żywienia i zwiększonym wytwarzaniu insuliny pod wpływem leków dochodzi do szybkiego rozwoju miażdżycy. Leczenie przyczynowe cukrzycy typu II polega na 10-krotnym zmniejszeniu węglowodanów i zastąpieniu ich przez tłuszcze o najwyższej wartości kalorycznej, czyli w pełni nasycone wodorem. Są to: żółtka jaja, szpik kostny, masło, śmietana, słonina, smalec, łój wołowy. Takie leczenie jest skuteczne, zawsze bezpieczne, może być prowadzone w domu, a wyleczenie z cukrzycy uzyskuje się praktycznie u każdego chorego w okresie 3 tygodni do 3 miesięcy, bardzo rzadko dłuższym.

Ogólne zasady leczenia cukrzycy
Po przygotowaniu teoretycznym i zapewnieniu sobie możliwości częstego badania poziomu glukozy we krwi, należy:
1. W jednym dniu wprowadzić żywienie optymalne w pełnym zakresie.
2. Chory przyjmujący do 3 tabletek na dobę, może je od razu odstawić.
3. Chorzy przyjmujący 4 i więcej tabletek na dobę zmniejszają ich ilość o 50%.
4. Chorzy przyjmujący insulinę w dawkach powyżej 15-20 j/dobę powinni zmniejszyć jej dawkę o połowę.
5. Insulinę podawać 1 raz na dobę najlepiej rano. Powinna być to insulina
działająca długo.
6. Badać poziom glukozy we krwi.
7. Nie dopuszczać do spadku poziomu glukozy we krwi poniżej 100 mg% i do wzrostu tego poziomu powyżej 200 mg%, korygując odpowiednio dawkę przyjmowanego leku.
8. Przy poziomie glukozy we krwi poniżej 140 mg% na czczo należy zmniejszyć dawkę leku o dalsze 50%,a następnie leki odstawić.
U części ludzi mogą pojawić się ciała ketonowe, które po dłuższym występowaniu zakwaszają organizm. Wtedy należy jeść nieco mniej, spożywać produkty alkalizujące, takie jak żółtko jaja, śmietana czy jarzyny, a ograniczyć zakwaszające, takie jak mięso, ryby, drób, orzechy. Można też zwiększyć spożycie węglowodanów na dobę do 50-60 g/dobę. U człowieka ważącego 70 kg spożywanie 50 g węglowodanów na dobę zapobiega powstawaniu ciał ketonowych. Główna zasada żywienia optymalnego to stosunek białka do tłuszczu i węglowodanów jak 1 : 2,5 - 3,5 :0,5 - 0,8.
Można w zależności od chorób, które zwalczamy tym sposobem żywienia modyfikować stosunki poszczególnych frakcji, np.: spożywać mniej białka czy tłuszczu (przy otyłości) czy nieco więcej węglowodanów przy ciałach ketonowych, ale proporcja, którą nazywamy złotą zasadą żywienia optymalnego, musi być przestrzegana.

Większość chorych na cukrzycę typu I, to ludzie bardzo szczupli, dlatego oprócz zmniejszenia węglowodanów, śmiało można stosować większe ilości tłuszczu, dzięki którym chory osiągnie swoją wagę należną. Tłuszczu nie można zjeść za dużo, gdyż szybko nasyca organizm. Najwyższą wartość biologiczną mają tłuszcze zawarte w żółtku jaja i w szpiku kostnym, bardzo dobre są masło, tłusta śmietana, słonina, podgardle, boczek. Dobry jest też smalec wieprzowy, gęsi, łój wołowy.

Przykładowy jadłospis przy cukrzycy typu I dla chorego o wadze należnej 60 kg, rzeczywistej 50 kg /osoba dorosła/.

Śniadanie: Jajecznica na boczku i smalcu, chleb otrębowy, masło, pomidor, kawa ze śmietanką 12%.
Obiad: zupa kolagenowa ze śmietanką i żółtkami, gulasz, masłem, herbata z cytryną.
Wywar kolagenowy sporządza się z: 1 kg kości szpikowych wołowych, 0,5 kg nóżki wieprzowej, 0,25 kg skórek wieprzowych + 6 l wody + ostre przyprawy (pieprz, ziele angielskie, liść laurowy, vegeta). Gotuje się 3 godz. na bardzo wolnym ogniu, wszystko co przy kościach obieramy i wrzucamy z powrotem do wywaru, szpik też. Doprawiamy do smaku. Starcza na cały tydzień. Jest świetnym podkładem do różnych zup. 
100 ml wywaru zawiera B - 1,6 g T- 1,7g
Kolacja: Twarożek ze śmietanką, kiełbasa, placki serowe, masło, herbata z cytryną.

Razem dzień:
śniadanie - B: 23,5 T: 101,6 W: 8,5
obiad - B: 15,5 T: 50,7 W: 17,0
kolacja - B: 22,5 T: 66,5 W: 6,7
Razem - B: 61,5 T: 218,1 W: 32,2
stosunek BTW - 1 : 3,5 : 0,5

W czasie przebudowy organizmu wyliczamy: 
Białko - WN x 1,0 g/dobę
Tłuszcz- WN x 3,5 g/dobę. Przy wychudzeniu można ilość tłuszczu podnieść do górnej granicy 3,5g/WN na dobę lub nieco ją przekroczyć.
Węglowodany- WN x 0,5 g/dobę. Przy podaży węglowodanów w ilości 0,5 g/kg WN na dobę należy zwracać uwagę na ciała ketonowe. Przy pojawieniu się ich, zaleca się zwiększyć ilość węglowodanów o 10 do 15 g/dobę.
Po przebudowie i osiągnięciu wagi należnej, śmiało można zmniejszyć spożycie białka stopniowo od WN x 1 g/dobę, WN x 0,8g/dobę, WN x 0,6 g/dobę, do WN x 0,5 g/dobę. Jemy białka o najwyższej wartości biologicznej.

Uwagi do dalszego żywienia
Białko wyliczamy wg wagi chorego. Tłuszcz 2g w stosunku do 1g białka jest niższy niż podaje zasada żywienia optymalnego, ale nie ma tutaj odstępstwa, gdyż przy właściwej podaży białek i węglowodanów organizm będzie zmuszony do spalania własnych zapasów tłuszczu i spowoduje to chudnięcie - nie gwałtowne, ale stałe. Po uzyskaniu wagi należnej - objawy cukrzycy typu II powinny całkowicie ustąpić - należy zmniejszać ilość białka (szczególnie jak spożywamy białko najwyższej wartości biologicznej) od WN x 1 g/dobę, WN x 0,8g/dobę, WN x 0,6g/dobę do WN x 0,5g/dobę - docelowo. Ze względu na to, że ograniczenie węglowodanów jest znaczne, należy okresowo sprawdzać zawartość ketonów w moczu. Pojawianie się ich przez dłuższy czas powoduje zakwaszenie organizmu. Należy wtedy zwiększyć ilość spożywanych węglowodanów o około 10 do 15g/dobę. W spożywanych produktach uwzględniać te, które są zasadowe, jak np.: buraczki, selery, suszone morele. Przyjmuje się, że generalnie warzywa są zasadotwórcze. Oczywiście nie należy przekraczać węglowodanów w dawce dobowej wg wyżej przedstawionych zasad.
Twórca żywienia optymalnego, dr Jan Kwaśniewski wydał w 1998 r. „Książkę Kucharską”, w której podaje podstawowe zasady żywienia optymalnego, 700 przepisów kulinarnych, tabele, które ilustrują danymi liczbowymi wartość odżywczą produktów spożywczych. Człowiek odżywiający się optymalnie nie musi urozmaicać spożywanych produktów, ale ta książka umożliwia dostosowanie artykułów spożywczych do naszych nawyków żywieniowych, oczywiście wg nowych zasad, ale umożliwia to, aby człowiek nie tylko jadł najlepiej, ale by jedzenie zachowało cały swój dotychczasowy walor smakowy i towarzyski.

Moje spotkanie z żywieniem optymalnym
Na żywieniu optymalnym jestem 12 lat. Od 26 lat choruję na cukrzycę typu I. Około 30 lat temu miałem 3 ostre zapalenia (następujące krótko po sobie) narządu wewnętrznego, które mimo pobytu w szpitalu nie zostały zdiagnozowane. Choroba musiała się rozwijać od dłuższego czasu, dopiero zaburzenia widzenia oraz narastające pragnienie skłoniły mnie do wizyty lekarskiej. Od samego początku leczony jestem insuliną. Bardzo częste pobyty w szpitalu coraz wyższe dawki insuliny, paradontoza, bóle mięśni (kłopoty z chodzeniem), arytmia serca, duże kłopoty z pamięcią, coraz większe dawki różnych leków rujnowały mi żołądek i wątrobę.
Mój przyjaciel jeszcze z ławy szkolnej, widząc moje zmagania z chorobą, przyniósł wydaną w roku 1997 książkę dr. Jana Kwaśniewskiego „Dieta Optymalna". Nie miałem dużych problemów z jej zrozumieniem, gdyż jako zootechnik z wykształcenia miałem na uczelni takie przedmioty jak biochemia, żywienie zwierząt itp. Będąc prawie wrakiem, podjąłem szybko decyzję - z dnia na dzień. Mimo, że byłem szczupły (79 kg przy wzroście 186 cm) schudłem 6 kg w krótkim czasie. Potem waga zaczęła się stabilizować i dziś ważę 78 kg z małymi wahaniami (zimą więcej, latem mniej). Rygory żywienia optymalnego przestrzegam ściśle. Nie ustrzegłem się błędów szczególnie w spożyciu węglowodanów, które tak rujnowały mi zdrowie. Spożywałem ich za mało, co powodowało zakwaszenie organizmu oraz skoki poziomu cukru we krwi (organizm produkował węglowodany z białek). Bardzo muszę pilnować (ważyć) ilość spożywanych węglowodanów, bo ciągle myślę, że jem ich za dużo. Kurs instruktorów żywienia odbyty w Poznaniu pozwolił mi spojrzeć na węglowodany inaczej, jako na pełnoprawny i ważny element naszego żywienia. Po przejściu na żywienie optymalne wróciła mi chęć do życia. Odstawiłem wszystkie leki z wyłączeniem insuliny (15 j. długo działającej 1x dziennie - przedtem ponad 60 j. 3x dziennie). Działam w Bractwie Optymalnym od jego założenia. Pamięć wróciła na tyle, że podjąłem studia (ukończone rok temu).

Edward Pliszka
Słupca
 

#6 Pytanie

Odpowiedź

/ 2012-03-22

„Z potraw, które się zjada, powstają wszystkie choroby ludzkie” 
Herodot


Na co dzień spotykamy się z wieloma zaleceniami i dietami, które proponuje się ludziom, po to, aby poprawić zdrowie i przywrócić lepsze samopoczucie. Niestety z naszych obserwacji i doświadczenia wynika, że żadna z zalecanych dotychczas metod odżywiania i leczenia ludzi nie przynosi oczekiwanego rezultatu i nie eliminuje chorób. Co tak naprawdę decyduje o tym, że człowiek choruje? Odporność organizmu? Środowisko, w którym żyjemy? Podatność genetyczna, a może sposób odżywiania? Chociaż jemy coraz więcej zalecanych owoców, jarzyn, kasz, miodu, używamy oleje roślinne i margaryny, omijamy tłuszcze zwierzęce, tłuste mięsa i wędliny - zdrowotność ludzi całego świata nie tylko się nie poprawia, ale z każdym rokiem staje się coraz gorsza. Panuje otyłość, miażdżyca, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze. Mężczyźni w wieku 40-50 lat umierają masowo na zawał serca, młodzież ma coraz częściej zmiany kostne, skrzywienia kręgosłupa, w 90% próchnicę zębów, kobiety cierpią na osteoporozę. Liczba osób chorych na cukrzycę wzrosła w ostatnich 30 latach z 300 tysięcy do 2,5 mln. Do rzadkości należy obecnie człowiek zdrowy, chociaż powinno być odwrotnie.

Obecnie w Polsce istnieje już wiedza, odpowiadająca na pytanie, jak żyć zdrowo. Jest to prosta i niewymagająca wielu nakładów finansowych metoda dotycząca zmiany naszego dotychczasowego sposobu odżywiania. Autorem jej jest polski lekarz, Jan Kwaśniewski aktualnie mieszkający w Ciechocinku, absolwent Wojskowej Akademii Medycznej, dietetyk, posiadający specjalizację II stopnia z medycyny fizykalnej. Przez wiele lat pracował w sanatorium wojskowym w Ciechocinku, gdzie od 1966 roku stosując prądy selektywne i opracowany przez siebie model żywienia – wysokotłuszczowy, niskowęglowodanowy - wyleczył szereg ciężkich schorzeń u wielu pacjentów. Ten właśnie model żywienia nazwał „Żywieniem Optymalnym”, czyli najlepszym z możliwych i zalecanych dotychczas, zgodnym z naturą człowieka.

Dr Kwaśniewski opracował Żywienie Optymalne, opierając się na wiedzy biologicznej, biochemicznej oraz fizjologii człowieka, które to nauki nie zmieniły się do dzisiaj. Podstawą diety jest ograniczenie spożycia węglowodanów, czyli cukrów do niezbędnego minimum, spożywanie białka o najwyższej wartości biologicznej, czyli tego występującego w jajach, podrobach i nabiale oraz spożywanie tłuszczy zwierzęcych, które pokrywają resztę zapotrzebowania energetycznego. 

„Pandemia otyłości przypada na czasy, w których prowadzona jest wyjątkowo intensywnie kampania promująca tzw. zdrowy system odżywiania, oparty na tzw. piramidzie żywieniowej. Promowanie twierdzenia, że przyczyną wzrostu wagi ciała jest spożywanie tłuszczu, a węglowodany są zupełnie bezpieczne, wsparte bardzo agresywną i wyrafinowaną reklamą tzw. słodkich przekąsek i napojów, doprowadziło do tragedii.”
dr n. med. Mariusz Głowacki


Dzięki określonej proporcji głównych składników odżywczych znajdujących się w pokarmach, które spożywamy - są to: białko, tłuszcz i węglowodany - zaspokojone zostają wszystkie podstawowe potrzeby organizmu. 
Proporcję tę zapisujemy tak: B:T:W jak 1:2-3,5:0,8
Jak łatwo obliczyć, zalecane ilości B T W dla osoby o średnim wzroście to odpowiednio: 70g, 140-250g, 50g, co daje od 1500 kcal (przy odchudzaniu) do 2500 kcal.

“Kierując się proporcjami BTW zawsze należy pamiętać, że każdy organizm jest inny i po okresie przebudowy potrafi sam dla siebie ustalić optymalną proporcję i optymalną ilość posiłków, zaczynają bowiem działać wewnętrzne mechanizmy regulujące apetyt i poczucie sytości.”
Zuzanna Rzepecka – doradca żywieniowy


Stosując Żywienie Optymalne (ŻO) można wyleczyć się z wielu chorób uznanych przez oficjalną medycynę za nieuleczalne (np. cukrzyca, miażdżyca, choroba Buergera i wiele innych) oraz skutecznie się odchudzić. Żywienie Optymalne jest bardzo bezpieczną, wręcz idealną dietą na całe życie. 

„Jeżeli chory przyjmuje tabletki, które stabilizują poziom cukru we krwi, zastosowanie ŻO daje nam prawie pewne wyleczenie w ciągu kilku dni. U większości diabetyków, którzy przyjmują insulinę, po rozpoczęciu diety zapotrzebowanie na ten hormon spada i następuje redukcja dawek. Proces odstawiania insuliny może być różnie długi.”
lek. Przemysław Pala


Przez lata straszono tłuszczem i cholesterolem, które to miały powodować miażdżycę. Ale już w 1980 r. w Łódzkiej Akademii Medycznej, pod kierownictwem prof. Henryka Rafalskiego zostały przeprowadzone badania, które wykazały skuteczność diety optymalnej w leczeniu otyłości i chorób krążenia oraz brak niekorzystnych efektów ubocznych przy jej stosowaniu. Z kolei w roku 2008 w Zakładzie Farmakologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk ukończono badania, których celem była ocena czynników ryzyka miażdżycy u osób długotrwale odżywiających się tzw. "dietą Kwaśniewskiego". Jak napisano we wnioskach: „Ta niskowęglowodanowa, wysokotłuszczowa, ketogenna dieta jest uważana za miażdżycorodną i szkodliwą dla zdrowia. (...) <Jednak (przyp.red.)> Omówione badania nie potwierdzają hipotezy o miażdżycorodności "diety Kwaśniewskiego". (http://www.cmdik.pan.pl/zespoly/zfd/badania.html).

Szczegóły i dodatkowe informacje na temat badań oraz wiele innych informacji o możliwości wyleczenia chorób można znaleźć na oficjalnej stronie naszego Stowarzyszenia - www.optymalni.org.pl oraz na www.dr-kwasniewski.pl. Zapraszamy do ich odwiedzenia. Zainteresowanych tematami prozdrowotnymi zachęcam również do czytania miesięcznika „Optymalni”. Na naszych łamach publikujemy artykuły o tematyce medycznej, pisane przez wyspecjalizowanych lekarzy i dietetyków, przepisy kulinarne, ciekawostki z życia Stowarzyszenia i informacje dotyczące rolnictwa ekologicznego i kampanii sprzeciwiającej się rozpowszechnianiu żywności genetycznie modyfikowanej.

Ewa Borycka-Wypukoł
redaktor naczelny miesięcznika „Optymalni”


O nas 
Ogólnopolskie Stowarzyszenie Optymalnych im. Adama Jany powstało w październiku 1998 r. Od marca 2008 r. jest organizacją pożytku publicznego. Głównym celem OSO jest upowszechnianie nowoczesnego – optymalnego modelu odżywiania się ludzi, dlatego w swym kręgu skupia osoby zainteresowane tym modelem odżywiania się oraz organizuje doradztwo w zakresie prowadzenia zdrowego trybu życia. OSO jest wydawcą miesięcznika „Optymalni”. Zachęcamy wszystkich do skierowania 1-go procenta podatku na rzecz OSO. Uzyskane w ten sposób pieniądze Stowarzyszenie przeznacza na ważne społecznie cele, m.in.: dofinansowanie pobytu w Arkadiach i domach wczasowych z Żywieniem Optymalnym chorych dzieci i ich rodziców oraz na dofinansowanie do kosztów szkoleń lekarzy i fizjoterapeutów. Z pomocy tego typu skorzystało już wiele osób. Przekaż 1% dla zdrowia i lepszej przyszłości!

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Optymalnych im. Adama Jany, organizacja pożytku publicznego, nr KRS 0000165877, 43-600 Jaworzno, ul. Grunwaldzka 200, tel. (32) 616 51 82, fax. (32) 616 63 74, biuro@optymalni.org.pl, www.optymalni.org.pl

1%

DLA ZDROWIA
I LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI