#1 Pytanie

Z Dietą Optymalną spotkałam się po raz pierwszy w 2003 roku. Po przeczytaniu w tygodniku WPROST artykułu pt: „Befsztyk na receptę” zainteresował się nią mój Tato. Wtedy, podobnie jak i dziś, „tłusta dieta Kwaśniewskiego” mylona była często z dietą, która „z powodzeniem” odchudziła Aleksandra Kwaśniewskiego, a polegała na jedzeniu zupy gotowanej na kapuście, papryce i innych warzywach.
 

Odpowiedź

Katarzyna Walich
doradca ŻO

/ 2013-02-18

Ponieważ Tato pracował w Zakładzie Pracy Chronionej, jako renciście chorującemu na astmę, nadciśnienie, kilkukilogramową nadwagę i jeszcze może parę innych chorób przysługiwał wyjazd na turnus poprawiający stan zdrowia. Tego roku wybrał się do Jastrzębiej Góry, przetestować ten „wywrotowy” sposób odżywiania. Po dwóch tygodniach wrócił. Był już zupełnie innym człowiekiem. Zrzucił zbędne kilogramy, dostał zastrzyk nowej energii, poprawiła się jego sytuacja w zakresie astmy i spraw sercowych. Wtedy swoim przykładem zaczął zarażać wiele innych osób. Dzięki coraz większej ilości ludzi, którzy zaznali pozytywnych aspektów Diety Optymalnej, a których znałam osobiście, dietą zainteresowałam się i ja. 
Niestety dzisiaj, tak jak przed dziesięcioma laty, DO przyciąga do siebie w większym stopniu starsze i schorowane osoby, które niejednokrotnie szukają ostatniej deski ratunku. Niestety młodzież tak samo rzadko jak o odległej w czasie emeryturze, myśli o zachowaniu dobrego zdrowia do późnych lat. Oczywiście dziewczyny ciągle są na jakiejś cudownej diecie, a chłopcy dbają o swoją rzeźbę, jednak wychowywani są w świecie straszącym tłuszczem i cholesterolem. Młodzi ludzie na wiadomości dotyczące DO trafiają rzadko, nie mówiąc już o zgłębieniu wiedzy na temat takiego żywienia. Dzisiaj, po dziesięciu niemal latach, mogę powiedzieć, że miałam szczęście, że wokół mnie było tak wielu schorowanych ludzi, bo w sumie dzięki nim znalazłam tę, dzisiaj jedyną dla mnie alternatywę żywieniową.
Żywienie Optymalne stosuję z większym bądź mniejszym powodzeniem od prawie 10 lat. W tym czasie ukończyłam studia na poznańskim UAM na specjalizacji Pedagogika Medialna, podjęłam, nie związaną z zawodem, ale satysfakcjonującą pracę, urodziłam dziecko. Z różnych przyczyn dietę stosowałam mniej lub bardziej rygorystycznie, ale cały czas miałam świadomość tego, że jest to jedyny sensowny sposób na życie. Ponieważ wiem, że jedynie odżywianie zgodne z zasadami ustalonymi przez dr. Jana Kwaśniewskiego jest jedyną szansą na zachowanie zdrowego ciała i ducha, postanowiłam przejść szkolenie, które zorganizowane było w poznańskim oddziale optymalnych. Dzięki temu szkoleniu miałam szansę zweryfikować i usystematyzować swoją dotychczasową wiedzę, a co za tym idzie zacząć pomagać nie tylko sobie, ale i bliskim.
Na temat pracy zaliczeniowej wybrałam właśnie zagadnienia związane z problemami prokreacyjnymi, ponieważ uważam, że problem ten zaczyna odgrywać coraz większą rolę zarówno wśród moich znajomych jak i w ogólnie pojętym społeczeństwie. Jeszcze trzydzieści lat temu ilość par nie mogących doczekać się własnego potomstwa była znikoma. Obecnie coraz więcej ludzi po latach nieudanych prób zajścia w ciążę zgłasza się na badania diagnostyczne, a tematy dobrych lekarzy „pomagających zajść” stały się punktem rozmów podczas spotkań towarzyskich.
Aby zgłębić temat prokreacji należy zrozumieć to, czym ona jest w istocie. Większość definicji określa prokreację jako płodzenie i wydawanie na świat potomstwa. Wystarczy obejrzeć wiadomości lub pośledzić kampanie prezydenckie lub parlamentarne, aby wiedzieć, że spora część wyborców, czyli po prostu społeczeństwa ma z tym problem.
Partie polityczne i ich liderzy próbują ugrać w rankingach kilka punktów procentowych deklarując pełne poparcie, a czasami zdecydowany sprzeciw dla metody In vitro. I tak np. Prezydent miasta Płocka podjął inicjatywę zorganizowania z kasy miasta pieniędzy na dofinansowanie małżeństw, które korzystając z metody sztucznego zapłodnienia chcą powiększyć rodzinę. Z kolei partie prawicowe kojarzone z Kościołem odrzucają tę metodę, powołując się na względy moralne i religijne.
Płodność każdego z nas nierozerwalnie związana jest z kondycją ogólną organizmu. Źródła podają, że problem z zajściem w ciążę ma obecnie 20-30% populacji, szacuje się, że w Polsce prawie dwa i pół miliona kobiet i mężczyzn nie może doczekać się upragnionego potomka. Ponad połowa par, która decyduje się na terapię zostaje rodzicami w ciągu dwóch lat od jej rozpoczęcia. Aby jednak podjąć leczenie muszą najpierw uzmysłowić sobie, że mają problem z niepłodnością, czyli odwracalną niezdolnością do poczęcia dziecka.
Niezdolność do poczęcia dziecka nierzadko, w zależności od sytuacji, określana jest jako „wina” partnerki, „wina” partnera czy „wina” obu stron. W przypadku kobiet do przyczyn problemów z płodnością można zaliczyć oprócz nieprawidłowej budowy narządów rodnych, brak jajeczkowania, problemy hormonalne, zespół policystycznych jajników, wczesną menopauzę, niedrożność jajowodów, endometriozę i mięśniaki. Po stronie mężczyzn pojawiają się takie problemy jak niska jakość nasienia i impotencja.
Ponieważ owa niezdolność w wielu przypadkach jest możliwa do usunięcia przez działania operacyjne lub farmakologiczne w Polsce i na świecie bardzo rozwinął się „przemysł prokreacyjny”. Zarobić można już na samej diagnostyce, a po stwierdzeniu problemu na próbach jego usuwania. U kobiet bada się drożność jajowodów, u mężczyzn jakość nasienia, poziomy hormonów u obu partnerów. W zależności od wyników przeprowadza się różnego rodzaju terapie lekami lub zabiegi. Kiedy te działania nie przynoszą efektów, lekarze mają do wyboru wiele metod „mechanicznego” wspomagania zapłodnienia.
Jedną z takich metod jest inseminacja, czyli wstrzyknięcie do macicy nasienia partnera lub innego dawcy. Działanie to ma na celu skrócenie plemnikom drogi do komórki jajowej. Koszty takiego zabiegu w zależności od kliniki wynoszą około 1000 PLN i w przypadku niepowodzenia mogą być wykonywane wielokrotnie. Inną metodą jest zapłodnienie pozaustrojowe In vitro. Cykl kobiety jest na bieżąco kontrolowany za pomocą USG. Kiedy pęcherzyki są już dojrzałe, kobieta dostaje zastrzyk wywołujący owulację, lekarz pobiera komórki jajowe z jajnika. W tym czasie z nasienia męskiego selekcjonuje się najwartościowsze plemniki i dokonuje zapłodnienia, a jeśli do niego dojdzie w zależności od wieku kobiety umieszcza się w jej macicy 2-3 zarodków. Zabieg taki kosztuje od 10 000 – 18 000 PLN. Już około pięciu milionów dzieci przyszło na świat dzięki zapłodnieniu In vitro. Każdego roku na świecie przeprowadza się 1,5 miliona tych zabiegów, z których rodzi się rocznie średnio ok. 350 tys. dzieci. W przypadku, gdy plemniki są zbyt słabe, aby samodzielnie przeniknąć do komórki jajowej, stosuje się zabieg z mikromanipulacją. Cała procedura różni się od klasycznego In vitro tym, że plemniki są pozyskiwane bezpośrednio z jąder i wprowadzane za pomocą mikropipet i mikromanipulatorów bezpośrednio do jajeczka. Tutaj koszty są bardzo podobne do In vitro i kształtują się od 14 000 – 19 000 PLN. 
Jak widać kwoty ponoszone na leczenie niepłodności są spore i zaznaczyć trzeba, że te podane przeze mnie dotyczą jednej tylko próby. W przypadku niepowodzenia metody należy przemnożyć je przez ilość podjętych prób. Kiedy już jednak uda się osiągnąć cel, jakim jest zapłodnienie, organizm kobiety musi dać sobie radę z wydawałoby się prostą, jednak dla wielu par nie do końca łatwą, a czasami wręcz nieosiągalną rzeczą – utrzymaniem ciąży, czyli rozwinięciem w łonie matki silnego i zdrowego potomka. I tutaj pojawiają także pojawiają się problemy.
Pośród coraz większej liczby ciężarnych dochodzi niestety do poronienia, czyli przedwczesnego zakończenia ciąży trwającej mniej niż 22 tygodnie. Rzeczywista skala tego problemu jest bardzo trudna do określenia, ponieważ w bardzo wielu przypadkach dochodzi do obumarcia zarodka zanim kobieta dowie się, że jest w ciąży. Szacuje się, że jedna na pięć zapłodnionych komórek jajowych ulega obumarciu zaraz po zagnieżdżeniu, w pierwszym trymestrze poronieniu ulega jedna na pięć ciąż, a w drugim jedna na pięćdziesiąt. Aż 75% poronień ma miejsce do 12 tygodnia ciąży i aż 60 % z nich wynika z wad rozwojowych zarodka. Innymi przyczynami poronień mogą być czynniki anatomiczne takie jak: wrodzone wady macicy, zrosty wewnątrzmaciczne, niewydolność szyjki macicy, mięśniaki macicy, endometrioza. Kolejnymi czynnikami wywołującymi poronienie mogą być zaburzenia hormonalne, infekcje wirusowe i bakteryjne, schorzenia przewlekłe takie jak cukrzyca, czynniki toksyczne (alkohol, narkotyki, nikotyna), w niektórych przypadkach stres psychiczny. Kiedy już w organizmie kobiety rozwinie się zdrowy i silny organizm dochodzi do kolejnego ważnego zarówno dla partnerów jak i dla samego zjawiska prokreacji, niejako ją wieńczącego - porodu. Zdrowy kobiecy organizm powinien być w stanie w sposób naturalny wydać na świat zdrowego potomka. 
Większość problemów związanych z prokreacją znajduje rozwiązanie w medycynie. Niestety niejednokrotnie wymaga to wielu środków finansowych, ale i siły psychicznej i stresu. Istnieje jednak sposób na zlikwidowanie większości przyczyn niespełnionej prokreacji - jest on tani, nieskomplikowany, a przede wszystkim w 100% naturalny. Wystarczy uzmysłowić sobie jedną prostą zasadę - jajko to życie. Jajo od zawsze w wielu kulturach było symbolem odradzającego się życia. Już w latach 70 ubiegłego stulecia Jan Kwaśniewski opracował metodę odżywiania, która na jajku się oparła i uratowała i nadal ratuje wiele istnień ludzkich. Aby organizm był w stanie spłodzić, rozwinąć w sobie i wydać na świat nowe życie powinien być w pełni zdrowy i silny. Nieprawidłowe odżywianie, ciągłe zakwaszanie organizmu, stres, liczne wyniszczające organizm diety nie pozostają bez znaczenia dla stanu ludzkiego zdrowia. Efektem jest zachwiana gospodarka hormonalna, nadwaga, słaby i wyniszczony organizm. Niestety tak „zapuszczony” organizm zdolny jest jedynie do wegetacji i często prokreacja pozostaje dla niego jedynie w sferze planów i marzeń.
Jak pisze dr Jan Kwaśniewski: Żywienie Optymalne jest środkiem leczenia chorób spowodowanych nieprawidłowym żywieniem. Oczywiście nie zawsze możliwy jest zupełny powrót do zdrowia. Uszkodzenia narządów lub tkanek o małej lub żadnej możliwości regeneracji nie są możliwe do usunięcia. Ale zawsze możliwa jest znaczna poprawa wydolności i sprawności organizmu i prawie zawsze możliwe jest zatrzymanie choroby. Wg doktora podstawą życia jest właśnie białko i to najlepiej białko o najwyższej wartości biologicznej, czyli białko jaja kurzego (a najwartościowsze to z żółtka – przyp.red.). Spożycie białka zaleca w granicach 50-60 g dziennie, co i tak stanowi zaledwie połowę tego, co spożywa statystyczny człowiek.
Tłuszcz natomiast uznał Kwaśniewski jako główne źródło energii i tutaj, podobnie jak w przypadku białek, ten pochodzący z żółtka jaja kurzego traktowany jest jako najwartościowszy. Przy Żywieniu Optymalnym należy tak bilansować potrawy, aby na jeden gram spożytego białka przypadało od 2,8 do 3,5 i więcej gram tłuszczu.
Organizm kury przeznacza na jajo najlepsze składniki i przekazuje je przyszłemu pisklęciu w możliwie małej objętości. To stanowi o tak wysokiej wartości biologicznej tłuszczów z żółtka i o ich bardzo silnej koncentracji. 
Kwaśniewski nie deprecjonuje także trzeciego, ale także bardzo ważnego dla funkcjonowania ludzkiego organizmu składnika, a mianowicie węglowodanów. W tym przypadku także została dość ściśle określona zalecana ilość spożycia. ”Dla człowieka dorosłego najkorzystniejszą ilością węglowodanów na dobę jest 30-50 g, granicą dopuszczalną 100 g na dobę, jeśli będą to węglowodany złożone, tzn. skrobia, granicą szkodliwości dla zdrowia jest spożywanie ich powyżej 150 g na dobę.” 
Ze wszystkich spożywanych przez człowieka węglowodanów najlepsza jest skrobia, która jest wolno trawiona i wolno oddawana do krwi, dzięki czemu nie następuje szybki wzrost cukru we krwi po posiłku oraz nagły spadek między posiłkami. Najgorszy natomiast jest cukier zawarty w miodzie i słodkich owocach, czyli fruktoza.
Jak twierdzi Jan Kwaśniewski: Małżeństw, które chciały mieć dziecko, które leczyły się na niepłodność czasem dziesięć i więcej lat, które straciły przy tym dużo pieniędzy, czasem i zdrowia, spotykałem sporo w swej praktyce lekarskiej. Większość z nich zrozumiała moją wiedzę i zastosowała ją w praktyce. Prawie wszystkim urodziło się jedno, a gdy zdecydowali o ponownym poczęciu, to i więcej dzieci przyszło na świat. Zwykle po przejściu na żywienie optymalne, kobiety zachodzą w ciążę po 3 lub więcej miesiącach, rodzą dzieci zdrowe, bez powikłań ciążowych. Prawie zawsze karmią dziecko piersią tak długo, jak długo ono tego chce. 
„Twoja dieta niech będzie Twoim lekarstwem” – mawiał przed wiekami Hipokrates. Dzisiaj lekarze, mimo iż składają słynną hipokratesową przysięgę, zamiast leczyć „niezdrowe talerze” usuwają jedynie efekty złego odżywiania. A przecież interes na tym jest niebywały, ponieważ leczenie skutków, a nie przyczyn jest długotrwałe i nieskuteczne, ale za to przynosi dochody i daje pracę całym rzeszom lekarzy, naukowców i przede wszystkim krociowe zyski koncernom farmaceutycznym. 
Żyjemy w trudnych czasach. Mamy nieograniczony dostęp do wszystkiego i to z jednej strony daje nam wolność, a z drugiej niebezpieczeństwo zniewolenia. Wszystko zależy od naszych wyborów, ale żeby dobrze wybierać, trzeba być człowiekiem refleksyjnym i ciągle się rozwijać. Mam nadzieję, że dzięki takim mediom jak np. Internet coraz większa liczba osób napotka na informacje związane z Dietą Optymalną i dzięki temu będzie zdrowo i długo żyć. Ja i moja Rodzina już wybraliśmy.

Katarzyna Walich
doradca ŻO

Katarzyna Walich szkolenie odbyła w Arkadii w Poznaniu, a egzamin zdała w Ciechocinku. Jej pracę końcową konsultowała starszy doradca ŻO Zuzanna Rzepecka, a recenzowała lek. Agata Płowecka.


Artykuł ukazał się w miesięczniku "Optymalni" - luty 2013
 

#2 Pytanie

W ubiegłorocznym sierpniowym turnusie w Arkadii na Wybrzeżu Szczecińskim w Międzyzdrojach uczestniczył dr Henryk K. Paszkowski. Mieszka na stałe w Niemczech i pracuje jako internista i psychiatra. 

Jak sam mówi, żywienie optymalne odkrył w 43 roku swojej pracy lekarskiej. Po zapoznaniu się z wiedzą doktora Jana Kwaśniewskiego, zdecydowanie optuje za propagowaniem optymalnego modelu żywienia. Poniżej przedstawiam Państwu list, który od niego otrzymałam. Treść listu zawiera zafascynowanie wiedzą doktora Jana Kwaśniewskiego.
 

Odpowiedź

Anna Kazuba

/ 2013-02-18

Hipokrates, uznany ojciec medycyny z wyspy Kos, wiedział, że zdrowie i zdrowienie jest zależne od rodzaju żywienia - niech wasze pożywienie będzie lekarstwem. Ta zasada i prawda zostały w praktyce zagubione. Żywienie stało się komercją, a dla niej i zysków szerzy się fałszywe modele żywieniowe, dietetyczne. Do szaleństwa doprowadzono diety odchudzające. W rzeczywistości ogłupiające, oszukańcze dla zdobycia szybkich zysków ("w ciągu tygodnia odchudzisz się o kilogramy" – absurd!).
Niestety, wytyczne i programy medyczne, normy laboratoryjne narzucają lekarzom i konsumentom sterowane żywienie komercyjne; handel żywnością i produkcję nowych środków żywieniowych, wymyślonych dla pieniędzy, a nie dla naszego zdrowia. Szkodliwe żywienie, używki oraz unikanie spożywania produktów naturalnych w rozumnych ilościach i proporcjach, są głównymi przyczynami chorób w naszej cywilizacji komercyjnej i technicznej.
Moje lekarskie i osobiste zainteresowania i poszukiwania, a także przypadek /?/ naprowadziły mnie najpierw na literaturę przedmiotu. W Niemczech, gdzie praktykuję jako specjalista medycyny ogólnej we własnej praktyce lekarskiej, a w Polsce jako internista i psychiatra /studia: Akademia Medyczna w Gdańsku, w latach: 1963 - 1969/ natknąłem się na książkę "Geheimarchiv der Ernährungslehre" /Tajne archiwum nauki żywienia/ dr. Ralpha Birchera, w której autor wymienia naukowe opracowania i wyniki badań nad żywieniem w różnych zakątków świata. Wniosek: żywimy się niezdrowo. Niestety przemysł środków spożywczych, handlarze, komercja nie dopuszczają do wprowadzenia zdrowego żywienia. Właściwa wiedza spoczywa w tajnym archiwum. TAJNYM! Abyśmy się nie dowiedzieli, że odżywiamy się chorobotwórczo. Jest głoszona błędna wiedza żywieniowa, a także indoktrynacja /systematyczne wpajanie określonych przekonań/ lekarzy w tym zakresie.
Doktor Jan Kwaśniewski, nieugięty bojownik o zmianę tego katastroficznego stanu rzeczy, uzasadnia w swoich książkach - podręcznikach /mam ich dziewięć w mojej bibliotece/ znaczenie i zasady zdrowego odżywiania. Są to opracowania poważne, naukowe, teoretyczne poparte wynikami przeprowadzonych badań, obserwacji, obliczeń etc.
Słuszność wiedzy dr. Jana Kwaśniewskiego sprawdziłem biorąc udział jako uczestnik turnusu żywienia optymalnego w Arkadii na Wybrzeżu Szczecińskim w Międzyzdrojach, w sierpniu ubiegłego roku. Bardzo pilnie uczestniczyłem w zajęciach szkoleniowych - w prelekcjach, dyskusjach i konsultacjach indywidualnych. W rozmowach otrzymałem osobiste świadectwa poprawy stanu zdrowia lub wyzdrowienia z wielu chorób (np. cukrzyca, choroba Bürgera, choroba wieńcowa, choroba nadciśnieniowa, otyłość, nerwica, neurodermatitis) - faktycznie! TO DZIAŁA!

A ja sam, jako lekarz specjalista, także profituję z tego rodzaju leczenia. Leczenia "tłustym żywieniem" - zgodnie z wiedzą dr. Jana Kwaśniewskiego, a potwierdzonego w książce "Jedz tłusto i bądź zdrów" Francesco Perugini Billego. W czasie turnusu także doczekałem się zdrowotnych osiągnięć, a mianowicie - pozbyłem się kilku kilogramów, poprawiła się moja kondycja ogólna, włącznie z "apetytem" na długie spacery po plaży. Po powrocie do domu okazało się, że poprawiły się moje wyniki laboratoryjne: trójglicerydy obniżyły się o 190, HDL wzrósł o 4, kwas moczowy o 1,3 mniej, lepsze nerkowe, wzrost żelaza w surowicy krwi (z niedoboru). I - co ważne - bez "zatłuszczenia" wątroby, pomimo spożywania tłustości. Należy jednak pamiętać, że bardzo ważne jest spożywanie właściwej ilości białka /proteiny zwierzęcej bez
roślinnego białka/ i tłuszczu zwierzęcego, z ograniczeniem ilości cukrów /skrobi/. 
Zasady te były skrupulatnie przestrzegane przez organizatorkę turnusu Annę Kazubę /starszy doradca ŻO/, traktującą każdego uczestnika bardzo indywidualnie, zgodnie z zaleceniami szczecińskiej lekarki optymalnej dr Ewy Kiedrowskiej. Poprawa samopoczucia każdego uczestnika, po dwóch tygodniach pobytu w "Arkadii" /to żadna "sekta"/ była nader oczywista!
Zasługą dr. Jana Kwaśniewskiego jest to, że uwalnia nas z pęt oficjalnych wytycznych żywieniowych, fałszywych proporcji /35-40% węglowodanów/ cukrów - kilogramy warzyw i owoców, które faktycznie nie odżywiają, witaminy wątpliwe w wymęczonych owocach zza granicy. Niestety, lekarze tego nie wiedzą /?/ i pomijają leczenie OPTYMALNYM ŻYWIENIEM (żadna DIETA!), smakowitym jedzeniem o ogromnej skuteczności leczniczej. Niestety, żywią nas KUPCY i HANDLARZE!
WIEM, POWIEM i NAPISZĘ: JEDZ OPTYMALNIE, a BĘDZIESZ ZDROWY - żółtka jaj, masło, śmietanę (30-36%), tłuszcz /smalec, tłuste mięso, sery/ i jeszcze trochę węglowodanów. Wtedy Twój organizm otrzyma najlepszy budulec do regeneracji i najlepsze źródło energii.
OPTYMALNI SĄ OPTYMALNIE ZDROWI I ZADOWOLENI.

PS. I ponoć już nie chrapię.

Henryk Paszkiewicz
internista i psychiatra 
Facharzt für Allgemeinmedizin (specjalista medycyny ogólnej)
ur.14.01.1944, lekarz od 1969 r.


***

Z optymalnym pozdrowieniem
Anna Kazuba
 

#3 Pytanie

Odnalazłem tekst, który napisałem w 1988 r., jeszcze prowadząc Arkadię w Ciechocinku, a dotyczący nosicieli wirusa HIV i chorych na AIDS. Chciałem Państwa z tym tematem zapoznać, ponieważ to, co napisałem w 1988 r. nadal jest aktualne i nadal dla zainteresowanych może przynieść bardzo duże korzyści.

Odpowiedź

dr. Jan Kwaśniewski

/ 2013-02-18

W materiałach z konferencji lekarzy w Sztokholmie z grudnia 1987 r. znajdowało się obszerne opracowanie o wirusie HIV i AIDS. Autorzy z 300 pytań dotyczących tych tematów odpowiedzieli na 299. Nie odpowiedzieli na ostatnie pytanie, które brzmiało: Jak skutecznie pomóc nosicielom wirusa HIV i chorym na AIDS?
W ostatnich latach ukazało się wiele nowych materiałów i spostrzeżeń na ten temat. Pojawiły się sugestie, że mechanizm działania wirusa HIV może być taki sam, jaki spotykamy w wielu innych chorobach, które są znane od dawna, których faktycznych przyczyn współczesna nauka nie zna, którym nie umie zapobiec, nie umie ich skutecznie leczyć. Są to choroby z tzw. autoagresji.
Przyczyną wyższą wszystkich tych chorób jest niemożność pokrycia przez organizm potrzeb budulcowych i energetycznych określonych tkanek, czy narządów, czy układów narządów, na przynajmniej dostatecznym poziomie. Z kolei przyczyną wyższą tej niemożności jest określony, ale zawsze nieprawidłowy skład diety.
Prawidłowy model żywienia człowieka jest tylko jeden dla wszystkich ludzi. Model ten nie jest dla większości ludzi znany. Wszystkie dotychczas stosowane przez ludzi modele żywienia były i są, bardziej lub mniej, ale zawsze dla ludzi szkodliwe. W zależności od popełnianych błędów w żywieniu, powstają określone choroby. W zależności od tego, które tkanki zmuszone są do buntowania się przeciw organizmowi (co prowadzi do wytwarzania przeciwciał skierowanych przeciw buntującym się tkankom), rozwija się określona choroba z autoagresji, taka jak np. choroba Bürgera, Bechterewa, gościec przewlekły postępujący, stwardnienie rozsiane i sporo jeszcze innych chorób.
Pomijam powszechnie dotychczas znane i uznane fakty związane z problemem AIDS, ponieważ okazały się być niewystarczające do rozwiązania tego problemu.
Ostatnie doniesienia wskazują, że rozprzestrzenianie się wirusa może zachodzić przez mleko matki, która stała się nosicielem już po urodzeniu zdrowego dziecka. Wszelkie próby uzyskania skutecznej szczepionki przeciwko wirusowi HIV są jak dotąd nieskuteczne i raczej w przyszłości nie należy oczekiwać na tej drodze poszukiwań korzystnych efektów. 
Dotychczas stosowane metody zwalczania chorób infekcyjnych, które sprawdziły się w wielu chorobach pochodzenia bakteryjnego, są mało skuteczne lub zupełnie nieskuteczne w wielu zakażeniach wirusowych. Pojawiły się doniesienia sugerujące, że wirus HIV sam nie niszczy układu odpornościowego organizmu, że tylko zapoczątkowuje procesy prowadzące do autoagresji przeciwko własnemu układowi odpornościowemu. W niektórych chorobach przebiegających w powiązaniu
z procesami autoimmunizacyjnymi stosowanie metod leczniczych wzmacniających siły obronne organizmu nasila postępy choroby. Takie zjawiska opisano w stwardnieniu rozsianym.
Dlaczego nie należy oczekiwać skutecznej szczepionki przeciwko wirusowi HIV? Być może z tych samych powodów, dla których nie udało się dotychczas wynaleźć szczepionki przeciw wirusom powodującym zachorowanie na stwardnienie rozsiane – jak niektóre teorie twierdzą – chorobę Bürgera, gościec postępujący, czy inne choroby z autoagresji, rozwijające się bez dodatkowego czynnika zapoczątkowującego procesy autoimmunizacyjne, czy rozwijające się po zadziałaniu swoistego zapalnika, jak w przypadku choroby reumatycznej, dla której zapalnikiem jest toksyna paciorkowcowa, czy – być może – w stwardnieniu rozsianym, w którym takim zapalnikiem może być określony wirus, który może spowodować zachorowanie tylko wówczas, gdy układ antygenowy określonych struktur centralnego układu nerwowego jest podobny do składu antygenowego określonego wirusa.
Leczenie przyczynowe chorób z autoagresji i rozwijających się grup zadziałania swoistego zapalnika polega na szybkiej i znacznej zmianie składu antygenowego, zaatakowanych procesem autoimmunizacyjnym tkanek. Zmianę taką można uzyskać przez radykalną zmianę diety.
Przed 25-30 laty w szpitalach pediatrycznych przebywało bardzo dużo dzieci z ciężkimi nabytymi wadami serca, spowodowanymi chorobą reumatyczną. Obecnie takich dzieci jest kilkanaście razy mniej. Czynnikiem zapoczątkowującym zachorowanie na chorobę reumatyczną jest toksyna paciorkowca. Nie wszystkie dzieci, które chorują na anginy, czy inne infekcje paciorkowcowe, mogące w skutkach spowodować wystąpienie zachorowania na chorobę reumatyczną, chorują na tę chorobę. Nie wszystkie dzieci, chorujące nawet wielokrotnie na anginy, zachorują na chorobę reumatyczną. Choroba reumatyczna rozwija się tylko u tych dzieci, czy osób dorosłych, u których skład antygenowy tkanki łącznej w ogóle, a skład antygenowy zastawek serca i tkanki łącznej serca w szczególności – jest zbliżony do składu antygenowego toksyny paciorkowcowej.
Co jest przyczyną, że skład antygenowy tkanki łącznej jest zbliżony do składu antygenowego toksyny paciorkowcowej tylko u niektórych ludzi?
Co należy zrobić, aby zmienić skład antygenowy tkanki łącznej u osób podatnych na zachorowanie na chorobę reumatyczną, w taki sposób, aby nie mogli zachorować?
 Choroba reumatyczna jest skutkiem nędzy.
 Nędza jest przyczyną odżywiania opartego głównie na produktach pochodzenia roślinnego.
 Takie odżywianie jest przyczyną niskiej wartości biologicznej ludzi,
 A niska wartość biologiczna ludzi jest główną przyczyną nędzy. 

Powstaje błędne koło, z którego nieczęsto tylko nielicznym narodom i tylko okresowo, przeważnie przypadkowo, udawało się wyjść.
Skład antygenowy tkanki łącznej uniemożliwiający w ogóle zachorowanie na chorobę reumatyczną jest skutkiem określonego składu diety.
Przyczynowe zapobieganie i leczenie choroby reumatycznej polega zatem na radykalnej zmianie odżywiania, która spowoduje – zmiany składu antygenu tkanki łącznej tak, aby stał się on odmienny od składu antygenowego toksyny paciorkowcowej.
Teoria o wirusowym tle stwardnienia rozsianego budzi poważne zastrzeżenia. Przeczą jej dane epidemiologiczne. Stwardnienie rozsiane jest chorobą występującą wśród ludzi zamieszkujących strefy klimatu umiarkowanego. Nie występuje w krajach o gorącym klimacie. Mieszkańcy Indii zamieszkujący w Anglii chorują na stwardnienie rozsiane rzadko, ale tym częściej, czym dłużej mieszkają w Anglii. Natomiast ich dzieci chorują równie często, jak rdzenni mieszkańcy Wielkiej Brytanii. Hindusi zamieszkali w Anglii przez pewien okres zachowują model żywienia wyniesiony
z dawnej ojczyzny, ale stopniowo upodabniają się w odżywianiu do rdzennych mieszkańców, a ich dzieci odżywiają się podobnie jak dzieci autochtonów, pochodzących z tych biedniejszych warstw społecznych, w których stwardnienie rozsiane występuje najczęściej.
Stopniowe zmiany w odżywianiu powodują stopniowe zmiany składu antygenowego pewnych struktur centralnego układu nerwowego tak, że pojawiają się warunki do rozwoju choroby. Stąd przyczyną wyższą stwardnienia rozsianego jest określony, nieprawidłowy skład antygenowy, spowodowany określonym modelem żywienia, występujący wyłącznie u ludzi o określonym modelu żywienia.
Wirus może być przyczyną sprawczą zachorowania na SM, ale tylko u tych ludzi, którzy żywią się w sposób umożliwiający zachorowanie. W takim organizmie choroba może rozwinąć się bez wirusa, jako swoistego zapalnika, podobnie, jak to spotykamy w chorobie Bürgera, w gośćcu postępującym i w większości pozostałych, a licznych, chorobach z autoagresji.
Podobny mechanizm chorobowy może być przyczyną zachorowań na AIDS i u nosicieli wirusa HIV.
Pierwszy amerykański homoseksualista, który zaraził się wirusem HIV od Murzyna we Francji, w okresie kilku lat zaraził nim w USA ok. 1500 ludzi, prawie wyłącznie homoseksualistów. Wszystkie jego kontakty zostały dokładnie prześledzone i potwierdzone. Trudno sobie wyobrazić zboczeńca, który w okresie kilku lat utrzymywał kontakty seksualne z tak dużą liczbą partnerów, a jednak tak było.
Z punktu widzenia interesów gatunku ludzkiego każdy homoseksualista jest osobnikiem dla gatunku nieprzydatnym. Nie tylko sam się nie rozmnaża, ale przeszkadza w rozmnażaniu innym. A społeczeństwo złożone z homoseksualistów umarłoby w jednym pokoleniu. Skłonności homoseksualne mają swoją przyczynę, jak zresztą wszystko, aczkolwiek współczesna nauka nie zna tej przyczyny i na razie nie może jej poznać.
Nie wszyscy ludzie, którzy mają dostęp do narkotyków, dysponują środkami na ich zakup, stają się narkomanami. Przeciwnie – najczęściej narkomanami stają się ludzie z utrudnionym dostępem do narkotyków i z ograniczonymi środkami finansowymi. U narkomanów narkotyki powodują euforię, ale u innych ludzi mogą powodować dysforię, czyli wybitnie złe samopoczucie, często u nich działają wybitnie uspokajająco, czyli w zależności od tego, jak się człowiek żywi, różnie działają na niego narkotyki.
Współczesna nauka nie wie, jakie są przyczyny tak różnego oddziaływania narkotyków na różnych ludzi. Faktyczna przyczyna narkomanii, czy alkoholizmu ludzi, nadal jest nieznana. Wirusem HIV najczęściej zarażają się narkomani, homoseksualiści i inni osobnicy często zmieniający partnerów. Częsta zmiana partnerów jest również patologią i jak każda patologia – ma swoje przyczyny biologiczne. Nie wszyscy zarażeni wirusem HIV chorują na AIDS, ponadto wystąpienie zachorowania może nastąpić po różnie długim okresie czasu od zarażenia, czasem nie wystąpi nigdy. Każda choroba zakaźna ma dość ściśle określony okres wylęgania choroby, w przypadku AIDS okresu wylęgania choroby przewidzieć nie można. Ta różnica sugeruje, że nie wirus HIV jest główną przyczyną choroby, ale że istnieją inne, równie ważne czynniki, różne u różnych ludzi, które są bardziej decydujące.
Przed ponad 20 laty prof. Aleksiej Pokrowski – dyrektor Instytutu Żywienia Akademii Nauk Związku Radzieckiego zauważył, że zwiększenie poziomu spożycia białka zwierzęcego u uczniów w internatach szkół moskiewskich, spowodowało szereg korzystnych zmian u tych uczniów, w tym wyraźne zmniejszenie zachorowalności na infekcje bakteryjne, wirusowe, a ponadto znacznie poprawiło wyniki nauczania. Ukazują się doniesienia, że większe spożycie białka zwierzęcego u nosicieli wirusa HIV wpływa korzystnie na ich organizmy, zmniejsza ilość zachorowań na AIDS, opóźnia ujawnianie się choroby, łagodzi jej przebieg, przedłuża życie chorych. Jeśli niewielka korzystna zmiana diety uczniów, czy u nosicieli wirusa HIV, powoduje wystąpienie zauważalnych korzystnych efektów, to –
• Co będzie, jeśli ta zmiana będzie wielka, jeśli nosiciele wirusa HIV wprowadzą optymalny wzorzec żywienia człowieka?
• Czy uzyskane wówczas efekty nie okażą się na tyle korzystne, że spowodują nawet zniszczenie wirusa HIV?
• Czy zablokują możliwość niszczenia układu odpornościowego organizmu przez radykalną zmianę jego struktury antygenowej?

Następujące spostrzeżenia sugerują taką możliwość: wiadomo, że choroby zakaźne praktycznie nie występują wśród długowiecznych pasterzy, nie chorują na te choroby Hunzowie w Indiach – pasterze kóz, mieszkańcy Abchazji, Gruzji, Azerbejdżanu i inni pasterze. Nie chorowali np. Masajowie, gdy chodzili za swoimi krowami i żywili się głównie serem, masłem, śmietaną, mięsem i krwią bydlęcą.
Z drugiej strony wiadomo, że wszelkie infekcje, szczególnie wirusowe, występują u chorych na stwardnienie rozsiane 90 razy częściej niż u przeciętnej populacji. Dotychczas powszechnie nie wiadomo (ale wiedzą o tym dziesiątki tysięcy ludzi w Polsce, stosujący Żywienie Optymalne – informacja z 1988 r.), że choroby infekcyjne zdarzają się u nich zupełnie wyjątkowo, a u znacznej większości nie pojawiają się wcale - ani wirusowe, ani bakteryjne.
W wielu listach, które otrzymuję od byłych chorych na różne choroby, w tym od chorych na stwardnienie rozsiane, powtarza się niezmienne jedna ważna informacja: ludzie ci nie chorują na katary, przeziębienia, grypy, czy na inne infekcje. Okazało się, że Żywienie Optymalne daje najwyższą odporność na infekcje u ludzi, a w badaniach na zwierzętach – najwyższą odporność na trujące substancje chemiczne. Żywienie Optymalne okazało się być leczeniem przyczynowym w wielu chorobach z autoagresji, zawsze powoduje zatrzymanie postępów choroby i wyleczenie
w przypadkach, gdy uszkodzenia spowodowane chorobą jeszcze mogą się zregenerować.
Jeśli założymy, że wirus HIV ma skład antygenowy zbliżony do składu antygenu układu odpornościowego tylko u ludzi z określonym składem diety, będącym przyczyną wyższą narkomanii, homoseksualizmu, alkoholizmu, czy innych dewiacji, przynoszących szkody dla gatunku ludzkiego, wymuszające właśnie taki, a nie inny skład antygenowy w układzie odpornościowym, to radykalna zmiana diety na dietę dla człowieka najlepszą może i powinna zmienić skład antygenowy układu odpornościowego w taki sposób, że niszczenie tego układu zostanie powstrzymane. Przeciwciała przeciwko wirusowi HIV nie będą już przeciwciałami przeciwko strukturom układu odpornościowego. Prawie zupełny brak zachorowań na choroby infekcyjne, choroby szczególnie wirusowe u ludzi stosujących Żywienie Optymalne może sugerować, że nosiciel wirusa HIV po przejściu na Żywienie Optymalne uzyska tak znaczne zwiększenie odporności na infekcje, że jego organizm poradzi sobie z wirusem. Że tak być może – potwierdzają pojedyncze obserwacje braku efektów u dzieci stosujących Żywienie Optymalne przy szczepieniu ospy, czy gruźlicy. Organizm takiego dziecka niszczy każdą bakterię, czy wirus, przy zetknięciu się z nimi, nie pozwala na ich rozmnażanie w organizmie własnym i na rozwój choroby.
Żywienie Optymalne nie jest droższe od przeciętnej diety, często może być znacznie tańsze - przy umiejętnym kupowaniu produktów zgodnych z wartością biologiczną dla człowieka. Żywienie Optymalne wymaga najniższego zapotrzebowania na białko i energię w stosunku do wszystkich innych modeli żywienia, co dodatkowo obniża jego koszt. W badaniach na ludziach chorych udowodniono, że Żywienie Optymalne nie powoduje jakiegokolwiek szkodliwego wpływu na organizm ludzki, (prof. Henryk Rafalski), a w każdym przypadku przynosi poprawę, i to znaczną.
Cała historia ludzkości, obecny poziom życia, stan zdrowia i czynność umysłów ludzkich dowodzi, że wszystkie inne modele żywienia na pewno ludziom szkodzą. Niezależnie od tego, czy wprowadzenie Żywienia Optymalnego u nosicieli wirusa HIV spowoduje zniszczenie wirusa przez organizm nosiciela, to zmiana w składzie antygenowym układu odpornościowego może zapobiec wystąpieniu zachorowania na AIDS, bo wirus nie będzie niszczył tego układu odpornościowego. Ponadto spowoduje znaczne i korzystne zmiany w psychice i w postępowaniu, w zachowaniu, prowadzące w konsekwencji do ograniczenia kontaktów seksualnych z wieloma partnerami i być może, do ograniczenia lub zaprzestania przyjmowania narkotyków od narkomanów.
Skąd taki wniosek – ponieważ u chorych na chorobę Bürgera, których miałem wielu, którzy przyjmowali morfinę, czy Dolargan, z powodu silnych bólów spoczynkowych, po ustąpieniu tych bólów (dzięki Żywieniu Optymalnemu) sami odstawiali narkotyki, czyli nie dla każdego narkotyki są takim ważnym czynnikiem. 
Wprowadzenie Żywienia Optymalnego u nosicieli wirusa HIV i u już chorujących na AIDS, może stanowić istotny postęp w zapobieganiu i leczeniu skutków zakażenia wirusem HIV. W latach, które minęły od 1988 r., moich dalszych obserwacji, miałem kilkunastu takich chorych, zarażonych wirusem HIV i u wszystkich Żywienie Optymalne spowodowało bardzo korzystne efekty. Nie badałem tych ludzi, nie robiłem prób, ponieważ oni, jak widzą, że jest już dobrze i nic im nie dolega, to i badać się nie chcą i nie chwalą się tym do innych. Choroba jest wstydliwa, trudno się ludziom dziwić, że nie chcą się zgłaszać na badania. Ale szanse, które już w 1988 roku podałem, jakie są przed chorymi, nie tylko przed nosicielami wirusa HIV, czy przed chorymi na AIDS, ale i przed chorymi na wiele innych chorób, nie tylko, że są takie jak w 1988 roku, ale są znacznie większe, ponieważ liczba chorych, którzy odzyskali zdrowie liczy się już nie w tysiącach, a w setkach tysięcy, a nawet w znacznie większej liczbie tych chorych. Radzę nosicielom wirusa HIV, aby powiedzieli kolegom, że jest taka możliwość wzmocnienia organizmu i jest szansa, ponieważ nie spotkałem ani jednego nosiciela, któremu by to żywienie nie pomogło.
Dziękuję Państwu.

Jan Kwaśniewski
Ciechocinek, 21.02.2005 r.

Artykuł ukazał się w kwietniowym numerze miesięcznika "Optymalni" (4/2013), w dziale "Z archiwalnej teczki"

#4 Pytanie

Odpowiedź

Opracował: Stanisław Muc 

/ 2013-01-27

Potocznie uważa się, że serce jest jedynie i wyłącznie tym organem, który pompuje krew poprzez aortę do tętnic i utrzymuje w nich odpowiednie ciśnienie, a powrót krwi z tkanek żyłami następuje dzięki resztce energii skurczu serca. Nie doceniamy zwykle mechanizmów wspomagających jego pracę. 
Utrzymywanie właściwego krążenia krwi jest możliwe dzięki uzupełniającym siłę skurczu serca mięśniom szkieletowe, bez których krew nie zdołałaby powrócić z powrotem z tkanek do serca. Na czym polega mechanizm wspomagania serca? Układ krążenia krwi jest zamkniętym systemem rur, w którym centralnie umieszczone jest serce. Aorta, która wychodzi z lewej komory serca, zatoczywszy łuk biegnie ku dołowi. Na całej swej długości posiada liczne odgałęzienia, które tworzą układ tętniczych naczyń krwionośnych, za pośrednictwem których zaopatruje w krew tętniczą wszystkie części organizmu i wszystkie jego narządy. Tętnice doprowadzają krew do obszaru naczyń włosowatych (kapilar), które łączą się z żyłami, za pośrednictwem których oddają one komórkom tlen, produkty odżywcze i witaminy, a zabierają z ich otoczenia dwutlenek węgla i inne produkty przemiany materii. Odtleniona krew powraca żyłami do prawej komory serca, skąd tętnicą płucną doprowadza odtlenioną krew do płuc, gdzie zostaje wzbogacona w tlen, a pozostawia przyniesiony z tkanek dwutlenek węgla. Z płuc krew spływa do lewego przedsionka, w którym kończy się krążenie małe – płucne, a zaczyna się krążenie duże. Powrót ten jest możliwy dzięki skurczom mięśni (pompa mięśniowa), które uciskając na żyły, powodują w ten sposób powrót krwi do serca, a ponieważ mięśni w organizmie człowieka jest ponad pięćset, ich funkcja ssąco – tłocząca jest bardzo duża. 
Siła skurczu mięśni zależy głównie od ilości zawartych w nich włókien mięśniowych oraz od ich ukrwienia i wytrenowania. Żyły posiadają zastawki, które uniemożliwiają cofanie się krwi wstecz. Serce dorosłego człowieka, który wykonuje lekką pracę fizyczną przepompowuje w ciągu doby około 10 tysięcy litrów krwi, a w czasie spoczynku około 7 tysięcy litrów. W spoczynku serce kurczy się około 70 razy. W czasie skurczu serca każda komora wyrzuca do tętnic około 70 ml krwi, czyli spoczynkowa pojemność minutowa każdej komory serca wynosi 70 ml x 70 = 4900 ml, czyli około 5 litrów krwi. Dystrybucja krwi wyrzuconej przez serce zmienia się zależnie od aktywności organizmu. W spoczynku około 25% całkowitej ilości krążącej krwi przepływa przez naczynia przewodu pokarmowego, około 20% przez nerki, 15% przez mięśnie szkieletowe, 15% przez mózg, 5% przez naczynia wieńcowe serca, a reszta przez pozostałe narządy. W czasie wysiłku wybitnie wzrasta przepływ krwi przez mięśnie i przez naczynia wieńcowe, a spada przez nerki i trzewia (narządy wewnętrzne klatki piersiowej, jamy brzusznej, wnętrzności) [za: „Domowy poradnik medyczny” pod redakcją prof. Kazimierza Janickiego]. Włączając do energicznej pracy mięśnie poprzez odpowiedni wysiłek, zmusza się jednocześnie do działania mózg. W badaniach zaobserwowano bardziej rozwiniętą sieć naczyń krwionośnych i gęstsze unerwienie. Elektrofizjologiczne badania przeprowadzone na starszych ludziach potwierdziłyby, że u uprawiających sport, biegi czy trucht, aktywność fal mózgowych była taka sama jak u ludzi młodszych. Przy obniżeniu aktywności fizycznej (ruchowej) jest obniżone wspomaganie serca przez mięśnie szkieletowe, przez co przedwcześnie się ono zużywa. Zakłócenia w sieci naczyń włosowatych (kapilar), co jest następstwem małej aktywności fizycznej, stresu, lękiem i innymi negatywnymi emocjami, stanowi podstawę schorzeń serca takich jak choroba niedokrwienia serca, zawał, udar i całego układu sercowo – naczyniowego (Iwan Nieumywakin „Endoekologia zdrowia”). 
Sieć naczyń włosowatych w dojrzałym organizmie ma około sto tysięcy kilometrów długości. Ażeby kapilary dobrze działały, muszą dobrze pracować mięśnie, w których się one znajdują, co oznacza, że należy je trenować. Im lepsze wytrenowanie mięśni, a co za tym idzie kapilar, tym bardziej zmniejsza się obciążenie serca i tym szybciej odnawia się jego funkcja. Powrót krwi żylnej do serca wspomagany jest również przez ruchy oddechowe klatki piersiowej, przez nabieranie głębokiego wdechu w trakcie wysiłku fizycznego - następuje wówczas podciśnienie we wnętrzu klatki piersiowej, co znacznie wzmaga pracę układu krążenia. Regularna aktywność fizyczna ma podstawowe znaczenie, ponieważ już po trzech tygodniach przerwy dobrodziejstwa aktywności fizycznej zaczynają stopniowo zanikać, choćbyśmy wcześniej praktykowali latami. Podjęcie regularnej aktywności fizycznej poprawia wydolność krążenia i oddechową (Frederic Le Cren „Przeciwutleniacze”). Tezę tę mogę udowodnić własnym niezamierzonym doświadczeniem. Jak podałem w miesięczniku „Optymalni” z kwietnia i czerwca 2012 r. (artykuły dr Ewy Łukaszek Gwóźdź) nastąpił u mnie powrót choroby wieńcowej serca, pomimo stosowania żywienia optymalnego przez 13 lat. Szukałem różnych przyczyn odnowienia się tej choroby jak: zakwaszanie organizmu, nie ekologiczna żywność, nadmiar homocysteiny we krwi, mała ilość białka lub białko o niskiej wartości biologicznej, ale jedną z nich na pewno było zaniechanie regularnego wysiłku fizycznego. Po powrocie do codziennych spacerów w różnym tempie na odległość 5 km i więcej oraz lekkiej pracy wysiłkowej jak np. koszenie trawników przy domu (około 1000 m2), okazało się, że ciśnienie zarówno skurczowe jak i rozkurczowe zwiększyło się również ze 110/65 mmHg do 130/85 mmHg oraz tętno z 60 uderzeń na minutę do 80 – 90 uderzeń/min. Serce po wysiłku pracowało rytmicznie - bez arytmii, jaką obserwuję w spoczynku. Ustępowały również szumy w uszach, a mięśnie w nogach przestały boleć, zwłaszcza przy wchodzeniu na wzniesienia. Ważnym jest, że tkanki mięśniowe można trenować niezależnie od wieku, byle by ich nie przeciążać. Ruch powoduje rozgrzanie ciała, naczynia krwionośne ciała rozszerzają się i następuje lepsze utlenienie krwi. Z powyższego wypływa wniosek, że choremu organizmowi ruch jest bardziej potrzebny niż zdrowemu. Innymi słowy – ruch to zdrowie. 

#5 Pytanie

Szanowni Państwo. Nowy 2013 rok rozpoczynam publikacją listu Czytelniczki. Czytelniczki niezwykłej, bo myślącej rozsądnie, szukającej i poniekąd skazanej na Żywienie Optymalne. Skazanej, bo wszelkie inne sposoby pomocy czy choćby przyniesienia ulgi w cierpieniu jej synowi zawiodły. Ale cóż. Jeżeli przyczyna dolegliwości leży na talerzu, próżno czekać, aż zadziałają medykamenty. Zdecydowana większość ludzi trafia na drogę prawdy dopiero wówczas, gdy w zasadzie nie ma już nadziei na wyleczenie, czy choćby poprawę zdrowia. Gdy lekarze, zielarze, szamani, bioenergoterapeuci bezradnie rozkładają ręce. Jeżeli ktoś ma szczęście, to w tej beznadziejnej sytuacji spada z nieba jego Anioł Stróż i nieśmiało podsuwa książkę pt. ”Dieta Optymalna”. Pojawia się światełko w tunelu, które może przynieść wiele pozytywnych zmian i energię do działania. Kończy się pewien etap w życiu i zaczyna się nowy, inny, niosący nadzieję na lepsze jutro. Życzę pani Ani, by ten rok był dla niej wyjątkowy, by Żywienie Optymalne dokonało pozytywnych zmian w zdrowiu Franka, które przez współczesną medycynę są uznawane za niemożliwe. Niech to będzie rok pod znakiem Żywienia Optymalnego.

Odpowiedź

mgr Monika Słotwińska

/ 2013-01-24

Witam serdecznie,
Na początku chcę powołać się na Sz. P. Zuzannę Rzepecką, która poleciła mi Pani stronę internetową, zaznaczając również, iż mogę do Pani napisać, prosząc o radę w kwestii żywienia dziecka. Postaram się w skrócie opisać problem, choć jest to trudne przez wzgląd na szereg problemów zdrowotnych, które wystąpiły u mojego Syna.
Franuś ma obecnie półtora roku. Urodził się zupełnie zdrowy. Jedynym problemem, który wystąpił po kilku miesiącach, była konieczność zabiegu na oczka, z powodu zatkanych kanalików łzowych. Od początku karmiłam piersią. W szpitalu dokarmiałam odżywką z probiotykami, ale po tygodniu zupełnie z tego zrezygnowałam i do piątego miesiąca karmiłam tylko piersią, bez dopajania. Franek od początku nie tolerował owoców, bakalii i nabiału. Jeśli wypiłam jogurt lub mleko, bądź zjadłam owoce, miał wzdęcia. Po kilku miesiącach pojawiły się też problemy u Małego w postaci biegunek, w przypadku kiedy zjadłam większą ilość mąki - chleba, ciastek. Pokarm dodatkowy wprowadziłam w piątym miesiącu. Był to warzywa - marchewka, ziemniak, seler - na wodzie. Po pięciu dniach pojawiła się wysypka. Wycofałam seler, potem były próby jedynie z ziemniakiem lub marchewką, ostatecznie przez dłuższy czas podawałam zupki na mięsie z ziemniakiem i masłem. Pediatra polecała mi mięso oczywiście "najlepsze", czyli z kurczaka, indyka, królika. Niemniej, wysypki pojawiały się i znikały, jakby bez konkretnej przyczyny, niezależnie co podawałam dziecku. Kiedy Synek skończył pół roku, nagle wykryto u niego wadę serduszka, ubytek przegrody międzykomorowej VSD, pojawiło się osłabione napięcie mięśniowe i konieczność rehabilitacji oraz ogromne wysypki w postaci plam na całym ciele, wyglądających jak po poparzeniu z towarzyszącym katarem alergicznym i biegunkami. Przez pół roku błąkaliśmy się z Mężem od jednego lekarza do drugiego - alergolodzy, pediatrzy, dermatolodzy - bez widocznych skutków. Jedynymi zaleceniami były krople, syropy, leki usypiające oraz czekanie do skończenia trzeciego roku życia, aby zrobić testy alergiczne. W tym miejscu chcę nadmienić, że moja Mama jest alergiczką "na wszystko", ja byłam w dzieciństwie uczulona na sierść i pierze, a Mąż do tej pory reaguje katarem, kaszlem i łzawieniem na bezpośredni kontakt z kurzem. Wracając do zaleceń lekarzy, leków w większości przypadków nie stosowałam, nie wyobrażając sobie "chowanie" dziecka na lekach usypiających przez trzy lata. Stosowaliśmy za to szereg emolintów i maści antybiotykowch oraz niestety sterydowych - dziecko przez kilka miesięcy prawie nie mogło spać i drapało się do żywego mięsa - przepraszam za obrazowość. 
Szalę przebrała wizyta u lekarki, która stwierdziła, że to zespół złego wchłaniania i że konieczna jest hospitalizacja, że dziecko ma problemy z wagą i trzeba je zamknąć na obserwacji itd. Przeraziła mnie na tyle, że z dnia na dzień postanowiłam zmienić dietę - tak swoją jak i dziecka. Moi Rodzice kilka lat temu odkryli dietę Kwaśniewskiego. Tata stosuje ją do tej pory i nie raz widziałam jej rewelacyjny wpływ na niego, Mama natomiast, choć wyleczyła się z alergii i pomaga jej utrzymywać w miarę doby stan zdrowia przy chorobie stwardnienia rozsianego, to jednak z restrykcyjnym przestrzeganiem diety ma spory problem. O diecie wiedziałam tylko piąte przez dziesiąte, więc zaczęłam po omacku. Jednak odrzuciłam mąkę, słodycze, zbędne cukry, a dziecku wprowadziłam jajka, ser biały, śmietanę. Po kilku dniach odstawiłam krople nasenne, po tygodniu maści, ponieważ objawy skórne zmalały, po kolejnym tygodniu dziecko nie miało żadnych objawów, a po dwóch miesiącach zaczęłam je myć po prostu szarym mydłem. Wprowadzenie jedzenia optymalnego zbiegło się z tym, że Franuś nagle zaczął ząbkować i sam zrezygnował z piersi. Miał jedenaście miesięcy. Jedynym problemem, który zaobserwowałam była biegunka po śmietanie. Prócz ogólnej poprawy nastąpił też wzrost wagi, która stał w miejscu przez cztery miesiące.
Odbyliśmy wizytę u gastroenterologa. Pani Doktor - bardzo wyważona - zaleciła na początek tylko badania z krwi, które nie wykazały celiakii, co nie niestety nie przesądza sprawy i kazała czekać do roku z wprowadzaniem glutenu. Doszliśmy do wniosku z Panią Doktor, że na razie nie ma sensu hospitalizować dziecka i robić mu punkcji, tylko lepiej chwilę się wstrzymać i poobserwować.
O diecie zaczęłam czytać i starać się wprowadzać. Niestety ja utrzymałam ją krótko i teraz na nowo staram się zabrać za siebie. Dziecko jest mi łatwiej prowadzić. Nie zmienia to faktu, że z racji braku czasu, ciężko jest mi w szybkim czasie przyswoić konieczną wiedzę i znaleźć czas na czytanie książek dr. Kwaśniewskiego - choć staram się to robić. Tym samym mam luki w wiedzy i obawiam się, że popełniam jakiś kardynalny błąd, ponieważ Franuś ponownie zaczął mieć problemy. Myślę, że może to być błąd w proporcjach lub brak jakiś witamin lub minerałów.
Fanek miał się dobrze przez cztery miesiące. Od dwóch miesięcy pojawiają się od czasu do czasu wysypki, choć o wiele mniejsze niż za pierwszym razem, ale niestety ma nieustanne problemy ze stolcem. Jest on rozwodniony i typowy jak dla celiakii, o bardzo brzydkim zapachu, z kawałkami niestrawionego pokarmu. Próbowałam zrobić próbę bez marchwi, bez ziemniaka, bez mąki i bez masła, ale nic nie daje efektów. Zrobiłam mu też testy z krwi na własną rękę. Franuś ma przekroczony limit wskazujący na predyspozycję do alergii, ale z panelu pokarmowego wyszły jedynie dwa składniki - kazeina oraz mleko, niemniej w procencie nie zaliczającym nawet do odczulania.
Syn waży 11 kg. Nie wiem:
1. jakie dokładnie powinien mieć proporcje BTW, zważywszy na wiek i wagę,
2. ile powinien spożywać białka i węglowodanów,
3. czy lepiej jest, żeby jadł trzy posiłki na dzień czy może powinnam Mu rozbić posiłki na mniejsze, a podawać częściej,
4. czy objawy, które ma mogą być spowodowane brakiem witamin, minerałów lub zbyt dużą ilością białka lub tłuszczu, albo za małą węglowodanów,
5. czy rezygnować z nabiału,
6. ile może jeść jajek na dzień i czy lepiej podawać Mu tylko żółtka czy całe jajka.
Dla jasności dodam, iż z racji tego, że niemal każda próba wprowadzenia produktu kończyła się nową wysypką, dziecko jadło niemal tylko mięso, ziemniaki, marchewkę, pomidory, wywar, jajka oraz ser biały, z którego ostatnio zrezygnowałam. 
Przepraszam za brak wiedzy i naiwność, długość maila oraz być może nierozsądne pytania, ale nie mam do kogo się zwrócić. Bardzo proszę o pomoc i radę.
Pozdrawiam
Anna C.



Pani Anno,
Na początku odpowiedzi na Pani list gratuluję urodzenia dziecka z dużymi zadatkami na optymalnego, skoro od początku nie tolerował mąki, mleka krowiego ani owoców. Postaram się rozwiać Pani wątpliwości, choć to trudne zważywszy na fakt, że nie jestem w posiadaniu jadłospisu Franka.
Jakie dokładnie Franek powinien mieć proporcje, nie wie nikt, ponieważ po pierwsze każdy jest inny, a w przypadku Franka niebagatelne znaczenie mają także dolegliwości, z którymi się boryka. Można założyć - wychodząc od złotej zasady B:T:W, że u Franka proporcja mogłaby wyglądać tak: 1:3,5 i więcej: 1-1,5. Ale nie wiem czy wysypka, o której Pani napisała, że pojawiła się ponownie nie jest spowodowana nadmiarem białka w diecie Młodego. Przyjrzałabym się jej strukturze. Wówczas należałoby zmniejszyć ilość białka na korzyść tłuszczu. Cuchnący stolec również przemawiałby za nadmiarem białka, który może być spowodowany niedoborem tłuszczu lub węglowodanów.
Dzieci mają małą pojemność żołądka, więc przerwy pomiędzy posiłkami nie mogą być zbyt duże, bo dziecko będzie głodne. Najrozsądniej jest podawać: śniadanie, drugie śniadanie, zupę, drugie danie, podwieczorek, kolację. Dziecko powinno jeść wtedy, kiedy jest głodne i to, na co ma ochotę. Gdyby chodziło o moje dziecko, to zostawiłabym mu wolną rękę w kwestii doboru posiłków, oczywiście w ramach produktów, które mu nie szkodzą. A więc z produktów zalecanych w żo najrozsądniej byłoby wybrać te, które zarówno biologicznie, jak i kalorycznie są najlepsze, tak, aby dziecku wystarczyła ich niewielka ilość zarówno do budowy organizmu, jak i regeneracji tkanek. Dzięki temu organizm nie będzie obciążony procesami uzdatniania i trawienia, tylko skupi się na procesie zdrowienia. Polecałabym żółtka jaj+1 jajko w całości lub nawet więcej jajek w całości w przypadku, gdyby Młody nie chciał jeść mięsa. Jajka powinny być z wiejskiej hodowli. Wywary na cielęcinie i mięso z wywaru. Szczególnie pożądane byłby nóżki cielęce. Wątróbka, serduszka, masło, śmietanka (chyba, że faktycznie źle na nią reaguje), warzywa i owoce, które Franek toleruje. Kurczak, indyk, królik, które zalecała pediatra nie są złe, o ile pochodzą z wiejskiej hodowli. Są chude, ale tłuszcz zawsze można uzupełnić. Osobiście wolałbym podać dziecku swojskiego kurczaka niż karkówkę z przypadkowego sklepu. O witaminy i minerały proszę się nie martwić, ponieważ żółtko zawiera cały komplet witamin, minerałów, mikro i makroelementów oprócz witaminy C, o którą przecież nie trudno w codziennym żywieniu.
Biegunki u dzieci są zazwyczaj spowodowane nadmiarem owoców i soków owocowych w żywieniu. Biegunka spowodowana śmietanką? A może po prostu nadmiarem tłuszczu w danym dniu? Biegunki mogą być również spowodowane dysfunkcjami układu pokarmowego, z którymi - z biegiem czasu i z pomocą odpowiedniego żywienia - być może organizm sobie poradzi. Jeżeli organizm Franka źle reaguje na nabiał, to należałoby go odstawić na jakiś czas.
Pani Aniu. Patrzenie na cierpienie dziecka musi być koszmarem. Wiele Pani przeszła, szukając pomocy dla syna. Sporo Pani osiągnęła własnymi siłami, trochę - jak sama Pani pisze - po omacku, a trochę intuicyjnie. Żaden lek i żaden lekarz nie pomógł Pani synowi tak, jak Pani mu pomogła. Gratuluję. 
Przeczytanie książek dr. Kwaśniewskiego jest ważne, ale własne doświadczenia w żywieniu optymalnym, to już zupełnie inna bajka. Jeżeli sama nie będzie się Pani odżywiać optymalnie, to gwarantuję, że żywienia optymalnego Franka za długo Pani nie poprowadzi. A szkoda by było, bo Młody ma sporo dolegliwości. 
Myśli Pani logicznie, dobrze kojarzy fakty, zadaje jak najbardziej rozsądne pytania. Brakuje Pani własnego doświadczenia. Warto o nie zadbać.
Pozdrawiam,
mgr Monika Słotwińska
doradca optymalny
www.jedzinaczej.pl

Artykuł opublikowaliśmy w miesięczniku "Optymalni" styczeń 2013

#6 Pytanie

Odpowiedź

Lek. Przemysław Pala

/ 2012-11-18

Od zarania dziejów ludzie zdawali sobie sprawę z wpływu środowiska zewnętrznego na stan ich organizmów. Prawie każdy po chwili zastanowienia potrafi podać przykłady takich oddziaływań. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że życie w mieście jest niezdrowe, a "świeże powietrze dobrze robi". 
Ogromny wpływ na człowieka mają pory roku. Lekarze dawno już zauważyli, że jesienią i zimą zwiększa się liczba pacjentów na oddziałach wewnętrznych. Oczywistym jest, że sezon zachorowań na grypę przypada na późną jesień. Z przykładów na to, jak bardzo zależymy od otaczającego nas świata, można by sporządzić długie listy. Czy nie są znane takie określenia jak: „biegunka podróżnych” czy „przestraszyć się na śmierć”? Określają one nic innego jak właśnie reakcje na zmieniające się warunki otoczenia. Jednak mimo bardzo dużych zmian zachodzących w otaczającym nas świecie u zdrowych ludzi dochodzi do nieznacznych tylko wahań środowiska wewnętrznego. Różnica temperatur między 1 stycznia, a 1 lipca może wynosić nawet 50 stopni C, podczas gdy temperatura człowieka jest stała.
O stałości parametrów środowiska wewnętrznego decyduje prawidłowe działanie układu autonomicznego, odpowiedzialnego za procesy zachodzące w organizmie. Układ ten stanowi część układu nerwowego człowieka (obok mózgu, rdzenia kręgowego, nerwów ruchowych i czuciowych), który wpływa na funkcję narządów wewnętrznych niezależnie od woli człowieka i praktycznie w sposób niezauważalny. Ze względów funkcjonalnych, można go podzielić na dwie antagonistyczne wobec siebie części. Są nimi: układ sympatyczny (zwany współczulnym) oraz parasympatyczny (zwany przywspółczulnym). Przewaga jednej z tych części powoduje wystąpienie zespołu określonych objawów. I tak, pobudzenie układu sympatycznego powoduje wzrost aktywności człowieka, przyspieszenie procesów metabolicznych oraz charakterystyczne reakcje narządów wewnętrznych: przyspieszenie akcji serca, rozszerzenie oskrzeli, zahamowanie perystaltyki jelit, rozszerzenie źrenic i inne.
Dokładnie w sposób przeciwny działa układ parasympatyczny. Uogólniona dominacja tej części układu autonomicznego występuje w stanie relaksacji. Zachodzi wtedy lepsze odżywianie skóry, zwiększone ukrwienie jelit, zwolnienie akcji serca oraz mniejsze zużycie energii. W praktyce spotykamy się z okresową przewagą jednego z tych układów. Jest oczywistym, że w czasie dnia, gdy człowiek pracuje, dominuje część sympatyczna, natomiast w trakcie snu sytuacja jest odwrotna. W zależności od tego jaki jest stan otoczenia w danej chwili, jeden z tych układów może szybko zdominować swego antagonistę. Dzieje się tak np. po obfitym posiłku, gdy człowiek staje się śpiący. Wtedy to krew zostaje przemieszczona w okolice jelit, słabiej natomiast ukrwiony jest mózg (człowiek ziewa), dlatego wiele osób ucina sobie poobiednią drzemkę. W każdej jednak chwili może dojść do pobudzenia układu sympatycznego. Dzieje się tak pod wpływem silnego stresu lub zagrożenia życia. Powszechnie znana jest anegdota o myśliwym, który uciekając przed dzikiem wszedł na drzewo tak wysoko, że musiała go stamtąd ściągać straż pożarna. Ów niefortunny myśliwy działał właśnie pod silną przewagą układu sympatycznego.
Jak widzimy, układ autonomiczny ma dla człowieka ogromne znaczenie. Nietrudno się domyślić, że zaburzenia w prawidłowym funkcjonowaniu włókien nerwów autonomicznych mogą mieć ogromne znaczenie dla stanu zdrowia. W bardzo wielu chorobach mamy rzeczywiście do czynienia z uogólnioną lub miejscową przewagą sympatyczną lub parasympatyczną. Chorobami z dominacją części parasympatycznej są np. astma oskrzelowa, choroba wrzodowa żołądka i dwunastnicy czy migrena okoporażenna. Tradycyjne leczenie tych jednostek polega na podawaniu środków farmakologicznych blokujących przewodnictwo nerwowe w układzie parasympatycznym. Powodują one częściowe lub całkowite ustąpienie objawów w czasie działania leku, nie doprowadzają jednak do wyrównania zaburzeń. Po pewnym czasie jednak ich działanie słabnie i trzeba zwiększać dawki. Nie bez znaczenia jest również fakt, że leki działają nie tylko na jeden narząd, ale znajdując się we krwi mają wpływ na cały organizm i mogą wywoływać wiele działań niepożądanych. Patologiczna przewaga układu sympatycznego jest spotykana częściej i występuje w chorobie Beurgera, neurastenii, impotencji, niektórych postaci nadciśnienia, zespół Raynauda oraz wszelkich stanach kurczowych naczyń krwionośnych. Podobnie i w tych chorobach leczenie farmakologiczne opiera się na zmniejszeniu objawów, nigdy jednak nie doprowadza do całkowitego wyleczenia. Wśród optymalnych jest wiele osób, które stosując dietę wyleczyły się z podobnych chorób i są praktycznie bezpieczne przez długie lata. W niektórych jednak przypadkach, gdy zmiany w układzie autonomicznym są już utrwalone i nie ustępują po przejściu na Żywienie Optymalne, wówczas niezbędne staje się zastosowanie prądów selektywnych. W przeciwieństwie do leków, działanie prądów utrzymuje się bardzo długo po zabiegach (czasem nawet przez całe życie) i można je stosować miejscowo na określoną okolicę ciała, nie dopuszczając do działania ogólnego. Istotną różnicą między prądami, a środkami farmakologicznymi (w zasadzie najważniejszą) jest również to, że nie blokują one przewodnictwa w układzie autonomicznym, ale powodują pobudzenie jego określonej części.
Stosuje się prądy S - pobudzające układ sympatyczny i PS - wzbudzające działanie parasympatycznego. Np. w astmie oskrzelowej, jak wspomniałem, dominuje miejscowo układ parasympatyczny, stosując więc prądy S, możemy doprowadzić go trwałego zwiększenia aktywności układu sympatycznego powodując rozszerzenie oskrzeli. Prądy PS oprócz typowych chorób z przewagą sympatyczną wykorzystuje się w praktyce do leczenia wielu jednostek, gdzie wskazane jest zwiększenie przepływu krwi przez określony narząd czy region. Prądy te mają silne działanie rozszerzające naczynia obwodowe krwionośne i limfatyczne. Działając np. prądem PS na kończyny dolne uzyskujemy szybkie ustąpienie dolegliwości w chromaniu przystankowym, chorobie reumatoidalnej stawów czy trudno gojących się zmian troficznych skóry. Prądy PS znalazły również szerokie zastosowanie w leczeniu stwardnienia rozsianego, stanów pourazowych układu nerwowego, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa i innych chorób w których w połączeniu z Żywieniem Optymalnym powodują lepsze odżywianie tkanek i narządów. Zabiegi te wykonuje się w zależności od stanu pacjenta ok. 10-15 razy w czasie 10- 20 min. (wyjątkowo 30 min.). Po jednej serii trwającej ok. 2-ch tygodni ustępują wszystkie dolegliwości, z którymi zgłaszają się pacjenci. Oczywiście prądy selektywne nie działają jednakowo we wszystkich przypadkach. Ich skuteczność zależy od zaawansowania choroby, ale w jeszcze większym stopniu od jej rodzaju i wieku chorego. W wyjątkowych przypadkach serię zabiegów można powtórzyć po 3 miesiącach. Skuteczność prądów selektywnych można ocenić na ponad 99%, co jest niespotykane przy żadnym leczeniu farmakologicznym. 
Jak to się dzieje, że "prąd" może wywołać na trwałe polepszenie stanu zdrowia? Podstawy teoretyczne zostały stworzone przez prof. Włodzimierza Sedlaka. Opisał on organizm jako układ półprzewodników, który odbiera bodźce ze środowiska zewnętrznego i przetwarza na impulsy zrozumiałe dla komórek i narządów. Znając dokładnie charakterystykę potencjałów komórek w danym układzie, można zbudować aparat emitujący prądy o określonych parametrach. Urządzenia tego typu zostały zbudowane już 40 lat temu przez dr. Jana Kwaśniewskiego i przez ten czas niezbicie udowodniły swą skuteczność na wielu tysiącach pacjentów z Polski i całego świata. Aparaty emitujące prądy selektywne, działając na układ półprzewodników jakim są włókna nerwowe, powodują niejako jego przestrojenie się na „właściwe częstotliwości”, w ten sposób wadliwe funkcjonowanie układu autonomicznego, które powoduje wiele uciążliwych dolegliwości, może być szybko wyrównane za pomocą kilku prostych, krótkich zabiegów. Jak dotąd, praktycznie nie stwierdzono efektów ubocznych prawidłowo stosowanych zabiegów. Jedynym niepożądanym skutkiem może być przejściowe zarumienienie skóry w miejscu przyłożenia elektrod, które trwa kilkanaście minut u osób wrażliwych. U osób biorących zabiegi na głowę w kilku procentach przypadków stwierdza się niewielkie zawroty głowy ustępujące po 5-10 min. Przeciwwskazaniem do stosowania prądów są jedynie niektóre stany zapalne skóry. Skuteczność działania prądów selektywnych u osób stosujących Żywienie Optymalne jest bardzo wysoka, w większości przypadków nie ma potrzeby ponownego ich stosowania.

Lek. Przemysław Pala
Konsultant medyczny Arkadii „Lido”

P.S. W roku 1987 aparat "Pentapus" skonstruowany przez dr. Jana Kwaśniewskiego otrzymał pozytywną opinię Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej. 

Artykuł z miesięcznika "Optymalni" - sierpień 2012
 

1%

DLA ZDROWIA
I LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI