#1 Pytanie

GDYBY EWA NIE ZJADŁA JABŁKA... rozmowa z dr. Janem Kwaśniewskim

Odpowiedź

dr. Jan Kwaśniewski

/ 2015-12-08

Jan Kwaśniewski, twórca Żywienia Optymalnego, w czerwcu skończył 70 lat. Jest lekarzem medycyny, absolwentem Wojskowej Akademii Medycznej w Łodzi - rocznik 1961. Specjalizował się w medycynie fizykalnej, ale głównie zajmował się dietetyką. W swojej specjalności opracował metodę leczenia prądami selektywnymi, która okazała się bardzo skuteczną w leczeniu wielu chorób. Prawie 40 lat temu opracował i wypróbował oparty na prawach obowiązujących w naukach ścisłych optymalny model żywienia człowieka zdrowego, nazwany przez autora Żywieniem Optymalnym oraz metody żywienia i postępowania w stanach chorobowych nazwane przez autora Dietą Optymalną. Mieszka w Ciechocinku, ale obecnie nie praktykuje jako lekarz. Ma na swym koncie liczne publikacje, w tym 10 tytułów książkowych.


Ewa Borycka-Wypukoł: Lucjanowi, nestorowi rodu Mostowiaków z popularnego serialu “M jak miłość”, lekarz zalecił dietę na „zbicie” cholesterolu. „Na kolację zrobię ci sałatkę” – zaproponowała natychmiast jego córka. „A co ja koza jestem, żeby tylko te warzywa jeść?” – odpowiedział jej trzeźwo starszy pan. „Ale to dla zdrowia, tato!”... Panie Doktorze, czy uda się komukolwiek wygrać z cholesterolowym mitem, mając przeciw sobie rzesze konsumentów, mające realne problemy z czytaniem „ze zrozumieniem”, kształtowane przez środki masowego przekazu – i bezpośrednio, i w tak zawoalowany sposób, jak np. w cytowanym dialogu z serialu?

Jan Kwaśniewski: Na zrozumienie i przyjęcie przez uczonych nowego odkrycia w medycynie trzeba było dotychczas czekać średnio około 50 lat. Złote proporcje między białkiem, tłuszczem i węglowodanami, jak 1:3,5:0,5, jak je określił prof. Wolfgang Lutz, były odkryte prawie 40 lat temu i niewiele się zmieniły. Zmieniło się spożycie białka zwierzęcego, a tego białka organizm potrzebuje mniej. Ze 100 g białka organizm wytwarza ok. 58 g węglowodanów, przy założeniu, że człowiek na żywieniu optymalnym zjada mniej białka – zatem wytwarza mniej węglowodanów, więc trzeba mu tych węglowodanów nieco „dołożyć”. Dlatego za bardziej ścisłe przyjęto spożywanie węglowodanów na poziomie ok. 0,8 g/1 kg wagi ciała należnej. Z prostego wyliczenia wynika, że na uznanie (zrozumienie) żywienia optymalnego przez naukę trzeba jeszcze poczekać około 10 lat. Ludzkość może poczekać, ale koszty tego czekania są przerażająco duże... „Czeka nas renesans społeczeństwa albo wielka zagłada” - pisał ks. prof. Sedlak. Na razie ludzkość nie kroczy, a galopuje w kierunku wielkiej zagłady. Od optymalnych zależy w znacznym stopniu, czy uda się skręcić w kierunku renesansu społeczeństwa. Potrzebna wiedza powstała w Polsce i jest gotowa od wielu lat. Jak naprawdę jest z tym cholesterolem – można przeczytać w „Biochemii” i w moich książkach. Trzeba tylko chcieć przeczytać.

„Dietetyką się nigdy nie interesowałem. Najpierw jadłem to, co robiła matka, potem żona. Nie zdawałem sobie sprawy, że jedzenie jest tak ważne” – powiedział Lech Wałęsa po kilku miesiącach stosowania ŻO. No właśnie, taki stosunek do odżywiania ma jeszcze większość ludzi. Jak w prosty sposób wytłumaczyć, że tłuszcz w organizmie nie zamieni się w tłuszcz, tylko w dobrą energię, że to węglowodany zamieniają się w tłuszcz itd...

Tkanka tłuszczowa u człowieka nie ma enzymu kinazy glicerolu, co wyklucza możliwość odkładania zjadanego tłuszczu w tkance tłuszczowej. Prezydent Lech Wałęsa w czasie żywienia optymalnego uzyskał wiele korzyści w stanie zdrowia, aczkolwiek prowadząc zbyt aktywny tryb życia często nie miał możliwości dokładnego przestrzegania diety.

Niebawem będziemy mieć nowy rząd, nowego Ministra Zdrowia. Czy będzie Pan dalej próbował docierać z informacją o ŻO do decydentów?

„Nie ma takich słów, którymi można byłoby przemówić do pewnych ludzi” – powiedział jeden z myślących. Może coś obecnie się zmieni...

W jednym z artykułów o ŻO, publikowanych w prasie ogólnopolskiej, cytowany jest prof. Henryk Rafalski, który uważa, że „największym problemem Kwaśniewskiego jest stagnacja. Zaleca tę samą dietę, którą wymyślił kilkadziesiąt lat temu. Tymczasem powinien uwzględniać nowe odkrycia w medycynie, np. statyny, i nowe wyzwania, choćby choroby dzieci”. Co Pan Doktor na to? Czy optymalne zalecenia żywieniowe nie powinny być bardziej „dynamiczne” – dopasowane do zmieniających się warunków otoczenia, tempa życia?

Z żywieniem optymalnym jest dokładnie tak samo jak z tabliczką mnożenia, twierdzeniem Pitagorasa, z tablicą Mendelejewa – i tu panuje stagnacja, która nadal będzie jeszcze długo panowała. Krakowianin XX wieku, prof. Julian Aleksandrowicz, mówił, że jeśli uda mi się potwierdzić prawdziwość mojej wiedzy w badaniach naukowych, to będzie to jedno z największych i najważniejszych odkryć w nauce, zbawiennych dla ludzkości. Profesor Aleksandrowicz był przewodniczącym Komisji powołanej do oceny moich propozycji, na polecenie premiera Piotra Jaroszewicza, komisji powołanej przez Ministra Nauki i Ministra 
Zdrowia. Członkiem tej komisji był profesor Henryk Rafalski. Komisja poleciła wykonanie badań na zwierzętach, a następnie na ludziach chorych. Badania WYKONANO. Wykazały one zupełną nieszkodliwość Żywienia Optymalnego i znaczną wyższość tego żywienia, tak u zwierząt, jak i u ludzi chorych na różne choroby. Profesor Rafalski przesłał rezultaty badań do Ministra Zdrowia i do Instytutu Żywności i Żywienia. Wyników badań nie opublikował, nie zrobiły też tego obie instytucje, które otrzymały te wyniki. Zaniechanie opublikowania wyników badań spowodowało znaczne szkody - nie tylko dla Polaków i dla Polski.

Wiadomo, że żywieniowcy, każący jeść szpinak - bo ma dużo żelaza - trzymają się fałszywych danych, gdyż lata temu laboranci pomy¬lili się o jedno zero w obliczaniu je¬go poziomu i tak pomyłka ta stała się kanonem. Biorąc pod uwagę, że nie musiała to być jedyna pomyłka oraz, że przez lata zmienił się też sposób wytwarzania wielu produktów, zmieniło się środowisko, co pozostało nie bez znaczenia dla składu naszego pożywienia, jak w takim razie traktować produkty często używane przez optymalnych, np. mięso, ziemniaki, orzechy? Czy dalej możemy posługiwać się danymi sprzed wielu lat, obliczając ich skład BTW? 

Skład produktów żywnościowych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zmienia się w niekorzystnym kierunku. Środki stosowane w ochronie roślin pogarszają wartość żywności. Podobnie dzieje się w hodowli zwierząt i w przetwórstwie przemysłowym produktów pochodzenia zwierzęcego. W miarę możności należy kupować produkty wytwarzane przez gospodarstwa ekologiczne. W tej dziedzinie nasza gospodarka pozostaje daleko w tyle za bogatymi krajami Unii, gdzie istnieje mniej więcej 10 razy więcej gospodarstw ekologicznych niż u nas. Jeżeli chodzi o tablice do określania zawartości produktów spożywczych, to na razie jeszcze możemy posługiwać się danymi sprzed lat, obliczając skład produktów pod względem zawartości BTW w produktach.

Wszyscy stosujący ŻO przekonali się sami, że dieta optymalna to nie kwestia wiary, a wiedzy. Jest oparta na pra¬wach obowiązujących w fizyce, che¬mii i biochemii, a jej istotą są właści¬we proporcje białka, tłuszczów i węglowodanów. A jednak niektórzy optymalni nadal liczą kalorie. Czy ma to jakiś sens?

Liczenie kalorii nie ma sensu ani potrzeby - trzeba utrzymywać zalecane proporcje, a organizm, po przebudowie metabolizmu i dostosowaniu się do nowego modelu żywienia, na ogół sam reguluje ilość zjadanych kalorii. Przed ponad 30 laty robiłem analizę zawartości kilokalorii w diecie optymalnej i tzw. zwyczajowej. Okazało się, że optymalni zjadali około 40 procent mniej pożywienia w kaloriach niż kuracjusze w dwóch obiektach sanatoryjnych w Ciechocinku. Badania wykonane niedawno w Katedrze Bromatologii AM w Poznaniu, pod kierunkiem prof. Przysławskiego wykazały, że stosujący żywienie optymalne spożywali o 30 proc. mniej pożywienia w kaloriach niż żywiący się tradycyjnie. Czym człowiek żywi się lepiej, nie chodzi przy tym głodny, nie zjada nic na silę i nie robi błędów, tym mniej pożywienia potrzebuje w kaloriach i tym mniej tego pożywienia w kaloriach zjada! Różnica między stosującymi żywienie optymalne a żywiącymi się tradycyjnie zmieniła się w ciągu ostatnich ponad 30 lat o 10 procent, co może być skutkiem, pogarszania się wartości biologicznej żywności w ostatnich 30 latach...

Znany jest Pana stosunek do wegetarian, co oczywiście wzbudza w określonych kręgach kontrowersje i zarzuty o nietolerancyjność. Tak na marginesie, wegetarianie potrafili przez lata stworzyć swoiste lobby – praktycznie w każdym programie o żywieniu znajduje się miejsce dla ich przedstawiciela itp., a optymalni nie mogą, niestety, się tym pochwalić. Proszę powiedzieć, czy żywienie optymalne dopuszcza „wersję wegetariańską”?

Od wielu lat trafiali do mnie chorzy, szczególnie młodzi chorzy, którzy byli ofiarami różnych diet. Większości z nich udało mi się pomóc – po przejściu na właściwe dla człowieka odżywianie, pozbywali się chorób powodowanych wegetariańskimi - i zbliżonymi do nich - modelami żywienia. Choroba Buergera, Bechterewa, SM, gościec przewlekły postępujący, neurastenia, zaburzenia rytmu serca i szereg innych chorób, w tym podatność na częste infekcje bakteryjne i wirusowe są powodowane niewłaściwym odżywianiem, w tym także dietami wegetariańskimi. Mój stosunek do wegetarian jest taki sam jak do innych niepotrzebnie chorych – żal mi ich... Żywienie optymalne nie dopuszcza „wersji wegetariańskiej”, natomiast „w rezerwie” jest przystosowana do warunków polskich dieta japońska, o której pisałem w moich książkach i licznych artykułach. 

Kontrowersje wzbudza też Pana stosunek do religii, postów...

Religia jest prywatną, indywidualną sprawą każdego człowieka – to nie podlega dyskusji. I każdy ma prawo do wiary, którą sobie wybierze. Na ten temat pisali różni wielcy ludzie, tacy jak Staszic, Budda, czy nawet Jan Paweł II. Każda religia może być dobra dla ludzi, jeżeli nie powoduje szkód dla jednostek i gatunku ludzkiego. Posty zostały wprowadzone przez określone instytucje dla określonych celów. Posty są złe – zwłaszcza te wprowadzane siłą. Rabelais pisał: „W poście jest posiew wszelkich chorób, to prawdziwe ich gniazdo, naturalna, płodna wylęgarnia wszelakich cierpień, a jeszcze zważcie, że jeżeli post zżera ciało, takoż i duszę doprowadza do osłabienia”. To samo na temat postów pisał ks. prof. Sedlak, a Staszic pisał tak: „Kto w dni zakazane spożywa mięso, traci zęby, niepoprawiony straci i życie”. Można wierzyć, że nasz samochód będzie lepiej się sprawował, gdy w środę i w piątek, i w sobotę – bo w tych dniach poszczono – będzie otrzymywał jako paliwo węgiel z wodą, a w pozostałych dni – benzynę, ale będzie to tylko pusta wiara, fakty będą inne. Tak samo jest z organizmem człowieka.

Większość wiedzy zawartej w magazynach kobiecych czy dotyczących zdrowego odżywiania można od razu wyrzucić do kosza – są nic nie warte, a wręcz szkodliwe. „Jabłka mają pektyny i dobry wpływ na trawienie, o witaminach i solach mineralnych nie mówiąc” – pisze się jesienią w tzw. prasie kolorowej. ŻO dopuszcza zjedzenie połowy jabłka dziennie, choć uważa je Pan, jako twórca diety, za źródło naszych problemów... Co by było, gdyby Ewa nie zjadła jabłka?

Teoretycznie produkt pochodzenia roślinnego jest tym gorszy, czym na 1 g białka przypada więcej gramów węglowodanów, szczególnie tych węglowodanów prostych – glukozy i fruktozy. Jabłko bez pestek na 1 g białka zawiera około 100 g cukrów prostych. Prawie bezbiałkowy jest miód, który zawiera 80 procent cukru. To nie oznacza, że nie można zupełnie jeść jabłek czy miodu, ale muszą to być niewielkie ilości - zamiast ziemniaka czy kawałeczka chleba można zjeść sobie jabłko, to nie ma znaczenia. „Miód był niemiły Panu” zapisano w Biblii. Co by było, gdyby Ewa nie zjadła tego jabłka? Ludzkość byłaby gatunkiem biologicznie zdrowym, długowiecznym, szczęśliwym, raczej nie byłoby cywilizacji technicznej, która przecież rozpoczęła się w Anglii około 200 lat temu i doprowadziła do takiej sytuacji, jaką mamy obecnie. Nie byłoby broni, wojen, przestępstw, szkodzenia innym ludziom, nie byłoby religii w obecnej postaci ani zbrodniczych ideologii. Z drugiej strony nie byłoby rakiet kosmicznych i broni jądrowej czy termojądrowej, czyli... nie byłoby możliwości technicznych obrony Ziemi i życia na niej, przed katastrofami, które cyklicznie powtarzają się na Ziemi co kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy lat. Może dobry Bóg tak zechciał pokierować losami ludzkości, aby umiała się ona przed takimi zagrożeniami uchronić? Budowa systemu ostrzegania i obrony przed katastrofami powodowanymi przez niechcianych „gości” z kosmosu jest najpilniejszym zadaniem, które ludzkość powinna jak najszybciej rozwiązać!

ŻO niezaprzeczalnie chroni przed kontuzjami - wzmacnia ścięgna, więzadła i mięśnie - i dzięki temu na pewno byłoby najodpowiedniejsze dla sportowców. Jednak wiele osób (szczególnie młodych mężczyzn) pyta raczej nie o zwiększenie wydolności, lecz o to, jak w krótkim czasie można zwiększyć masę mięśniową?

Żywienie optymalne chroni przed wieloma chorobami i powoduje ustępowanie chorób, poprawia też wydolność fizyczną, często poprawia wzrok, zmniejsza ilość wypadków i kolizji drogowych. U większości pozwala na oszczędność pieniędzy wydawanych na leki o średnio ok. 300 złotych miesięcznie i ok. 150 zł miesięcznie w wydatkach na żywność, ponieważ żywienie, które kupują optymalni jest tańsze od tego, które jedzą inni ludzie. Prawie każdy człowiek stosujący żywienie od kilku lat zauważy u siebie znaczną poprawę w czynności i sprawności mózgu. Wiele zwierząt jest silniejszych od człowieka, ma dużo mięśni – a to człowiek góruje nad nimi dzięki dużemu i sprawnemu mózgowi. Trzeba zatem ćwiczyć mózg, nie zapominając o wysiłku fizycznym, który jest niezbędny dla sprawnej czynności serca, mózgu i całego organizmu. Duża masa mięśniowa u człowieka jest zawsze szkodliwą.

Powiedział Pan na jednej z konferencji dla doradców ŻO, że „nie powinno się w ogóle określać, ile białka powinien zjadać człowiek. Jeśli stosujący ŻO będzie przestrzegał proporcji między BTW zalecanych w tej diecie, nie jest możliwe, aby człowiek zjadł zbyt dużo lub zbyt mało białka”. Jednak nierzadko zdarzają się tacy optymalni doradcy, którzy zalecają zjadanie dziennie 30 gram białka. Co można im odpowiedzieć?

Należy utrzymywać zalecane proporcje między głównymi składnikami odżywczymi. Badania naukowe na zwierzętach i na ludziach chorych wykazały, że utrzymywanie proporcji BTW przy stałym dostępie do pożywienia i zjadania do woli, nie powoduje żadnych szkodliwych efektów, powoduje natomiast szereg korzystnych zjawisk, niespotykanych przy żadnych innych metodach leczenia. Spotykałem ofiary leczenia dietą przy spożyciu białka nawet do 20 g na dobę. Poprawianie tego, co się już sprawdziło, tak w badaniach naukowych, jak i na wielu tysiącach – milionach już chyba – chorych, często już byłych chorych, bez wykonania badań, które by wykazały, że jest coś lepszego, jest po prostu postępowaniem bezrozumnym.

Panie Doktorze, jak Pan oceni poziom wiedzy i fachowość lekarzy optymalnych? Nasza redakcja i biuro OSBO ma informacje o pewnych – nazwijmy to – nieścisłościach, które pacjenci zauważają w ich pracy: krótki czas wizyt, dodatkowe (płatne u nich) badania, zalecanie prądów selektywnych „na wszystko”... Może warto byłoby zrobić jakąś selekcję wśród mających certyfikaty?

Leczenie chorych stosowaniem żywienia optymalnego ma pewną „wadę”. Nie byłoby jej, gdyby obecna służba zdrowia była SŁUŻBĄ ZDROWIA, a jej pracownicy byli godnie wynagradzani za zachowanie zdrowia u zdrowych ludzi. Ewentualne leczenie powinno być leczeniem przyczynowym, najtańszym, czyli odpowiednim – najlepszym żywieniem. Ostatnio odwiedził mnie mój pacjent z 1969 roku, który od tego czasu nie był u lekarza. Podkreślam, że przyjechał w dobrej formie! Wysoka skuteczność leczenia stosowaniem żywienia optymalnego powoduje, że chory najczęściej nie szuka pomocy u lekarza, bo tej pomocy nie potrzebuje, a lekarz ma mało pacjentów i niskie dochody. Trudno się dziwić, że lekarze podejmują również inną pracę, w której stosowane metody leczenia zmuszają pacjenta do częstych wizyt u lekarza. Dopóki obecna „służba chorych” nie stanie się służbą zdrowia źle być musi i żadne reformy ani zwiększanie składki na opiekę zdrowotna pomóc nie mogą, a tylko muszą zaszkodzić.

Funkcjonujące od pewnego czasu na optymalnym rynku tzw. „podróbki” aparatów do prądów selektywnych też narobiły sporego zamieszania... 

Produkcja aparatów PENTAPULS została wstrzymana, gdyż sporo z nich trafiło w ręce ludzi niekompetentnych, którzy nie dysponowali potrzebną wiedzą, a wykonywali zabiegi bez uprawnień i często nieprawidłowo. Producent tych „podróbek”, kradnąc moją wiedzę, postępuje nieuczciwie - stąd można sądzić, że przy produkcji aparatów również uczciwym być nie może.

„Dieta to nie lek, trudno ją wycofać z użycia – powiedziała dla „Przeglądu” dr Magdalena Białkowska z IŻiŻ – Ze swej strony instytut propaguje zdrową żywność, a demokratyczne społeczeństwo wybiera czy woli marchewkę, czy żółtka”. Jak Pan to skomentuje?

Może lepiej - bez komentarza...

Każdy zdrowo myślący wybiera żółtko. Wśród wielu dobrodziejstw właściwego odżywienia organizmu optymalni wymieniają też rosnące libido... 

Libido przeważnie się poprawia, gdy człowiek zaczyna stosować żywienie optymalne - staje się osobnikiem dla gatunku ponownie pożytecznym biologicznie i jako taki uzyskuje szansę na przekazanie swoich genów potomstwu. Nie znaczy to oczywiście, że musi się rozmnażać, ale sama świadomość, że może, znacznie poprawia jakość życia mężczyzn w starszym wieku.

Wielu optymalnych stosuje jednak dodatkowo różne ziółka czy inne naturalne preparaty na wzmocnienie odporności – szczególnie jesienią i zimą. Może Pan Doktor, ze swego najdłuższego przecież doświadczenia, coś polecić czy raczej odradza Pan stosowania takich kuracji?

Ziółka i inne naturalne preparaty można z umiarem stosować. Dla starszych wiekiem czasem zalecam koenzym Q10, który nie jest ani witaminą, ani lekiem - a naturalnym składnikiem dobrym dla organizmu, usprawniającym przemianę energii. Oprócz korzystnego wpływu na serce i umysł pomaga także w parodontozie.

Prezydent Lech Wałęsa, jakiś czas temu, tak podsumował funkcjonowanie rynku żywności: „Potężny przemysł najpierw człowieka tuczy, a potem go odchudza. Świat wolny pozwala zarabiać jednym i drugim - każdemu, kto umie się w tym znaleźć. Jedni tuczą, drudzy odchudzają, a wszyscy mają w tym jakiś interes”. Czy my, optymalni, też się aby nie komercjalizujemy?

Od kilku lat pan prezydent Wałęsa stosuje żywienie optymalne. Z powodu częstych wyjazdów nie zawsze robi to dokładnie, tym niemniej jego liczne wypowiedzi na różne tematy mają swoje źródło w zdrowym rozsądku, którego tak bardzo brakuje u polityków czy uczonych.

Świat nadal opiera się na publikacjach Arystotelesa, Hipokratesa, Galena i innych działających na naukowej niwie tysiące lat temu. Czy jest ktoś wśród współczesnych uczonych, naukowców, z którym szczególnie chciałby Pan porozmawiać np. o ŻO, którego uważa Pan za cennego dla rozwoju nauki?

Starożytni myśliciele w wielu dziedzinach przewyższali współczesnych, którzy nie mają wiedzy, a mają poglądy lub wiarę. Na przykład kapłani egipscy znali faktyczne przyczyny chorób, których nie zna dotychczas współczesna nauka. W grudniu 1973 roku spotkałem się z ówczesnym premierem Piotrem Jaroszewiczem, który widział skutki stosowania żywienia optymalnego u swoich współpracowników i u siebie. Powiedział, że poprze moje badania, jeżeli znajdę bodaj jednego lub czołowego pracownika nauki, który mnie poprze. Odpowiedziałem, że jednego na pewno znajdę i że będzie to prof. Julian Aleksandrowicz. Już 3 stycznia 1974 roku byłem w Krakowie, zaproszony przez Profesora. Z mojej wiedzy zrozumiał bardzo dużo, niektóre fragmenty przelał na papier, były obecne w jego wypowiedziach. Do Księgi Pamiątkowej kliniki wpisałem następujące zdanie: „Po rozmowie z Profesorem ze zdumieniem odkryłem, że w tym kraju trafiają się jeszcze myślący Ludzie”. Wypowiedzi Profesora są zamieszczone w mojej książce „Jak nie chorować”, przeznaczonej głównie dla zaawansowanych optymalnych. Potomni przyznali Profesorowi tytuł „Krakowianina XX wieku w dziedzinie nauki”. Drugim myślącym uczonym był ksiądz profesor Włodzimierz Sedlak, którego poznałem w jego jesieni życia. Dzięki Ogólnopolskiemu Stowarzyszeniu Bractw Optymalnych rozprowadzono wiele tysięcy książek Profesora. Potomni przyznali mu tytuł „Sosnowiczanina XX wieku w nauce”. Od kilku lat propaguje żywienie optymalne pan prof. Gorochow z Białorusi, który odwiedził mnie wraz z małżonką kilka lat temu. Profesorowie z Uniwersytetu Medycznego we Lwowie czynią to samo na Ukrainie. Optymalni ze Lwowa powołali Stowarzyszenie Optymalnych Ukrainy. Uczeni w Polsce już w 1974 roku wypowiedzieli się negatywnie na temat diety optymalnej. „Najwyższe w tym względzie autorytety absolutnie nie podzielają Waszych poglądów”, czyli moich - te słowa otrzymałem w odpowiedzi na mój list do wówczas Ministra Obrony Narodowej, Wojciecha Jaruzelskiego, w sprawie „zaprzestania wyniszczania przez zatłuszczenie lotników wojskowych”. Stąd do dziś lotnicy wojskowi są „tuczeni” – minęło ponad 30 lat i nic się nie zmieniło... A ja już w 1974 roku nie miałem poglądów, miałem wiedzę.

Pana wnuczek, Krzyś, poszedł w tym roku pierwszy raz do szkoły. Jak sobie radzi?

Radzi sobie bardzo dobrze! Cieszy się, że chodzi już do szkoły.

Mówił Pan kilka lat temu, że zaczyna pisać książkę „W marszu za nieznanym”. Kiedy możemy liczyć na jej pierwsze wydanie?

Do napisania tej książki, w miarę autobiograficznej, przymierzałem się dwa razy. Jak mówi przysłowie „do trzech razy sztuka”. Na razie książka musi jeszcze poczekać...

Pana dotychczasowe życie, kariera zawodowa, to ciągłe zmaganie się z przeciwnościami losu, kłodami rzucanymi pod nogi, brakiem zrozumienia. Czy mimo wszystko czuje się Pan człowiekiem spełnionym?

Udało mi się znaleźć złote proporcje między głównymi składnikami odżywczymi, będące „złotym kluczem” do zdrowia i rozumu, do przyczynowego leczenia nieuleczalnie chorych, będące tym „kluczem”, na który ludzkość od dawna oczekuje. Udało mi się wprowadzić do lecznictwa prądy selektywne, opracowałem metody ich stosowania w lecznictwie i nauczyłem sporo lekarzy, jak mają postępować w tej dziedzinie. Prądy te, dają możliwość m.in. sterowania układem wegetatywnym przy pomocy energii elektromagnetycznej, czyli jedynej uniwersalnej energii liczącej się w organizmie – wszystkie inne rodzaje energii, które dostają się do organizmu są przetwarzane i tak na energię elektromagnetyczną. Ksiądz profesor Włodzimierz Sedlak określił te prądy jako „jedno z większych odkryć w medycynie”. Optymalny od ponad 35 lat, mój przyjaciel, gen. dyw. Apoloniusz Golik w listopadzie 1999 roku w Copernicus Center, w Chicago powiedział m.in.: „Doktor Jan Kwaśniewski dał więcej dobra milionom ludzi, nie tylko w Polsce, niż ktokolwiek inny w całej historii ludzkości.” Taka jest prawda i tylko jest mi żal, że tak niewielu ludzi stosuje to żywienie i tak wielu musi niepotrzebnie chorować...

Miejmy nadzieję, że to się w miarę szybko zmieni. Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę Panu, w imieniu naszych Czytelników i własnym, wspaniałych Świąt i pomyślnego Nowego Roku.

Rozmawiała: Ewa Borycka-Wypukoł

#2 Pytanie

Jest to pierwiastek oceniany kontrowersyjnie. Wmawiano społeczeństwu, że jest potrzebny organizmom w bardzo małych ilościach, a w większych stwarza konkretne zagrożenia. W związku z coraz większym skażeniem środowiska naturalnego fluorem, zdecydowanie przeważają oceny negatywne.

Odpowiedź

Stanisław K. Wiąckowski

/ 2014-11-01

Ilość fluoru konsumowana przez zwierzęta i człowieka w roślinach pastewnych i zbożach w normalnych warunkach nie może spowodować chronicznej fluorozy, nawet jeśli otrzymano je z gleb, na których zastosowano opylanie, gazowanie lub wodę zawierającą fluor (Gorlach, 1985). Większość roślin ma ograniczone możliwości absorpcji fluoru z gleby, nawet jeśli nawożono ją nawozami zawierającymi fluor. Wyjątkiem są niektóre rośliny, np. herbata, która zawiera w suchej masie nieraz nawet 1700-1900 ppm. Zdarza się to również w niektórych południowo amerykańskich roślinach, jak Dichapetulum cymosum i D. toxicaria.. W przeciwieństwie do tego na nie skażonych tym pierwiastkiem glebach, rośliny zawierają średnio 5,3 ppm.
W Polsce stężenie fluoru w żywności (głównie w warzywach) wynosi od 3,36 do 5,37 mg/kg suchej masy. Ze względu na wysokie spożycie ziemniaków w Polsce może to być problem zdrowotny. Poziom fluoru w kościach zwiększa się w proporcji do ilości i czasu trwania pobierania fluoru oraz wieku danego organizmu. W normalnych warunkach ilość fluoru w kościach rzadko przekracza 1200 ppm, a w zębach wynosi od 100 do 537 ppm. Z narządów miękkich najwięcej fluoru zawierają zwykle nerki, serce i mięśnie. Fluor jest zwykle wydzielany z moczem i to nie tylko ten pobrany bezpośrednio z pokarmów czy wody, ale i z kości. Tylko niektóre pokarmy zawierają więcej niż 1-2 ppm fluoru, większość mniej niż 0,5 ppm (w suchej masie). Zawartość fluoru w surowych, nie obieranych ziemniakach wynosi od 1-3,5 ppm. Około 75 % występuje tuż przy skórce i może niwelowane przez obieranie. Ryby morskie zawierają od 5-10 ppm (Underwood, 1971). Trzeba zwrócić uwagę na wyjątkowo wysoką zawartość fluoru w herbacie (ok. 100 ppm), której duże ilości wypija wiele społeczeństw ludzkich, np. Anglia, Chiny, Indie, Iran, Polska itd. Około 2/3 pozostaje w fusach, niemniej jednak 1 szklanka uzupełnia zawartość fluoru w diecie o 0,1-0,2 mg. Niektórzy ludzie wypijają szczególnie dużo herbaty, uzyskując stąd dziennie ok. 1 mg fluoru. Fluor z wiekiem jest odkładany w kościach, wywołując w nich zmiany zwyrodnieniowe, zwane fluorozą kostną.
Niedobory: 
Studia nad fizjologią i toksykologią fluoru nabrały wielkiego znaczenia od 1930 roku, kiedy to ogłoszono, że jon fluoru może pełnić bardzo istotną rolę w zapobieganiu próchnicy zębów. Po raz pierwszy fluorowanie wody zastosowano w grudniu 1945 r. w Grand Rapids, w stanie Michigan w USA, w Europie w 1952 r. W Polsce wprowadzono fluorowanie wody we Wrocławiu w 1967 r., następnie w innych miastach, jak: Białystok, Szczecin, Kołobrzeg, Ścinawa, Strzelin.
Nadmiar: 
Ustalenie właściwego poziomu, w którym fluor jest bezpieczny dla organizmów żywych, nie jest wcale łatwe. Wiąże się to z nieomal powszechnym ignorowaniem ekologii w medycynie. Informacje cytowane w wielu ważnych pozycjach poświęconych żywieniu czy leczeniu zębów pochodzą sprzed około 30 lat, a w tym czasie w środowisku człowieka bardzo wiele się zmieniło. Fakt ten był dostrzegany tylko przez niewielu przedstawicieli świata medycznego. (Gumińska, 1990). Konsumowanie wody zawierającej ponad 5 mg fluoru powodowało charakterystyczne zmiany w uzębieniu. Od tego czasu w środowisku naturalnym nastąpiło wiele niekorzystnych zmian. Wyemitowano do atmosfery setki tysięcy ton fluoru. W samych tylko Stanach Zjednoczonych emisję tę oceniono na ponad 150 tys. ton na rok. Do głównych zatruwaczy środowiska należą: huty aluminium, fabryki nawozów sztucznych, huty żelaza i stali oraz elektrownie węglowe.
W Polsce emisja Huty Aluminium w Skawinie i w Koninie wynosiła kilka tysięcy ton na rok. Do poważnej emisji fluoru przyczyniła się też energetyka przez spalanie węgla, który zawiera około 250 do 390 g/tonę F. Fakty te zmusiły świat do zmian technologii w celu zmniejszenia emisji fluoru. Niestety niewiele się zmieniło w medycynie w podejściu do problemów środowiska i ekologii. Nadal w wielu miejscowościach prowadzi się działalność "profilaktyczną", fluorkując środowisko i organizm człowieka. Dzisiaj zawartość fluoru znacznie wzrosła w powietrzu, w glebach, w wodach, roślinach i żywności. Równocześnie zwiększył się wpływ fluoru na rośliny, zwierzęta i człowieka. Coraz większa jest wiedza o obecności fluoru we krwi, kościach i o jego wpływie na metabolizm komórek. Coraz częstsze są wypadki zaburzeń rozwojowych zwierząt, zwłaszcza człowieka, coraz więcej wiemy o mutagennym i kancerogennym wpływie fluoru na ich organizmy. Tolerancja na fluor zależy od gatunku zwierzęcia. Poziom tolerowanego fluoru jest wysoki, np. dla indyków (300-400 ppm) i dla kurcząt (150-3-- ppm). fluorku sodu. Wysoki poziom tolerują również szczury. Owce, bydło i świnie znacznie niższy (70-100 ppm). U mlecznych krów poziom ten jest najniższy (około 50 ppm fluorku sodu).
O toksycznej działalności fluoru najwięcej informacji dostarcza program Manhattan Realizowany prze Armię amerykańską w ramach Komisji Energii Atomowej. Jest to najbardziej obszerne studium oddziaływania fluoru na zdrowie człowieka. Studium to udowodniło ponad wszelką wątpliwość toksyczne działanie fluoru na centralny układ nerwowy. Znaczą część informacji utajniono pod pretekstem bezpieczeństwa narodowego. Niemcy podawali fluor w obozach koncentracyjnych i obozach pracy przymusowej. Celem było osłabienie woli więźniów. Fluor jest pierwiastkiem tej samej grupy co brom i podawany w wojsku w celach uspokajających. Fluor spełnia tę rolę lepiej, ponieważ jest bezwonny i bez smaku, łatwiej więc może być ukryty w wodzie. Podobnie postępowali Sowieci podając fluorek sodu do wody w łagrach. Niemcy wiedzieli, że fluoryzacja powoduje uszkodzenia mózgu. Konsekwencją tego uszkodzenia jest ograniczenie możliwości samoobrony.
Zawrotna, błyskawiczna historia fluoru rozpoczęła się wkrótce po podpisaniu transkontynentalnego porozumienia pomiędzy koncernem niemieckim IG Farben, a korporacjami amerykańskimi takimi jak Ford i American Standard Oil (ROCKEFELLER), w 1928 roku. Już na początku lat 30-tych ponad 100 amerykańskich firm dołączyło do listy współpracowników nowo powstałego giganta, zwanego American IG Farben. W okresie od 1947 do 1950 roku, aż w 87 miastach wprowadzono dodawanie fluorku do wody. W ten sposób jeszcze przed opracowaniem wyników testów wpływu fluoru na organizm człowieka, wprowadzono go do powszechnego użytku. “Edukacja” społeczeństwa, a przede wszystkim wprowadzanie w błąd służby zdrowia, było opłacane z funduszy korporacji aluminium, korporacji nawozów sztucznych i przemysłu zbrojeniowego, szukających zbytu dla swoich odpadów. Już jednak w latach 60-tych z fluorowania wody wycofały się takie kraje jak Szwecja i Dania. W latach 70-tych ubiegłego wieku wycofały się z fluoryzowania wody Niemcy i Holandia. Także Francja, Austria, Norwegia i Belgia nie fluoryzują wody. Odkrycie toksyczności fluoru jest trudne, ponieważ uszkadza cały szereg narządów od mózgu, poprzez kości, trzustkę (cukrzyca), wątrobę, układ hormonalny i immunologiczny. Przenikając przez łożysko ciężarnych kobiet powoduje nieobliczalne szkody w płodzie. Wmówienie społeczeństwu rzekomych korzyści ze spożywania fluoru przynosiło przemysłowi dodatkowe olbrzymie zyski. W ten prosty sposób fluor, produkt odpadowy i wysoce toksyczny, stał się niemal z dnia na dzień poszukiwanym surowcem, aktywnym składnikiem pestycydów, fungicydów, środków znieczulających, leków psychiatrycznych i dermatologicznych, wszelkich płukanek do zębów i past. Fluor znajduje się w takich preparatach medycznych jak: Valium. Pomimo faktu, że wiedza ta jest znana od 20-30 lat, w Polsce nadal przeprowadza się fluoryzację zębów u dzieci. W każdej paście do zębów znajduje się toksyczny fluor. Fluoryzację wykonuje się bez zgody rodziców. Nie informuje się także ich o toksyczności tego związku. Autorowi nie są znane przypadki żeby jakiś samorząd, organizacje ochrony środowiska, lekarze, sędzia, czy polityk zaprotestował przeciwko tej toksycznej działalności.
W Polsce, już w roku 1980 prof. Maria Gumińska udowodniła podtruwanie mieszkańców regionu Krakowskiego, przez fluor emitowany z Huty Aluminium w Skawinie. W latach 90-tych podobne badania dla regionu pomorskiego przeprowadził Dr Jerzy Jaśkowski. Badania wykazały fluorozę i wzrost współczynnika umieralności na nowotwory, wzrost cukrzycy w regionie, spowodowany emisją pracujących przez 20 lat bez zezwoleń Gdańskich Zakładów Nawozów Fosforowych. W okresie badań i obserwacji, umieralność na raka wzrosła z ok. 1500 do 5500, a liczba nowych, rocznych zachorowań z ok. 3000 do ponad 17000. Nie przeszkadzało to stomatologom nadal prowadzić fluoryzację w szkołach regionu. 
Gumińska (1990) proponowała oceniając wpływ fluorków na komórki i ich metabolizm, brać pod uwagę trzy podstawowe efekty biochemiczne:
1. Zmniejszenie stężenia wolnych jonów magnezowych niezbędnych w metabolizmie.
2. Zahamowanie enzymów zależnych od jonów magnezu, zwłaszcza produkujących energię.
3. Zmniejszenie tworzenia energii chemicznej, której nośnikiem są cząsteczki ATP.

Fluor powoduje wiele zaburzeń w organizmie człowieka:
1. zaburza syntezę kolagenu i prowadzi do jego rozpadu w kościach, mięśniach, płucach, nerkach, ścięgnach,
2. wyczerpuje rezerwy energii i zmniejsza zdolność krwinek białych do fagocytozy, 
3. fluor powoduje dezorientację układu odpornościowego co skutkuje atakiem na własne tkanki,
4. fluor hamuje powstawanie przeciwciał we krwi,
5. fluor obniża aktywność tarczycy,
6. fluor jest antagonistą magnezu. Powoduje to zaburzenia pracy ok 300 enzymów,
7. fluor promuje rozwój raka kości,
8. fluor powoduje przedwczesne starzenie się ludzkiego organizmu,
9. fluor jest szczególnie niebezpieczny dla dzieci,
10. fluor powoduje większe spustoszenie w organizmie, wnikając poprzez układ oddechowy,
11. fluorki nie mają żadnego wpływu na próchnicę zębów u ludzi.

Przytoczone tu w wielkim skrócie zagrożenia, powodowane emisją fluoru oraz świadomym fluorowaniem wody, gleb i zanieczyszczaniem pokarmów i napojów fluorem dla wąsko pojętej profilaktyki stomatologicznej (Gumińska, 1990) stwarza pilną konieczność:
1. Oceny całkowitej podaży fluoru dla człowieka z uwzględnieniem możliwości kumulacji w organizmie.
2. Podjęcia działań dla zmniejszenia fluoru w środowisku (zmiany technologii w przemyśle, zaprzestanie fluorowania wody itd).
3. Neutralizowania toksycznego działania fluoru przez korzystanie z magnezu i wapnia.
Interakcje: Na toksyczność fluoru wpływa wiele kationów. Na przykład aluminium (glin) i wapń działają ochronnie. Również chlorki magnezu i glinu zmniejszają retencję fluoru. 

prof. Stanisław K. Wiąckowski


Piśmiennictwo:
1. Gumińska M., 1981, Biochemiczne mechanizm działania fluoru na żywe organizmy. Folia Med. Cracov., t.23, str:305- 32
2. Gumińska M., 1990, Związki fluoru w środowisku i ich wpływ na zdrowie. W Chemiczne substancje toksyczne w środowisku i ich wpływ na zdrowie człowieka. Ossolineum –
3. Jaśkowski J., 2-3 czerwca, 2000, Dziecko w środowisku zagrożonym ekologicznie: materiały IX Konferencji Naukowej, Legnica, -
4. Jaskowski J., 2001, Zagrożenie fluorozą mieszkańców wsi regionu pomorskiego, Med. Środ.2001; t. 4, nr 1, s. 81-82
5. Kierst W., i inni 1989, Nauka o żywieniu zdrowego i chorego człowieka.PZWL Warszawa str 803
6. Wiąckowski S K., 2004, Abecadło witamin i pierwiastków. Tower Press str. 172.
7. Wiąckowski S K., 2005, Żywienie, żywność, składniki pokarmowe a zdrowie. S. Wiąckowski Ed. Kielce str. 403

#3 Pytanie

Panie Doktorze!
Pozwalam sobie do Pana pisać, ponieważ powiedział mi Pan, że możemy się kontaktować w razie problemów drogą mailową. Byliśmy w Arkadii w Jastrzębiej Górze przez 2 tygodnie w czerwcu tego roku. Oboje mamy po 68 lat. Pobyt spełnił nasze oczekiwania. Mąż już w trakcie pobytu odstawił wszystkie tabletki, a ja od tego czasu schudłam 8 kilogramów. Cały czas stosowaliśmy żywienie według zaleceń i czuliśmy się dobrze. Problemy zaczęły się po powrocie z wakacji za granicą. Tam w hotelu z oczywistych powodów nie mogliśmy stosować diety, ale unikaliśmy węglowodanów, więc nie było chyba aż tak źle. U męża pojawiły się bóle nóg tak silne, że musieliśmy jechać do szpitala. Tam miał wykonane różne badania i stwierdzono u niego zakrzepowe zapalenie żył w nogach. Lekarz w tym szpitalu stwierdził, że to mogło być spowodowane lotem, bo faktycznie lecieliśmy ponad 5 godzin. Teraz mąż bierze zastrzyki Clexane i tabletki Augmentin i Diclofenac. Już znowu jesteśmy na diecie optymalnej i nie wiemy czy te leki powinien stosować. Poprawa jest mała. Czy to zapalenie żył mogło być spowodowane odejściem od żywienia? Co teraz mamy robić? Proszę o pomoc, bo nie bardzo wiemy jak postępować.
Pozdrawiam,
Halina K.

Odpowiedź

lek. Przemysław Pala

/ 2014-11-01

Szanowna Pani,
Zakrzepowe zapalenie żył kończyn dolnych polega na powstawaniu zakrzepów w obrębie żył kończyn dolnych lub miednicy, łączy się zwykle z procesem zapalnym. Zakrzep składa się z krwinek czerwonych, płytek krwi i białka krwi. Jest przyczepiony do ściany żyły. Krzepliwość krwi jest jednym z czynników hemostazy, czyli zdolności organizmu do zachowania krwi w łożysku naczyniowym. W normalnych warunkach proces ten jest uruchomiany, gdy krew spotyka się z tkankami innymi niż śródbłonek naczyń krwionośnych lub ciałami obcymi oraz ustaje przepływ krwi. Z taką sytuacją możemy mieć do czynienia w życiu codziennym, gdy dojdzie na przykład do skaleczenia. Krew "zastyga" na skórze tworząc skrzep, co uniemożliwia wydostanie się jej na zewnątrz i chroni przed nadmierną utratą. Gdyby człowiek nie posiadał takiej zdolności, nawet drobne rany byłyby zagrożeniem życia. W normalnych warunkach krew nie ma możliwości krzepnięcia w naczyniach krwionośnych. Aby do tego doszło, musi nastąpić uszkodzenie błony wewnętrznej oraz zahamowanie przepływu krwi. Z wiekiem coraz częściej dochodzi jednak do defektów śródbłonka, które usposabiają do powstawania skrzepliny. Jest wiele czynników, które mogą powodować uszkodzenie ściany wewnętrznej naczyń krwionośnych. Najczęściej podawanym jest palenie papierosów, najrzadziej - nieprawidłowe odżywianie, które ma decydujący wpływ na strukturę każdej tkanki. Ważnym czynnikiem sprzyjającym powstawaniu zakrzepów jest oczywiście zastój krwi. W tętnicach ruch krwi wymuszony jest przez skurcze mięśnia sercowego, który pracuje przez cały czas. W naczyniach żylnych natomiast jest ona pompowana przez mięśnie szkieletowe. Dlatego praca kończyn poprawia w nich krążenie. Im człowiek mniej się rusza, tym trudniejszy jest odpływ krwi. Jest on szczególnie utrudniony np. w pozycji siedzącej w czasie lotu samolotem. Oprócz unieruchomienia dołącza się tu zagięcie żył w kolanach, co stanowi dodatkową przeszkodę dla odpływającej krwi. Zazwyczaj ilość ruchu zmniejsza się z wiekiem. Z powyższych powodów wynika, że szczególnie narażone na zakrzepy żylne kończyn dolnych będą osoby starsze oraz pacjenci unieruchomieni po złamaniach, szczególnie ci leczeni operacyjnie. Wobec tego, standardowo w takich przypadkach podaje się leki przeciwzakrzepowe. Najważniejszy czynnik decydujący o wytworzeniu skrzep liny tkwi jednak w samej krwi. Jest to tzw. układ krzepnięcia, na który składają się komórki zwane płytkami krwi - trombocyty oraz wyspecjalizowane białka osocza. Proces ten jest uruchamiany, gdy dochodzi do kontaktu z tkanką inną niż śródbłonek pokrywający wewnętrzna ścianę naczyń - trombocyty ulegają wtedy zlepieniu i miejsce takie pokrywa skrzep. Ilość płytek krwi ma kolosalne znaczenie w procesach krzepnięcia. Jeśli ich liczba wzrasta znacznie ponad normę, może dochodzić do samoistnego ich łączenia, czyli agregacji, ale takie sytuacje nie zdarzają się u ludzi zdrowych.
Okazuje się też, że trombocyty mają różną zdolność do agregacji, a wpływa na to sposób odżywiania. Już dość dawno stwierdzono, że zwiększa ją dieta wysokowęglowodanowa, a obniża się ona ze wzrostem spożycia tłuszczów. 
Z powyższych powodów wynika, że najniższe ryzyko wystąpienia choroby będzie u osób żywiących się optymalnie. Dostarczenie wysokowartościowych białek zapewnia prawidłową strukturę błon wewnętrznych naczyń krwionośnych, a mała ilość węglowodanów obniża zdolność agregacji płytek. Oczywiście ludzie zdrowi poruszają się więcej, co poprawia cyrkulacje krwi i nie dochodzi do zastojów. Nie przypuszczam jednak, aby dwutygodniowe odstępstwo od diety mogło mieć jakieś katastrofalne skutki. Żywienie optymalne dosyć szybko usuwa również skutki po przebytym zapaleniu żył. Sam ostry stan, jeżeli wystąpi, jest jednak zbyt poważny, aby mogło usunąć go samo przejście na dietę optymalną. Konieczne jest tutaj wdrożenie leczenia przeciwzakrzepowego według wskazówek lekarza. Jest to stan nagły, który musi być traktowany radykalnie. Jeżeli z jakiegoś powodu sytuacja taka przytrafia się optymalnym, to też powinni przejść leczenie farmakologiczne. Z własnego doświadczenia wiem jednak, że czasem wystarczy zastosować u nich środki znacznie słabsze niż heparyna (Clexane). Stosowanie antybiotyków takich jak Augmentin nie ma tu większego sensu, ponieważ nie jest to zakażenie bakteryjne.
Czasem wystarczają nawet niesterydowe leki przeciwzapalne, aby uzyskać znaczną poprawę. U pewnego pacjenta, który przyleciał do Jastrzębiej Góry z Kanady objawy ustąpiły po podaniu pierwszej tabletki Butapirazolu (koszt leczenia był około 100 razy niższy niż koszt postępowania standardowego). Istnieje również bardzo stara i skuteczna metoda leczenia tej choroby bez użycia żadnych leków. Przed erą farmakoterapii na chore kończyny przykładano pijawki. 
Skutki przebytego stanu zapalnego łatwo ustępują po wdrożeniu do leczenia prądów selektywnych. W zależności od objawów stosuje się serię 10-20 zabiegów PS po 15-20 min. na kończyny dolne. Zazwyczaj zabiegi nie wymagają powtarzania. Stanem nieodwracalnym może być jedynie sytuacja, gdy uszkodzeniu uległy zastawki żylne i wskutek powstałych blizn nie spełniają swej funkcji. Tutaj konieczne będzie leczenie operacyjne. Uważam jednak, że w przypadku Pani męża choroba nie posunęła się tak daleko. Proponuję dalej przyjmować Clexane, odstawić Augmentin i zamiast Diclofenacu przejść na wspomniany Butapirazol. Prawdopodobnie objawy ustąpią po kilku dniach i dalsze leczenie nie będzie potrzebne. W przyszłości, przed następnym lotem, proponuję zrobić 1 zastrzyk z Clexanu lub wziąć tabletkę Xarelto, która działa podobnie.

lek. Przemysław Pala
Arkadia Lido

Artykuł z październikowego numeru miesięcznika "Optymalni" (10/2014)

#4 Pytanie

1. Początki z Żywieniem Optymalnym

Odpowiedź

Bartek Osowski

/ 2014-10-25

Żywienie Optymalne jest prawdziwym odzewem na głos schorowanych i często lekceważonych przez kręgi medyczne ludzi. Dobroczynne efekty jego stosowania potwierdzają co raz liczniejsze rzesze ludzi, którzy w obliczu bezradności świata medycznego, stosującego utrwalone przez lata, farmakologiczne metody leczenia, chcą dotrzeć do prawdziwych przyczyn swoich dolegliwości.

Dietą Optymalną zainteresowałem się w 2003 roku. Stało się to za sprawą mojego przyjaciela, który od wielu lat zmagał się z chorobą skóry - łuszczycą. Ta uciążliwa choroba dopadła go w wieku dziecięcym. Jeździł do uzdrowisk, stosował przeróżne kąpiele, używał kremów na bazie kortykosteroidów. Nie przynosiło to widocznych efektów. Sytuacja uległa zmianie, kiedy szukając recepty na swoje schorzenie usłyszał o dr. Janie Kwaśniewskim i jego Żywieniu Optymalnym leczącym wiele chorób, w tym łuszczycę. Odnalazł więc najbliższy ośrodek stosujący wspomnianą metodę (w tym przypadku była to Arkadia w Ciechocinku) i tam poddał się dwutygodniowemu leczeniu. Jak sam przyznał, zmiana odżywiania i zastosowane prądy selektywne zaskakująco szybko zaczęły przynosić poprawę w wyglądzie skóry. Charakterystyczne łuski zaczynały powoli zacierać się, skóra przyjmowała jednolity kolor. Kiedy spotkałem go ponownie po powrocie z Arkadii, na własne oczy ujrzałem jak powłoka skórna w szybkim tempie wraca do swojego „właściwego” stanu. Dodatkowo widoczny był u niego spadek wagi. Podczas pobytu, schudł 4kg. Opowiadał mi o stosowanych przez 2 tygodnie zabiegach prądami selektywnymi, a także o „specjalnym” składzie ułożonych posiłków. Z dużym zdziwieniem przyjąłem informację dotyczącą rodzaju serwowanych posiłków - żółtka jaj, śmietana 30%, tłuste sery, tłuste wywary ze szpiku czy galareta z nóżek. Reasumując, jadł wszystko to, co jest przez dzisiejsze autorytety dietetyki zakazane! A jednak pomogło… Ponadto opowiedział o proporcji, zgodnie z którą komponowane były posiłki – fenomenalne 1:2,5-3,5:0,8. 
Szybko postanowiłem wdrożyć wyżej wspomniane produkty w swoim codziennym żywieniu. Ponieważ byłem krępej budowy ciała, chciałem oprócz poprawy funkcjonowania organizmu zrzucić kilka kilogramów. Niestety nie przywiązałem zbytniej wagi do wspomnianej proporcji układania posiłków, co szybko zaowocowało nie spadkiem wagi, a jej wzrostem! Jako że nie przepadam za owocami ani słodyczami, wydawało się, że droga do osiągnięcia celu jest bardzo prosta. Jadłem codziennie dużo jajek, sporo mięsa wieprzowego (głównie w formie schabu, karkówki, kiełbas), większe ilości serów (w zwłaszcza żółtych, nawet do 300 gram dziennie). Warzywa spożywałem w niewielkich ilościach. Zboża omijałem szerokim łukiem. Ogólnie ujmując, węglowodany stały się dla mnie niepotrzebnym balastem.
Przez pierwsze 2 tygodnie żywienia samopoczucie było znakomite. Zrzuciłem ok.2 kg masy ciała, odczułem poprawę krążenia. Zrobiłem nawet badanie morfologiczne krwi: cholesterol LDL nie przekraczał 115 mg% a trójglicerydy ok. 80 mg%. 
Problemy zaczęły się pod koniec miesiąca. Zacząłem odczuwać delikatne „kłucie” w stawie kolanowym i łokciowym. Potem przeniosło się to w okolice wątroby. Zacząłem się szybciej męczyć, koncentracja uległa pogorszeniu. Mimo tych objawów nadal kontynuowałem „swój” model Diety Optymalnej. W między czasie pojawił się dość niespotykany wcześniej objaw – łaknienie na słodycze. Najpierw zaspokajałem go czekoladą gorzką 90%. W późniejszej fazie stosowałem już czekoladę gorzką o mniejszym składzie procentowym kakao. W końcu czekolada gorzka stała się czekoladą mleczną, a ta następnie batonami, wafelkami, ciastem i tortami. Oczywiście wszystko w połączeniu z wysokobiałkowym i wysokotłuszczowym żywieniem. Stosowałem wytłumaczenie, że to chwilowa potrzeba mojego organizmu. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Przy wzroście 190cm waga poszybowała z 95kg do 107kg w ciągu niecałych 3 miesięcy. Mój model żywienia zmienił się na wybitnie „korytkowy”. Nie przyszło mi do głowy dokładne przeanalizowanie literatury dr. Jana Kwaśniewskiego, jego wykładów czy choćby odpowiedzi na listy osób stosujące Żywienie Optymalne. Nie wiedziałem też, że organizm można „przebiałczyć”. Nie wiedziałem o równowadze kwasowo-zasadowej organizmu. Nie wiedziałem o możliwości pojawienia się ciał ketonowych w moczu wskutek niedoboru węglowodanów. Całą winę zrzuciłem na „zły” tłuszcz zwierzęcy nasycony, wskutek czego zaprzestałem jego stosowania.

2. Powrót

Powrót do Żywienia Optymalnego nastąpił na początku 2013 roku, czyli prawie 10 lat później. Od pewnego czasu zacząłem obserwować u siebie niepokojące objawy. Zaczęły pojawiać wykwity skórne. Nastąpił spadek odporności, a wraz z nim zapalenie płuc oraz oskrzeli. Na podstawie własnych obserwacji oraz kilku badań biorezonansowych otrzymałem diagnozę zaburzenia równowagi wewnątrzjelitowej i przerostu grzybiczego (grzyb candida albicans). Również jedna z osób z mojej najbliższej rodziny (będąca podobnie jak ja na żywieniu korytkowym) zaczęła miewać dolegliwości stawowe (podejrzenie AZS – dodatni wynik na antygen HLA B27). Zwiększyła się podatność na infekcje, pojawiło się uczucie „palenia” mięśni kończyn dolnych i górnych, nasilały się problemy gastryczne (wzdęcia, biegunki, uczucie „przelewania” w jelitach). Nie otrzymując jednoznacznej odpowiedzi na występujące problemy ze strony środowiska medycznego, postanowiliśmy szukać rozwiązania na własną rękę. Śledząc strony internetowe natrafiłem na wpisy osób dotkniętych powyższymi dolegliwościami. Lekarstwem dla nich okazała się dieta dr. Kwaśniewskiego. Postanowiłem powrócić do ŻO, jednak nie chcąc popełnić poprzedniego błędu, zasięgnęliśmy fachowej porady starszego doradcy żywienia optymalnego – pani Zuzanny Rzepeckiej. Po otrzymaniu szczegółowych zaleceń dietetycznych, natychmiast zaczęliśmy wprowadzać je w życie. Zmiany zaczęły następować szybko. Dolegliwości stawowe zaczęły ustępować, zniknęły wzdęcia oraz objawy „palenia” w mięśniach. W moim przypadku grzyb Candida albicans został wyraźnie zredukowany. Przed powrotem na Żywienie Optymalne stosowałem różne przeciwgrzybiczne preparaty ziołowe oraz suplementy diety, jednak to ciągle powtarzające się błędy żywieniowe powodowały nieustanne odtwarzanie warunków do rozrostu grzyba.

3. Candida Albicans – niebezpieczny przeciwnik

Zanim przejdę do oddziaływania Diety Optymalnej na zahamowanie rozwoju grzyba Candida Albicans, kilka zdań o jego występowaniu i najważniejszych cechach.

3.1. Definicja 

Drożdżaki Candida są zarodnikami grzybów. W odpowiednich warunkach mogą zapuścić korzenie, z których wyrasta grzybnia będąca ciałem wegetatywnym grzyba. Wraz z bakteriami stanowią naturalną mikroflorę człowieka. Potrzebują odpowiedniej wilgotności, obfitości pożywienia oraz stałej temperatury na poziomie 36,6 C. Drożdżaki odżywiają się cukrami prostymi pozostałymi w masie kałowej. Wraz z innymi drobnoustrojami rywalizują między sobą o dostęp do pożywienia, tworząc homeostazę i nie czyniąc gospodarzowi żadnych szkód. 
Z grzybami Candida sprawa wygląda inaczej. Są one absolutnymi pasożytami, które potrzebują tkanki organizmu żywiciela. Staje się ona dla nich środowiskiem, pożywieniem, a także miejscem wydalania produktów przemiany materii. W miejscu uszkodzonej tkanki grzyb wytwarza ognisko zapalne, które powiązane jest z miejscowym stanem zapalnym. Za ważny należy uznać fakt, że z rozpadu komórek tkanki pozostają resztkowe substancje, którymi żywią się bakterie – najczęściej gronkowce i paciorkowce. Pokazuje to jak mylne może być postawienie ostatecznej diagnozy, co do przyczyny wykrytego stanu zapalnego. Grzyby Candida wyrastają z ich zarodników – drożdżaków Candida. Są to organizmy zdolne do samodzielnego życia – mogą przez kiełkowanie stać się grzybami Candida, bądź namnażać się przez pączkowanie jak drożdże. Różnice między drożdżakami a grzybami są diametralne. Objawiają się w odmiennym wyglądzie, kształcie, sposobie odżywiania i rozmnażania. Drożdżaki są pożytecznymi komensalami, natomiast grzyby Candida to groźnie, chorobotwórcze pasożyty.

3.2. Rodzaje grzybów Candida

Na chwilę obecną ze 196 rodzajów grzybów Candida, tylko 15 jest chorobotwórczych. Organizmy ludzkie najczęściej infekuje Candida albicans jednak pozostałe również zalicza się do groźnych. Możemy wymienić tu:
- Candida tropicalis
- Candida glabrata
- Candida parapsilosis (zasiedla śluzówkę jelit, jamy ustnej, gardła, dróg moczowych, pochwy, prostaty
- Candida krusei
- Candida lusitaniae 

3.3. Toksyny wytwarzane przez grzyby Candida

Grzyby z gatunku Candida wytwarzają groźne dla organizmu toksyny. Najbardziej znaną jest tzw. kandydotoksyna, która uszkadza system odpornościowy organizmu. Jeśli toksyny uszkodzą błonę śluzową jelita cienkiego, zmniejszy się powierzchnia wchłaniania składników pokarmowych. Jeśli zaś uszkodzą śluzówkę jelita grubego – zawarte w masie kałowej toksyny, metale ciężkie oraz alergeny pokarmowe przenikną do krwiobiegu. Specyficzną grupą toksyn wytwarzanych przez grzyby Candida są tzw. neurotoksyny. Są to specyficzne substancje chemiczne uszkadzające ośrodkowy układ nerwowy (mózg). Przyczyniają się w znacznej mierze do powstawania stanów depresyjnych oraz rozchwiań emocjonalnych (np. niezdecydowanie, chaotyczność, gwałtowne zachowania, hałaśliwość, agresja, tłumienie w sobie złości). W wielu przypadkach przybierają formę fobii, natręctw, a także schizofrenii. Neurotoksyny, ze względu na przybliżoną budowę do hormonu przysadki mózgowej, mogą rozregulowywać cały układ hormonalny człowieka, w szczególności zaś tarczycę. 

3.4 Udział grzybów Candida w powstawaniu zmian alergicznych

„Zachorowalność na choroby alergiczne jest duża i ciągle wzrasta, a grzyby odgrywają ważną rolę w patologii tych chorób. (…) najczęściej izolowanym grzybem w materiałach klinicznych , a zarazem najbardziej patogennym jest Candida albicans. Candida albicans może być czynnikiem etiologicznym chorób atopowych, choć znacznie rzadziej powoduje alergię w porównaniu z innymi grzybami popularnie zwanymi pleśniami. (…) Odpowiedź immunologiczna przeciw Candida albicans uwarunkowana jest obecnością limfocytów T CD4+. Gatunek ten zasiedlający błony śluzowe lub skórę może również stymulować mechanizmy immunologiczne związane z alergią natychmiastową. Uważa się, iż zaburzona odpowiedź typu komórkowego przeciw Candida albicans może prowadzić do swoistej IgE – zależnej odpowiedzi immunologicznej. U chorych na atopowe zapalenie skóry obserwowano obniżoną odpowiedź proliferacyjną komórek jednojądrzastych krwi obwodowej stymulowanych Candida albicans, co tłumaczono swoistą anergią limfocytów T. Sugerowany jest udział grzybów z rodzaju Candida kolonizujących lub powodujących infekcje skóry i/lub błon śluzowych w powstaniu odczynów alergicznych i zaostrzeniu stanu zapalnego w różnych manifestacjach skazy atopowej. Alergia na te grzyby ma zwykle charakter nadwrażliwości równoległej, gdzie stwierdza się uczulenie na inne grzyby lub też alergeny innego pochodzenia (np. roztocza, pyłki traw). (…) Ponadto alergia na grzyby, w tym Candida albicans może wpływać niekorzystnie na przebieg i leczenie chorób alergicznych, w których wiodące znaczenie mają inne uczulenia. 

3.5 Drożdżyca jelita grubego

Stan, w którym drożdżaki zaczynają odgrywać dominującą rolę nad innymi organizmami jelita grubego nazywamy drożdżycą. Ich ilość uzależniona jest od dwóch zasadniczych czynników: zawartości w masie kałowej cukrów prostych oraz ogólnej ilości organizmów (najczęściej bakterii) zasiedlających jelito grube i konkurujących z drożdżakami o pożywienie.
Populacja bakterii jelitowych składa się z około 400 gatunków. Odgrywają one ogromną rolę w utrzymaniu naszego zdrowia na wysokim poziomie. Jedne żyją ze sobą w symbiozie, inne pozostają ze sobą w stosunku antagonistycznym (zwalczają się). Trwanie człowieka w związku symbiotycznym z dobroczynnymi bakteriami ma ogromne znaczenie. W zamian za potrzebne pożywienie, wytwarzają one kwaśną barierę chroniącą przed wnikaniem i rozmnażaniem patologicznych bakterii i grzybów. Dodatkowo unieszkodliwiają toksyczne związki chemiczne obecne w treści pokarmowej, neutralizują wolne rodniki, produkują związki o charakterze przeciwbakteryjnym, przeciwgrzybicznym i antywirusowym. Na szczególną uwagę zasługują drobnoustroje z grupy Lactobacillus acidophilus i Bifidobacterium bifidum. Przywarte do nabłonka jelitowego uniemożliwiają drożdżakom Candida przytwierdzenie się do ścian jelita i następnie przeistoczenia się w postać grzyba. Z dysbakteriozą lub dysbiozą mamy do czynienia wtedy, gdy skład flory bakteryjnej ulega niekorzystnemu zaburzeniu i przestaje pełnić funkcję ochronną. Zjawisko to występuje zazwyczaj jako efekt stosowania terapii antybiotykowej niszczącej zarówno bakterie chorobotwórcze jak i przyjazne dla naszego środowiska.

3.5.1 Czynniki wpływające na rozwój drożdżycy

Na rozwój drożdżycy w organizmie człowieka ma wpływ wiele czynników. Możemy zaliczyć do nich m.in.:

- „Każdą chorobę osłabiającą działanie układu immunologicznego, jak grypa, zapalenie płuc, rak, AIDS. (…)
- Częste leczenie antybiotykami, obecnie lub w przeszłości. 
- Stosowanie doustnej terapii antykoncepcyjnej.
- Przyjmowanie niektórych leków przepisywanych na receptę (lub, co ma miejsce częściej, w okresie ich odstawiania), jak np. kortykosteroidów, leków używanych w przypadku owrzodzeń żołądka, uspokajających i nasennych, długotrwałe stosowanie środków zobojętniających kwas żołądkowy.
- Niedożywienie, brak witamin i minerałów, dieta zawierająca wysokooczyszczone cukry, niepełnowartościowy pokarm.
- Stres.
- Choroby gruczołów wydzielania wewnętrznego, cukrzyca.
- Uwarunkowana genetycznie niezdolność radzenia sobie z zakażeniem drożdżakami lub przemianą węglowodanów.
- Niedokrwistość.
- Stan po każdym zabiegu chirurgicznym, szczególnie w obrębie jamy brzusznej.
- Zakażenia jelit, zapalenie żołądkowo – jelitowe.
- Uszkodzenie układu moczowego – cewnikowanie.
- Zaburzenia hormonalne: okres przedmiesiączkowy, ciąża, menopauza.
- Liczne ciąże.
- Osłabienie układu immunologicznego: brak wysiłku fizycznego i świeżego powietrza, zanieczyszczenie środowiska pracy.
- Przyjmowanie narkotyków.
- Spożywanie alkoholu.
- Brak kwasu solnego w diecie.
- Zakażenia przenoszone drogą płciową.” 

3.5.2 Objawy drożdżycy

Najczęściej spotykane objawy przy nierównowadze grzybiczej to:

- „Przewlekły nieżyt nosa.
- Zaburzenia widzenia: plamki w polu widzenia.
- Drożdżyca pochwy, świąd sromu.
- Świąd odbytu.
- Objawy przypominające zapalenie pęcherza moczowego.
- Ciężkie postacie zespołu napięcia przedmiesiączkowego.
- Niewyjaśnione niewielkie zwiększenie temperatury ciała.
- Grzybica skóry okolicy krocza.
- Grzybica międzypalcowa u sportowców, łuszczyca, zakażenia łożyska paznokci. (…)
- Niepohamowana chęć na zjedzenie czegoś słodkiego lub produktów zawierających drożdże.
- Gorsze samopoczucie po zjedzeniu cukrów rafinowanych, alkoholu, sera, ekstraktu z drożdży i warzyw, soku z cytrusów, witamin B lub C, napojów zawierających kwas cytrynowy.
- Uczucie wzdęcia brzucha, trudności w oddychaniu lub inne objawy występujące po spożyciu niektórych związków chemicznych.
- Wiatry, wzdęcia, skurcze, zaparcia, biegunka.
- Wrażliwość na zmiany pogody, gorsze samopoczucie przy dużej wilgotności powietrza lub w czasie deszczu.
- Gorsze samopoczucie w zatęchłych lub zagrzybionych miejscach.
- Rozdrażnienie, niezborność myśli, gorsza pamięć, uczucie, jak gdyby było się „półprzytomnym”, „pijanym” (bez picia alkoholu), depresja.” 


3.6 Leczenie grzybicy – Żywienie Optymalne

Jak wspomniałem wcześniej, w walce przeciw grzybom Candida kluczowe znaczenie odgrywa sposób żywienia. Żywienie Optymalne jest blisko skorelowane z dietą antygrzybiczną, a nawet potęguje jej działanie. Najważniejszą kwestią jest odpowiednie dobranie proporcji codziennie spożywanych białek, tłuszczów i węglowodanów (BTW). Ma tu zastosowanie tzw. „złota proporcja” w kształcie 1(B):2-3,5(T):0,8(W). Komponowanie posiłków na podstawie „złotej proporcji” pozwala w odpowiedni sposób odżywić organizm najlepszym wartościowo białkiem, dostarczyć najbardziej wydajnego paliwa jakim są tłuszcze zwierzęce oraz zapewnić niewielką ilość najbardziej wartościowych węglowodanów. Przy tak skomponowanej diecie, organizm posiada możliwość pełnej regeneracji uszkodzonych w okresie wcześniejszym komórek. Regulacji ulega układ odpornościowy i hormonalny człowieka. Znikają problemy gastryczne, reguluje się poziom cukru, cholesterol oraz trójglicerydy. Grzyby Candida odżywiają się glukozą powstałą ze strawionego cukru, produktów skrobiowych oraz nadmiaru białka. W związku z naprawą szkód spowodowaną przez ich wcześniejszą działalność kolonizacyjną, zalecane jest spożywanie w okresie przebudowy (może trwać nawet 3-6 miesięcy) ok. 1g pełnowartościowego białka zwierzęcego na 1 kg masy ciała. Tłuszcze, w zależności od masy ciała (osoby z wyraźną nadwagą spożywają mniej tłuszczu w związku koniecznością spalenia przez ich organizm najpierw własnych pokładów) spożywać należy w ilości 2-3,5g na 1 g białka. Ponieważ grzyby żywią się cukrami, spożywamy je tylko w takiej ilości, aby wystarczyło dla bieżących potrzeb organizmu. 

3.6.1. Produkty dozwolone i zakazane w leczeniu grzybicy

Aby zapobiec ich nadmiernemu rozmnażaniu należy wykluczyć ze swojej codziennej diety cukier, słodycze, miód, owoce, ciasta itp. Zaleca się wyeliminować z diety mleko i ograniczyć spożycie jego przetworów. Przetwory mleczne (oprócz masła i śmietany), pomimo znakomitej wartości biologicznej zawartych w nich białek i tłuszczów, doprowadzają do obniżenia odczynu pH organizmu, przyczyniając się do efektu „zakwaszenia”. Nie powinny być spożywane codziennie. Również produkty zawierające gluten (pszenica, żyto, jęczmień, owies) powinny zostać na czas stosowania diety całkowicie wyeliminowane. Produkty poddane fermentacji tj. kiszone ogórki, kapusta, można spożywać, jednak należy zwrócić uwagę na mogące znajdować się w nich domieszki pleśni. Dużą szkodliwością dla układu pokarmowego człowieka wykazują się środki konserwujące stosowane w dzisiejszej żywności. Należą do nich m.in. benzoesan sodu, azotyny, azotany, karagen czy saletra w produktach wędzonych. Należy zwracać uwagę na ich zawartość w produktach i nie spożywać ich.
Dzienny jadłospis powinien składać się w ok. 80% z żywności zasadotwórczej, a w ok. 20% z żywności kwasotwórczej. „Złota proporcja” ułatwia stosowanie tej zasady. Poniżej produkty zalecane podczas stosowania diety przeciwgrzybicznej:

„1. Szpik kostny, żółtka jaj, wątróbki gęsie stłuszczone, wątroba cielęca i wieprzowa, nerki, jaja, móżdżek, gęste rosoły, kawior.
2. Mięso wieprzowe: boczek, karkówka, nogi wieprzowe, salcesony, pasztetowa..
3. Mięso cielęce, wołowe, tłuste gęsi, mięso i inne części ciała innych zwierząt trawożernych, (…).
4. Masło, smalec gęsi, słonina, smalec wieprzowy łój wołowy, gęsta śmietana.
5. Oliwa z oliwek, orzechy włoskie, laskowe, inne orzechy oraz jadalne nasiona oleistych, domowe majonezy.
6. Kaczka tuczona, tłusta kura, kurczaki wiejskie.
7. Tłuste ryby: węgorz, łosoś, makrela, tuńczyk, (…) majonez.
8. Ser twarogowy chudy, chude ryby, indyk – zawsze z dodatkiem tłuszczu.
9. Jarzyny w ograniczonych ilościach.
10. Płyny nie zawierające cukru.” 


3.7 Zakończenie

Żywienie Optymalne jest bardzo skutecznym narzędziem w walce przeciw grzybicy Candida. Stosowanie „złotej proporcji” pomaga odciąć rozwijającym się grzybom źródło ich dotychczasowego pożywienia jakim był nadmiar cukrów prostych oraz białek. Podczas systematycznie stosowanej Diety Optymalnej zanika wiele pozostałych dolegliwości, które swój początek miały właśnie w stale powtarzanych błędach żywieniowych. Znaczące efekty przy usuwaniu zarodników Candida Albicans dają również szeroko dostępne na rynku suplementy diety oraz preparaty ziołowe, jednak ich skuteczność jest wysoce uzależniona od rodzaju pożywienia jaki człowiek dostarcza podczas walki z chorobą. Właśnie dlatego najlepszym rozwiązaniem jaki człowiek może wybrać jest Dieta Optymalna.

#5 Pytanie

Pani Halina lat 58 o diecie optymalnej, jak większość pacjentów, dowiedziała się z Dziennika Zachodniego, z artykułów które pisał tam dr Kwaśniewski. Nie wierzyła własnym oczom, gdy przeczytała na temat łuszczycy, na którą od dziecka chorowała. Miała wtedy dopiero 43 lata i skórę w opłakanym stanie. Zmiany chorobowe najdotkliwiej występowały w okolicach kolan, łokci, głowy, tułowia i śmiało można powiedzieć, że praktycznie na całym ciele. Trapiły ją również bóle kręgosłupa, bóle reumatyczne, często odczuwała arytmię serca. Na szczęście - jak mówi – artykuł, który wpadł jej w ręce dotyczył właśnie łuszczycy i jej powikłań. 

Odpowiedź

Alina Szekiel

/ 2014-04-08

Dowiedziałam się z niego, że łuszczyca to nie wyrok i można się z niej wyleczyć przez odpowiedni dobór składników odżywczych. Moja radość była ogromna, bo dawała nadzieję na lepsze życie, więc szybko skontaktowałam się z redakcją Dziennika, żeby dowiedzieć się, gdzie można zakupić książkę dr. Kwaśniewskiego, którą w tym czasie nie było łatwo zakupić. I znów radość - redakcja przysłała mi książkę, którą przeczytałam jednym tchem. Byłam pod dużym wrażeniem zawartych tam wiadomości i nadziei. Leczyło mnie wielu lekarzy, wielokrotnie byłam hospitalizowana na oddziałach dermatologicznych w różnych miejscach w kraju, między innymi w Radomiu, Grójcu koło Warszawy, Bytomiu, Sosnowcu i wszędzie tam słyszałam, że jest to choroba nieuleczalna. Leczenie szpitalne pomagało na miesiąc czy dwa i mogę powiedzieć, że byłam często traktowana jak królik doświadczalny, gdyż często testowano na mnie różne specyfiki (maści, tabletki). W szpitalach nie czułam się najlepiej, ciało przeraźliwie swędziało, więc podawano leki nasenne, po których byłam ospała, ciągle zmęczona i rozdrażniona. Najgorsze było to, że skórę głowy smarowano mi maściami, po których moje włosy wychodziły całymi garściami. Ze szpitali wychodziłam z nadzieją, że będzie lepiej, ale nadzieja na wyzdrowienie szybko mijała - wszystkie objawy choroby szybko wracały ze zdwojoną siłą. Praktycznie nie pomagało nic, a przecież szukałam pomocy wszędzie, gdzie się dało. Piłam zioła od sióstr klasztornych z Nałęczowa, które miały mi pomóc, co mi polecono mówiąc, że to mi na pewno pomoże. Chwytałam się wszystkiego, a efekty były żadne. Nie wspomnę nic o środkach finansowych, drogo mnie to wszystko kosztowało. Drogie wizyty profesorskie (jechałam nawet do Łeby), gdyż profesor dawał 100 % gwarancję, że mi pomoże. Przepisał trudno dostępne w owym czasie i dość drogie zastrzyki oraz maści do smarowania i znów nadzieja i chudszy sporo portfel, a efektu leczniczego nie było widać. Coraz bardziej traciłam nadzieję na wyleczenie się z tej przykrej i utrudniającej życie choroby. 
Wszyscy Ci wybitni specjaliści kazali również trzymać dietę. Musiałam odrzucić wszystkie tłuszcze zwierzęce, zalecono oleje roślinne, różnego rodzaju margaryny, jeść warzywa i owoce. Jajek nie mogłam jeść w ogóle, tylko kawałek chudego mięsa, surowe warzywa i owoce, ale dość sporo chleba - głównie z masłem roślinnym. Ale wcale nie czułam się dobrze.
Tym większe było moje zdziwienie po lekturze książki dr. Kwaśniewskiego, jakie produkty mogę jeść - zupełna odwrotność dotychczasowego odżywiania. O dziwo nie miałam żadnych oporów ani wątpliwości i natychmiast dietę zastosowałam. Zaraz wprowadziłam do jadłospisu 5 żółtek (których przez lata nie jadłam), prawdziwe masło, słoninę, dużo wieprzowych skórek, gotowałam wywary kolagenowe, podroby i chlebek optymalny. Wszystko zaczęło mi bardzo smakować - szczególnie masło i żółtka, mój organizm wręcz się tego domagał. Z radością stwierdziłam, że jedząc tłusto chudnę i to dość sporo. Przed zmianą diety ważyłam 85 kg, a tu taka radość - waga leci w dół. Ku mojej wielkiej radości po około 2- 4 tygodniach moja skóra zaczęła się robić coraz bardziej wygładzona. Moja dotychczasowa łuska rybna zaczęła znikać i ze skóry suchej, moja robiła się coraz bardziej gładka. Nie mogłam w to wręcz uwierzyć, że zmiana jedzenia daje takie dobre efekty. Na dodatek ustąpiły bóle kręgosłupa, arytmia serca i bóle reumatyczne. Już wiedziałam, że to jedzenie dla mnie i byłam zachwycona. Mąż początkowo mnie tylko obserwował, był sceptycznie nastawiono do tej diety. Myślał, że tak jak w poprzednich latach i po jeżdżeniu po Polsce w nadziei na wyleczenie, nadzieja szybko zniknie i znów pojawi się łuska rybna. Ale po wielu tygodniach skóra była o wiele lepsza, a i ja czułam się dużo lepiej. Zmienił zdanie jak zobaczył, że nic złego się nie dzieje i postanowił dla ułatwienia być na diecie razem z żoną. Był w zasadzie zdrowy, jedynie dokuczały mu silne skurcze mięśni, które szybko zniknęły po zmianie diety. Dwukrotnie skorzystaliśmy z wczasów optymalnych, jak również z wizyt u lekarza optymalnego, dr Ewy Gwóźdź. Po zastosowaniu diety optymalnej do dnia dzisiejszego nie ma śladu po łuszczycy - a mija 15 lat od jej zastosowania - i nieraz zastanawiam się jaką musiałam przejść ciężką drogę, żeby wrócić do zdrowia, a śmiało mogę powiedzieć do pełnego zdrowia. To wszystko zawdzięczam jednemu tylko wybitnemu lekarzowi – dr. Kwaśniewskiemu. 


Komentarz Arkadii II

Pani Halina i jej mąż są pacjentami naszej przychodni od wielu lat. Często korzystają z zabiegów prądów selektywnych, a tym samym mamy wiele czasu na rozmowy na temat ich zdrowia. Przypadek Pani Haliny jest szczególny i możemy powiedzieć, że w jej przypadku naprawdę po zastosowaniu diety stał się dla niej cud. Od dziecka zmagała się z przykrą i naprawdę uciążliwą chorobą jaką jest łuszczyca. Wiele wybitnych głów dawało jej nadzieję, a jednak zawsze choroba powracała jak bumerang. Przez lata zażywania różnych leków jej organizm był osłabiony i wyniszczony, również psychicznie nie czuła się dobrze z tą chorobą. Chwytała się wszystkiego co dawało jakąkolwiek nadzieję, ale nadzieja szybko odchodziła. Cieszy nas bardzo, że nie zeszła z raz dobrze obranej drogi. Jej skóra wygląda bardzo dobrze i wie, że błądzenie w diecie dla niej oznacza pojawieniem się małych zmian na skórze. Wiec nie stara się celowo zatruwać, bo wie, czym to grozi. Jak większość świadomych pacjentów stara się o najwyższej jakości produkty spożywcze, bo wie, że to najlepsza inwestycja w dobry stan zdrowia. Piecze pieczywo optymalne, robi pasztety i przetwory ze swojej działki, bez nawozów i chemii - miałam możliwość kosztowania - są naprawdę przepyszne. Jest optymistycznie nastawiona do diety, a jak wiemy optymizm pomaga, jeśli jest naprawdę przekonujący. Pani Halina wytyczyła sobie rozsądny cel, cel by nie dopuścić do przykrej choroby jaką jest łuszczyca, więc wysoko ustawiła poprzeczkę doskonałości.

Opracowała: Alina Szekiel
Arkadia II Katowice
www.optymalni-katowice.pl
tel. 503-144-481

#6 Pytanie

Odpowiedź

Ewa Łukaszek-Gwóźdź

/ 2013-06-20

Na całym świecie od wielu lat prowadzi się badania nad różnymi czynnikami wpływającymi na stan zdrowia ludzi. W każdym kraju kładzie się coraz większą wagę na działania profilaktyczne, mające służyć zachowaniu dobrego zdrowia społeczeństwa. 
Opracowuje się nowe sposoby żywienia. Lansuje się diety i ćwiczenia fizyczne, zajęcia na świeżym powietrzu i aktywny tryb życia, aby jak najdłużej zachować zdrowie i młodość. Niestety nie przynosi to oczekiwanych efektów zdrowotnych. Na całym świecie choruje coraz więcej ludzi, zwłaszcza na choroby układu krążenia, nowotwory i różnego rodzaju alergie. Choroby mają coraz mniej typowy przebieg, często są powikłane dodatkowymi zmianami. Powoduje to, że postawienie prawidłowego rozpoznania staje się trudniejsze. Poszukuje się więc coraz to nowszych metod diagnostycznych i leczniczych. W ostatnich 10 latach technika laboratoryjna oraz wizyjna rozwinęła się w niesamowitym tempie. Obecnie możemy zajrzeć niemalże do każdego narządu ciała własnym okiem, zbadać markery -wskaźniki czynności większości komórek naszego organizmu. Wciąż poszukujemy i wciąż odkrywamy coś nowego. Medycyna stara się wykorzystać większość odkryć, aby znaleźć skuteczne metody leczenia chorób nowotworowych, zwyrodnieniowych czy autoimmunologicznych. Światełkiem w tunelu w ostatnich latach okazują się tzw. komórki macierzyste. Co to takiego? 
Komórki macierzyste to komórki, które mają zdolność do:
1. potencjalnie nieograniczonej liczby podziałów - samoodnawiania swojej puli, czyli proliferacji oraz
2. różnicowania się do innych typów komórek.
Wśród nich są takie, które
– mogą ulec zróżnicowaniu do każdego typu komórek, czyli totipotencjalne
- mogą ulec zróżnicowaniu do każdego typu komórek z wyjątkiem komórek tworzących łożysko, czyli pluripotencjalne
- mogą dać początek kilku różnym typom komórek, z reguły o podobnych właściwościach, czyli multipotencjalne,
- mogą różnicować się tylko do jednego rodzaju komórek, czyli unipotencjalne. 
Ze względu na pochodzenie komórki macierzyste dzieli się na:
- embrionalne, pochodzące z komórek embrionalnych (pozyskiwanie i wykorzystanie tych komórek związane jest niestety z niszczeniem embrionów, co jest wysoko nieetyczym procederem. Ponadto teoretycznie mogłyby zastąpić każdą tkankę, która uległa uszkodzeniu, ale wprowadzone do dorosłego organizmu, zamiast integrować się tworzą potworniaki).
- płodowe, pozyskiwane bezpośrednio po porodzie z krwi pępowinowej. Nie ma tutaj problemów natury etycznej. Zabieg jest bezpieczny i nieinwazyjny.
- somatyczne (dorosłe) komórki macierzyste, znajdowane w tkankach dorosłych organizmów. Mogą być multipotencjalne lub unipotencjalne.
U roślin naczyniowych własność komórek macierzystych mają komórki merystemów, czyli komórki stożków wzrostu pędu lub korzenia, które charakteryzują się szybkimi podziałami. Komórki macierzyste hodowane w kulturach in vitro mają zastosowanie w produkcji organizmów transgenicznych. 
Z ludzkimi komórkami macierzystymi wiąże się duże nadzieje na postęp medyczny w postaci terapii komórkowej i medycyny regeneracyjnej. Większość komórek w naszym organizmie ma dokładnie ustalony czas życia. Dzielą się określoną ilość razy, po czym umierają i są zastępowane przez nowe. Komórki macierzyste mają zdolność do samoodtwarzania się i dzielenia. Dzięki tej umiejętności mogą przez całe życie odtwarzać zużywane elementy poszczególnych tkanek. Zwykle komórki spełniają w organizmie konkretną funkcję: np. krwinka czerwona przenosi tlen, a komórka nerwowa przewodzi bodźce. Komórki macierzyste nie mają przypisanej funkcji, czekają na sygnały decydujące o tym w jaką komórkę mają się przekształcić.
Somatyczne komórki macierzyste znajdują się w naszych tkankach i narządach. Wykryto je m.in. w mózgu, szpiku kostnym, krwi obwodowej, skórze i mięśniach szkieletowych. Są jednak bardzo trudne do pozyskania i do hodowli. Komórki macierzyste mają duży potencjał, chociaż z wiekiem tracą swoje możliwości regeneracyjne. To właśnie dlatego na całym świecie poszukuje się źródeł komórek, które mogłyby być wykorzystane do leczenia uszkodzonych tkanek. Polscy naukowcy znaleźli komórkę macierzystą nazwaną MIC-1 w porożu jelenia. Jest to jedno z najważniejszych odkryć polskich naukowców w ostatnich latach. Potwierdzono, że komórki MIC-1 pobudzają procesy naprawcze prowadzące do pełnej regeneracji i odnowy uszkodzonych tkanek. Są to komórki nie wywołujące odpowiedzi immunologicznej i nie powodują odrzucenia przeszczepów. 
Kluczem działania preparatów na bazie komórek macierzystych jest sprawianie, aby organizm odnawiał się sam. Np. nasza skóra: młoda jest napięta i gładka. Z czasem komórki ulegają uszkodzeniu, tracą swoje właściwości, czego efektem są zmarszczki, spadek jędrności. A komórki macierzyste przywracają innym komórkom ich naturalną, prawidłową funkcję. Organizm leczy się sam. Najszybciej komórki macierzyste zostały zastosowane w kosmetologii. Pozyskiwane są one ze specjalnej odmiany jabłoni i róży alpejskiej i stosowane w różnego rodzaju serum i kremach regenerujących. W Stanach Zjednoczonych udało się naprawić uszkodzone serce przez zawał. Komórki macierzyste pochodziły z mięśnia sercowego tego samego pacjenta. Nadzieja zawitała też do ortopedii, gdzie komórki macierzyste pomagają w pokonaniu przewlekłej zwyrodnieniowej choroby stawów - artrozy. Na razie badania są w fazie klinicznej – bierze w nich udział 84 pacjentów z Francji, Niemiec i Włoch. Leczenie polega na pobraniu komórek macierzystych z tkanki tłuszczowej pacjenta. Po odpowiednim przygotowaniu komórki są wprowadzane do chorego stawu. Komórki macierzyste przekształcają się tam w chondrocyty - komórki tkanki chrzęstnej budującej staw. Likwidują stan zapalny. Na razie w tym badaniu nie zaobserwowano niekorzystnych skutków ubocznych. W okulistyce komórki macierzyste wykorzystywane są do odtwarzania uszkodzonego nabłonka rogówki. Fragment rąbka rogówki zdrowego oka, zawierający komórki macierzyste jest przeszczepiany do chorego oka, gdzie odbudowuje populację komórek rąbka. Hodowla komórek macierzystych rąbka rogówki umożliwia uzyskanie dużej ilości komórek z niewielkiej biopsji. Inną odmianą terapii komórkowej jest terapia z zastosowaniem komórek somatycznych w celu podtrzymania funkcji wątroby. Polega na wszczepieniu do organizmu chorego izolowanych hepatocytów - komórek wątrobowych. Działanie takie nie jest wstanie wyleczyć pacjenta, ale może dać mu szansę na przeżycie do momentu przeszczepu całej wątroby.
Terapia z wykorzystaniem komórek macierzystych jest na razie w bardzo wczesnej fazie. Jest jeszcze wiele niewiadomych oraz problemów czysto technicznych i technologicznych. Na pewno jest to metoda, która w XXI w. będzie rozwijana i udoskonalana. Jest też nadzieją naukowców i lekarzy na wyleczenie z chorób obecnie nieuleczalnych. Ale najważniejsze jest w tej metodzie to, że w końcu zauważono, że organizm regeneruje się sam. Trzeba dostarczyć mu tylko odpowiedniego bodźca. Zauważył to również ponad 40 lat temu pan dr. Jan Kwaśniewski. Te zdolności regeneracyjne organizmu doświadcza na sobie każdy, kto dobrze stosuje żywienie optymalne. Chciałabym zwrócić tutaj uwagę nie tylko na dobrze dobrane proporcje, ale przede wszystkim na rodzaj dostarczanych substancji odżywczych. Otóż nie wszyscy zdają sobie sprawę jak ważne w tej diecie są wywary na kościach szpikowych - najlepsze źródło komórek macierzystych. Pacjenci rzadko je stosują na co dzień. W regeneracji naszego organizmu są nieocenione. Potwierdzeniem tego niech będzie przykład pacjentki lat 65, od 10 lat stosującej żywienie optymalne. Mimo diety 4-5 razy w roku chorowała na ostre zapalenie oskrzeli, które w końcu stało się chorobą przewlekłą. Towarzyszyło temu też zapalenie zatok oraz dróg moczowych. Chora przyjmowała duże ilości antybiotyków. Bez poprawy. Po kilku miesiącach kaszlu zrobiono zdjęcie RTG płuc. Na zdjęciu obecny był owalny cień 2,6cmx4,3cm w środkowej części płuca prawego. Wykonano jeszcze tomografię komputerową, która potwierdziła zmianę nowotworową. Pacjentka od tego czasu zaczęła jeść tylko żółtka jaj w ilości 8-10 dziennie, pić wywary na kościach szpikowych. Źródłem węglowodanów były jarzyny i ziemniaki. Po 4 miesiącach takiego odżywiania w kontrolne badanie TK klatki piersiowej nie wykazało obecności poprzedniej zmiany. Pani czuje się dość dobrze. Organizm regeneruje się sam, trzeba tylko dostarczyć mu odpowiednie substancje, dzięki którym ta regeneracja będzie możliwa.

Lek. Ewa Łukaszek-Gwóźdź
www.optymalni-katowice.pl
tel. 503-144-481

1%

DLA ZDROWIA
I LEPSZEJ PRZYSZŁOŚCI