Lido

Optymalni



Miesięcznik Optymalni Wrzesień 2014



Od Redakcji


Drodzy Czytelnicy,

Wrzesień nieodmiennie kojarzy się nam z rozpoczynającym się rokiem szkolnym. Wszyscy mniej lub bardziej, ale zawsze ekscytują się tym 'nowym" rokiem. Wydatkami, które on generuje, oczekiwaniami zmian, niepewnością, jaką zawsze 'nowe" wnosi. Tegoroczny wrzesień dla rodziców sześciolatków urodzonych w pierwszej połowie roku 2008 na pewno będzie przede wszystkim naznaczony niepewnością, bowiem ich dzieci 'dopadł" tzw. obowiązek szkolny… Przed długie miesiące toczyły się dyskusje - czy jest to dobry pomysł, czy dzieci w tym wieku nadają się już do nauki w szkole? Czy wszyscy jednak wiemy np. co to znaczy 'dojrzałość szkolna", o której tak wiele w tym kontekście się mówi? Otóż, jak podają opracowania, 'to rodzaj równowagi między tym, jakie są wymagania szkoły, a tym, jak dalece dziecko jest w stanie im sprostać. Mówi się o czterech obszarach: umysłowym, emocjonalnym, społecznym i fizycznym. Na dojrzałość wpływają: biologia i predyspozycje, warunki społeczne, wreszcie sama szkoła. Biologia jest bardzo ważna, bo dziecko musi być w stanie np. wyróżnić dźwięki w wyrazie czy operować określonymi pojęciami. Fizycznie ma być sprawne, silne i skoordynowane, żeby poradziło sobie z pisaniem czy siedzeniem w ławce. Na poziomie emocji musi potrafić wytrwać dzień bez rodziców, poprosić o pomoc. Ważne, by umiało podążać za prowadzącym dorosłym. Społecznie powinno rozumieć zasady współpracy z innymi i przestrzegać ich oraz umieć rozwiązywać spory". Należałoby dodać do tej listy oczekiwań jeszcze jedno - najważniejsze - dziecko powinno być optymalnie odżywiane! No właśnie - jak zwykle we wrześniu wróci też drażliwy temat dostępności tzw. słodkich przekąsek w szkolnych sklepikach i chęć dostosowania się dziecka do grupy rówieśniczej. Warto zastanowić się, jak przeciwdziałać przenikaniu trucizn do menu naszych pociech w miejscu, gdzie przebywają prawie pół dnia. Im wcześniej, tym lepiej. Jak to zrobić? Zachęcamy do dzielenia się swoimi pomysłami! Jak czytamy na portalu po prostuzdrowo.pl, wybór odpowiedniej torby szkolnej może w dużej mierze odciążyć kręgosłup naszego dziecka. Złe dobranie tornistra bywa naprawdę poważne w skutkach, ponieważ może spowodować zmniejszenie pojemności płuc, wady postawy, mrowienie rąk czy bóle kręgosłupa. Musimy pamiętać, że dzieci znajdują się w fazie wzrostu. Ich organizm jest podatny na czynniki zewnętrzne, które go kształtują. Zbyt duże przeciążenia będą powodować utrwalone wady postawy, takie jak boczne skrzywienie kręgosłupa lub okrągłe plecy - ostrzega dr Rafał Mikusek, specjalista ortopedii i traumatologii, ekspert medycyny sportowej. Mając choćby te kilka punktów na uwadze, pewnie sami zadamy sobie pytanie - czy jestem gotowy/a na zmierzenie się z problemami szkolnymi? No cóż, ja liczę na intuicję - swoją i moich dzieci…

Pozdrawiam,
Ewa Borycka-Wypukoł

Z ŻYCIA STOWARZYSZENIA - Archiwalne miesięczniki. Czy na pewno archiwalne?


Czy warto zakupić archiwalne miesięczniki i czy warto wracać do tej lektury? Czym różni się nasze czasopismo od wielu rozreklamowanych pism? Niech rozstrzygną fakty. Ciekawe artykuły i duża różnorodność tematyczna powoduje, że lektura może być arcyciekawa, a nawet zaskakująca… Przedstawiam poniżej niektóre fragmenty, które moim zdaniem warto przemyśleć, poddać ponownie własnej ocenie i - być może - polecić innym. Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia można przyrównać do prawdopodobieństwa powstania obszernego słownika w wyniku eksplozji druku. Józef Wasilik - Ślady Boga Starszego. Czy jest taki świat, gdzie króluje dobro? Czy jest taki świat, gdzie nie ma zła, gdzie ludziom są obce złośliwość i zazdrość, a bliskie miłość i dobroć? A może razem ruszymy w poszukiwaniu lepszego nieznanego świata? Może stanie dla nas otworem i zobaczymy jak żyć należy, by szczęście innym dać i samym być szczęśliwym?
(…)
Bogdan Tkocz
prezes ZG OSO

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - O badaniach żywności ekologicznej


Prestiżowe czasopismo naukowe 'British Journal of Nutrition" opublikowało niedawno badanie dowodzące, że żywność ekologiczna znacząco różni się pod względem składu chemicznego od żywności konwencjonalnej. W międzynarodowym zespole badawczym koordynowanym przez prof. Carlo Leiferta z Uniwersytetu Newcastle (W. Brytania) znalazło się kilku polskich naukowców, m.in. prof. dr hab. Ewa Rembiałkowska z SGGW w Warszawie.

PAP: Wyniki niniejszej metaanalizy pozostają w sprzeczności z rezultatami uzyskanymi w badaniach zleconych przez Brytyjską Agencję Norm Żywności (British Food Standards Agency) z 2009 roku oraz badaniach Uniwersytetu Stanforda (USA) z 2012 roku. We wspomnianych pracach nie stwierdzono występowania istotnych różnic pomiędzy żywnością ekologiczną a konwencjonalną. Jak by się Pani do tego ustosunkowała?
Prof. Ewa Rembiałkowska: Od momentu publikacji tamtych prac upłynęło już kilka lat, a w tym czasie wykonano wiele nowych badań porównawczych. Dzięki temu w naszej pracy mogliśmy uwzględnić aż 343 różne badania. Jest to duży materiał, którego analiza wykazała, że w żywności ekologicznej jest istotnie więcej ważnych dla zdrowia związków polifenolowych, mniej toksycznego kadmu, czterokrotnie mniej szkodliwych pestycydów oraz mniej azotanów i azotynów niż w żywności konwencjonalnej. W niektórych grupach surowców i produktów ekologicznych znaleziono też istotnie więcej witaminy C i karotenoidów oraz cukrów redukujących niż w odpowiednikach konwencjonalnych. Wyniki uzyskane przez FSA w 2009 roku rzeczywiście nie pokazały istotnych statystycznie różnic, ale należy podkreślić, że tamci autorzy w ogóle nie uwzględniali związków bioaktywnych z grupy polifenoli, a dobór prac do analizy był dość szczególny. Praca amerykańska z 2012 roku objęła trochę szerszy materiał, choć wciąż stosunkowo niewielki. Ponadto pojawił się tam jeszcze jeden element. W tekście pracy można znaleźć informacje świadczące o tym, że w surowcach ekologicznych występuje istotnie więcej polifenoli niż w surowcach konwencjonalnych. Natomiast we wnioskach końcowych autorzy twierdzą, że takich różnic nie ma. Moim zdaniem jest to manipulacja danymi naukowymi. Niestety jest to bardzo często stosowany chwyt, z którym zetknęłam się wielokrotnie.
PAP: W jakim celu dokonuje się takich manipulacji?
E.R.: Celem jest przekonanie opinii publicznej, że nie ma różnic między żywnością ekologiczną a konwencjonalną. Czasem autorzy są głęboko przekonani, że żywność ekologiczna to tylko "pic na wodę" i koniecznie chcą to udowodnić. Zdarzają się też przypadki - choć nie mówię akurat o tych konkretnych publikacjach - że badania są z góry opłacone przez odpowiednie koncerny.
(…)
Rozmawiała Aleksandra Jaroszyk, PAP - Nauka w Polsce

Źródło: Serwis Nauka w Polsce - www.naukawpolsce.pap.pl

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Optymalne dzieci optymalnych rodziców zabierają głos


W czasie odbywającego się w Złotym Stoku 'Pierwszego Złotego Zjazdu Optymalnych" bodaj po raz pierwszy miały okazję wypowiedzieć się i podzielić swoimi spostrzeżeniami optymalne dzieci optymalnych rodziców. Warto odnotować to wydarzenie na łamach naszego miesięcznika, gdyż już niedługo przedstawiciele tego pokolenia staną się osobami, które będą wpływały na kreowanie naszej rzeczywistości. Wsłuchajmy się więc w słowa naszych dzieci.

Milena Chacińska (14 lat)
Nazywam się Milena Chacińska, mam 14 lat i jestem miejscowa. Praktycznie wcale nie podaję się za optymalną, (dopowiedziane przez mamę: '…a teoretycznie mama zmusza…").

Michał Konopka (10 lat)
Nazywam się Michał Konopka. Mam 10 lat. Żywię się optymalnie od sześciu miesięcy – od 11.11.2013 roku. Nie umiałem się do żywienia optymalnego przekonać. Wiedziałem, że to jest dobre, ale nie umiałem się przełamać. Chciałem jeść takie różne nieoptymalne rzeczy, które mi smakowały – typu chleby, ciastka itp. Ale pojechaliśmy razem z rodzicami do Ustronia i w Ustroniu się wszystko zaczęło. Zacząłem być optymalnym, bo tata wykupił optymalne obiady – optymalne jedzenie, bez chleba. Od tego czasu przestrzegam tych zasad. Wiem, że to jest dobre, wiem, że to jest właściwe, bo widzę efekty. Lepiej się uczę, lepiej mi wiedza do głowy wchodzi, w sporcie jestem bardziej wytrzymały. Po tacie widzę jakie są efekty – tyle schudł…
(…)
więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - XIII Spływ Kajakowy Optymalnych, czyli szczęściarze za pan brat z Naturą


Cały rok czekamy na tradycyjny ostatni czwartek lipca, w który rozpoczyna się następna przygoda uczestników spływu kajakowego. Zawsze jest to nowy region geograficzny, w którym rzeki są naszym szlakiem podróży, a lasy i łąki naszą przystanią i odpoczynkiem po wielogodzinnym wiosłowaniu.
Tym razem był to region dostojnej Wielkopolski, a ściślej kraina Rogozińsko - Obornicka. Dlatego po raz kolejny z radością wyruszyliśmy z Piotrem 31-go lipca w czwartek wczesnym popołudniem - termometry wskazywały 31st.C na spływ dający odpoczynek od codziennych obowiązków i wytchnienie od zgiełku miejskiego życia z zegarkiem w ręku. Do miejscowości Jaracz Młyn na teren Muzeum Młynarstwa dojechaliśmy około godziny 18-tej. Zuzia ze Zbyszkiem i paru innymi uczestnikami spływu już rozbijali swoje namioty i kierowali nadjeżdżających na wolne miejsca. Dość wąski półwysep i namioty dość gęsto rozstawione. Baliśmy się, że nasz duży namiot się nie zmieści. Wiele osób rozbiło swoje namioty po drugiej stronie, wąskiej w tym miejscu rzeki. A było nas 53 osoby. Gdy słońce schowało się za horyzontem, a ognisko rozświetliło mrok, Pierwszy Komandor Maria Klajda przedstawiła Iwonę i Krzysztofa Grafów jako terenowych organizatorów tego spływu. Krzysztof omówił poszczególne etapy spływu. Wielu było nowych uczestników pilnie przysłuchujących się i dopytujących się o szczegóły.
(…)
Danuta Betka

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

ABC MEDYCYNY - Z biedy odzyskałem zdrowie


Pan Jacek w 2011 roku utracił pracę w dużej prestiżowej firmie, w której pracował około 20 lat. Początkowo nie przejął się bardzo, wierząc, że szybko znajdzie następną. Niestety tak się nie stało. Pomimo usilnych starań przez około dwa lata był bezrobotny. Oszczędności szybko się skończyły i tym samym z miesiąca na miesiąc brakowało mu na podstawowe potrzeby dnia codziennego, a tym samym na jedzenie. Wcześniej nie zwracał uwagi na to, co je. Pracował około 8-10 godzin dziennie, jadł najczęściej w zakładowym bufecie - na śniadanie bułki z serem, drożdżówki, naleśniki czy pierogi. Dwa razy w tygodniu kawałek kurczaka czy ryby w grubej panierce, do tego słodzony napój. Po pracy, żeby się odstresować, wypijał jedno, czasem dwa piwa. Na swoje zdrowie się nie uskarżał, czasem bolał go tylko kręgosłup, ale wiedział, że to od siedzenia długie godziny przy komputerze, bo tego wymagała jego praca zawodowa. Po utracie pracy, będąc na bezrobotnym, zostawało mu około 5 złotych na codzienne wyżywienie. Kupował mleko, dwie bułki, kubek najtańszej margaryny, czasem pozwalał sobie na tani słodki dżem. Po pewnym czasie popadł w depresję, leżał w łóżku, a zwykłe codzienne czynności, jak mycie czy sprzątanie przychodziły z wielkim trudem. Do głowy przychodziły czarne myśli, był bardzo słaby i zmęczony, zaczął go boleć brzuch i często pojawiały się uciążliwe biegunki.
(…)
Opracowała: Alina Szekiel
Arkadia II Katowice
tel. 503-144-481
www.optymalni-katowice.pl

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

ARKADIA LIDO - Optymalni lekarze odpowiadają


Szanowni Państwo,
Mam 71 lat. Od kilkunastu lat choruję na POChP. Początki choroby stwierdzono u mnie w połowie lat 90-tych ubiegłego wieku. Byłem palaczem papierosów od 20 roku życia. Jednakże mimo częstych zadyszek do 2007 r. funkcjonowałem w miarę normalnie. Palenie rzuciłem w 2003 roku. W 2007 r. w sierpniu w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym w Olsztynie poddany byłem operacji wycięcia woreczka żółciowego w związku z objawami kamicy. W krótkim czasie po tej operacji zaczęły się moje poważne problemy oddechowe. Duszności, ciągły kaszel i ogromne ilości flegmy, trudne do wydalenia z dróg oddechowych, które zaczęły uniemożliwiać mi normalne funkcjonowanie. Były chwile, że o własnych siłach nie mogłem dojść do łazienki. Stałem się bywalcem szpitali, jednakże efekty leczenia były krótkotrwałe. W 2008 roku byłem leczony w Samodzielnym Publicznym Zespole Gruźlicy i Chorób ? Płuc w Olsztynie, gdzie stwierdzono, że zostałem zakażony trudnymi do usunięcia, bo odpornymi na działanie leków bakteriami, tzw. szpitalnymi, które wywołały u mnie ten stan chorobowy i mimo częstego leczenia szpitalnego powodowały nawroty choroby. Od września 2009 roku poddany byłem tlenoterapii tzn. oddychałem z wspomożeniem koncentratora tlenu przez 16 godzin na dobę. Terapia ta trwała do końca 2011 r. tj. do czasu dopóki dalsze jej stosowanie uniemożliwił ból spowodowany wystąpieniem u mnie guza mózgu. Muszę jednak stwierdzić, iż terapia ta i ćwiczenia rehabilitacyjne wydatnie poprawiły mój stan zdrowia. Chodzę na spacery, wykonuję różne czynności domowe, stałem się bardziej samodzielny. Od lipca 2012 r. nie byłem w szpitalu, ale samodzielnie wykonuję w domu zabiegi lecznicze tj. inhalacje, wziewy i oddychanie tlenem. Inhalacje to berodual, pulmikort, steri neb salamol, wziewy to onbrez i spiriva, przyjmuję także theospirex. Wg badań spirometrycznych pojemność moich płuc wynosi zaledwie 20% normy. Wg stwierdzeń lekarzy utracona zdolność oddechowa płuc jest nie do odbudowania, zaś wszystkie zabiegi lecznicze mają na celu utrzymanie, czyli nie pogorszenie istniejącego, generalne złego stanu moich płuc. Po 50 latach odnalazł mnie kolega z lat młodości, jak się okazuje optymalny, który ze zdumiewającą pewnością siebie twierdzi, że przy pomocy ŻO i prądów selektywnych wyleczy mnie z mojej przypadłości. W nadesłanych przez niego materiałach nie znalazłem konkretnej wypowiedzi dotyczącej POChP. Jest mowa o astmie, ale to inna choroba, o innym podłożu. Przyznam się, że nie wierzę w jego zapewnienia i skuteczność tej metody, bowiem wszystko co mi mówi jest w sprzeczności z tym, co czytam w opracowaniach naukowych na temat tej choroby. W związku z powyższym proszę o wyjaśnienie mi: - czy stosowane przez Was metody mogą znacząco poprawić mój stan zdrowia tzn. polepszyć moje zdolności oddechowe? - jakie skutki i czym spowodowane może w moim przypadku odnieść stosowanie prądów selektywnych? - czy macie Państwo doświadczenie i pozytywne efekty w leczeniu POChP.
Uprzejmie proszę o wyjaśnienia.
Aleksander K
.

Szanowny Panie,
Rzeczywiście ma Pan rację, że POChP, czyli przewlekła obturacyjna choroba płuc, nie jest tą samą jednostką chorobową co astma oskrzelowa. Co prawda obie choroby objawiają się dusznością i dlatego są często mylone, jednak ich podłoże jest zupełnie inne. Zdarza się, że sami pacjenci nie są do końca uświadomieni co do swojej choroby, a leczenie farmakologiczne obu jest bardzo podobne. Zazwyczaj dokładne badania specjalistyczne, które przeprowadza się z użyciem odpowiedniego sprzętu, pozwalają ustalić ostateczne rozpoznanie. W praktyce zdarza jednak, że nie są one wykonywane z różnych powodów i podejmuje się leczenie. Dla samego pacjenta nie ma to jednak kluczowego znaczenia, ponieważ w obu jednostkach stosuje się podobne leki. Dlatego w pierwszym kontakcie z pacjentem sam niejednokrotnie nie jestem pewien z jaką chorobą mam do czynienia. Dopiero wnikliwa analiza przypadku, a czasem dalsza obserwacja pozwala mi na weryfikację rozpoznania. W Pana przypadku nie ma raczej wątpliwości co do rozpoznania, ponieważ wywiad jest jednoznaczny i prawdopodobnie przechodził Pan w trakcie hospitalizacji badania spirometryczne, które zazwyczaj dają jednoznaczne rozpoznanie. W wielu przypadkach postawienie właściwej diagnozy nie jest proste ze względu na podobny obraz obu chorób.
(…)
lek. Przemysław Pala
konsultant medyczny Arkadii Lido w Jastrzębiej Górze

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - W jaki sposób żywienie optymalne chroni przed miażdżycą?


Po przeczytaniu trzech artykułów na temat cholesterolu i miażdżycy w kwietniowym numerze miesięcznika 'Optymalni", stwierdziłam, że nie ma w nich pełnej odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób ŻO chroni nas przed miażdżycą.
Dowiadujemy się dużo o cholesterolu, między innymi, że nie jest on przyczyną miażdżycy, choć zaatakowany przez wolne rodniki, może przyczyniać się do powstawania blaszek miażdżycowych. Prawdą jest, że żywienie optymalne poprawnie stosowane chroni przed miażdżycą i uwalnia od objawów zaistniałej już choroby, choć zdarzają się niewytłumaczalne - jak dotychczas - przypadki nawrotu choroby miażdżycowej. Począwszy od roku 2008, tj. od opublikowania VI edycji Biochemii Harpera dostępna jest zweryfikowana już wiedza o homocysteinie jako istotnej przyczynie miażdżycy (str. 678). Homocysteina jest aminokwasem, który nie wchodzi w skład białek budujących organizm. Jest tworzona w organizmie z metioniny, aminokwasu powszechnego w pokarmach o dużej zawartości białka. Naukowcy piszą, że podwyższony poziom homocysteiny we krwi działa na ścianki wewnętrzne naczyń krwionośnych jak papier ścierny, uszkadzając je i dając początek blaszkom, czyli bliznom miażdżycowym. To właśnie na miejsce tych uszkodzeń spieszą z pomocą białe ciałka krwi, komórki naprawcze tkanki łącznej, płytki krwi, osadza się fibrynogen (białko krwi) przemieniony w fibrynę, zaczyna osadzać się wapń. Prowadzi to do powstania blaszki miażdżycowej, a np. przy miażdżycy stóp do zarostowego zamykania się naczyń włosowatych . Naukowcy wykryli (Biochemia Harpera), że do podwyższenia poziomu homocysteiny we krwi dochodzi przy większych niedoborach bądź braku witamin: B6 i B9 i B12. Zatem dla wyeliminowania tej przyczyny miażdżycy wystarczy zadbać o obecność powyższych witamin w żywieniu.
(…)
Wanda Sławek
doradca żywieniowy

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Dystrofia mięśni typu Duchenne`a


Dystrofia mięśni jest chorobą dziedziczną, w przebiegu której dochodzi do stopniowo narastających niedowładów i pogarszania sprawności chorego. Do najczęstszych postaci dystrofii mięśni należy dystrofia mięśni typu Duchenne'a. Występuje jedynie u chłopców, którzy dziedziczą gen choroby od matki, jego nosicielki. Poradnictwo genetyczne jest bardzo ważne dla tych małżeństw, w rodzinach których były lub są osoby chore na dystrofię mięśniową, gdyż kobieta będąca nosicielką genu dystrofii Duchenne'a, powinna wiedzieć, że ryzyko tego, iż jej syn będzie cierpiał na tę chorobę, wynosi aż 50% (przy żywieniu tradycyjnym). Ta ciężka choroba zwyrodnieniowa mięśni jest związana z chromosomem X. Częstość jej występowania ocenia się: 1 przypadek na 3500 urodzonych chłopców. Objawia się tym, że komórki mięśniowe u chorych tym różnią się od zdrowych, że zawierają zbyt mało lub nie zawierają wcale dystrofiny (białka wchodzącego w skład komórki mięśniowej i odpowiedzialnego za jej 'uszczelnianie", tak aby nie wydostawały się z niej enzymy, a do środka nie wnikały jony wapnia). Gen kodujący dystrofinę jest największym genem znanym u człowieka, co sprzyja nowym mutacjom. Ocenia się, że około 1/3 zachorowań spowodowane jest nowymi mutacjami i nie ma podłoża genetycznego (tzn. nie zostało przekazane przez rodziców). Pan dr Jan Kwaśniewski podkreśla, że: 'w chorobach o podłożu 'genetycznym" wpływ czynników genetycznych wynosi poniżej 10%. Cała reszta to wpływ środowiska, a w tym największą rolę odgrywa odżywianie, gdyż jest ono główną przyczyną mutacji (czyli zmiany budowy i funkcji genów). Na źle odżywiany lub słaby organizm mutageny - czynniki powodujące mutacje działają o wiele silniej, niż na organizm żywiony optymalnie i wielokrotnie częściej powodują uszkodzenia genów.
(…)
Opracowanie: mgr Jacek Kruszyński
specjalista fizjoterapii
Tel. kont.: 601-958-140

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

Z ARCHIWALNEJ TECZKI - List do Premiera Rządu RP Kazimierza Marcinkiewicza


Przed laty prof. Jan Szczepański napisał: 'Jestem zdania, że upadek Polski rozpoczął się w drugiej połowie XVII wieku. I ciągle jeszcze idziemy w dół. Z kryzysu wyjdziemy chyba w XXII wieku". 'Jestem zdania", 'chyba" – to jeszcze nie wiedza, a przecież Profesor był uznawany za autorytet, nie tylko w gospodarce. Zdecydowałem się napisać do Pana, ponieważ WIEM, że upadek Polski rozpoczął się o kilkadziesiąt lat wcześniej, wiem też kto go spowodował i dlaczego. Wiem, że działając jak dotychczas z kryzysu możemy nie wyjść nawet w XXII wieku. WIEM, że działając w parciu o wiedzę, z kryzysu możemy wyjść bardzo szybko. A oto kilka przykładów na szybkie i duże oszczędności oraz na szybki wzrost dochodów, zmniejszenie bezrobocia i uzdrowienie wielu dziedzin życia.
1. W Polsce amputuje się rocznie i niepotrzebnie ponad 5000 kończyn dolnych. Pięć tysięcy operacji kosztuje nas rocznie około 50 milionów złotych. Z wiedzą można ponad 95% chorych zakwalifikowanych do amputacji przed tą amputacją uchronić, przywrócić chorym sprawność i zdolność do pracy. Ja i moi liczni uczniowie uratowali przed amputacjami znacznie więcej chorych, niż 5000. Człowiek po amputacji zwykle staje się inwalidą, przechodzi na rentę inwalidzką, wymaga dalszej opieki, a to kosztuje rocznie więcej niż koszt samej operacji.
2. Społeczne koszty cukrzycy oceniono w USA na ponad 100 miliardów dolarów rocznie. W Polsce tracimy rocznie około 30 miliardów złotych z tego powodu. W 1974 r. liczba chorych na obie postacie cukrzycy wynosiła około 300 tysięcy. Obecnie chorych na cukrzycę jest blisko 4 miliony, czyli liczba chorych wzrosła około 13 razy. Wówczas miałem już sporo pacjentów wyleczonych z cukrzycy typu I, a szczególnie z typu II. Wówczas była szansa na szybki marsz w górę, ponieważ ówczesny Premier Piotr Jaroszewicz zrozumiał moją wiedzę, widział skutki jej praktycznego stosowania u chorych i u siebie, zatem nakazał ją sprawdzić. Gdy wykonane na zwierzętach i na ludziach chorych badania wykazały, że mój sposób na zdrowie i rozum nikomu nie szkodzi, a powoduje wyleczenia z większości chorób, lub znaczną poprawę w każdym przypadku, wyników badań nie opublikowano, a głęboko ukryto. Straty biologiczne i materialne spowodowane tą decyzją, są dla Narodu większe od strat spowodowanych II wojną światową. Ponad 95% obecnie chorych na cukrzycę typu I i typu II można przyczynowo z cukrzycy i licznych chorób cukrzycy towarzyszących WYLECZYĆ!, bez żadnych dodatkowych kosztów, a z dużymi oszczędnościami.
(…)
Pozostaję z szacunkiem
Jan Kwaśniewski
Ciechocinek, 01.12.2005 r.

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ – Aluminium. Neurotoksyna, która jest przyczyną wielu chorób


 Aluminium (glin) stanowi około 8% skorupy ziemskiej i jest trzecim po tlenie i krzemie najczęściej spotykanym metalem. Jeszcze 100 lat temu mało kto zdawał sobie sprawę z jego istnienia. Przemysł aluminiowy jubileusz stulecia będzie obchodził dopiero w 2015 roku. Aluminium jest to ważny składnik gliny. Wiemy, że aluminium jest wszechobecne w naszym życiu. Charakterystyczną jego właściwością jest skrajnie wielka łatwość wchodzenia w reakcję. Jony aluminium mają potrójny ładunek dodatni i próbują możliwie natychmiast łączyć się w nowy związek z pierwszym lepszym pierwiastkiem. Jego najważniejszą właściwością okazała się jednak wielka lekkość. Dopiero dzięki masowej produkcji nadwozi samolotów opracowano technologię jego wytwarzania. Aluminium jest jedynym pierwiastkiem, który występuje w tak dużych ilościach i nie jest wykorzystywany przez organizmy żywe i nie pełni żadnej biologicznej funkcji. Już nawet tylko to wskazuje, że jest to niebezpieczna neurotoksyna. Jej aktywne jony mogą się uwolnić w kwaśnym środowisku pod wpływem mocnych kwasów lub zasad. Przekonaliśmy się o tym, doprowadzając bezmyślnie do masowej emisji kwaśnych deszczy przez przemysł i masowego wymierania ryb w zakwaszonych akwenach wodnych oraz masowego wymierania lasów w zakwaszonych glebach. Do niedawna glin był uważany za nieszkodliwy dla ludzi, zwierząt i roślin, gdyż choć jest najbardziej rozpowszechnionym metalem w litosferze, występował w niej najczęściej w formie związków trudno rozpuszczalnych. Dopiero badania ostatnich 20 lat zmieniły pogląd na rolę glinu w środowisku przyrodniczym. Gwałtowny rozwój przemysłu doprowadził do powstania emisji kwaśnych pyłów i gazów, co spowodowało znaczne obniżenie pH gleb. Obniżenie pH gleby tylko o jedną jednostkę - od 6,5 do 5,5 - powoduje wzrost rozpuszczalności związków glinu o 105 razy (Graczyk i inni 1992). W ciągu ostatnich 20 lat stężenie przyswajalnego glinu w glebie gwałtownie wzrosło, wpływając na wzrost jego pobierania przez rośliny, zwierzęta i człowieka. Szczegółowe badania przeprowadzone w wielu krajach na terenie obumarłych lasów wykazały, że bezpośrednią przyczyną umierania roślin, był wzrost stężenia ruchomych jonów glinowych, związany ze wzrostem kwasowości gleby.
(…)
Prof. Stanisław K. Wiąckowski

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI – Szwajcaria - moje marzenie. Relacje z wycieczki 26-30.06.2014


Dziękujemy Panie Doktorze! Dziękujemy Pani Zosiu!
Z ogromną radością przyjęłam informację, iż Pani Zosia Kuzioła - Optymalna mieszkająca w Szwajcarii, organizuje wycieczki do tego kraju dla Optymalnych z Polski. Zostałam zakwalifikowana na wyjazd w drugim terminie, mianowicie w dniach 26-30 czerwca b.r. Cała grupa liczyła 47 osób, w tym zaproszeni przez Panią Zosię goście honorowi w osobach: p. Maria Wojtylak, p. Mieczysława Grygorczyk oraz p. Zdzisław Kędzierawski. Oczekiwałam, że pojedzie z nami Pan Prezes z małżonką oraz Małgorzata Jany, ale jak powiedziano z ważnych przyczyn nie mogli uczestniczyć w wyjeździe. A szkoda. Wycieczka doszła do skutku dzięki bezinteresownej pomocy pani Reginy Janickiej oraz pani Marii Wróblewskiej, za co im serdecznie dziękujemy. Uczestników wycieczki można zobaczyć na pamiątkowym zdjęciu wykonanym przed Parlamentem w Bernie. Mieliśmy trochę szczęścia, ponieważ tuż po naszym odejściu z placu nagle wytrysnęła fontanna z 26-ciu źródeł, symbolizujących 26 kantonów wchodzących w skład Szwajcarii.
Wiedziałam, że Szwajcaria to piękny kraj, ale, że aż tak piękny, iż momentami zapiera dech w piersiach, to nie!
Zanim opiszę wrażenia z wyjazdu pozwolę sobie zacytować odpowiedź dra Jana Kwaśniewskiego na pytanie redaktora Marka Chylińskiego, który podczas wywiadu z Panem Doktorem stwierdził, iż często Pan Doktor przytacza powiedzenie Giulio Cezare Vaniniego o tym, że „losy narodów zależą od ich obyczajów, a obyczaje zależą od sposobu odżywiania, od narodowych potraw, od soków czerpanych z ziemi”. W odpowiedzi, na potwierdzenie tego, jako jeden z przykładów, Pan Doktor podał m.in. Szwajcarię. Można o tym przeczytać w książce „Dieta optymalna”. Cytuję, ”Szwajcarzy ostatnią wojnę mieli w roku 1386. Zwycięską. Od tego czasu w wojny się nie bawią, potrafili swą niepodległość bez wojen zachować, żyją z własnej pracy i, w znacznym stopniu, z głupoty innych narodów. Mieszkańcy Alp to przecież Niemcy, Włosi, Francuzi i Austriacy. Odmienne języki nie były przeszkodą w zorganizowaniu państwa ludzi podobnie się odżywiających i tylko z tego powodu mających podobną czynność umysłu i podobne obyczaje. Szwajcarzy, zwłaszcza ich elity, nie mogli się zdegenerować poniżej pewnego, niebezpiecznego poziomu, ponieważ ziemia jaką zamieszkują na to nie pozwala. Mają oni tylko około 10 procent ziemi uprawnej, ale za to mają bardzo dobre pastwiska. Masowo rozwinęli hodowlę bydła mlecznego, trzody chlewnej i drobiu, produkcję masła, śmietany, serów, żywca wieprzowego i jaj”. I dalej „Przykład Szwajcarii dowodzi, że ludzie zawsze chętnie łączą się w większe organizacje państwowe, gdy ich diety przypadkowo staną się podobne i gdy pojawi się u nich, z tego powodu, zbliżona czynność umysłu”. Tak więc mogliśmy na własne oczy zobaczyć kraj opisywany przez Pana Doktora.
Wieczorem 26 czerwca w Poznaniu „odprawiła” nas pani Reginka Janicka i przekazała pod opiekę panu Zdzisławowi Kędzierawskiemu, który cały czas nad nami czuwał, sprawdzał czy wszyscy są w komplecie. Nasze życie zostało powierzone dwóm wspaniałym i odpowiedzialnym kierowcom, którzy na krętych drogach Szwajcarii wykazali się profesjonalizmem, a w trudnym momencie potrafili odpowiednio zadziałać. Mogliśmy spokojnie podziwiać baśniowe krajobrazy. Kiedy w południe 27 czerwca, przybyliśmy do Lucerny, niezwykle ciepło i serdecznie powitała nas Pani Zosia Kuzioła. Na stały pobyt wybrała dla nas niezwykle urokliwe miejsce w Gersau, gdzie zostaliśmy zakwaterowani, a wieczorem odbył się grill. Wszyscy prowadziliśmy pogawędki zajadając kiełbaski, popijając lampką wina. Zapanowała iście optymalna atmosfera.
Wyjazd do Szwajcarii, mimo dokonanych w programie zmian, był bardzo udany, nie tylko za sprawą walorów przyrodniczych Szwajcarii, pięknych widoków, podziwu dla organizacji życia tamtejszych mieszkańców, ale miał też charakter edukacyjny, gdyż wiele osób, korzystając z obecności pana Zdzisława Kędzierawskiego prosiło go o wskazówki dotyczące prawidłowego stosowania żywienia optymalnego. Jak się okazuje nawet wieloletni optymalni potrzebują tego rodzaju wsparcia.
W tym miejscu miał być dalszy opis zwiedzanych miejsc podczas pobytu w Szwajcarii. Jednak podobną relację napisała pani Maria Wojtylak – laureatka konkursu Optymalnych Serc. Uznałam zatem, że szczegółowa relacja p. Marii wystarczy dla zobrazowania miejsc, które zwiedziliśmy, oddaje atmosferę i odczucia uczestników wyjazdu. Ja opiszę kilka zdarzeń, które ujęły mnie szczególnie. Otóż późnym popołudniem wracając z Genewy do Gersau przez dłuższy czas towarzyszyła nam piękna podwójna tęcza, na co, Pani Zosia stwierdziła, że „jest to znak Przymierza z Panem Doktorem”. Tęcza miała magiczny wpływ na Panią Zosię, gdyż po drodze uchyliła rąbek tajemnicy dotyczący treści swojej książki. Osobiście miałam przyjemność zapoznać się z kilkoma rozdziałami. Pani Zosia poczyniła wykład podkreślając osiągnięcia Pana Doktora dla dobra gatunku ludzkiego. Zadziwiając swoją wiedzą zapewne pobudziła niejedną osobę do refleksji.
Mnie wykład Pani Zosi skłonił do ponownego czytania książek napisanych przez dra Jana Kwaśniewskiego. Wiem, że optymalni mają te książki i korzystają ze strony internetowej www.dr-kwasniewski.pl, gdzie jest zawarta wiedza Pana Doktora. Wiem też, że jest liczna grupa osób spoza optymalnych, którzy czytają miesięcznik OPTYMALNI. Moim zdaniem warto przypomnieć propozycje Pana Doktora, co należy czynić, aby poprawić zaopatrzenie spiżarni przeciętnego Polaka, by zmienić radykalnie model żywienia Polaków. Co proponuje Pan Doktor? To takie proste – wystarczy wprowadzić w życie wskazówki Pana Doktora i już mamy drugą Szwajcarię! Poniższy program zaczerpnęłam z książki „Tłuste życie” napisanej przez dra Jana Kwaśniewskiego i pana Tomasza Kwaśniewskiego.
1. Rozwinąć jako cel główny, strategiczny, hodowlę bydła mlecznego, a co za tym idzie produkcję masła i bardzo gęstej, tłustej śmietany oraz wysokotłuszczowych serów.
2. Zwiększyć produkcję żywca wieprzowego, tłustego, wykorzystując część białka, węglowodanów i składników mineralnych z mleka krowiego - na paszę dla trzody chlewnej (maślanka, serwatka, inne odpady produkcji mleczarskiej).
3. Rozwinąć znacznie hodowlę kur niosek i produkcję jajek.
4. Jak najbardziej przybliżyć przetwórstwo do producentów. Odbierać od nich tylko produkty uszlachetnione, skoncentrowane. Rolnik powinien mieć warunki, by we własnym gospodarstwie sam mógł odwirować śmietanę, chude mleko zużyć jako paszę dla świń. Skończyć z wożeniem wody. Płacić producentom za białko i tłuszcze, a nie za litr lub kilogram produktu.
5. Rozwinąć te gałęzie produkcji roślinnej, które bezpośrednio dają białko i tłuszcz
o wartości przydatnej w żywieniu człowieka: orzechy włoskie, laskowe, słonecznik.
6. Rozwinąć uprawy soi, grochu, fasoli – głównie jako białkowych produktów na paszę (ew. dla ludzi stosujących dietę japońską).
7. Popierać hodowlę kóz i gęsi do spożycia w kraju.
8. Dostosować eksport i import żywności do rzeczywistych potrzeb narodu. Sprowadzać np. migdały czy wiórki kokosowe, a nie owoce cytrusowe, banany czy kiwi.
Czego natomiast nie należy robić?
1. Przerwać produkcję żywca wołowego, gdyż jest to źródło białka kosztownego i wcale nie najlepszego.
2. Przerwać produkcję brojlerów, z przyczyn jak wyżej.
3. Znaczenie ograniczyć, do niewielkich ilości, produkcję cukru i miodu, ale nie pszczół, które odgrywają wielką rolę w procesie zapylania roślin i są niezwykle istotnym składnikiem ekosystemu.
4. Przerwać całkowicie produkcję słodzonych napojów.
5. Zaprzestać produkcji owoców najbardziej szkodliwych, m.in. jabłek i gruszek.
6. Zboża produkować prawie wyłącznie na cele paszowe.
7. Rzepak i ziemniaki produkować prawie wyłącznie na cele paszowe.
8. Zakazać produkcji szklarniowej w ogóle, gdyż zużywa ona wielkie ilości energii na produkcję błonnika, którego człowiek nie trawi, i wody (o wiele tańsza w kranie!), a także z prostej oszczędności zaprzestać produkcji szklarniowych kwiatów. Szklarnie zamienić na ogrzewane kurniki dla niosek.
9. Zracjonalizować chłodnictwo: należy zabronić przechowywania w chłodniach produktów zawierających głównie wodę (warzywa, owoce i ich nietrwałe przetwory). Należy określić wysoki poziom procentowy białka i tłuszczu w produktach, które będzie można przechowywać w chłodniach.
10. Określić wysoki poziom procentowej zawartości białka i tłuszczu w produktach, które będzie można pakować w kosztowne i trwałe opakowania. Zabronić sprzedaży w kosztownych, plastikowych, zanieczyszczających środowisko butelkach – wody (!).

Wydaje się to takie proste, a jednak Zespół Parlamentarny ds. Wyżywienia Narodu nie mógł „przebić” się z tym programem. Dlaczego? Nie wiem, mogę się tylko domyślać, ale wiem na pewno, że Optymalni w swych Małych Ojczyznach podejmują działania, które małymi kroczkami doprowadzą do poprawy wartości biologicznej Naszego Narodu. Organizowane przez Panią Zosię Kuziołę wycieczki pozwolą wielu OPTYMALNYM utwierdzić się w przekonaniu, że tak może być.
Prawdziwi odkrywcy rzeczy i zjawisk dla ludzi pożytecznych byli zawsze prześladowani (chociażby Mikołaj Kopernik). I są nadal (jak Pan Doktor). Historia weryfikuje zasługi tych mądrze myślących ludzi, których życie i praca przyniosły rzeczywiste korzyści dla rodzaju ludzkiego. Jestem przekonana, że wkrótce zostaną docenione zasługi Pana Doktora. Wracając do wyjazdu chciałabym wspomnieć o ostatnim etapie naszej podróży, którym był Zurich, miejsce zamieszkania pani Zosi, miasto położone nad Jeziorem Zuryskim z widokiem na pokryte śniegiem alpejskie szczyty na horyzoncie. Na pokładzie promu „Panta Rei” spożyliśmy obiad w towarzystwie Pani Zosi, zrelaksowaliśmy się podziwiając malowniczą alpejską panoramę przed czekającą nas podróżą do kraju. Pejzaż jeziora Zuryskiego i jego okolic jest niezwykle urozmaicony. Kiedy nadszedł czas pożegnania z Panią Zosią, to był najsmutniejszy moment tej wycieczki. Chciałoby się powiedzieć, wszystko co dobre szybko się kończy.
Pani Zosiu, jeszcze raz serdecznie dziękujemy Pani za umożliwienie pobytu i poznania pięknego kraju, jakim jest Szwajcaria. Zgadzamy się z Panią, iż dzięki WIEDZY dra Jana Kwaśniewskiego jest nadzieja na zbudowanie w Polsce drugiej Szwajcarii. Pozwolę sobie zakończyć tę relację również Pani słowami: „Jak wielka szkoda, iż ludzie nie są w stanie pozbierać brylantów, które Bóg osobiście rzucił nam pod nogi”.

Z wyrazami szacunku i optymalnym pozdrowieniem,
Teresa Pokorska



SZWAJCARIA
Moje marzenie od lat, które spełniło się dzięki dr. Kwaśniewskiemu, twórcy żywienia optymalnego i organizacji optymalnych - dzięki p. Zofii Kuzioła, która zaprosiła mnie na tę przepiękną wycieczkę oraz dzięki p. red. Ewie Boryckiej-Wypukoł, która wysłała historię mojej choroby na konkurs.
Muszę przyznać, że bałam się troszkę tego wyjazdu, bo nikogo z uczestników nie znałam, ale już po kilku godzinach spędzonych razem w autokarze poczułam się jak wśród swoich bo żywienie optymalne łączy wszystkich. W Poznaniu, przy Dworcu Letnim wspólnie oczekiwaliśmy na autokar z napisem MADOR-ZURYCH. Miałam możliwość poznania bardzo miłej osoby p. Reginy Janickiej, odpowiedzialnej za organizację wyjazdu w kraju, która wcześniej przez telefon cierpliwie tłumaczyła mi, że moje zaproszenie jest aktualne i prawdziwe.
Wyjechaliśmy z Poznania o godz.21.00 i po męczącej, nieprzespanej nocy, ok.godz.13-ej dotarliśmy do Lucerny, ośrodka turystyczno-wypoczynkowego, położonego na zachodnim brzegu Jeziora Czterech Kantonów, po obu stronach rzeki Reuss i u stóp góry Pilatus. W wyznaczonym miejscu czekała nas p. Zofia Kuzioła, która zabrała nas na powitalną kawę do pobliskiej, uroczej kawiarni przy Hotelu Grand, gdzie popijając smaczną kawę odpoczywaliśmy podziwiając jezioro i otaczające je góry. Następnie wyruszyliśmy na długi spacer nabrzeżem jeziora i ciesząc oczy rozciągającym się widokiem dotarliśmy do najstarszego w Europie mostu Kapellbrucke /Kaplicowy/. Towarzyszyły nam cały czas piękne łabędzie i kaczki, których pełno na brzegu jeziora. Podziwialiśmy urocze kawiarenki, liczne sklepy oraz architekturę Lucerny. Późnym popołudniem opuściliśmy miasto i jadąc nad samym brzegiem jeziora dotarliśmy do Gersau, miejsca naszego zakwaterowania, gdzie po szybkim rozlokowaniu się w pokojach zebraliśmy się na tarasie Rotschuo Hostel, by przy grillowanych kiełbaskach i dobrym czerwonym winie podziwiać jezioro i pasmo gór naprzeciwko. Był bardzo ciepły, spokojny wieczór i mimo zmęczenia rozmowom nie było końca. W pokojach czekała na nas niespodzianka. Na każdym łóżku leżała pyszna, szwajcarska czekolada z orzechami. Pani Zosiu, dziękujemy.
Na drugi dzień /28 czerwiec/, po śniadaniu wyjechaliśmy do Lugano, we włoskojęzycznym kantonie Szwajcarii, graniczącym z Włochami, położonym nad Jeziorem Lugano. Po drodze cudowne widoki. Jechaliśmy trasą pociągu Glacier Express zatrzymując się na przełęczy Oberalppass, na wysokości 2048m n.p.m. skąd rozciągał się piekny widok na góry miejscami jeszcze ośnieżone i na znajdujące się tam jezioro Tomasee, z którego wypływa rzeka Ren. Następnie krótki odpoczynek w górskiej wiosce Andermatt, na wys.1447 m n.p.m., gdzie zobaczyliśmy przejeżdżający kolorowy, pięciokonny zaprzęg i rozlegające się z niego trąbki. To tak wyglądało jakby nas witano. W Lugano byliśmy ok.godz.15.00. Było upalnie i parno. Spacerując wzdłuż jeziora, podziwialiśmy górskie szczyty w tle, subtropikalną roślinność na nabrzeżu i w pobliskim parku oraz architekturę miasta, luksusowe butiki i sklepy. Wstąpiliśmy do dawnego klasztornego kościoła z 1500r. pod wezwaniem Santa Maria degli Angioli /św.Maria od Aniołów/ gdzie znajdowały się przepiękne freski renesansu. Lugano o śródziemnomorskim wyglądzie i klimacie, z piękną architekturą i arkadami opuszczaliśmy w strugach deszczu.
Następny dzień 29 czerwiec to przejazd zaraz po śniadaniu do Berna, położonego nad rzeka Aare, stolicy Szwajcarii i siedziby rządu. Mimo padającego deszczu zwiedziliśmy średniowieczne Stare Miasto, które wpisane jest na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Chodząc po starówce widzieliśmy wieżę zegarową z 1530r., piękne zabytkowe budynki z arkadami, dom Alberta Einsteina oraz pełne uroku fontanny z renesansowymi figurami.
Przed Bundeshaus /Parlament Szwajcarski/ zrobiliśmy sobie na pamiątkę grupowe zdjęcie. Na dużym placu przed budynkiem Parlamentu znajduje się granitowa fontanna. Z 26-ciu źródeł, symbolizujących 26 kantonów tryska wysoko w górę woda. Zwiedziliśmy również katedrę Kościołą Chrześcijańskokatolickiego pod wezwaniem św. Piotra i Pawła - Berner Munster, w stylu gotyckim, z najwyższą w Szwajcarii wieżą i pięknym wnętrzem. Dzisiaj pełni funkcję świątyni protestanckiej. Około południa opuściliśmy Berno udając się w dalszą drogę. Mijając zielone winnice rozciągające się wzdłuż trasy na wzgórzach dojechaliśmy do znanego kurortu we francuskiej części Szwajcarii, Montreux. Montreux położone jest na wschodnim krańcu Jeziora Genewskiego, zwanym również Lemańskim w centrum tzw. Riviery Szwajcarskiej. Nad jeziorem tym góruje szczyt Cape du Moine o wys.1941m n.p.m.
To tutaj odbywa się coroczny, największy festiwal muzyki jazzowej /drugi co do wielkości na świecie po Montrealu/ - Montreux Jazz Festival, przyciągający fanów z całego świata. I znowu zachwyt. Bogata roślinność, kolorowe kompozycje kwiatowe i lazurowa woda jeziora. Mimo padającego, przelotnego deszczu spacerowaliśmy wzdłuż nabrzeża podziwiając śródziemnomorską florę, wielkie drzewa palmowe, cyprysy i pinie, wszystko w otoczeniu różnorodnych kwiatów oraz otaczające jezioro szczyty gór, miejscami jeszcze ośnieżone. Na brzegu jeziora wybudowany został pomnik Freddiego Mercury'ego. Spędził on w Montreux ostatnie lata swego życia. Tak jak w innych miastach tak i tutaj przyciągały wzrok eleganckie butiki, luksusowe samochody i piękne pod względem architektonicznym budynki. Niestety ograniczeni czasem nie byliśmy w stanie obejrzeć innych atrakcji tego cudownego miasta, czy położonego niedaleko od Montreux średniowiecznego zamku Chillon tymbardziej, że mieliśmy jeszcze do zwiedzenia Genevę, do której dotarliśmy bardzo rozśpiewani po godzinie 16.00. Geneva, położona nad Jeziorem Genewskim i rzeką Rodan również w części francuskojęzycznej jest siedzibą wielu międzynarodowych organizacji jak np.ONZ, Światowej Organizacji Zdrowia, Handlu, Pracy, Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca. Znowu spacer urokliwym nabrzeżem i nagle niebo zrobiło się czarne, rozszalała się burza z grzmotami i błyskawicami, która uniemożliwiła nam dalsze zwiedzanie. Musieliśmy skryć się pod dach. Zanim skończyła się burza zrobiło się późno i trzeba było wracać do autokaru. Krótko po wyjeździe z miasta na niebie pojawiła się piękna, bajecznie kolorowa, podwójna tęcza, która towarzyszyła nam prawie przez pól drogi do hotelu. To był dobry znak dla nas optymalnych, że jeszcze tu wrócimy. Osobiście czuję niedosyt, ale mam również nadzieję, że wrócę jeszcze kiedyś do tych pełnych uroku miejsc, żeby je dokładniej zwiedzić. Wracaliśmy do hotelu w deszczu aby już po północy położyć się spać.
30 czerwiec. Rano śniadanie, czyli przede wszystkim jajecznica, kawałek dobrego, szwajcarskiego sera czy kilka plasterków salami, kawa, herbata i wykwaterowanie.
Wyjazd znowu w deszczu do Zurychu. Po drodze zwiedzamy opactwo z 934r. w Einsiedeln z największym w Szwajcarii sanktuarium maryjnym, ośrodkiem kultu i pielgrzymek. Klasztor z cudowną statuą Matki Bożej zwanej Czarną Madonną pochodzi z ok.1450r. Wnętrze jego w stylu barokowym zachwyca ślicznymi freskami i sztukaterią. W czerwcu 1984r. miejsce to odwiedził nasz papież Jan Paweł II i jako ciekawostkę dodam, że w tym miejscu urodził się Paracelsus. Jedziemy dalej, podziwiając mijane krajobrazy. Wreszcie ok.godz.13.00 dojeżdżamy do największego i niemieckojęzycznego miasta Szwajcarii, głównego ośrodka gospodarczego kraju, Zurychu, położonego nad Jeziorem Zuryskim oraz rzekami Limmat i Sihl. Idąc nabrzeżem doszliśmy do przystani z której odpłynęliśmy statkiem PANTA RHEI w trzygodzinny rejs po Jeziorze Zuryskim aż do miejscowości Rapperswil i z powrotem. To była kolejna atrakcja jaką przygotowała dla nas p. Zosia Kuzioła w zamian za przejazd pociągiem Glacier Express. Dziękujemy p. Zosiu! Był to bardzo elegancki statek motorowy z 2007r. z trzema deckami. Na pierwszym znajdowała się restauracja II kat. oraz kawiarnia, na drugim decku była restauracja I kat. oraz kawiarnia, a trzeci deck to pokład słoneczny, z którego można było oglądać przesuwający się krajobraz. Rozsiedliśmy się wszyscy w restauracji i przy smacznym i obfitym obiedzie wspominaliśmy chwile jakie wspólnie spędziliśmy, żałując że tak szybko wszystko się skończyło. W drodze powrotnej do przystani wyjrzało słońce i pogoda poprawiła się na tyle, że mogliśmy wybrać się na zwiedzanie miasta oraz ostatnie zakupy. Idąc jedną z najsłynniejszych, handlowych ulic Bahnhofstrasse /Dworcowa/, odchodzącą od pięknego dworca kolejowego otoczonego różnokolorowymi malwami, znowu oglądaliśmy luksusowe sklepy, butiki wielkich projektantów mody, do których strach było nawet zaglądać ze względu na olbrzymie ceny. Piękna starówka urzekła nas architekturą, galeriami sztuki, sklepami w starym stylu, a kościół Grossmunster swoimi imponującymi wieżami, wznoszącymi się nad miastem. Spacerując wzdłuż rzeki Limmat podziwialiśmy piękną, alpejską architekturę, ciekawe restauracje i pełne uroku kawiarenki.
Po wzruszającym pożegnaniu z naszą kochaną p. Zosią Kuzioła wsiedliśmy do autokaru i zmęczeni, ale zadowoleni i pełni wrażeń wyruszyliśmy w naszą drogę powrotną do kraju. Była już godz.22.00. Trudno nam było się rozstać. Nawiązały się nowe kontakty i przyjaźnie. Mamy wszyscy nadzieję na ponowny wyjazd, może tym razem do innych regionów tego uroczego pod każdym względem kraju, nadzieję na ponowne, wspólne spotkanie.
Chciałabym również podziękować w imieniu swoim oraz wszystkich uczestników p. Zdzisławowi Kędzierawskiemu, który mimo zmęczenia podróżą przekazywał nam swoją wiedzę na temat żywienia oraz służył radą każdemu kto się do niego zgłosił. Ja ze swej strony pragnę jeszcze raz podziękować p. Zosi za umożliwienie mi zwiedzenia chociaż części Szwajcarii, za spełnienie moich marzeń oraz podziękować również w imieniu całej naszej grupy za opiekę nad nami, za te wszystkie atrakcje i niespodzianki i po prostu za to, że była Pani z nami...
Dziękujemy p. Zosiu!

Maria Wojtylak


***

PS. Nasze życie zostało powierzone dwóm wspaniałym kierowcom, którzy na krętych drogach Szwajcarii wykazali się profesjonalizmem, a w trudnym momencie potrafili odpowiednio zadziałać. My w tym czasie mogliśmy spokojnie podziwiać baśniowe krajobrazy. Dziękujemy!
Uczestnicy wycieczki

WARTO PRZECZYTAĆ - Typowe dolegliwości kręgosłupa cz. XIX. Czynniki psychogenne a kręgosłup


Nasz mózg rozwinął się w ciągu minionych tysiącleci, lecz stale jeszcze borykamy się z problemami związanymi z intensywnością życia - pośpiech, nadmierne wymagania, presja czasowa, lęk, depresja, brak zadowolenia z wykonywanej pracy, tłumione emocje i nieporozumienia w rodzinie, pracy i w najbliższym otoczeniu. Nawet w czasie wolnym wielu ludzi odczuwa napięcie, zamiast relaksować się i odpoczywać. Skutkiem takiego życia jest stres. Natomiast przewlekły stres prowadzi do nadmiernego obciążenia psychicznego, co w końcu powoduje wystąpienie bólu kręgosłupa i narządów ruchu (ramiona, szyja, kark, plecy, mięśnie przykręgosłupowe, biodra, miednica, pośladki, kolana, stopy). To, co dziś przeżywamy jako nieprzyjemny stan, stanowiło dla naszych przodków z epoki kamiennej niezbędną strategię przeżycia. Na zagrożenie z zewnątrz, jakim było np. dzikie zwierzę, które wyłaniało się z zarośli, człowiek pierwotny mógł zareagować walką lub ucieczką! Obie reakcje wymagały dużej sprawności fizycznej. Stres jest więc w każdym przypadku czymś w rodzaju iskry zapłonowej dla reakcji ciała. Mózg wydaje rozkaz, a nadnercza wydzielają do krwi hormony: adrenalinę i noradrenalinę, które powodują zwiększenie częstości uderzeń serca, przyspieszenie oddechu, zwiększenie ciśnienia krwi i napięcia mięśni. To reakcje naszego ciała, które umożliwiają walkę lub ucieczkę. Dzięki tym reakcjom procesy zachodzące w organizmie normalizują się. Stres pierwotny okazał się zjawiskiem pożytecznym. W obecnej dobie rzadko potrzebne są tego typu reakcje. Jednorazowy stres może działać mobilizująco, gdyż zwiększa naszą aktywność. Jeśli jednak ten stan wzmożonej aktywności nie ustępuje i staje się chroniczny, prędzej czy później pojawią się problemy zdrowotne. Przede wszystkim w pewnym momencie zastrajkują mięśnie, które stale są napięte.
(…)
Pozdrawiam optymalnych w Ojczyźnie i poza jej granicami.
Z poważaniem,
Tadeusz Kawałek

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Czas się zatrzymać! Twoje zdrowie w Twoich rękach


W dniu 22 maja 2014 roku odbyło się w Szczecinie I Forum Dyskusyjne pt. 'Uśmiech i Zdrowie Kobiety", skierowane do kobiet aktywnych zawodowo i społecznie, do kobiet zgrupowanych w partiach politycznych i organizacji pozarządowych w regionie zachodniopomorskim. Patronat honorowy nad Forum objął europarlamentarzysta prof. Bogusław Liberadzki, uczestniczący także w Spotkaniu. I Forum Dyskusyjne, którego organizatorką była Anna Kazuba, prezeska szczecińskiego Oddziału OSO i członkini szczecińskiego Forum Kobiet SLD, rozpoczęło w naszym regionie cykl spotkań, które będą poświęcone KOBIECIE. Kobiecie aktywnej, której rola w życiu społecznym i politycznym jest bardzo ważna. Kobiecie, która niejednokrotnie stoi przed wyzwaniami i wyborami, co jest dla niej ważniejsze - rodzina i życiowa harmonia, czy zawrotna kariera zawodowa i polityczna? Kobiecie, która osiąga sukces, pokonując wszelkie bariery. W swoim wystąpieniu prof. Czesława Christowa ze Szczecińskiego Uniwersytetu przedstawiła własną drogę zawodową, naukową i społeczno-polityczną. Zdefiniowała pojęcie i sfery sukcesu, wskazała praktyczne metody osiągania sukcesu. Prof. Bogusław Liberadzki w swoim wystąpieniu stwierdził, że Polki są niezwykle zaangażowane w działalność społeczno-polityczną. Mimo różnych przeszkód chcą mieć wpływ na zmiany w Polsce. Chcą nie tylko zauważać problemy i mówić o nich, ale chcą je przede wszystkim rozwiązywać. Jest to możliwe w dużym stopniu, dzięki ogromnej aktywności środowisk kobiecych.
(…)
Z optymalnym pozdrowieniem,
Anna Kazuba
Prezes szczecińskiego Oddziału OSO
Sekretarz ZG OSO
tel.: 91 484 50 65, 784 803 337
www.zdrowo-szczesliwie.blog.onet.pl

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”

KUCHNIA OPTYMALNA - Golonka faszerowana mięsem mielonym


2 golonki (oczywiście może być jedna) - waga razem 2450 g (bez kości 1800 g)
mięso mielone (dałam zmielony boczek) 500 g
4 żółtka
2 białka
100 g smalcu
25 g bułki tartej
przyprawy według uznania (dałam pieprz, sól, wyciśnięty czosnek i gorczycę)

Tym razem zaprezentowana potrawa może wyglądać na to, że trzeba posiadać nie lada kunszt kulinarny, aby ją wykonać. Nic bardziej mylnego. Sama praca włożona w ten wyrób nie zajęła mi więcej niż pół godziny (nie licząc czasu pieczenia). Golonki (kupiłam przednią i tylną) kroimy po długości, aż do kości. Kości wykrajamy ostrym, niedużym nożem (nie musi być to zrobione bardzo dokładnie - trochę mięsa na kościach może pozostać, wykorzysta się je w zupie). Mięso obsypujemy przyprawami z wszystkich stron, w miejsce po kościach wkładamy doprawione mięso mielone uformowane w nieduży wałek (z dodatkiem jajek, bułką tartą i przyprawami). Całość obwiązujemy nitką lub cienkim sznurkiem. Tak przygotowane golonki wkładamy do brytfanny, dodajemy smalec, zakrywamy i wstawiamy do gorącego piekarnika (200 stopni). Po godzinie golonki obracamy, zmniejszamy temperaturę w piekarniku na 170 stopni i pieczemy jeszcze przez godzinę. Po wyłączeniu pozostawiamy je zamknięte w brytfannie i w piekarniku do wystygnięcia. Można taką pieczeń z golonki jeść na ciepło jak i na zimno - pokrojone w plastry (łatwiej kroić je drugiego dnia po wyjęciu z lodówki). Dodatek masła z chrzanem lub z czosnkiem bardzo poprawia smak - jak i proporcje - potrawy. Na pewno taka pieczeń jest dobrą alternatywą dla wędlin.

W 100 g potrawy jest:
Białko 16,6 g
Tłuszcz 28,6 g
Węglowodany 0,6 g

Stosunek B : T : W
1 : 1,7 : 0,03

Pozdrawiam serdecznie,
Regina Ciereszko
tel.791 265 156

więcej – w numerze wrześniowym miesięcznika „Optymalni”



Zakup miesięcznika Optymalni
top