Lido

Optymalni



Miesięcznik Optymalni Listopad 2016



Od Redakcji

Drodzy Czytelnicy,

Oczy, jak wiadomo, są zwierciadłem duszy. To dlatego mówi się, że osoba, która pragnie coś ukryć, unika patrzenia w oczy. Z kolei osoby zakochane wspaniale komunikują się poprzez oczy, gdyż patrzenie w nie z bliskiej odległości to doświadczanie wielkiej bliskości, która uruchamia porozumienie. Barwa tęczówki, co ciekawe, wiąże się z przystosowaniem organizmu do warunków środowiska. Kolor oczu uzależniony jest od ilości melaniny w tęczówce. Ludzie, który żyją w rejonach ziemi o dużym nasłonecznieniu mają ciemne tęczówki. Jasne posiadają zaś ludzie, mieszkający w rejonach, w których słońca jest mniej. Oko jest też „oknem do mózgu” - przekonują lekarze okuliści. PAP donosi, iż badanie OCT, czyli optyczna koherentna tomografia oka, umożliwiając analizę komórek i włókien nerwowych, pozwala wykryć i ocenić progresję chorób neurodegeneracyjnych. Już dziś OCT jest standardem w diagnostyce stwardnienia rozsianego, a wkrótce może być wykorzystywane do wczesnego wykrycia chorób Alzheimera, Parkinsona, a w przyszłości także m.in. schizofrenii i ataksji Friedreicha – uważa kierownik Katedry Okulistyki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie prof. Andrzej Grzybowski. Naukowiec podkreślił, że producenci aparatów OCT stale doskonalą sprzęt. Coraz nowsze generacje aparatów dają większe możliwości, pozwalając dokładniej przyjrzeć się strukturom oka. Równolegle z roku na rok zwiększają się możliwości diagnostyczne. Jeszcze kilka lat temu badanie OCT było możliwe jedynie w największych ośrodkach w Polsce. Teraz sprzęt się upowszechnił i ma go wiele poradni okulistycznych. Warto jednak wiedzieć, że także irydologia pozwala na diagnozowanie chorób „z oka”. Jest to bowiem dział medycyny alternatywnej, który zajmuje się badaniem tęczówki oraz innych części oka w celu oceny aktualnego stanu zdrowia. I w tej dziedzinie obserwujemy postęp… Dawniej badanie irydologiczne (irydodiagnostyka) polegało na odpowiednim oświetleniu oczu za pomocą lampy szczelinowej w taki sposób, aby można było dokładnie przyjrzeć się tęczówce. Obecnie irydolog delikatnie oświetla oczy małą lampką i wykonuje bardzo dobrej jakości zdjęcia, które następnie analizuje w powiększeniu na ekranie komputera. Miejmy więc oczy szeroko otwarte i dbajmy o nie, stosując – rzecz jasna – odpowiednią dietę.

Ewa Borycka-Wypukoł

MIĘDZY NAMI - To są właśnie ukryte terapie!


 Rozmowa z Jerzym Ziębą – naturoterapeutą, hipnoterapeutą, autorem książki „Ukryte terapie”, której druga część niebawem się ukaże.
(…)
– Skąd wzięła się u Pana chęć poszukiwania, co jeszcze do dobrego odżywiania włączyć, żeby uzyskać poprawę zdrowia w przypadku choroby, czy też uzyskać jeszcze lepszą profilaktykę? Mam na myśli, np. witaminy C, D, K, o których pisze Pan w książce „Ukryte terapie”.
– W książce zadałem pytanie - dlaczego chorujemy? Otóż chorujemy z trzech powodów: mamy niedobory substancji, które powinniśmy mieć z diety, mamy substancje w organizmie, których nie powinniśmy mieć, mamy problemy psychiczno – emocjonalne. Zawsze podkreślam, że jestem największym wrogiem suplementacji. Nie powinniśmy się niczym suplementować. Wszystko POWINNIŚMY mieć z diety. Ale czasem nie mamy wszystkiego i wtedy… wtedy uważam, że trzeba. W naszym klimacie suplementowałbym się wyłącznie witaminą D3 i witaminą K2, ale wynika to z tego, że nie mamy wystarczającej ilości światła słonecznego, chociaż w Australii, gdzie światła słonecznego jest znacznie więcej, także występują niedobory witaminy D3. Dlatego, że dużo Australijczyków spędza cały czas w biurze, przed komputerem, a nie na słońcu. Z witaminą D też są problemy, ponieważ UV jest szkodliwe i dlatego powinniśmy się naświetlać, ale nie opalać. Solaria są rewelacyjne, ale nie wolno chodzić się tam opalać. Ja teraz remontuję dom i założę sobie cztery takie lampy. Oczywiście można zażywać także naturalną witaminę D, np. z lanoliny. Tak więc do solarium należy chodzić, zwłaszcza w okresie zimowym, ale powinno się chodzić na nie dłużej niż 3 minuty. Jeżeli człowiek się opala i ma czerwoną skórę, to jest to objaw stanu zapalnego, a w skórze tworzy się bardzo dużo wolnych rodników. Organizm się broni, tworząc zaporę w postaci brązowej skóry, ale my oczywiście wiemy lepiej i dążymy do jeszcze bardziej brązowej skóry. Jeśli chodzi o dzieci, np. nad morzem itd., to należy dać im się naświetlić na 10 minut, a następnie posmarować kremem, żeby dziecko nadal mogło biegać na świeżym powietrzu.
– Powie Pan coś nowego o witaminie C?
– W nowej książce „Ukryte terapie” cz. II poszerzyłem rozdział dotyczący właśnie witaminy C. Trzeba sobie powiedzieć, że my nie musimy brać witaminy C w bardzo dużej ilości. 4-5g w postaci naturalnej w zupełności wystarcza, ale w przypadkach chorobowych doraźne podanie doustnie dużych dawek wit. C daje bardzo dobre efekty. Ale jeśli ktoś jest zdrowy, to większe ilości nie mają sensu. Jedynie w nadmiarze pomaga usuwając z organizmu metale ciężkie. Natomiast jeśli mamy do czynienia z ciężką chorobą, zakaźną w szczególności, jak sepsa, to zastosowanie witaminy C dożylnie jest absolutnie niezbędne. W ostatnich dwóch latach powstały przychodnie, w których podaje się dożylnie witaminę C, ale i tam oszukuje się ludzi, bo za wlew 50mg biorą 450zł, podczas gdy koszt materiałów dla 50mg, to niecałe 4zł. W nowej książce opisałem dwie procedury stosowania witaminy C i opisałem je bardzo dokładnie, żeby każdy lekarz mógł je zastosować krok po kroku. 70-letnia praktyka wskazuje, że nie ma problemów, nawet gdy bierze się sam kwas askorbinowy. Ktoś kiedyś powiedział, że może on uszkadzać DNA, ale nie ma na to żadnych dowodów. Kontaktowałem się z dr. Thomasem Levy z USA, który uchodzi za guru witaminy C i powiedział mi: „Co ty. Przecież ludzie by tu dawno poumierali, a nic się takiego nie dzieje. I wynika to z badań naukowych”. (…)
– Ma Pan jednak duży sentyment do diety optymalnej…
– Osobiście uważam, że doktor Kwaśniewski powinien dostać Nagrodę Nobla, bo zauważył coś niezwykle ciekawego i świat będzie szedł w tę stronę. On to napisał prawie 50 lat temu, ale spotkał się z taką wrogością, że się nie przebił. Myślę, że gdyby wyszedł z tym dzisiaj, to nie byłoby tak źle. A on wyszedł w samym centrum nagonki na tłuszcze… Trzeba teraz zwrócić ludziom uwagę, że coraz częściej w poważnej literaturze obserwuje się powrót do tego, co 50 lat temu mówił dr Kwaśniewski. Że jest coraz większy ruch na rzecz ograniczenia węglowodanów, tak jak mówił, że tłuszcze są dobre, że jajka są nagle dobre, a margaryna jest zła. I mówię na swoich wykładach, że jeszcze za naszych czasów, Ci którzy pluli na doktora Kwaśniewskiego, będą go za to przepraszać, jeśli tylko będą mieli odwagę. Dlatego, że świat naukowy obala krok po kroku to, że tłuszcze nasycone są złe i niedobre. Oczywiście w pracach anglojęzycznych nie jest napisane wprost, że to zasługa doktora Kwaśniewskiego, bo oni go nawet nie znają, ale idea, którą zaszczepił, w tej chwili staje się naukowo uzasadniona.
– Dziękuję za rozmowę.

Ewa Borycka-Wypukoł

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Układ odpornościowy główną przyczyną niepowodzeń zdrowotnych


Układ odpornościowy jest niezwykle złożonym i skomplikowanym w swym działaniu tworem biologicznym. Na jego działanie składają się dziesiątki tysięcy rożnych substancji jak np. hormony, kwasy, enzymy...
Do prawidłowego działania układu odpornościowego potrzebne są białka o odpowiednio wysokiej wartości biologicznej, wysokonasycone tłuszcze zwierzęce, dające najlepsze paliwo i energię, witaminy, minerały oraz właściwe dla danego organizmu bakterie. Zjawisko utrzymania tej całej skomplikowanej materii biologicznej w perfekcyjnej równowadze nazywa się naukowo: HOMEOSTAZĄ. Organizm nasz jest tak stworzony, że sam dąży do właściwej równowagi, jednak jeśli nastąpi jej zaburzenie, nie zawsze udaje się ją osiągnąć i wtedy pojawia się problem choroby, a więc dysfunkcji układu immunologicznego. Wielką przeszkodą tych zaburzeń jest więc nieodpowiednie odżywianie, ale też np. metale ciężkie, stres, pasożyty, duże ilości przyjmowanych leków, toksyny, które najczęściej wywołują tzw. stres oksydacyjny lub tlenowy oraz braki niektórych witamin i minerałów. Szczególnie minerałów, bo te pochodzą z naszej Matki Ziemi, a ona jak wiemy już ich prawie nie posiada. A jeśli tak, to i nasza żywność też ich nie posiada, a więc i my zjadając to co jest, mamy ich ogromne braki. W przypadku więc każdej choroby musimy najpierw ustalić jej przyczynę. Dlatego też leczenie tzw. chorób przewlekłych jest nieraz bardzo trudne. Niemniej jednak, kiedy zapewnimy organizmowi dostawę odpowiednich substancji, proces dochodzenia do homeostazy jest łatwiejszy, a przykładem tego jest bardzo często właściwe stosowanie ŻO, zgodnie z zaleceniami dra J. Kwaśniewskiego. Mijają lata stosowania ŻO i czasami u niektórych długoletnich optymalnych pojawiają się jakieś problemy zdrowotne. I co powinniśmy uczynić? Piszemy o tym w naszym miesięczniku, doradzamy, analizujemy, starając się w jak najlepszy sposób dotrzeć do sedna sprawy. Najczęściej udaje się nam w wielu sytuacjach pomóc. A zdarzają się też i takie przypadki, gdzie musimy sięgnąć po inne dodatkowe rozwiązania. Ponieważ nasza żywność i środowisko, w którym żyjemy jest coraz bardziej zanieczyszczone, pojawiają się choroby wynikające z obniżonego układu odpornościowego, takie jak nowotwory, borelioza, choroby tarczycy, Hashimoto (zapalenie tarczycy), SM, a także choroby układu naczyniowo – sercowego i układu kostno – stawowego. Stąd też mój pomysł na konferencje i spotkania najbardziej doświadczonych osób, celem znalezienia przyczyny niepowodzeń oraz udzielenie w miarę możliwości odpowiedniej pomocy. Na ostatnią, wrześniową konferencję zorganizowaną w Ustroniu poprosiłam o wykonanie badań laboratoryjnych krwi na poziom homocysteiny, wolnego wapnia, oraz metabolitu Wit D (25 OH), gdyż uważaliśmy, że wyniki te wskażą nam odpowiednią drogę i doprowadzą do wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Pomysł ten okazał się właściwy.
(…)
Teresa Szczepanek
starszy doradca ŻO, DW Globus
tel. kont. 609-147-364

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

Z ŻYCIA STOWARZYSZENIA - Czeladzkie „Senioralia” z optymalnymi!


Zagłębiowski Oddział Optymalnych w październiku brał aktywny udział w imprezie „Senioralia”, organizowanej w dniach od 01.10.-07.10 br. przez Burmistrza Miasta Czeladź, pod hasłem: „Czeladź – Miasto Aktywnych Seniorów”.
Coraz częściej – i dobrze! – mówi się o zapobieganiu i przełamywaniu marginalizacji seniorów przez inspirowanie i wspieranie ich aktywności. Nie chodzi tu tylko o działalność Uniwersytetów Trzeciego Wieku, ale i angażowanie seniorów do współpracy z organizacjami społecznymi, działającymi przecież często także na ich rzecz.
W sobotę 1 października w ramach obchodów „Senioraliów” w Czeladzi, po zbiórce przed Urzędem Miasta, odbył się „Marsz Parasoli” ulicami miasta w kierunku rynku. „Weź ze sobą przystrojony Parasol i dołącz do Nas! Walcz o nagrodę! A może zostań Burmistrzem Czeladzi? Co najmniej na godzinę!” - zachęcały hasła promujące przemarsz. Zagłębiowski Oddział Optymalnych nie został w tyle i przygotował również swoją propozycję. Prezes Oddziału Marzena Zielińska prezentowała się świetnie z pięknie przystrojoną parasolką! Po przemarszu na czeladzkim rynku nastąpiło uroczyste rozpoczęcie imprezy poprzez przekazanie Seniorom kluczy do bram miasta przez Burmistrza Miasta Czeladź. Po tym symbolicznym akcie zaczęły się występy, prezentacje, warsztaty, pokazy i konkursy. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Stoisko prezentacyjne Zagłębiowskiego Oddziału Optymalnych oferowało prócz naszego miesięcznika i książek dr. Kwaśniewskiego również optymalny poczęstunek przygotowany głównie staraniem pani prezes Zielińskiej. Optymalne kokosanki cieszyły się szczególnym wzięciem, co nie dziwiło każdego, kto miał szansę ich spróbować.
Kolejną odsłoną czeladzkich „Senioraliów” były spotkania i wykłady organizowane w tygodniu przez organizacje pozarządowe, których cele wpisują się w ideę szeroko pojętej aktywizacji seniorów. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Optymalnych im. Adama Jany - Zagłębiowski Oddział w Czeladzi zorganizowało w poniedziałek 3 października spotkanie w Domu Pomocy Społecznej „SENIOR”, w czasie którego odbyły się prelekcje pt. „Jak pokonać choroby cywilizacyjne XXI”. Z wykładami pojawiły się lek. internista Ewa Łukaszek-Gwoźdź z Arkadii Katowice oraz Starszy Doradca Żywienia Optymalnego Teresa Szczepanek z Ustronia, a spotkanie poprowadziła Marzena Zielińska, prezes Zagłębiowskiego Oddziału OSO.

Ewa Borycka-Wypukoł

ŻYWIENIE OPTYMALNE - Nadrabiajmy zaległości


Prasa doniosła, że Niemcy, Skandynawowie i Amerykanie (USA) wprowadzają niskowęglowodanowy model żywienia, jako zdrowszy od żywienia tradycyjnego, przy którym źródłem energii były głównie produkty zawierające dużo węglowodanów (produkty mączne, ryż, kasze, ziemniaki, słodkie desery, wyroby cukiernicze, cukier), obok małych ilości niezdrowych tłuszczów roślinnych.
Niemcy proponowany model niskowęglowodanowy nazwali LOGI (LOW INDEX GLICEMIC – niski indeks glikemiczny), ponieważ zalecane są w tym modelu, jako źródło niezbędnych węglowodanów, głównie warzywa i owoce o niskim indeksie glikemicznym, a produkty mączne i inne podnoszące szybciej poziom cukru (glukozy) we krwi – w bardzo niedużych ilościach. Powtarzam się pisząc, że żywienie niskowęglowodanowe jest żywieniem wysokotłuszczowym, bowiem wykorzystanie białka jako paliwa byłoby wysoce nieekonomiczne i niezdrowe. Ze spalenia cząsteczki tłuszczu organizm otrzymuje około 2,5 razy tyle energii, co ze spalenia cząsteczki białka lub węglowodanu (cukru). Do spalenia białka czy cukru (glukozy) organizm musi wytwarzać dużo więcej enzymów, aniżeli do spalania tłuszczu. A do syntezy enzymów niezbędne są białka, witaminy, minerały. Zatem organizm oszczędza białka, witaminy i minerały. Nie będąc zmuszonym do wykonywania tej dodatkowej, niepotrzebnej pracy, organizm nie starzeje się tak szybko i nie choruje. Przypomnę też, że dr J. Hasik już w roku 1983 napisał w „DIETETYCE”, że dorosły zdrowy człowiek może strawić i przyswoić 4-5 razy tyle tłuszczu, ile aktualnie zjada się w żywieniu tradycyjnym. Ponadto wątroba nie musi uzdatniać strawionych wysokowartościowych tłuszczów, ma zatem większe możliwości odtruwania organizmu. Z uwagi na pestycydy, konserwanty, polepszacze żywności, zanieczyszczenia powietrza, funkcja odtruwająca wątroby ma szczególne znaczenie. Podkreślenia grubą kreską wymaga fakt, że opracowane przez dra Jana Kwaśniewskiego ŻYWIENIE OPTYMALNE, oparte o złotą proporcję między białkiem, tłuszczem i węglowodanami, jest żywieniem niskowęglowodanowym. Pamiętamy wypowiedź dra W. Lutz'a, autora książki „Życie bez chleba”, że dr Jan Kwaśniewski uzyskuje lepsze efekty lecznicze, zalecając złotą proporcję między białkiem, tłuszczem i węglowodanami, aniżeli on sam, ustalając jedynie 72 gramy węglowodanów do codziennego spożywania, a białka i tłuszczu „do woli”. Niemieccy entuzjaści zdrowego żywienia niskowęglowodanowego, twórcy metody LOGI, współpracują z Oddziałem Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Optymalnych w Poznaniu. Znając niemiecką dokładność i tradycję tłustego jedzenia w Niemczech sprzed ostatnich chudych dziesięcioleci, oczekiwać będziemy efektów dobrej współpracy w propagowaniu zdrowego żywienia.
(…)
Wanda Sławek
doradca żywienia optymalnego

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

ABC MEDYCYNY – Żywienie optymalne jest dla każdego


Wywiad z pacjentem na temat diety optymalnej.

Od ponad 10 lat interesuję się zagadnieniami związanymi ze zdrowym żywieniem. Duży wpływ na to miała moja aktywność fizyczna, sportowa oraz dramat zdrowotny, który przeszedłem jako młody, trzydziestokilkuletni człowiek. Od wczesnego dzieciństwa w moim życiu był obecny sport w wielu postaciach, w wymiarze niewyczynowym. Wtedy jednak zagadnienia żywienia nie były tematem, który był istotny, czy też zwracano na niego uwagę w środowisku sportowym. Do 18. roku życia praktycznie w ogóle nie chorowałem, np. w ogóle nie miałem grypy. Potem studia, mieszkanie w akademiku i niestety jadłem byle jak, a potem pierwsza praca. Następnie własny biznes, na którym skupiłem się całkowicie, chyba za bardzo. Pojawiły się u mnie: podwyższone ciśnienie, problemy kardiologiczne, głównie o podłożu psychosomatycznym. Głównie było spowodowane to tym, że za mało czasu poświęcałem na relaks, sport i wypoczynek. W wieku 34 lat przeżyłem dramat zdrowotny – miałem udar mózgu. Miałem częściowy niedowład lewej strony ciała, który szybko ustąpił i wróciłem do całkowitej sprawności. Mój lekarz stwierdził, że właściwie to mogę żyć bez żadnych ograniczeń i to mnie bardzo zmotywowało do zmian w moim życiu. Od tego momentu nastąpiły duże zmiany. Wróciłem do biznesu i jednocześnie do aktywności sportowej, wyszczuplałem i zmieniłem sposób odżywiania się, mówiąc w skrócie – jadłem mniej. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że nie była to dobra dieta, ponieważ oparta była na dużej ilości węglowodanów i tłuszczów. A wiadomo, że mieszanie paliw, tzn. tłuszczów i węglowodanów, z punktu widzenia żywienia optymalnego, nie jest najlepsze. Zacząłem intensywnie uprawiać sport, głównie biegać i chodzić po górach. Tak się wkręciłem w bieganie, że 4 lata po udarze przebiegłem pierwszy maraton w niezłym czasie, a mam ich na koncie do tej pory 12 i wiele przebiegniętych treningowo. Już jako regularny biegacz, odwiedzając różne fora internetowe dla biegaczy, zacząłem śledzić opisy treningów, przygotowania i sposób żywienia najlepszych maratończyków i ultramaratończyków. Co mnie zaskoczyło to to, że część z nich była na diecie wegetariańskiej i wegańskiej. I sam zostałem wegetarianem na prawie 4 lata. W 4. roku bycia wegatarianem zacząłem mieć problemy z kolanami. Lekarz ortopeda stwierdził, że to od nadmiernego biegania. Na jakiś czas musiałem zawiesić bieganie i przerzuciłem się na rower i pływanie. Wtedy zacząłem się coraz bardziej interesować medycyną naturalną, naturoterapią. Czytałem, jeździłem na warsztaty, konferencje. Potem na półtora roku wyjechałem do Anglii, do Londynu. Przed wyjazdem pojawiły się u mnie problemy z prostatą, które objawiały się budzeniem w nocy i koniecznością pójścia do toalety. Diagnoza lekarska: niewielkie powiększenie prostaty, ale bez zażywania leków. Będąc w Londynie dolegliwości z prostatą się nasiliły. Umówiłem się do lekarza angielskiego, który zrobił mi kompleksowe badania krwi. Wyniki były bardzo dobre, z małym wyjątkiem – nieznaczne niedory witaminy D. Lekarz dał mi kilka praktycznych zaleceń: ograniczyć ilość kawy, herbaty, coca coli i soków owocowych, które piłem w dużych ilościach. O ile ograniczenie konsumpcji kawy, herbaty, coca coli wydały mi się logiczne, to z sokami wydawało mi się to nielogiczne. Moja dieta była głównie oparta na warzywach, owocach i sokach owocowych, i byłem święcie przekonany o ich prozdrowotnym wpływie w moim żywieniu. Wtedy przyszła pierwsza refleksja: czyżbym popełniał jakieś błędy w żywieniu? Postanowiłem poszerzyć swoją wiedzę na temat żywienia i medycyny naturalnej. I wtedy trafiłem w internecie na wykłady Jerzego Zięby. Od początku wstrząsnęło mną to, co mówi i pisze Zięba. I chyba obejrzałem wszystkie jego filmy na YouTube. Od niego dowiedziałem się o diecie dra Kwaśniewskiego. Obejrzałem kilka filmów dra Kwaśniewskiego, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Jego rady żywieniowe były odmienne od mojego sposobu żywienia, chociaż jajek zawsze dużo jadłem. Im więcej go słuchałem, tym bardziej stawałem się przekonany, że dr Kwaśniewski ma ogromną wiedzę, jest człowiekiem wiedzącym, po prostu wie, jak należy się prawidłowo odżywiać. A po przeczytaniu jego książek: Dieta optymalna i Żywienie optymalne pogłębiło się moje zrozumienie, że ma on rację, jeśli chodzi o prawidłowy model żywienia, właściwe proporcje między białkami, tłuszczami i węglowodanami w naszej diecie. Jedna rzecz była dla mnie niepojęta: dlaczego jego żywienie optymalne nie stało się narodową dietą Polaków. Moja konkluzja była następująca: to co proste i zdrowe nie zawsze musi być akceptowane społecznie.
(…)
Opracowała: Lekarz internista Ewa Łukaszek-Gwóźdź
Arkadia II Katowice
Tel. 503-144-481
www.optymalni-katowice.pl

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Właściwości prozdrowotne soli - wykorzystanie soli do użytku zewnętrznego


Pozornie zwykły kawałek soli, a potrafi leczyć, ukoić skołatane nerwy i wprowadzić do naszego domu wyjątkowy nastrój. Od wieków z powodzeniem człowiek wykorzystuje lecznicze właściwości soli.
Lampy (w tym świeczniki), sole i wyjścia do groty solnej, cegiełki solne, mydła z soli himalajskiej, peelingi solne, solankowe maści i żele oraz solanki do stosowania w domowych warunkach to tylko część asortymentu z użyciem soli. Lampy i świeczniki solne Lampa lub świecznik solny pochłania szkodliwe promieniowanie eliminowane przez te urządzenia. Produkowane są z kryształów soli kamiennej, która zalega w ziemi od kilkuset milionów lat. Poprzez nagrzewanie się bryły soli następuje jej odparowywanie, co powoduje, że powietrze nasyca się mikroelementami, niezbędnymi dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Chorym na serce, reumatyzm, astmę, nadciśnienie tętnicze lampy solne pomagają w zwalczaniu dolegliwości. Lampa solna postawiona przy dziecięcym łóżeczku wytworzy aurę spokoju, zapewniając naszemu dziecku zdrowy, mocny sen. Subtelne światło, jakie emitują lampy, stwarza ciepły, intymny klimat. Ze względu na obróbkę ręczną, każda lampa ma jedyny, niepowtarzalny kształt. Lampy solne produkowane współcześnie, wprowadzają niepowtarzalny nastrój, korzystnie jonizując powietrze. Jest to produkt całkowicie bezpieczny w użytkowaniu, bo wykonany w 100% z soli, bez konserwantów, sztucznych barwników, substancji zapachowych i sklejających. W zamkniętych pomieszczeniach oddychamy powietrzem z przewagą jonów dodatnich, zaś kryształ solny jest idealnym źródłem jonów ujemnych, z uwagi na swój skład chemiczny. Jony te są emitowane o wiele intensywniej podczas świecenia lampy. W wyniku ujemnej jonizacji poprawia się nasze samopoczucie, lepiej się oddycha, zwiększa się odporność na stres, wzrastają siły witalne. Mikroklimat w pomieszczeniach, gdzie używa się lamp solnych, znacznie się poprawia, zdecydowanie lepiej rosną rośliny, lampy neutralizują też szkodliwe promieniowanie żył wodnych. Inną zaletą lamp i świeczników solnych jest ich kolor (zależny od zawartości i ilości mikroelementów), który działa na nas leczniczo, uspokajająco i wyciszająco. Świecąca się żarówka lub świeczka powoduje odparowywanie kryształów soli, co daje efekt inhalacji – zabieg często stosowany w uzdrowiskach i sanatoriach. Przeprowadzone badania i testy potwierdziły wzrost ilości jonów ujemnych nawet o ok. 70% już po godzinie świecenia lampy lub świecznika solnego.
(…)
Joanna Czarnecka-Baran
HelpDiet – tel. 796 141 689

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Ćwiczenia fizyczne - muszę czy chcę?


Korzyść, jaką odniesiesz systematycznie ćwicząc, będzie z pewnością polepszenie kondycji fizycznej. Ale będzie to nie jedyna zaleta. Okazuje się, że aktywność fizyczna połączona ze zdrowym stylem życia, ze zdrowym odżywianiem, ćwiczeniami wydolnościowymi, pozwala nie tylko na rzeźbienie ciała i poprawę sylwetki.
Jeżeli wybrane do wykonywania ćwiczenia są w miarę proste i nie wymuszają użycia jakiegokolwiek sprzętu, ruszać możesz się bez szczególnego przygotowania. Nie musisz od razu wydawać pieniędzy na siłownię, wiele ćwiczeń możesz wykonywać w zaciszu domowym.
Dziewczyna na siłowni
Zalety wynikające z wykonywania ćwiczeń.
1. Wzrost pewności siebie Każda realizacja celu, która możliwość uzyskanie efektów sprawia, że wzrasta nasze zadowolenie i satysfakcja. W przypadku ćwiczeń dostrzeżenie pozytywnych skutków nie jest trudne: może to być spadek masy ciała (jeżeli zależy Ci na schudnięciu), zmiana sylwetki (jeżeli ćwiczysz, by zmienić wygląd), polepszenie ogólnej kondycji organizmu czy zwiększenie masy mięśniowej.
2. Lepsza sylwetka Zasady, które obowiązują przy wykonywaniu ćwiczeń z pewnością nawet nieświadomie będziesz z czasem realizować w codziennym życiu. Z pozoru nawet niewinne, ale prawidłowo wykonywane ćwiczenia sprawią, Że nauczysz się prawidłowo siedzieć, właściwie podnosić ciężkie przedmioty, a nawet stać. Jest to również sposób na pozbycie się problemów lub przynajmniej zmniejszenie dolegliwości związanych z kręgosłupem.
3. Zmniejszenie stresu Kondycja psychiczna jest nie mniej ważna od fizycznej. A korzyści, jakie przynoszą ćwiczenia odbijają się również na tej sferze. Wynika to między innymi z faktu, że podczas wykonywania ćwiczeń musisz koncentrować się na treningu, odcinasz się od tego, co przygnębia lub powoduje stres. Jest to czas tylko i wyłącznie dla Ciebie. Wszelką złą energię, którą gromadzi Twój organizm masz szansę wyrzucić, pozbyć się jej. Podczas treningu otrzymujesz relaks i odprężenie, uwalniasz do krwiobiegu endorfiny – hormony szczęścia.
4. Wzrost siły Wydajność mięśni możesz uzyskać wykonując ogólnorozwojowe ćwiczenia. Na efekty nie będziesz długo czekać – już przy wykonywaniu najdrobniejszych codziennych czynności będziesz w stanie zauważyć, że poruszasz się sprawniej, szybciej, może to być podniesienie torby z zakupami, przeniesienie pudełka lub odkręcenie słoika.
5. Zdrowy organizm Zdrowie uzyskasz również podczas ćwiczeń z ciężarkami. W ten sposób możesz wzmacniać stawy oraz zwiększać gęstość kośćca. Tego typu działanie pozwoli zmniejszyć ryzyko wystąpienia ewentualnej kontuzji oraz pozwoli zapobiec osteoporozie. 6. Mniej kontuzji Jeżeli Twoje mięśnie będą systematycznie wzmacniane, będziesz w stanie bardziej poznać swój organizm i jego możliwości. Przy wykonywaniu codziennych czynności organizm będzie mniej narażony na kontuzje związane z podnoszeniem różnych przedmiotów. Regularność w ćwiczeniach rozciągających wpłynie na zmniejszenie ryzyka kontuzji, szczególnie naderwania ścięgien lub któregoś mięśnia.
(…)
Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

Artykuł pochodzi z portalu poprostuzdrowo.pl na którym można też znaleźć informacje o żywieniu optymalnym. (red.)

ARKADIA KRAUS - Neurastenia a OPTYMALIZM


Neurastenia, czyli odmiana nerwicy wegetatywnej, to bardzo poważna choroba. Zamienia ona życie chorego w piekło na Ziemi. Praktycznie nie ma osoby, która w ciągu swojego życia by jej nie doświadczyła.
Jej destrukcyjne oddziaływanie na pracę całego organizmu, sprzyja zachowaniu natrętnych myśli, które póki nie zostaną w porę wyleczone Energią Optymalną, prowadzić będą zawsze do negatywnej konfrontacji ze swoim środowiskiem, z ludźmi. Jak opisuje dr Kwaśniewski w książce „Żywienie Optymalne”, cechuje ją: stałe uczucie zmęczenia, zmęczenie po wypoczynku nocnym, bóle i zawroty głowy, męczące sny, lęki, płaczliwość oraz potliwość. Według Wikipedii, neurastenia to postać nerwicy, objawiająca się zwiększoną pobudliwością i szybkim wyczerpywaniem się układu nerwowego, niepokojem, niemożnością skupienia uwagi, drażliwością, bólami w okolicy serca, kołataniem serca, bólami głowy, zaburzeniami jelitowymi, czy osłabieniem czynności płciowych. Dorastając i pracując w cieniu mojego ojca, w Arkadii w Bielsku-Białej, miałem także i ja możliwość przyjrzenia się tej nieprzyjemnej dolegliwości. Jak pokazują nasze obserwacje na pacjentach, żywienie optymalne i prądy selektywne doprowadzają, prawie zawsze, do poprawy samopoczucia w tej chorobie. Są sprawdzonymi lekarstwami, które pomagają skutecznie odzyskać zdrowie, bez wspomagania się środkami farmaceutycznymi. To co jednak uważam za najważniejsze w wykorzystaniu żywienia optymalnego jako lekarstwa to fakt, że przyczynia się ono także do odblokowania świadomości i tym samym otwiera dostęp do wykorzystania wyższej formy energii, która pozwala już pacjentowi dostrzec i zrozumieć przyczynę jego własnej choroby. Ludzie boją się często tego, czego nie znają, lecz kiedy poznają przyczynę swojego strachu, potrafią wyzwolić w sobie energię zdolną go pokonać. Podobnie sprawa ma się z neurastenią. Kiedy pacjent dowiaduje się, co jest przyczyną jej przykrego stanu psychicznego, poddając się rozwiązaniom, wyzwala w sobie siłę, która pozwala zwalczyć owy strach. Na tym więc etapie leczenia, gdzie za pomocą prądów selektywnych udrożniamy przepływy krwi w mózgu człowieka, praktycznie każdy pacjent, za pośrednictwem lepszego jego dożywienia, uzyskuje dostęp do swojej mądrości tzw., chłopskiego rozumu, który pozwala mu na samodzielne odróżnienie przez niego tego, co jest dla niego dobre, a co złe. To oznacza słuszność wykorzystania metody dra Kwaśniewskiego w powszechnej medycynie, ponieważ z punktu widzenia naszych obserwacji, faktycznie nadmiar słabszej energii zasilającej mózg człowieka, w tym przypadku nadmiar węglowodanów, może być uważany za przyczynę gorszego myślenia człowieka i tym samym nasilenia się objawów neurastenii. Zatem klucz leczenia tej choroby znajduje się w pożywieniu człowieka, które zawiera w sobie wyższą energię niż ta, która utrzymuje stale nerwicę. Polecam odświeżenie tematu, poprzez powrót do książek doktora.
(…)
Ciąg dalszy w następnym numerze.

Piotr Kraus – Arkadia „Kraus” Bielsko-Biała”
piotr@arkadiakraus.com

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

CIEKAWOSTKI NAUKOWE - Medyczny Nobel za odkrycie komórkowego „serwisu sprzątającego"


Japończyk Yoshinori Ohsumi za odkrycia dotyczące mechanizmów autofagii otrzymał Nagrodę Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii.

04.10.2016 Zdrowie

Dzięki pracom tegorocznego noblisty rozumiemy, w jaki sposób komórka pozbywa się odpadów, dokonując recyklingu białek. Laureata Nagrody Nobla ogłosił w poniedziałek w Sztokholmie Komitet Noblowski. Do 71-letniego naukowca z Tokio Institute of Technology trafi 8 mln koron szwedzkich (ok. 850 tys. euro). „Jestem zaskoczony, akurat przebywałem w swoim laboratorium” - powiedział Yoshinori Ohsumi, kiedy dowiedział się, że został uhonorowany Noblem. W laboratorium japoński naukowiec spędził praktycznie całe życie. Dzięki odkryciom Japończyka zmieniło się rozumienie sposobu, w jaki komórka dokonuje „recyklingu” swojej zwartości. Zaburzenia autofagii mają związek z chorobą Parkinsona, cukrzycą typu 2. i innymi chorobami typowymi dla starszych osób. Wpływające na nią mutacje mogą powodować choroby genetyczne. Także nowotwory mają związek z zaburzoną autofagią. Dlatego właśnie w wielu krajach trwają badania nad lekami działającymi na ten ważny proces. Słowo „autofagia” pochodzi z języka greckiego, przy czym „auto”, oznacza „samo”, zaś "phagein" – „jeść”. Tak więc oznacza to „samozjadanie”. Już w latach 60. XX w. naukowcy po raz pierwszy zaobserwowali, że komórka może niszczyć swoje własne części składowe – np. uszkodzone białka, a nawet całe organella, w rodzaju mitochondriów. Takie niepotrzebne odpady otaczane są błoną, tworząc podobny do woreczka pęcherzyk (autofagosom), transportowany od „przetwórni odpadów”, czyli lizosomu. Autofagosom zlewa się w jedność z lizosomem, a jego zawartość zostaje rozłożona na prostsze składniki. Uzyskane „surowce wtórne” komórka wykorzystuje, jako budulec i/lub paliwo. Zjawisko autofagii okazało się trudne do zbadania i niewiele było o nim wiadomo aż do początku lat 90. XX w., kiedy Yoshinori Ohsumi przeprowadził serię błyskotliwych eksperymentów na drożdżach piekarskich. Udało mu się zidentyfikować geny o podstawowym znaczeniu dla autofagii, a następnie wyjaśnić mechanizmy dotyczące autofagii u drożdży. Później wykazał, że podobne procesy zachodzą w komórkach człowieka. Techniczny problem stanowiły dla Ohsumiego małe rozmiary drożdżowych komórek. Szczegóły ich wewnętrznej budowy trudno rozróżnić pod mikroskopem, dlatego naukowiec nie był pewien, czy u drożdży w ogóle zachodzi zjawisko autofagii. Postanowił więc zakłócić proces degradacji w wakuoli, wychodząc z założenia, że spowoduje to gromadzenie się pełnych komórkowych odpadków autofagosomów wewnątrz wakuoli. W tym celu hodował zmutowany szczep drożdży, pozbawiony enzymów potrzebnych do rozkładania odpadów. Jednocześnie pobudzał proces autofagii, głodząc komórki drożdży. I rzeczywiście, już po kilku godzinach wypełniające wakuolę pęcherzyki z nieprzetworzonymi odpadami stawały się pod mikroskopem wyraźnie widoczne. W ten pomysłowy sposób Ohsumi potwierdził istnienie autofagii w komórkach drożdży. Ważniejszym osiągnięciem było jednak stworzenie metody pozwalającej zidentyfikować i scharakteryzować geny, mające kluczowe znaczenie dla tego procesu. Wyłączając przypadkowe geny za pomocą odpowiedniej substancji chemicznej, można było znaleźć te, które odpowiadały za tworzenie autofagosomów. Kolejne eksperymenty z udziałem tysięcy zmutowanych szczepów drożdży pozwoliły zidentyfikować 15 genów o kluczowym znaczeniu dla procesu autofagii, a także scharakteryzować funkcjonalnie kodowane przez nie białka. Okazało się, że proces autofagii kontrolowany jest przez kaskadę białek i kompleksów białek, z których każde kontroluje określony etap tworzenia się autofagosomu. Publikacja wyników badań Ohsumiego w roku 1992 miała przełomowe znaczenie. Wkrótce okazało się, że niemal identyczne mechanizmy funkcjonują również w ludzkich komórkach. Autofagia kontroluje ważne funkcje fizjologiczne, związane z usuwaniem i recyklingiem. Dzięki autofagii komórka może w razie potrzeby uzyskać materiał budulcowy i energię z odpadów. Jest to niezbędne szczególnie w warunkach niedoboru i stresu. Podczas infekcji komórka może wyeliminować bakterie czy wirusy - a ich substancje budulcowe wykorzystać na własne potrzeby. Bez autofagii nie jest możliwy rozwój zarodka i różnicowanie komórek. Działając jak kontrola jakości, pozwala pozbyć się „wybrakowanych" białek i organelli, co zapobiega skutkom starzenia. W 2012 r. Yoshinori Ohsumi otrzymał Nagrodę Kioto, najbardziej prestiżowe w Japonii wyróżnienie ufundowane przez Kazuo Inamori, nazywane „japońskim Noblem”. Jak ocenili w rozmowie z PAP eksperci, odkrycie mechanizmów autofagii z całą pewnością może być wykorzystane w leczeniu wielu chorób, w tym nowotworów. Tego zdania jest prof. Magdalena M. Rost-Roszkowska z Katedry Histologii i Embriologii Zwierząt Uniwersytetu Śląskiego. Zdaniem prof. Tomasza Motyla z SGGW wykorzystanie zjawiska autofagii razem z chemioterapeutykami czy radioterapią mogłoby usprawnić likwidowanie komórek nowotworowych. Duży potencjał aplikacyjny badań noblisty - zarówno w medycynie, jak i w diagnostyce - zauważyła prof. Lucyna Woźniak z Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Z kolei prof. Bożena Kamińska z Instytutu Biologii Doświadczalnej im. M. Nenckiego w Warszawie zwróciła uwagę, że prace noblisty stały się podstawą, na której budowano kolejne badania.

źródło: PAP - Nauka w Polsce

ARKADIA LIDO - Z praktyki lekarza optymalnego


Panie Doktorze!
Od kilku dni mam problemy przy wstawaniu z łóżka po nocy, muszę to robić bardzo powoli i na boku, bo błędnik się odzywa, po chwili wstaję i jest ok. Trochę w głowie odczuwam jakąś ciężkość. Kilka dni temu przy kładzeniu się do łóżka miałem objawy zawrotów w głowie, kiedy głowę przechylałem na lewą stronę, obecnie tego już nie mam, jedynie jak wspomniałem, przy wstawaniu. Na żywieniu jestem kilkanaście lat /mam 61 lat/. Stosuję ŻO, bo mi służy, jednak robię wiele błędów, dojadając owoce, soki, czasami coś słodkiego, to powoduje, że waga dochodzi do 87 kg przy wzroście 174 cm. Kiedyś, będąc w górach, miałem atak zawrotów głowy i przyjmowałem tabletki Vicebrol, po których przeszło. Zauważyłem też pewną prawidłowość, że jak obniżam wagę o 2-4 kg, to sprawa się normuje. Uzyskuję spadek wagi poprzez stosowanie żywienia odkwaszającego: rano: omlet z 5 żółtek, z musem z jabłek, posypuję łyżeczką cynamonu /obniża mi to cukier z 6,2 na 5,8/, w pracy kawę ze śmietanką 30%, obiad: 6 żółtek – jajecznica ze szczypiorkiem, warzywa gotowane, różne ok 250 g, kolacja: 250 g ziemniaków gotowanych i to mi pozwala na zrzucenie wagi, a zarazem odkwaszenie. Stosuję takie żywienie przez ok. 3-4 tygodnie. W dzień dojadam ogórka kiszonego lub pomidora, lub wypijam sok naturalny z pomidora, lub wielowarzywny. Zawroty głowy i to dość silne miewałem w wieku kilkunastu lat, czasami były to 3-dniowe napady zawrotów głowy, silnego bólu głowy i wymiotów. Pomagały wówczas tabletki Betaserc. Na żywieniu optymalnym nie miałem takich problemów, do momentu opisanego w górach kilka lat temu i obecnie. Betaserc już na mnie tak nie działał, a Vicebrol pomógł, ale nie do końca czułem się dobrze. Jestem zmuszony również przyjmować od ok. 2 lat tabletki na nadciśnienie. Biorę Lorista HD100+25, Bisocard 5 mg 1,5 tabletki i na cholesterol /nie pamiętam nazwy/, ciśnienie przez to utrzymuję na poziomie 120/80/70, sporadycznie podnosi się na 130-140/90/80-90. Jestem podatny na wszelkie zawirowania stresowe i to powoduje moje skoki ciśnienia. W wieku ok. 40 lat w okresie silnego stresu ciśnienie skakało do 220 i przejście na ŻO dało mi ok. 20 lat spokoju i normalnego życia. Proszę o uwagi do mojego sposobu żywienia oraz co zrobić z tymi zawrotami głowy. Obecnie obniżam wagę z 87 kg, po 2 dniach już spadła na 86. Liczę na to, że pomoże na poranne zawroty przy wstawaniu. Czy w razie potrzeb powinienem przyjmować jakieś leki? Sporadycznie tworzą się też złogi piasku na nerce, a obecnie mam tam w kielichu półcentymetrowy kamyczek od ok. 1,5 roku. Czasami używam fitolizynę. Ostatnio używałem też Rovatinex. Odstawiłem z uwagi na zawroty głowy. Nie byłem pewny ich działania /kiedyś je używałem i nie było problemów/. Kilka lat temu kamień usadowił mi się przy ujściu do pęcherza i trzeba było go usunąć przez cewkę. 4 lata temu miałem usunięty operacyjnie wyrostek. Miesiąc temu stwierdzono zapalenie uchyłka jelita grubego z wysoką gorączką. Zastosowano dwa silne antybiotyki i przeszło. W przeszłości miałem badanie kolonoskopowe, ostatnie ok. 3 lata temu i wszystko było prawidłowo. Jak z powyższego wynika, trochę tych przypadków było. Zapewne wynikających z mojego charakteru, podatnego na wszelkie stresy. Przy skokach ciśnienia miewałem bóle głowy, obecnie przy unormowaniu ciśnienia bóle minęły. A ostatnio ciężkość w głowie wynika zapewne z problemów opisanych powyżej.
Za oczekiwane uwagi z góry dziękuję i pozdrawiam.
Piotr K.


Panie Piotrze!
Zwraca się Pan do mnie z prośbą o poradę, ale jednocześnie na samym wstępie pisze Pan, że właściwie to znalazł już rozwiązanie problemu zdrowotnego, który ostatnio się pojawił. Wystarczy prawidłowe żywienie i redukcja masy ciała o kilka kilogramów, a dolegliwości same ustępują, co właściwie powinno rozwiązywać sprawę. Jeżeli wiąże Pan swoje choroby z odstępstwami, to powinien Pan po prostu trzymać się zasad żywienia i nie mieć żadnych kłopotów. Z dalszej części listu wnioskuję, że nie do końca radzi Pan sobie ze swoimi problemami. Generalnie, po kilkunastu latach żywienia optymalnego, w Pana wieku nie powinny występować żadne dolegliwości, ale z tego co czytam w liście tak nie jest, chociaż stan zdrowia sam ocenia Pan na lepszy, niż przed 20 laty, kiedy to nękały Pana poważne bolączki. Obecna waga nie kwalifikuje Pana jeszcze do grupy osób otyłych, powiedziałbym tu raczej o lekkiej nadwadze, która nie powinna odgrywać większego wpływu na stan zdrowia. Prawidłowa masa ciała dla mężczyzny o wzroście 174 centymetry wynosi około 80 kilogramów i waha się w zależności od typu budowy ciała. Może być nieco niższa lub wyższa i nie jest to żadna patologia. Aktualnie Pana waga należna może być przekroczona o niecałe 10%. Redukcja masy ciała o 5% (tyle stanowią te 4 kilogramy) nie będzie miała raczej istotnego wpływu na stan zdrowia. Poprawę samopoczucia wiązałbym u Pana raczej z większą dbałością o swój jadłospis w czasie „obniżania wagi”, ponieważ kilka kilogramów nadwagi nie będzie powodowało porannych zawrotów głowy.
(…)
lek. Przemysław Pala
konsultant medyczny Arkadii Lido w Jastrzębiej Górze

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

EGP SYSTEM – Innowacje w służbie ludziom cz. II EGP System – nowy wymiar czystości


 O innowacji można mówić na poziomie przedsiębiorstwa, na poziomie kraju i na poziomie świata, stawiając coraz wyższe wymagania w odniesieniu do tego, na jakim poziomie dana zmiana jest nowością.
Jak wspomniałem w ubiegłym miesiącu, EGP System® został stworzony dzięki naszej wizji oraz wiedzy w zakresie innowacyjnych technologii. Produkty EGP System® mają bardzo szerokie zastosowanie w zakresie profilaktyki zdrowia, ochrony zdrowia, udogodnień związanych z życiem codziennym, poprawy walorów estetycznych oraz dezynfekcji. Wszystkie produkty EGP System® opierają się na najnowszych naukowych osiągnięciach, badaniach i wiedzy nanotechnologicznej. Metaloterapia znalazła zastosowanie w leczeniu wielu chorób i infekcji ran. W naszej ofercie znajdują się preparaty nano-koloidalne srebra, złota, miedzi i platyny, które są bezpieczne, nietoksyczne, działające jak antybiotyk. Nie kumulują się one w organizmie i nie reagują z lekami, wspomagając dodatkowo ich działanie. Preparat Ag EGP System (srebro niejonowe) jest bardzo efektywny w odkażaniu, dezynfekcji, profilaktyce antybakteryjnej, antygrzybicznej oraz antywirusowej. Płaski kształt rozdrobnionego srebra oraz jego wielkość poniżej 0,2 nanometra ( milionowej części milimetra) zapewnia optymalne pokrycie napawanych powierzchni. Badania naukowe potwierdziły skuteczność Ag w walce z bakteriami oraz mikrobami, zabija ponad 650 patogenów. Preparat Au EGP System (złoto niejonowe) to nano-koloidalny roztwór bardzo małych klasterów – płytek złota zawieszonych w spektralnie czystej – zdemineralizowanej wodzie. Dzięki ich płaskiej płytkowej budowie mają największą powierzchnię czynną, są odporne na światło i nie wchodzą w reakcje chemiczne. Preparat Cu EGP System (miedź niejonowa) działa silnie antybakteryjnie. Miedź ma bardzo silne właściwości grzybobójcze jest niezbędna do absorbcji i metabolizmu żelaza oraz przy utlenianiu witaminy C. Poprzez syntezę kolagenu i elastyny wpływa korzystnie na regenerację tkanki łącznej. Preparat Pt EGP System (platyna niejonowa) powstaje w procesie fizycznym, określanym jako niejonowy, co oznacza, że silnie zdyspergowana faza metaliczna takiego koloidu nie zawiera chemicznie przyłączonych ujemnych grup anionowych, zaś sama platyna nie występuje tutaj w postaci dodatniego kationu. Między innymi wspomaga proces niszczenia komórek nowotworowych, działa odmładzająco na naskórek, redukuje przebarwienia skóry – plamy wątrobowe i/lub starzeniowe. Warto pomyśleć o wypróbowaniu takich preparatów nie tylko jako terapii, ale także w profilaktyce.

Zygmunt Makarski
tel. 885 120 263, 577 792 521
http://www.egp-system.com/

WARTO PRZECZYTAĆ - Żeń-szeń - substancja naturalna o wszechstronnym działaniu dla zdrowia


 Żeń-szeń właściwy (Panax ginseng C.A. Meyer), nazywany także ginsengiem lub wszechlekiem – gatunek reliktowej byliny z rodziny araliowatych. Dziko występuje w północno-wschodnich Chinach, na północy Półwyspu Koreańskiego, w Japonii i wschodniej części Rosji (Kraj Nadmorski i zlewnia rzeki Ussuri). Pierwsze wzmianki pisane pochodzą z I w. p.n.e., z dzieła „Korzenie i zioła Shennonga” (Shen Nong Ben Cao Jing), przypisywanego legendarnemu władcy Chin, Shennongowi. Dziś znane są rosnące na stanowiskach naturalnych stuletnie rośliny (pod całkowitą ochroną). Największy korzeń znaleziono w Chinach w roku 1905, podczas budowy kolei do Suzhou. Jego waga wynosiła 600 g, a wiek na podstawie śladów liściowych po rozetkach na kłączu oceniono na dwieście lat. Do dziś jest on muzealnym eksponatem. Już cesarze chińscy, znani z długowieczności, stosowali sproszkowany korzeń azjatyckiego żeń-szenia jako uniwersalny lek na wiele chorób. Wyjątkowe właściwości żeń-szenia (Panax ginseng) sprawiły, że zawędrował on do Europy i do dzisiaj zajmuje bardzo ważne miejsce wśród leków roślinnych. Wiele z opisanych tradycyjnych działań tej rośliny zostało potwierdzonych w badaniach klinicznych.
(…)
Żeń-szeń swoje właściwości zdrowotne zawdzięcza zawartości wielu, jedynym w swoim rodzaju, substancjom aktywnym (jest ich około 200), których nie można znaleźć w żadnej innej roślinie. Najważniejszą substancją aktywną w korzeniu żeń-szenia są tzw. ginsenozydy. Ich działanie polega na zwiększeniu zdolności hemoglobiny do przyłączania tlenu, a tym samym lepszego zaopatrywania narządów w tlen. W konsekwencji wzrasta ilość energii i zdolność organizmu do wysiłku zarówno fizycznego, jak i umysłowego. Ginsenozydy pobudzają też układ odpornościowy – powodują wzrost odporności na infekcje oraz przyspieszają okres rekonwalescencji. Dodatkowo korzenie żeń-szenia zawierają m.in.: cukry, witaminy, składniki mineralne i pierwiastki śladowe, które również pozytywnie oddziałują na organizm ludzki.
(…)
prof. zw. dr inż. Stanisław K. Wiąckowski

Więcej – w listopadowym numerze miesięcznika „Optymalni”

W kolejnym numerze artykuł pt. „Dwutlenek węgla i jego znaczenie dla zdrowia człowieka”.

CIEKAWOSTKI NAUKOWE - Warto przeczytać...


 Jedz mniej - żyj dłużej!
Jedną z najskuteczniejszych strategii na przedłużenie sobie życia może być zmniejszenie liczby spożywanych kalorii - mówili uczestnicy debaty o sposobach na długowieczność. Stulatkowie z tzw. niebieskich stref, w których żyje ich najwięcej, jedzą około 1800 kcal dziennie, czyli 20-30 proc. poniżej zapotrzebowania kalorycznego. O sposobach na zachowanie długowieczności podczas festiwalu Przemiany dyskutowali: badaczka kultury żywieniowej - dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek, biolog - dr Barbara Pietrzak oraz dr n. med. Daniel Śliż. W ostatnich stu latach średnia długość życia człowieka wzrosła o średnio 30 lat. Choć częściowo - jak podkreślała dr Barbara Pietrzak - to efekt zmniejszenia śmiertelności noworodków, to rzeczywiście takiego wydłużenia życia nie było dotąd w całym świecie zwierząt. „Śmiertelność ludzi w czasach przedprzemysłowych była bardziej zbliżona do śmiertelności w populacji innych człowiekowatych, np. szympansa. Poprzez zmiany kulturowe, postęp medycyny interwencyjnej, poprawienie jakości życia, w ciągu kilku - kilkunastu pokoleń pokonaliśmy dłuższą drogę niż wcześniej przez setki czy tysiące lat ewolucji” - mówiła biolog dr Pietrzak. Nasza pokusa nieustannego wydłużania życia wciąż jednak rośnie, czego efektem są m.in. kolejne pomysły na zachowanie zdrowia, nowe rodzaje diet i wytyczne żywieniowe. „Tymczasem odpowiedź na pytanie: co jest dla nas dobre, jest zapisana w naszej historii ewolucyjnej. Odkąd udomowiliśmy zwierzęta i zaczęliśmy spożywać mleko, mutacje w naszych genach, pozwalające na trawienie go, pojawiły się przynajmniej dwukrotnie. To, co jest zapisane w genach, wciąż się zmienia, jednak większość naszej historii ewolucyjnej to czasy sprzed rolnictwa. To do tych czasów - w dużej mierze - nasz organizm jest przystosowany” - wyjaśniał dr Pietrzak.
CUKIER NICZYM KOKAINA? Jednym z przykładów trudności, z którymi obecnie musi zmierzyć się nasz organizm, jest zbyt duża ilość cukru, którego dostarczamy sobie każdego dnia. „Badania antropologiczne pokazały, że nasi przodkowie 10 tys. lat temu spożywali 200 gramów cukru na rok. Dzisiaj przeciętny Amerykanin zjada 200 gramów cukru dziennie. Nie ma takiej możliwości, abyśmy zdołali się ewolucyjnie przystosować do takiej zmiany” - podkreślał dr n. med. Daniel Śliż. Obecnie cukier jest niemal w każdym produkcie na sklepowych półkach, a ma działanie silnie uzależniające. Od cukru uzależniliśmy się tak bardzo, że bez niego wiele produktów zupełnie nam nie smakuje. „Tymczasem kiedyś słodycze robiono kilka razy do roku na specjalne okazje. Nikt sobie nie zjadał batonika, kiedy miał zły humor” - przypomniała dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek. „Dziś dla naszego układu nerwowego cukier jest tak silnym bodźcem, że chcielibyśmy go ciągle jeść i jeść. Warto więc zrobić na sobie mały eksperyment: pozbawić się cukru prostego przez kilka dni - nie pić słodkich napojów, nie jeść słodyczy, białego pieczywa, aby poczuć zespół odstawienia: podenerwowanie, irytację” - mówi dr Śliż. Dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek zwróciła uwagę, że o ile dziś zazwyczaj lubimy wypróbowywać nowe smaki, to kiedyś taka strategia była bez sensu - mogła skończyć się chorobą lub śmiercią. „Dla naszych przodków smak gorzki zwiastował coś trującego” - powiedziała dr Tomaszewska-Bolałek. „Smak słodki oznaczał zaś obecność cukru, który jest wysokoenergetyczny i w żywności nieprzetworzonej było go bardzo mało. Był np. w dojrzałych owocach. Tak samo jest z alkoholem. W naturze go nie ma, z wyjątkiem przejrzałych, sfermentowanych owoców. Człowiek był wyczulony na wyszukiwanie takich smaków, bo oznaczały bogactwo energetyczne” - dodała dr Pietrzak. Odczuwanie słodkiego smaku różni się jednak ze względu na region świata. Przeciętnych japońskich słodyczy właściwie nie nazwalibyśmy słodyczami. „A nasze słodycze wydają się nam słodkie, dopóki nie spróbujemy słodyczy hinduskich albo arabskich. Każdy kraj jest inny, jeśli chodzi o percepcję smaku słodkiego” - podkreśliła dr Tomaszewska-Bolałek.
DOMINUJĄCA PSZENICA Cechą stałą naszej dietetycznej historii była też różnorodność zjadanych pokarmów. „Ludy pierwotne miały ogromne bogactwo roślin w swoim jadłospisie, choć nie w ramach jednego posiłku. Kiedyś nasza dieta była oparta na mozolnym zbieraniu różnych roślin. Nasza współczesna dieta jest zubożona, bo zdominowało ja zaledwie kilka z nich. W naszej części świata zdominowała ją pszenica” - podkreśliła dr Pietrzak. Jak mówiła biolog, dominacja danej rośliny nie musi wynikać z tego, że akurat ona jest dla nas najzdrowsza. „Powszechność pszenicy może się wiązać z tym, że jest łatwa w hodowli; daje duży plon; jest stosunkowo odporna na pasożyty, czyli posiada związki trujące - trudne do strawienia. Oparliśmy więc naszą dietę na pszenicy i glutenie. Jednak jak to jest z glutenem? Tutaj badania nie są jednoznaczne. To znów (podobnie jak w przypadku cukru) może być kwestia nadmiaru: skupiliśmy się na jednym rodzaju białka - glutenu, które ma specyficzne właściwości” - opisała biolog. Za to, że dana osoba nie toleruje glutenu, a inna np. laktozy, odpowiada kilka różnych czynników. Jak wyjaśniała dr Pietrzak, po pierwsze są to nasze geny, czyli scheda po naszych odległych przodkach; po drugie to efekt matczyny, co oznacza, że sposób funkcjonowania naszego organizmu zależy też od tego, jak odżywiała się nasza matka, a nawet babcia. Po trzecie to nasza własna historia, to czego doświadczyliśmy w życiu płodowym i wczesnym dzieciństwie.
NIEBIESKIE STREFY JEDZĄ MNIEJ Choć wydaje się, że nie ma jednej uniwersalnej diety i recepty na długie i dobrej jakości życie, to kilka prostych zasad wydaje się zaskakująco skutecznych. „Jeśli popatrzymy na wszystkie tzw. niebieskie strefy, w których odsetek stulatków jest największy, to okazuje się, że jedzą oni ok. 1800 kcal na dobę, czyli 20-30 proc. poniżej zapotrzebowania kalorycznego. To biedne regiony, w których je się proste, lokalne produkty. W tych miejscach zachowane są też bardzo silne więzi społeczne. Oni pracują razem, razem wychowują dzieci, zaczynają i kończą dzień stadnie. To coraz ważniejszy element stylu życia, o który powinniśmy dbać” - podkreślił dr Śliż. Jedzmy więc mniej, ograniczajmy czerwone mięso, sięgajmy po jak najwięcej warzyw i owoców, nie palmy papierosów i ograniczajmy alkohol. „To bardzo proste rzeczy, które możemy zrobić, aby zmniejszyć ryzyko zawału mięśnia sercowego czy udaru mózgu” - radził dr Śliż.

Źródło: Serwis Nauka w Polsce - www.naukawpolsce.pap.pl

Choć z konkluzją nie do końca się zgadzamy, można powiedzieć, że widać światełko w tunelu… (red.)

KUCHNIA OPTYMALNA - KETO KLUSKI LENIWE A’LA KOPYTKA


 Składniki:
200 g sera białego tłustego
1 jajko
2 łyżki łupin babki jajowatej

Uwielbiamy kluski leniwe i kopytka a dzięki temu przepisowi nie musimy z nich rezygnować. Kluseczki są miękkie, delikatne i przepyszne! Znakomicie smakują zaraz po przygotowaniu, jak i odsmażone. Sprawdzają się jako dodatek do innych dań, świetne z sosami, boczkiem albo masełkiem. Polecam ten przepis wszystkim na dietach niskowęglowodanowych i bezglutenowych. Ser rozdrobnić widelcem. Dodać jajko i łupiny babki a następnie całość dobrze wymieszać do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Z ciasta uformować średniej grubości wałeczki, które następnie kroić pod skosem na kluseczki wielkości ok 2-3 cm. Zagotować wodę z niewielką ilością soli. Do wrzątku wrzucać kluski, delikatnie mieszając. Gotować przez ok 1-2 minuty od wypłynięcia na powierzchnię. Kluski podawać z masełkiem, ulubionymi sosami, mięsem, boczkiem lub odsmażone, pamiętając o odpowiedniej ilości tłuszczu aby zachować proporcje BTW.

Smacznego!

Źródło: http://olalalchf.pl/



Zakup miesięcznika Optymalni
top