aktualności 2015-03-02 22:31:10 POLECAMY OPTYMALNĄ KSIĄŻKĘ KUCHARSKĄ!
Lido

Optymalni



Miesięcznik Optymalni Marzec 2015



Od Redakcji


Drodzy Czytelnicy,

Na hartowanie siły woli nie ma jednej recepty, ale pewne proste ćwiczenia wzmacniające samokontrolę mogą być pomocne - przekonuje na portalu PAP Nauka w Polsce neurokognitywista, dr Mateusz Hohol z krakowskiego Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych. Do niedawna sądzono, że o sukcesie życiowym decyduje przede wszystkim inteligencja. Współcześni psycholodzy często podkreślają jednak, że wytrwałość i umiejętność panowania nad swoimi reakcjami również decydują w dużej mierze o tym, czy nasze życie będzie udane. Czy jednak w ogóle warto walczyć z różnymi pokusami, takimi np. jak objadanie się słodyczami, jeśli poprawiają one - nawet na krótko - nasze samopoczucie? Badania rozpoczęte w latach 60. przez Amerykanina Waltera Mischela sugerują, że czteroletnie dzieci, które potrafią powstrzymać się od jedzenia łakoci, radzą sobie znacznie lepiej w późniejszym życiu – uzyskują lepsze wyniki w testach szkolnych, lepiej zarabiają, a także są szczęśliwsze w życiu osobistym. Cóż, musimy więc walczyć o zmniejszenie spożycia cukru w każdym wieku, ale dobrze jest szybko zacząć…
Śniadanie jest bardzo ważnym posiłkiem, lepiej zrezygnować z kolacji aniżeli z porannego posiłku – przekonuje prof. Władysław Grzeszczak ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w informacji opublikowanej przez PAP. Wieku Polaków żyje w takim pośpiechu, że rezygnuje ze śniadania. To jednak duży błąd. Prof. Meena Shah z Teksańskiego Uniwersytetu Chrześcijańskiego przekonuje z kolei na łamach „Journal of the Academy of Nutrition and Dietetics”, że dobrze jest również spożywać posiłki bez pośpiechu. Powolne jedzenie sprzyja szybszemu zaspokajaniu głodu, dzięki czemu spożywamy mniejsze porcje, jednocześnie dłużej utrzymuje się uczucie sytości. A najlepiej, jeśli będzie to optymalna jajecznica!
Mamy już pandemię, a nie tylko epidemię otyłości – mówili specjaliści Instytutu Żywności i Żywienia na konferencji naukowej w Warszawie, podaje PAP. Ich zdaniem oznacza to, że na razie przegrywamy walkę z otyłością. Badania specjalistów Instytutu Żywności i Żywienia wykazały, że średnio 22,3 proc. Polaków ma nadmierną masę ciała. „Przyczyna pandemii otyłości jest wciąż ta sama - to złe odżywianie już od najmłodszych lat życia oraz niekorzystny styl życia, przede wszystkim brak ruchu, ale również niedosypianie” - podkreślił prof. Jarosz. Optymalni – wygrywają. Najwyższa pora, aby IŻŻ to zauważył…

Ewa Borycka-Wypukoł








ŻYWIENIE OPTYMALNE - Biochemia żywi i leczy


Pani Doktor,
Mam ponad 75 lat, od 20 lat żywię się optymalnie i nigdy nie przestanę. Nie liczę codziennie stosunków BTW, gdyż moje żywienie raz ustalone jest podobne każdego dnia. Podstawą jest śniadanie z 5 żółtek i 36% śmietany. Później szklanka herbaty z cytryną i 2-3 plasterki salcesonu włoskiego. Na obiad różnie, ale najczęściej tłuste mięso wieprzowe z warzywami albo wędzony boczek lub pachwina na patelni z 2 jajkami i 2 ziemniaki. Kolacji nie jadam, a jak jem, to małą kromkę chleba razowego z pasztetem lub z dużą ilością masła plus dwie śliwki suszone albo pół jabłka. Piję dużo wody, herbaty i 2 filiżanki kawy. Widocznie nie wszystko jest dobrze, bo pojawiają się zadyszki, bolą więzadła miednicowe, a także 3 lata temu pojawiła się w okolicy mostka plamka grzybiczna - jak gdyby wychodziła z organizmu i którą żadnymi lekami nie można wyleczyć. Dużo czytam, także książki o medycynie naturalnej. Książka prof. Wiąckowskiego "Woda zjonizowana - życie bez chorób", w której wyraża się, że grzyby zjadają nas od wewnątrz, natchnęła mnie, aby taką wodę pić - odkwasić organizm i wyleczyć się z plamki grzybicznej. Kupiłem dobrej klasy aparat koreański do wytwarzania wody zjonizowanej i od 8 miesięcy piję 2,5-3 l dziennie. Woda ta pięknie pachnie, jak powietrze po burzy, jest bardziej miękka. Druga część tej wody jest bardziej kwaśna, ma lekki zapach chloru i wylewam ją do zlewu. Muszę powiedzieć, że woda ta bardzo mi smakuje i czuję się po niej dobrze. Plamka grzybiczna zmalała i zniknęła, ale znowu się pojawiła, tylko że w delikatnej formie. Według prof. Wiąckowskiego woda zjonizowana ułatwia krwi dostanie się do komórek ciała, o których jest mowa w Pani artykule. Czy dobrze robię stosując wodę zjonizowaną? Książka Jerzego Zięby "Ukryte terapie" natchnęła mnie z kolei do stosowania codziennego oleju lnianego na zimno tłoczonego z olejem słonecznikowym w stosunku 1 do 3. Zapewnia to podobno dzienne potrzeby niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych w postaci pierwotnej. Ponieważ jest zima i krucho z witaminą D, a poziom witaminy D3 w mojej krwi laboratorium stwierdziło zaledwie 20,6ng/ml metabolitu 25(OH) zastosowałem codzienną dawkę 5000 jednostek D3 plus 100 mikrogram K2-MK7. Stosuję także codzienną dawkę 125 mg witaminy C w postaci naturalnej owoców aceroli. Czy dobrze robię, stosując wskazania pana Zięby? Przeczytałem też książkę pt. "OPC fundament zdrowia" R. Franza. Autor trochę zwariowany, ale wnioski są sensowne. Poleca on OPC - wyciąg z pestek czerwonych winogron, który jako bardzo silny przeciwutleniacz powoduje obniżenie lepkości krwi. Winogrona i krzewy oliwne to najstarsze rośliny świata, wielokrotnie wspomniane w Biblii. Czy witaminy, minerały, witaminę C, która jest witaminą życia warto zastosować w żywieniu optymalnym, często niepełnym? Czy to wszystko co wymieniłem ma także, jak nasze żywienie, wartość zapobiegawczą chorobom, aby nie doszło do leczenia chemią?
Pacjent


Szanowny Panie,
Pana list jest bardzo pięknym przykładem stosowania żywienia optymalnego, które od 20 lat stosowane powoduje to, że organizm jest w dobrej kondycji. Żywienie optymalne nie musi być codziennie stosowane z kalkulatorem w ręku. Można polegać na własnym rozumie, który potrafi rozpoznać proporcje. To co Pan opisał jest prawidłowe, chociaż można wprowadzić drobne korekty. Dobrze Pan robi spożywając na śniadanie 5-6 żółtek ze śmietaną. Jest to solidna dawka energii na cały dzień. Jeśli to jest w postaci jajecznicy, proponowałabym dodać sporo posiekanej pietruszki. Następne posiłki też są dobre, ale należałoby się zastanowić czy nie spożywa Pan nieco zbyt dużej ilości białka. 5-6 żółtek daje 15-18 g białka. W Pana wieku i przy tylu latach stosowania żo dobowe zapotrzebowanie na białko nie przekracza 35-40g, czyli pozostaje 20-25 g białka do spożycia. Porcja mięsa lub podrobów na obiad, aby dostarczyła tyle białka, powinna nie przekraczać 100g. 2-3 plasterki salcesonu włoskiego też dostarczają pewnej ilości białka i ważą ok 50-80 g. Można je zastąpić galaretą z nóżek lub zupą z wywaru kolagenowego. Kolacji już naprawdę nie potrzeba. Do tego białka powinno być dodane sporo tłuszczu i tu mam uwagę, co do codziennego spożywania oleju lnianego i słonecznikowego. Żywienie optymalne poleca jako główne źródło energii tłuszcze zwierzęce a nie roślinne. Podstawą żywienia optymalnego są żółtka, masło i śmietana, a nie oleje.
(…)
lek. Agata Płowecka
przewodnicząca Komisji Zdrowia OSO

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Czy wino jest zdrowe?


Korzenie winorośli sięgają początków cywilizacji. W czasach antyku winorośl otaczano kultem i przypisywano jej nadprzyrodzone pochodzenie. Dziś jej cudowne właściwości odkrywane są na nowo.
Wino, napój Bogów, to naturalny znany od tysiącleci środek leczniczy - dezynfekujący i dietetyczny. Dziś spożywa się go nie tylko podczas spotkań w gronie przyjaciół czy tych spotkań biznesowych, ale podobnie - jak miało to już miejsce w starożytności - napój ten służy poprawie zdrowia. Przeprowadzone przez medycynę pracy analizy wykazały, że osoby spożywające wino w umiarkowanych ilościach, znacznie rzadziej zapadają na choroby serca i wiele innych niż abstynenci. Ze względu na zawartość cukru wina dzielą się na wytrawne, półwytrawne, półsłodkie i słodkie. Wino wytrawne to takie, w którym drożdże przefermentowały cały cukier z winogron. Ze względu na barwę mamy wina białe, różowe i czerwone. Ale barwa wcale nie zależy od koloru winogron - białe wino może powstać też z ciemnych gron, byleby tylko przed maceracją skórki zostały oddzielone od miąższu owoców. Wino białe produkuje się bowiem tylko z wyciśniętego ze świeżych winogron soku. Gdy winogrona gniecione są razem ze skórką, powstaje wino czerwone lub różowe. Kilkugodzinna maceracja powoduje różowe zabarwienie wina, a kilkutygodniowa - czerwone. Właśnie skórka kryje najcenniejsze składniki winogron, dlatego wino czerwone jest lepsze pod względem walorów zdrowotnych niż białe. Miąższ winogron zawiera wodę winogronową obfitującą w oligoelementy. To naturalny koktajl witamin i składników mineralnych. Uczestniczą one w procesach metabolicznych komórek, odnowy komórkowej, regeneracji wszystkich warstw skóry, wpływają na zmniejszenie przebarwień skórnych, gojenie ran i łagodzenie podrażnień, stanowią ochronę przed szkodliwymi czynnikami wewnątrz - i zewnątrzpochodnymi. Czerwone winogrona zawierają w skórkach i pestkach ogromne ilości OPC - produktu bogatego w przeciwutleniacze, m.in.: polifenole. Wino czerwone zawiera 20-30 razy większe stężenie OPC niż wino białe. Badania potwierdziły dobroczynne dla serca działanie polifenoli - przeciwutleniaczy, które nie dopuszczają do tworzenia się złogów cholesterolu na ściankach naczyń oraz mają zdolność obniżania poziomu złego cholesterolu.
(…)
Opracowanie:
Teresa Szczepanek
starszy doradca ŻO
tel. kont: 609 147 364
DW Globus, Ustroń Jaszowiec

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

ABC MEDYCYNY – Nadciśnienie tętnicze w przebiegu chorób układu nerwowego


Ośrodkowy układ nerwowy (OUN) odgrywa najważniejszą rolę w regulacji ciśnienia tętniczego. Ośrodkowa neuroregulacja całego układu sercowo-naczyniowego to proces niezwykle złożony i niestety nie do końca poznany. W warunkach fizjologicznych i na różnych poziomach OUN stale zachodzi proces integracji odpowiedzi autonomicznych (współczulnych i przywspółczulnych), neuroendokrynnych oraz behawioralnych. Dzięki tej precyzyjnej integracji OUN kontroluje pojemność minutową serca, opór naczyniowy oraz objętość krwi krążącej. Można zatem przypuszczać, że zaburzenia czynności OUN odgrywają istotną rolę nie tylko w patogenezie nadciśnienia neurogennego. Wiemy już, że czynnik neurogenny stanowi również bardzo ważny mechanizm w nadciśnieniu pierwotnym oraz innych chorób w postaci tej choroby. Szczególną rolę w ośrodkowej regulacji nadciśnienia tętniczego odgrywają grupy neuronów zlokalizowane w rdzeniu podłużnym i moście. Należy podkreślić, że neurogenne zaburzenia regulacji ciśnienia tętniczego polegają na mniej lub bardziej wybiórczych zmianach w różnych układach OUN. Takie zaburzenia neurochemiczne najczęściej nie powodują żadnych objawów neurologicznych i nie można ich uwidocznić za pomocą najbardziej czułych metod obrazowania układu nerwowego.
(…)
lek. internista Ewa Łukaszek-Gwóźdź
tel. 503-144-481
www.optymalni-katowice.pl

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

ARKADIA LIDO - Optymalni lekarze odpowiadają


Panie Doktorze!
Jestem z żoną na diecie optymalnej od naszego pobytu w Jastrzębiej Górze, od roku 2007. Do tej pory nie mieliśmy żadnych problemów ze zdrowiem. Przed przyjazdem do ośrodka też w zasadzie byliśmy zdrowi - nie licząc nadwagi, ale z tym się uporaliśmy. Ostatnio pojawił się u mnie problem. Na jesieni zaczęło się szczypanie w czasie oddawania moczu, ale myślałem, że to jest zapalenie, zwłaszcza, że pojawiły się bakterie w moczu. Lekarz leczył mnie Furaginum i to pomagało, ale na krótko. Na początku stycznia złapał mnie silny ból w plecach i okazało się, że mam kamienie w nerce i urolog powiedział, że je teraz rodzę. Po przepisanych lekach jest mi lepiej, piję też więcej wody i wieczorem jedno piwo, ale bóle czasem nawracają, chociaż nie takie silne. Jeżeli leki nie pomogą, to czeka mnie rozbijanie kamieni, albo nawet operacja. Na razie biorę te leki i mam nadzieję, że one wystarczą, bo nie chciałbym tej operacji. Nie wiem tylko skąd się wzięły te kamienie, bo cały czas było dobrze. Może coś nie tak robimy. Teraz ważę 85 kg i mam 178 cm, mam 68 lat. Zjadam dziennie około 50 g węglowodanów, a białka i tłuszczów, tak żeby nie być głodnym. Żona twierdzi, że jem za dużo, ale ja jeszcze pracuję i potrzebuje więcej niż ona.
Z góry dziękuję za poradę.
Łukasz L.


Szanowny Panie,
Nerki spełniają w organizmie rolę filtra krwi i regulatora ilości wody w organizmie. Zbyt duże stężenie drobnocząsteczkowych związków nieorganicznych powoduje ich przenikanie do moczu. W moczu pierwotnym wysycenie nimi jest takie samo jak w osoczu - jednak, aby uchronić się przed nadmierną utratą wody, zostaje ona w nerce resorbowana, co powoduje zagęszczenie rozpuszczalnych w nim substancji. Jeżeli stężenie rozpuszczonych związków jest większe niż możliwość rozpuszczenia, to dochodzi do ich krystalizacji. Podobne zjawisko obserwujemy, gdy odparujemy słoną wodę i na dnie naczynia pojawi się krystaliczna sól. Oczywiście w organizmie proces ten jest bardziej skomplikowany i wymaga obecności tzw. jąder krystalizacji, zasada jest jednak ta sama: aby doszło do wytrącenia ciała stałego w płynie musi wzrosnąć jego stężenie. Głównym substratem do produkcji kamieni nerkowych jest pokarmowe białko. Predysponowane są osoby, które zjadają duże jego ilości (zwłaszcza niskowartościowych), które nie mogą być wykorzystane jako budulec z powodu niedoboru niektórych aminokwasów egzogennych. W takiej sytuacji białka są wykorzystane jako źródło energii i utylizowane. Spalanie białka powoduje „zaśmiecenie organizmu ich resztkami”, które muszą być wychwycone i wydalone przez nerki. W takiej sytuacji w moczu pierwotnym więcej jest związków azotowych i usposabia to do ich wytrącania.
(…)
lek. Przemysław Pala
konsultant medyczny Arkadii Lido w Jastrzębiej Górze

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Różne etapy jednego życia


Każdy etap życia ma swoją własną przestrzeń, własne piękno i możliwości. Któż z nas nie doznał olśnienia, gdy po latach beztroskiego dzieciństwa i lat spędzonych w szkołach, podjął pracę i zaczął się usamodzielniać. Wtedy wydawało nam się, że świat do nas należy i że to my wiemy, jak go ulepszyć. U młodych ludzi napełnionych szkolną wiedzą jest to normalne. Każde pokolenie przeżywa to samo. A jeszcze lepiej, gdy w parze z chęcią ulepszania świata idzie szacunek do przyrody i do ludzi w każdym wieku. Wtedy jest to okres twórczy, dający wiele dobrych rozwiązań, a co za tym idzie dużo satysfakcji. Jednak niebezpieczeństwem stała się ideologia „uzdrawiania” świata tylko i wyłącznie młodością. Niestety obecnie społeczeństwa krajów wysoko rozwiniętych promują ideologię, że starość to wielka przegrana z młodością. Koncerny, reklamując w mediach wszelkiego rodzaju lekarstwa, pampersy, pokazują starszych ludzi często w bardzo niekorzystnym, karykaturalnym wręcz świetle, jako zniedołężniałych nie nadających się do niczego ludzi. Dotyczy to marginalnej ilości starszych ludzi, ale młodym ludziom, nawet dzieciom, zniekształca wizerunek wszystkich starszych ludzi. Brutalnie odsuwa się starszych ludzi od normalnego życia, lekceważy się ich i okazuje brak szacunku, a ma to wpływ na ich zamykanie się w sobie. Zanika w nich naturalna aktywność, co powoduje, że stają się szybciej zniedołężniali, niż zrobiłaby to sama natura.
(…)
Danuta Betka

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Hej ho, hej ho, to idzie GMO!


Prezydent podpisał kontrowersyjną nowelizację ustawy o GMO. Autorzy ustawy przekonują, że zapewni ona bezpieczeństwo hodowli i wykorzystania organizmów genetycznie modyfikowanych w laboratoriach. Posłowie PiS-u i część organizacji ekologicznych podkreślają, że rząd tą ustawą otworzył nasz rynek na żywność genetycznie modyfikowaną. Nowela reguluje hodowlę w laboratoriach organizmów modyfikowanych genetycznie. Dotyczy zamkniętego użycia (np. w ośrodkach badawczych zajmujących się inżynierią genetyczną) zmodyfikowanych genetycznie organizmów i mikroorganizmów. Określa działania, jakie muszą być podjęte na wypadek awarii, by zapobiec wydostaniu się tych organizmów na zewnątrz, poza laboratorium. Regulacja zakłada, że obecny system wydawania zgód na zamknięte użycie GMO zastąpiony zostanie systemem, w którym wydawane będą „zezwolenia na prowadzenie zakładu inżynierii genetycznej oraz zgody na zamknięte użycie mikroorganizmów i organizmów genetycznie zmodyfikowanych”. Warunkiem wydania zgody będzie spełnienie wymogów bezpieczeństwa, dotyczących m.in. kwalifikacji osób pracujących z GMO, czy sposobu postępowania z odpadami.
(…)

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”


źródło: http://wgospodarce.pl/informacje/18631-hej-ho-hej-ho-to-idzie-gmo

WARTO PRZECZYTAĆ – Globalizacja - kto na niej korzysta?


Kontrola łańcucha żywnościowego Począwszy od produkcji nasion poprzez chemię rolną, przetwórstwo, aż po półki supermarketu -wszystko kontroluje kilka światowych koncernów. Wychowywane przez media społeczeństwo konsumpcyjne chce mieć tanią żywność, nie zastanawiając się, gdzie i jakim kosztem jest ona produkowana. Prześledzenie drogi produktów żywnościowych jest bardzo trudne. Często składniki produktów pochodzą z wielu odległych od siebie krajów. Oczywiście etykieta powinna zawierać informacje o pochodzeniu produktu, ale czy napis na słoiku miodu, że pochodzi on z krajów Unii Europejskiej i spoza Unii, zaspokaja naszą ciekawość? Spróbujmy przyjrzeć się, skąd pochodzą produkty żywnościowe, które kupujemy w naszych sklepach. Wędlina zrobiona jest z mięsa, które prawdopodobnie pochodzi ze zwierząt z wielkich ferm przemysłowych. Na potrzeby dużych koncernów mięsnych produkują też polscy rolnicy, u których odbywa się proces tuczu trzody chlewnej. Otrzymują oni materiał wyjściowy, czyli prosięta, pasze, opiekę weterynaryjną, i utrzymują zwierzęta do wagi ubojowej. Wykorzystywane podczas tuczu pasze opierają się na soi modyfikowanej genetycznie pochodzącej najczęściej z Ameryki Południowej. Czy zarabiają na tym tamtejsi {albo: lokalni} rolnicy? Nie! Ziemia drobnych rolników przejmowana jest przez tak zwanych „sojeros”, którzy uprawiają soję GMO na potrzeby europejskiej hodowli. Przejęta ziemia nie rodzi plonów na potrzeby tamtych społeczności, pogłębia się ubóstwo i niedożywienie. Wykorzystywanie olbrzymich ilości toksycznego roundupu w monokulturach soi powoduje narastające problemy zdrowotne mieszkańców sąsiadujących z uprawami osiedli. Czy zarabiają na tym europejscy rolnicy? Nie!
(…)
Edyta Jaroszewska-Nowak

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

źródło: https://razemdladobrejzywnosci.wordpress.com/2015/02/22/nielegalna-zywnosc-jak-od-babci/

WARTO PRZECZYTAĆ – Bioróżnorodność i jej wpływ na rolnictwo ekologiczne


Różnorodność biologiczna (bioróżnorodność) to rozmaitość form i struktur żywej materii, wynikająca z informacji genetycznej tkwiącej w zasobach genowych organizmów na Ziemi. Bioróżnorodność jest ogromną siłą organizmów. Daje roślinom i zwierzętom szanse przystosowania się do zmieniających się warunków środowiska. Stanowi zabezpieczenie żywnościowe na wypadek klęski żywiołowej czy zarazy, która może dotknąć nagle pewnych odmian roślin czy zwierząt. Dzięki różnorodności można w sposób naturalny krzyżować odmiany i uodparniać je na przeróżne zagrożenia, nadając im nowe cechy odpornościowe, bez uciekania się do wciąż niebezpiecznych metod inżynierii genetycznej. Dzikie lub dawne odmiany uprawne mają wiele cech korzystnych, takich jak odporność na choroby, susze lub zimno, mogą wcześnie wydawać owoce lub dobrze się przechowywać. Tylko bioróżnorodność genetyczna jest w stanie uratować ludzkość przed katastrofą głodu. Niestety, wysiłki hodowli stawiania na ilość kosztem jakości spowodowały zanik wielu tych pożytecznych cech. Ochrona bioróżnorodności to naczelny cel wszystkich przedsięwzięć w ochronie przyrody. Polska jest jednym z niewielu krajów Europy o wielkich zasobach bioróżnorodności.
Bioróżnorodność w rolnictwie
Od samego zarania człowiek zmieniał swoje otoczenie w taki sposób, żeby osiągnąć z tego jak największe korzyści. W wieku XX niszczenie przyrody przybrało zastraszające rozmiary. Współczesny człowiek uważa, że potrafi się całkowicie uniezależnić od przyrody, a dzięki najnowszym technikom inżynierii genetycznej stworzy ją na nowo w takiej postaci, w jakiej będzie chciał. Sposób uprawy zadecyduje o tym, czy zachowamy bioróżnorodność.
(…)

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

źródło: http://icppc.pl/index.php/pl/artykuly/25-artykuly/548-bioroznorodnosc-i-jej-wplyw-na-rolnictwo-ekologiczne.html http://www.promocjaspa.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=124:bioronorodno-i-jej-wpyw-na-rolnictwo-ekologiczne&catid= 37:ciekawostki&Itemid=61

MIĘDZY NAMI - Nowicjusz w optymalnym gronie!


 „Wokół nas jest dużo mądrych ludzi, tylko trzeba z nimi pobyć, aby się o tym przekonać…”

Przez około 7 miesięcy miałam przyjemność pomagać mojemu znajomemu Karolowi zrozumieć i stosować żywienie optymalne. Tak się cudownie złożyło, że Karol był sympatykiem optymalnych, których poznał w Ciechocinku w pierwszych dniach czerwca 2012 roku, gdyż tam pracował i nadal pracuje jako muzyk, a ja wraz z grupą znajomych optymalnych często przychodziłam na wieczory taneczne do Pałacu Targon (obecnie Łazienki II). Pamiętam doskonale ten 2012 rok, gdzie wszystkie prawie moje rozmowy na temat rewelacyjnego wpływu żywienia optymalnego na cały ustrój człowieka kończyły się tym, że byłam torpedowana takimi oto frazesami - „A wy optymalni nie jedzcie tego smalcu, bo dostaniecie ataku serca”, albo „Słuchaj - wy jesteście jakąś sektą” lub dostawałam drogą mailową zdjęcie kolorowe serca ludzkiego z podpisem: „To serce osoby żywiącej się optymalnie - całe zajęte przez miażdżycę”. Takie i jeszcze inne sytuacje spotykały mnie ciągle, zresztą nie tylko Karol był takim sceptykiem, lecz większość osób, z którymi miałam możność rozmawiania na te tematy. W tymże roku 2012, już jesienią, podczas pobytu w Ciechocinku u Państwa Suchowieckich udało mi się zaprosić Karola do Kawiarni Wiedeńskiej z myślą o poszerzeniu jego wiedzy na temat żywienia optymalnego, przedstawiając mu moich optymalnych kolegów. Pamiętam, że podczas tej prezentacji przedstawiłam Karolowi Zdzisia Kędzierawskiego, jako wspaniałego doradcę żywienia optymalnego z długoletnim stażem, a przede wszystkim doradcę z dużą wiedzą na temat żywienia optymalnego. Zdzisiu zwrócił się do Karola z wstępnymi uzgodnieniami odnośnie spotkania doradczego, lecz Karol powiedział, że nie jest zdecydowany, aby zmienić swoje dotychczasowe żywienie na optymalne. Jak będzie gotowy, to na pewno skontaktuje się z nami. Byliśmy zawiedzeni taką postawą, bo ja i moi znajomi optymalni nigdy nie pogodzimy się ze światopoglądem ludzi, którzy nie chcą się czegoś dowiedzieć, choćby dla porównania, albo dla samej wiedzy. Też bardzo martwią mnie i zapewne nas wszystkich tzw. obiegowe opinie, które niestety są płaskie, nic nie wnoszą, a bardzo wypaczają pogląd na optymalizm jako taki. Uważam, że wystarczy przeczytać i zrozumieć chociaż jedną książkę doktora Jana Kwaśniewskiego, aby poszerzyć sobie horyzonty i zrozumieć sens tego żywienia. Tak się złożyło, że przez rok 2013 i połowę roku 2014 Karol się nam optymalnym przyglądał i chyba dawało mu dużo do myślenia: nasz wygląd, stan zdrowia, samopoczucie itp.
(…)
Danuta Czernik - doradca ŻO
tel. dom 91 820 53 58 (aktualny po 10.03.2015 r.)
kom. 532 715 875
e-mail: kulig3@tlen.pl


więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Dlaczego optymalni nie piją krowiego mleka


 Konsumpcja mleka krowiego w Europie, w tym w Polsce, trwa od stuleci. Mleko krowie stało się jednym z podstawowych składników żywienia dużej części społeczeństwa. Na polskiej wsi w biednych rodzinach, jak i miastach, mleko było podstawowym produktem zapewniającym dostawę dla organizmu dobrego białka i tłuszczu. Krowa na wsi była niejednokrotnie jedyną żywicielką rodziny.
W dawnych czasach, kiedy na wsi panował analfabetyzm, a chłop - rolnik podpisywał się trzema krzyżykami, zarówno mleko jak i jego przetwory oraz pozostała żywność były smaczne, zawierały wszystkie niezbędne składniki odżywcze. Małe stada krów lub pojedyncze sztuki pasły się na pastwiskach od wiosny do późnej jesieni. Trawa była soczysta, nieskażona chemicznie, o różnorodnej roślinności i wielości różnych ziół. W zimie bydło w chlewniach miało podawaną paszę naturalną bez żadnych dodatków chemicznych. Smak mleka i śmietany był wyśmienity, zupełnie inny niż obecnie, a skład chemiczny różnił się zasadniczo od obecnie kupowanego w sklepach. Tak zwana wówczas „zacofana wieś” potrafiła wyprodukować zdrową, smaczną i nieskażoną chemicznie żywność. Nikt z konsumentów mleka i jego przetworów nie zastanawiał się jaki był jego skład chemiczny, bo nikt go nie badał, nie było takiej potrzeby. Dzisiaj pomimo wiedzy istniejącej na ten temat, również ci co piją mleko nie zawsze wiedzą o jego jakości prozdrowotnej. Zmiany jakie zaszły pod koniec XX wieku w Polsce, spowodowały z jednej strony duży postęp techniczny i technologiczny nie tylko na wsi. Jednakże wraz z cywilizacją z Zachodu przyszły do nas i choroby cywilizacyjne.
(…)
Stanisław Muc

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Zmiany, zmiany, zmiany


„Nikt nie wie dokładnie, ile jest białka w danej kiełbasie, mięsie czy innych produktach. Tabele podają średnie wartości, a mięso czy inny produkt kupiony w różnych sklepach czy od różnych producentów lub w różnych częściach kraju ma czasem zdecydowanie inną wartość BTW niż ta podana w tabelach”. Tę opinię wyczytałam na jednej z dyskusji internetowych. I trudno ją podważyć. Wszyscy wiemy, że na skutek zmian w gospodarce rolnej – uprawach, hodowli – nastąpiły nieodwracalne zmiany w składzie produktów żywnościowych. Optymalni powinni być świadomi istnienia dość sporych różnic w zawartości białka i tłuszczu w mięsie wieprzowym w porównaniu z latami 70-tymi ubiegłego wieku (tekst na ten temat wyszukała Regina Ciereszko) czy też istnienia kolosalnych wręcz różnic (strat) w ilości witamin i minerałów w warzywach i owocach (tabela 1), które to z kolei są wątpliwie „wzbogacane” o pochodne rozkładu różnego rodzaju nawozów, sterydów itp. Powinniśmy jak mantrę powtarzać za dr. Kwaśniewskim, że każdy organizm jest inny i ma inne potrzeby. I że „złotą proporcję” należy to tych potrzeb dostosować. Powinniśmy jednak również uwzględniać uaktualnione informacje na temat ilości BTW w produktach żywnościowych w komponowaniu swoich jadłospisów. Czytajmy ze zrozumieniem i bądźmy otwarci na wiedzę. (ebw)

Aktualna wartość dietetyczna wieprzowiny

Mniej tłuszczu
Dwukrotnie mniejsza niż dotychczas uważano zawartość tłuszczu w mięsie, które przez konsumentów oraz specjalistów od żywienia człowieka postrzegane jest jako tłuste, np. boczek czy żeberka. Szczególnie boczek, który jeszcze 20 lat temu zawierał około 50% tłuszczu, w efekcie selekcji zwierząt i poprawy ich mięsności zmienił swoje proporcje i dziś ma średnio o 15% mniej tłuszczu.
Korzystny profil kwasów tłuszczowych
Wieprzowina w porównaniu z mięsem wołowym, charakteryzuje się korzystnym profilem kwasów tłuszczowych: niższą zawartością kwasów nasyconych - SFA (tzw. „złego” tłuszczu) i znacznie wyższą zawartością wielonienasyconych kwasów PUFA (tzw. „dobrego” tłuszczu), a więc i korzystniejszą proporcją kwasów PUFA/SFA.
(…)
źródło: http://www.wieprzopedia.pl - projekt sfinansowany z Funduszu Promocji Mięsa Wieprzowego

ILE JEST WITAMIN W „WITAMINACH”
(z bloga Tomasza Ozdowskiego - „Istny-kij-w-mrowisko”)

(…) Czy z pomocą tego co spożywamy, jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby naszego organizmu? I nie chodzi o jakąś sobie tam pierwszą lepszą żywność, ale o naszą polską, dobrą żywność. O różnicach między żywnością ekologiczną a tak zwaną marketową już pisałem w artykule „Zdrowa żywność kontra jedzenie (z) Biedronki”. I nie ma co się sprzeczać, że współcześnie żywność ekologiczna ma sporą przewagę nad żywnością ogólnie dostępną i promowaną przez wszelkiego rodzaju reklamy. Jednakże nie oznacza to również, że sam fakt dbania o to co się je, wybierania czystszej, często własnoręcznie hodowanej żywności jest w stanie zaspokoić potrzeby naszego organizmu. Pytanie – dlaczego? I o tym właśnie pragnę dziś tutaj napisać.
Na początek zacznijmy może jednak, od określenia – jakie są rzeczywiście potrzeby naszego organizmu. Po pierwsze i najważniejsze trzeba nadmienić, że każdy organizm jest inny i w zależności od wielu czynników będzie miał różne potrzeby na różne witaminy czy minerały. Do tych czynników należy zaliczyć między innymi takie czynniki jak środowisko w jakim się znajdujemy, stan odżywienia organizmu, stosowana dieta oraz stan psychiczny. Również ewentualne infekcje wpływają na zwiększone zapotrzebowanie na suplementy i witaminy. Dla zobrazowania posłużę się następującym przykładem. Dobowe zapotrzebowanie naszych organizmów na magnez wynosi około 150 mg. Teraz nawet, jeśli twój organizm uzyskał z pożywienia lub posiada odpowiedni zapas tego minerału, wystarczy jakiś „mały” stres spowodowany przez któregoś z domowników, sąsiadów lub kogokolwiek z otoczenia, by w efekcie cały ten zapas został zużyty. Podobnie jest też z innymi minerałami czy witaminami.
Wróćmy jednak do norm. Powszechnie stosowaną wszędzie i najlepiej znaną normą spożywania witamin jest norma RDA (z ang. Recommended Dietary Allowance), która została stworzona w 1935 roku, jako uśredniona wartość dla całej populacji oraz, co bardzo ważne, z myślą o osobach zupełnie zdrowych. Warto spytać w tym miejscu, co to znaczy „zdrowych”? A więc w rozumieniu medycyny klasycznej, ludzie zdrowi to są tacy, którzy nie mają żadnych objawów klinicznych. Ale czy to naprawdę oznacza, że jest się w pełni zdrowym? Odpowiedź pozostawiam Tobie Czytelniku. Co więcej, norma ta nie uwzględnia stopnia degradacji środowiska, jakości produktów spożywczych i wody czy dzisiejszych warunków żywieniowych. Dlatego trzeba zdać sobie sprawę, że zalecane w niej dawki służą tylko i wyłącznie do podtrzymania życia. To na co warto zwrócić uwagę to fakt, że choć norma RDA jest najpowszechniejszą normą, to jednak nie jest jedyną. Inną normą, która znacznie różni się od wyżej wspomnianej, powszechnie nagłaśnianej, jest norma SONA (z ang. Suggested Optimal Nutritioal Amount). Na przestrzeni piętnastu lat, zespół pod kierownictwem dr. Emanuela Cheraskina z uniwersytetu w Alabamie, przeprowadził szeroko zakrojone badania, na terenie USA oraz Wielkiej Brytanii, wyniku których została opracowana ta norma. W wyniku tych badań odkryto jaki poziom spożycia poszczególnych minerałów i witamin można powiązać z dobrym zdrowiem i samopoczuciem. Najciekawsze jest jednak to, że ustalone tak zwane sugerowane optymalne normy żywieniowe są często 10-15 krotnie wyższe niż zalecane normy RDA. Tak więc, stosowana norma to ważna kwestia, ale zupełnie inną sprawą jest skąd pozyskać konieczne mikroelementy i witaminy.
(…)
https://zdrowieikondycja.wordpress.com/2012/06/18/istny-kij-w-mrowisko/

więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

LISTY DO REDAKCJI - Listy naszych Czytelników


Do redakcji miesięcznika „Optymalni”
Ziemia - ekologia jej użytkowania

Przez wieki do ziemi wracało wszystko, co wynika z przemiany materii zwierząt + odpady z produkcji roślinnej - słoma, liście i korzenie pozostałe w glebie. Nikt nigdy nie wynalazł też lepszej podściółki dla zwierząt niż słoma. Niestety, człowiek łącząc zwierzęta w coraz większe stada, aby sobie ulżyć w pracy, wymyślił ścielenie trocinami, materace gumowe, betonowe legowiska zmywane wodą, ogromne zbiorniki na gnojowicę (kał + mocz + woda). Człowiek zniszczył w ten sposób ziemię, zanieczyścił rzeki i zbiorniki wodne, a nawet morza i oceany. NIE - dla gnojowicy zalewającej otwory kapilarne w niemi, spływającej do strumyków i rzek, powodującej że w wierzchniej warstwie ziemi nie mogą się rozwijać mikroorganizmy i dżdżownice. Występuje w ziemi brak masy organicznej i próchnicy. NIE - dla cięcia słomy przez urządzenia montowane na kombajnach zbożowych i przeorywanie jej podorywką. Występuje wtedy masowe zubożenie gleby w azot, gdyż rozwijające się mikroorganizmy muszą go pobrać z próchnicy ziemi, aby móc później przerobić rozdrobnioną słomę. Proces ten jest długotrwały i niewiele pomaga wprowadzenie sztucznego nawożenia azotowego.
(…)
Wasz optymalny Czytelnik


więcej – w marcowym numerze miesięcznika „Optymalni”

KUCHNIA OPTYMALNA - Bogracz


Bogracz, jest to węgierska zupa gulaszowa przygotowywana w żeliwnym kociołku (bogracs) nad paleniskiem. Potrawę tę można ugotować również na kuchence. Bogracz powinien być gęsty jak gulasz i dość pikantny. Podaje się go na gorąco z dodatkiem kwaśnej śmietany (i z kluseczkami - w wersji oryginalnej). Danie to znakomicie syci i rozgrzewa, idealne na tę porę roku. 
- łopata wieprzowa bez kości 1000 g (może być inne, np. karkówka)
- 1 spora papryka (ok. 250 g)
- 2 cebule (ok. 220 g)
- 3 ząbki czosnku (ok. 20 g)
- 100 g smalcu -
- 100 g masła  
- 100 ml śmietany 30% (gęstej)
- 1 puszka pomidorów 400 g
- 5 średnich ziemniaków (ok. 500 g)
- 4 szklanki wywaru mięsnego (4 szklanki ok.1 l) l
- Przyprawy (według upodobania - ja dałam: paprykę słodką mieloną, paprykę ostrą, pieprz, kminek mielony, cząber, majeranek, sól, ziele angielskie i liść laurowy)

Mięso kroimy w większą kostkę i obsmażamy na patelni (lub od razu w garnku) na smalcu - na jasny brąz - jak do gulaszu. Następnie osobno smażymy na małym ogniu, na maśle pokrojoną w kostkę cebulę. Jak się lekko zarumieni dodajemy pokrojoną paprykę i pod koniec smażenia pokrojony drobno czosnek. Gotowe warzywa odstawiamy. Mięso w garnku zalewamy wywarem mięsnym i dusimy do miękkości (ok. 1,5 godz.), następnie dodajemy do niego usmażone na maśle warzywa i pokrojone w drobną kostkę ziemniaki. Doprawiamy do smaku i gotujemy całość do miękkości wszystkich składników (20-30 minut). Następnie śmietanę mieszamy w kubku z kilkoma łyżkami zupy i mieszając wlewamy ją do zupy. Już potrawy nie należy gotować, gdyż śmietana mogłaby się zwarzyć.

W 100 g jest: Białko 6,5 g Tłuszcz 17,2 g Węglowodany 4,6 g

Stosunek B : T : W
1 : 2,6 : 0,85

Smacznego!
Regina Ciereszko



Zakup miesięcznika Optymalni
top