Lido

Optymalni



Miesięcznik Optymalni Maj 2015



Od Redakcji


Drodzy Czytelnicy,

Jeśli chcemy być zdrowi, nie tylko musimy się zdrowo odżywiać, ale również powinniśmy zadbać o odpowiednio wysoki poziom endorfin. Te tworzą się podczas wysiłku fizycznego, śmiechu, a także wtedy, kiedy kochamy i jesteśmy kochani. „Do zakochania jeden krok - trzeba go zrobić jak najprędzej” - śpiewał kiedyś Andrzej Dąbrowski. W maju ponoć jest o to łatwiej... Naukowcy odzierają jednak to zjawisko z romantyzmu. „Składnikami „eliksiru miłości” - tłumaczy dr Pat Mumby, wykładowca w Klinice Psychiatrii i Neurologii na Loyola University Chicago Stritch School of Medicine (SSOM) w informacji PAP - są m.in. dopamina, adrenalina i noradrenalina. Gdy się zakochujemy, ich poziomy gwałtownie wzrastają. Dopamina powoduje uczucie euforii, podczas gdy adrenalina i noradrenalina są odpowiedzialne za przyspieszenie pulsu, stale utrzymujące się uczucie dziwnego niepokoju oraz ogólne podekscytowanie, towarzyszące początkom miłości”. W stanie zakochania spada równocześnie poziom serotoniny, co jest powszechne u osób... z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. A kiedy już czujemy stabilizację i silną więź z partnerem, za co odpowiada przepływ krwi przez ośrodki przyjemności w mózgu, endorfiny, wazopresyna i oksytocyna zalewają nasze ciało, powodując poczucie zadowolenia i bezpieczeństwa, które sprzyja cementowaniu trwałej relacji. No cóż, po prostu sama chemia i fizyka - zero poezji...
Naukowcy odkryli także, że miłość ma pozytywny wpływ na rozwój osobowości młodych dorosłych, a w szczególności na zmianę postrzegania rzeczywistości przez neurotyków. Jak donoszą niemieccy psycholodzy na łamach czasopisma „Journal of Personality”, uzyskane wyniki to pozytywne przesłanie nie tylko dla osobowości neurotycznych, ale również dla tych, którzy cierpią z powodu zaburzeń depresyjnych i lękowych. „Trudno jest zmienić całkowicie osobowość człowieka i „zreformować” ją, ale nasze badania potwierdzają jedno: pesymizmu można się oduczyć!” - podsumowuje dr Christine Finn z Uniwersytetu w Jenie. I to właśnie dzięki miłości!
Na koniec - ciekawostka. Badania prowadzone na University of Chicago (USA), opublikowane na łamach „PNAS” wykazują, że ponad jedna trzecia małżeństw zawieranych od 2005 do 2012 r. poznała się... w sieci. Z badań profesora psychologii z University of Chicago, Johna Cacioppo i jego współpracowników po przebadaniu 19 131 osób wynika też, że „internetowe” małżeństwa są szczęśliwsze i trwają dłużej, niż te, które poznały się tradycyjnie. Znak czasów?
Życzę Państwu wysokiego poziomu endorfin - nie tylko w maju!

Ewa Borycka-Wypukoł

ABC MEDYCYNY – Dlaczego woda alkaliczna jest lepsza


Po publikacji artykułu prof. Stanisława Wiąckowskiego dotyczącego wody o ujemnym potencjale Redoks („Optymalni” nr 2/2015) otrzymaliśmy list Czytelnika, w którym poruszony został problem zakwaszenia i alkalizacji. Kwestie te są bardzo ważne dla zdrowia, dlatego wymagają komentarza lekarza optymalnego. (red.)

Szanowna Redakcjo!
Uprzejmie proszę o zajęcie stanowiska w kwestii jonizatorów wody. Prof. Stanisław Wiąckowski bardzo je zaleca, np. w miesięczniku „Optymalni”, luty 2015 (...). Z kolei naturoterapeuta Jerzy Zięba pisze, że kwaśność żołądka jest bardzo korzystna dla zdrowia, że można łatwo wyleczyć astmę i nawet depresję przez silne zakwaszenie żołądka i że niedostateczna kwaśność powoduje niecałkowite trawienie białek, gorszą ich przyswajalność i wynikające stąd choroby. Można stąd wysnuć wniosek, że woda alkaliczna jest szkodliwa dla zdrowia, choć pan Zięba nie nazywa tego po imieniu. Tymczasem firmy sprzedające jonizatory wychwalają w Internecie ich zalety prozdrowotne, jak np. wolne elektrony neutralizujące wolne rodniki, mniejsze klastry wody, które łatwiej przenikają do komórek, lepiej nawadniają organizm i ogólnie korzystnie wpływają na metabolizm człowieka. Firmy te mają oczywisty interes w sprzedaży swoich produktów, więc gdzie leży prawda? Urządzenia te są bardzo drogie: od 1000 zł - te najprostsze, do wielu tysięcy - te przepływowe z oczyszczaniem wody. Do tego dochodzą koszty eksploatacji. Mam 68 lat, 70 kg, od 14 lat stosuję żywienie optymalne (ok. 50 g węglowodany, ok. 60 g białka - w tym 30% kolagenu, tłuszczu nie liczę, ale jest w nim 50 g szpiku wołowego, 6 żółtek), poza tym uprawiam różne sporty i jestem aktywny fizycznie, zwłaszcza na działce, gdzie zresztą uprawiam własne warzywa, jak ognia unikam glutenu - po przeczytaniu książki dr. Williama Davisa, oddycham przeponowo, piję wodę oligoceńską, postępuję ekologicznie i staram się myśleć pozytywnie, co jednak jest bardzo trudne w dzisiejszych czasach i nie zawsze mi się udaje. Niestety nie udało mi się osiągnąć pełnego sukcesu i pozbyć wszystkich dolegliwości. Marzną mi ręce i stopy (podejrzewam, że u mnie może to mieć uwarunkowania genetyczne, polegające na uszkodzeniu lub braku hormonu odpowiedzialnego za mikrokrążenie - dr Kwaśniewski pisze wprawdzie, że organizm na żywieniu optymalnym powinien tutaj wytworzyć odpowiednie mechanizmy zastępcze, ale w moim przypadku tego nie zrobił), moje stawy pozostawiają sporo do życzenia, pogorszył mi się wzrok i sprawność umysłowa. Chciałbym poprawić swoją kondycję, ale nie wiem jak. Dlatego też zainteresowałem się jonizatorami wody. Bardzo proszę o poradę w tym zakresie.
Pozdrawiam serdecznie całą redakcję i wszystkich optymalnych!
Michał Szatyński
Warszawa
PS. Od 11 lat prenumeruję Wasz miesięcznik i bardzo go sobie cenię.


Odpowiedź dr Ewy Łukaszek-Gwóźdź z Akradii II Katowice
Pan Michał poruszył w swoim liście dwie różne kwestie. Dostarczanie do organizmu wody „alkalicznej” oraz zakwaszania żołądka. Te dwie rzeczy nie pozostają ze sobą w sprzeczności. Trzeba pamiętać, że nasz organizm jest zaprogramowany jako idealnie współpracująca i bardzo skomplikowana całość. Nie powinniśmy rozpatrywać poszczególnych procesów w oderwaniu od reszty organizmu. Zaburzenie jakiejś funkcji zawsze odbije się na całości, tylko nie nastąpi to natychmiast i niekoniecznie w miejscu, w którym rozpoczęło się to zaburzenie. Organizm posiada ogromne możliwości regeneracji, które początkowo wykorzystuje, nie ujawniając objawów chorobowych.
(...)
lek. internista Ewa Łukaszek-Gwóźdź
tel. 503-144-481
www.optymalni-katowice.pl

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Rola układu odpornościowego w walce z chorobami


Układ odpornościowy to złożona sieć komórek, tkanek i narządów, które współpracują, żeby chronić nasz organizm przed czynnikami chorobotwórczymi. Infekcje są wywoływane przez bakterie, wirusy, pasożyty, grzyby i inne patogeny. Za powszechne infekcje dróg oddechowych najczęściej odpowiadają wirusy. Układ immunologiczny zwalcza czynniki zewnętrzne wnikające do organizmu, hamuje ich rozprzestrzenianie i usuwa, gdy doszło do zakażenia. Rozróżnia się odporność swoistą i nieswoistą. Stała gotowość organizmu do obrony przed wszelkimi wnikającymi z zewnątrz czynnikami to odporność nieswoista bierna. Tutaj istotne znaczenie ma stan skóry i błon śluzowych, ich przepuszczalność oraz inne cechy, takie jak odpowiedni odczyn skóry, czyli pH w granicach 3-5, stężenie kwasu solnego w żołądku i kwasu mlekowego w pochwie. Wydzieliny ustrojowe zawierają również czynniki przeciwbakteryjne, takie jak lizozym w ślinie czy laktoferyna w mleku matki (zwłaszcza w siarze), ślinie i łzach. W ramach odporności nieswoistej czynnej aktywizują się komórki żerne, rośnie temperatura, przyspiesza metabolizm, kaszlemy czy kichamy. Wymioty i luźne stolce to również nieswoista czynna reakcja obronna. Odporność swoista jest skierowana przeciwko konkretnemu patogenowi. W sposób bierny organizm broni się przez komórki odpornościowe lub przeciwciała, które mogą pochodzić od matki (u niemowląt) lub z podanej swoistej surowicy. Odporność swoista czynna to wytwarzanie komórek odpornościowych, takich jak limfocyty T i B, oraz przeciwciał w odpowiedzi na konkretny szkodliwy czynnik, np. bakteryjny czy wirusowy.
(...)
Opracowanie:
mgr Jacek Kruszyński
specjalista fizjoterapii
tel. kont.: 601 958 140

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - I żyli długo i szczęśliwie


Miłość odgrywa bardzo ważną rolę w naszym życiu. Może nawet najważniejszą? Od niej przecież w dużej mierze zależy fizyczne i psychiczne samopoczucie każdego z nas, a zatem nasze szczęście i zdrowie.
Miłość daje siłę na co dzień, energię do działania, jest motorem rozwoju, motywacją do pokonywania przeszkód... Jednak umiejętność tworzenia i utrzymywania opartych na miłości partnerskich relacji nie jest prosta. W teorii wszyscy jesteśmy świetni. Wiemy, że związek partnerski opiera się na wzajemnym szacunku i akceptacji. Partnerstwo to też sprawiedliwy podział obowiązków i przyjemności. Od naszego partnera oczekujemy wsparcia w trudnych chwilach i umiejętności kompromisu oraz dążenia do osiągania porozumienia zawsze, bez względu na trudność problemu i rozbieżność naszych opinii o nim. Brzmi wspaniale, ale z drugiej strony- już na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo jest to trudne. Dlatego taki związek wymaga solidnych podstaw - głębokiego uczucia oraz dużej dojrzałości partnerów. Oczywiście, partnerstwo czasem udaje się od początku trwania związku. Jeśli wchodzą w niego osoby dojrzałe emocjonalnie, ich priorytetem jest szczęśliwe i długie pożycie, są gotowe na zastąpienie części „ja” przez „my” w imię miłości - mają solidne podstawy, by stworzyć partnerski związek. Niestety, większość par osiąga ten stan po wielu miesiącach, a nawet latach bojów, kryzysów i awantur. Jeśli łączy ich miłość, to choć indywidualizm każdej ze stron jest silny, w końcu znajdują „złoty środek”. Nieraz jest to okupione licznymi „ranami” emocjonalnymi odniesionymi na placu boju. Taka walka jest zawsze mało konstruktywna dla obydwu stron i dobrze, by skończyła się kompromisem jak najszybciej. To jasne, że łatwiej emocjonalnie żyje się w równowadze i zrozumieniu, niż w stanie „lekkiej” wojny. Niestety czasem, mimo miłości i zrozumienia leżących u podstaw związku, silny indywidualizm każdej ze stron nie pozwoli parze nigdy dojść do pełnego porozumienia i harmonii.
(...)
Artykuł pochodzi z portalu www.poprostuzdrowo.pl gdzie można też znaleźć informacje o Żywieniu Optymalnym.

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Kuchnia? Kuchnia jest potrzebna!


Rozróżniamy wiele kuchni: polską, węgierską, włoską, chińską itd. Interesujemy się nimi, zachwycamy czasem i przy co znamienitszych okazjach zapraszany swoich gości do restauracji z taką kuchnią. Każda z takich kuchni odznacza się czymś innym - czy to surowcami użytymi do przygotowania potrawy, czy sposobem tych potraw przyrządzania.
Jak to się zaczęło - od kuchni…
Podczas rozwoju cywilizacyjnego ludzkości - a mamy 4 mln lat, od kiedy pojawiły się na naszej planecie istoty człekokształtne - bywały okresy głodu i okresy, w których nie brakowało pożywienia. Człowiek był myśliwym - jak upolował, to się najadł. Zbieraczem był człowiek w małym stopniu, okresy wegetacji roślin są krótkie. Zresztą układ pokarmowy człowieka nie potrafił - i nie potrafi - trawić produktów pochodzenia roślinnego. Proszę zdać sobie sprawę z biologicznych uwarunkowań. Układ pokarmowy roślinożernego barana lub kozy ma 40 m długości, a człowieka ok. 4,5 - 10 razy mniej. Już wilki i psy mają układ pokarmowy dłuższy niż ludzki, bo ok. 5,5 m. Krowa, która wchłania bardzo dużo zieleniny, ma do trawienia tej zieleniny 4 żołądki. Człowiek nie jest przeżuwaczem, ma jeden żołądek i to wielkości własnej pięści.
(...)
Jacek Sarama

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Humanizm w leczeniu współczesnego człowieka


Humanizm (łac. humanus oznacza ludzki, humanistas znaczy człowieczeństwo) jest prądem filozoficznym, literackim, artystycznym i etycznym. Koncentruje on swoją uwagę na człowieku, jego ziemskim życiu i szczęściu osobistym.
Humanizm przyjmuje więc antropocentryczną postawę, cechującą się przywiązaniem do takich wartości jak: szczęście, godność osobista, wolność i swobodny rozwój we wszystkich sferach życia człowieka - umożliwiający „nieustanne wzrastanie człowieka w swoim człowieczeństwie”1. Takiego podejścia oczekujemy również, a może przede wszystkim, od świata medycznego. W czasach Hipokratesa (uważanego za ojca medycyny) moralność w podejściu do problemu zdrowia, łączyła się ze ściśle przestrzeganymi zasadami, takimi jak: bezinteresowność, oddanie i empatia. Nieprzestrzeganie tych norm należało do wyjątków i było wielce naganne. Znaczna jednak większość lekarzy przestrzegała tych zasad przez całe swoje życie zawodowe, przekazując je kolejnym pokoleniom2. Dzisiaj niestety zjawisko niehumanitarnego podejścia do chorego występuje często - zbyt często… Warto doprecyzować - dla potrzeb niniejszego artykułu - kategorię „zdrowia”. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) mówi, że zdrowie to: „nie tylko całkowity brak choroby, czy kalectwa, ale także stan pełnego, fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu (dobrego samopoczucia)”3. W ostatnich latach definicja ta została rozszerzona o sformułowanie: „sprawność do prowadzenia produktywnego życia społecznego i ekonomicznego” a także o wymiar duchowy4. Co znaczą te definicje? Jakie desygnaty można odnaleźć w zakresie pojęć: choroba, kalectwo, dobrostan i duch ludzki. Chcąc odpowiedzieć na te pytania trzeba przyjąć jakąś koncepcję jednostki ludzkiej. Wszak chodzi tu o zdrowie tej oto konkretnej jednostki ludzkiej. O jej to zdrowotności mówimy.
(...)
Regina Ciereszko

Regina Ciereszko jest doktorantką na Wydziale nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego, na kierunku socjologii. Jest także prezesem Pomorskiego Oddziału OSO oraz członkiem ZG OSO. Pomorska grupa Optymalnych spotyka się w drugie wtorki miesiąca w Gdyni i w ostatnie niedziele miesiąca w Wejherowie. Informacje o spotkaniach Oddziału, jak i dotyczące Spotkania Optymalnych w Ostrzycach można uzyskać telefonicznie - tel. 791 265 156 lub e-mailowo regina.ciereszko@wp.pl

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Trwałe i zrównoważone rolnictwo


Konferencja Narodów Zjednoczonych pt. „Środowisko i Rozwój” z 3-14.06.1992 roku wezwała do międzynarodowej współpracy w celu przyspieszenia trwałego i zrównoważonego rozwoju i do wprowadzenia odpowiedniej polityki wewnętrznej w krajach rozwijających się.
„Uprawy rolnicze zajmują jedną trzecią powierzchni ziemi i stanowią podstawowe zajęcie dla większości jej mieszkańców. Rolnictwo daje bliski kontakt z przyrodą, wzbogaca ją, wytwarzając odnawialne zasoby i energię" (Dokumenty końcowe. Warszawa, 1993). Pomimo wielu pięknych słów i obietnic na 565 stronach tych dokumentów, nadal głównym rodzajem rolnictwa pozostaje rolnictwo konwencjonalne, którego głównym celem jest gospodarka wielkoobszarowa, o wyspecjalizowanej strukturze, dążąca do monokultur wymagających chemicznej ochrony roślin i nawozów mineralnych. Nie ma to nic wspólnego z trwałym i zrównoważonym rolnictwem i stanowi poważne zagrożenie dla drobnych rolników, a więc dla 1/3 ludzi zatrudnionych na świecie, którzy nie potrafią się utrzymać z innej pracy. Kierują tym najbogatsi ludzie, którym łatwo jest przekonać naukowców-teoretyków żyjących w miastach czy posłów, z których większość nigdy ziemi nie uprawiała, że to jest jedyne słuszne rozwiązanie. Jednak nasze zdrowie i dobrobyt zależą przede wszystkim od jakości rolnictwa, a pośrednio od wartości zdrowotnej jego produktów, od tego jak wykorzysta je przemysł spożywczy i wreszcie jak naturalne produkty zarówno rolnictwa jak i przyrody zostaną wykorzystane przez farmację i medycynę. Plony w rolnictwie konwencjonalnym są w dużej mierze uzależnione od nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin. Wmawia się nam, że tylko wielkopowierzchniowe rolnictwo jest ekonomiczne i powoli likwiduje się drobnych rolników, pozbawiając ich ziemi i warunków do życia. Czy taki sposób postępowania w rolnictwie się sprawdza?
(...)
prof. Stanisław K. Wiąckowski

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

ARKADIA LIDO - Optymalni lekarze odpowiadają


Szanowni Państwo,
Chciałabym skonsultować z Panem stosowanie diety optymalnej. Wraz z mężem jemy optymalnie od lutego. Metodą prób i błędów ustaliliśmy w końcu menu dla siebie. Ja jestem mamą karmiącą piersią, więc pozwalam sobie na więcej i obie czujemy się dobrze. Zauważyłam, że wypadają mi włosy, ale to już wcześniej miałam i teraz zaczęłam jeść więcej wywarów na kościach i stosować odżywki do włosów więc powinno być lepiej. Piszę do pana głównie z powodu męża. Cukrzyca mu mija (już miał zapisaną insulinę, ale nie zaczął brać), spada powoli waga (ze 132 kg na 120 kg przy 188 cm wzrostu), przeszło nadciśnienie, bóle brzucha, chyba zeszły mu kamienie żółciowe, bo miał objawy wskazujące na to. Na początku wszystko liczyłam mężowi z kalkulatorkiem i zjadał około 100 g białka, tłuszczów między 150-200 g i węglowodanów od 50 do 70 g. Wyliczone wartości raczej były dobrze, bo robiłam większość według przepisów. W sumie wszystko jest na dobrej drodze, jednakże od dłuższego czasu utrzymuje się bardzo nieprzyjemny, wręcz śmierdzący zapach z ust męża. Wiem, że jest to jeden ze skutków ubocznych (mieszkamy na Śląsku i mąż jest górnikiem), ale utrzymuje się prawie miesiąc. Trochę mnie to niepokoi. Mąż pije dużo kawy, ale nie biorę tego za powód, bo na tej diecie wolno. Czy to za długo? Czy jeszcze może trochę trwać? Jak można zmniejszyć ten zapach? I jeszcze mam pytanie: czy powinniśmy jeść więcej owoców? Nie jemy ich w ogóle, nawet ja. Mam książkę kucharską dr. Kwaśniewskiego i tak gotuję. Jajecznica, frytki, placki serowe, podroby, sery i mięsne dania głównie występują na naszym stole. Wydaje mi się, że wszystko jest ok, tym bardziej, że dobrze się czujemy. Może coś mi pan doktor doradzi jeszcze.
Dziękuję z góry za odpowiedź.
Justyna A.


Szanowna Pani,
Z lektury powyższego listu wydaje się, że poznała Pani prawidłowo zasady żywienia optymalnego i wie, jak je w praktyce stosować. Podane przez Panią proporcje dla męża są prawidłowe i prawdopodobnie Pani ich przestrzega, choć oczywiście nie mogę mieć całkowitej pewności z oczywistych powodów. O tym, że dieta jest prawidłowo skomponowana mogą świadczyć też osiągnięte efekty. Mamy obecnie trzeci miesiąc stosowania diety, a Pani mąż stracił już 12 kg i pozbył się chorób uważanych za nieuleczalne, co niewątpliwie należy uznać za sukces. Proces pełnego powrotu do zdrowia i osiągnięcia prawidłowej wagi może potrwać jeszcze kilka tygodni i nic nie powinno temu przeszkodzić. Oczywiście wszelkie problemy pojawiające się zwłaszcza na początku stosowania żywienia optymalnego mogą wywoływać niepokój. W Państwa przypadku nie są one bardzo poważne, mimo to jednak wymagają przeanalizowania, aby można było się ich pozbyć. Wypadanie włosów jest procesem naturalnym u każdego ssaka. Włos człowieka rośnie około 4 lata, po czym wypada. Po okresie odpoczynku, który trwa kilka miesięcy włos ponownie odrasta. Dzieje się tak do okresu starości.
(...)
lek. Przemysław Pala
konsultant medyczny Arkadii Lido w Jastrzębiej Górze

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Jajo - doskonały surowiec z natury


Cystatyna pozyskana z jaja jest świetnym produktem przeciwko nowotworom. Odkryty w żółtku kompleks białek o nazwie Yolkina daje fantastycznie wyniki m.in. w hamowaniu choroby Alzheimera. Jajo to doskonały surowiec z natury - ocenia prof. Tadeusz Trziszka. Kierowany przez prof. Trziszkę, prorektora ds. nauki i innowacji Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu, projekt naukowy OVOCURA polegał na wyodrębnieniu z jaj komponentów biomedycznych, pomocnych w leczeniu i zapobieganiu chorobom. Jaja do badań nie były przypadkowe, ponieważ kury nioski były karmione preparatami huminowo-mineralnymi, które wyprodukowano z substancji pochodzących z alg - roślin bogatych w nienasycone kwasy tłuszczowe. „Spodziewaliśmy się, że badania przyniosą ciekawe wyniki, ale przekroczyły one nasze oczekiwania w dobrym tego słowa znaczeniu. Okazało się, że natura jest zdolna do wszystkiego. Może dać życie i chronić życie także od chorób cywilizacyjnych, które nas dotykają z różnych powodów. Jajo to doskonały surowiec z natury” - powiedział prof. Tadeusz Trziszka.
(...)
źródło: PAP - Nauka w Polsce

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Sześć codziennych mitów ekologicznych


O tym, jak ważna jest ekologia, trzeba przypominać już dzisiaj coraz rzadziej - całe szczęście. Żeby jednak nasza planeta była chroniona, a nam i przyszłym pokoleniom żyło się lepiej, czyli przede wszystkim zdrowiej, nie wystarczy sama troska o środowisko. Potrzebna jest jeszcze świadomość. Bez niej często padamy ofiarą tzw. „ekościemy”, czy trzymamy się przekonań, które wydają nam się ekologiczne, a wcale takimi nie są. Warto ostatecznie rozprawić się z ekologicznymi mitami w naszym codziennym życiu, żeby wiedzieć, kiedy naprawdę dbamy o nasze zdrowie i przyszłość Ziemi, a kiedy tylko uspokajamy nasze ekologiczne sumienie i dajemy kredyt zaufania producentom, którzy na niego nie zasługują.
1. Żywność ekologiczna zawsze jest ekologiczna i zdrowa Moda na ekologiczne jedzenie opanowała świat. Chcemy być zdrowi, zachować młodość na długo, dobrze się czuć - to wszystko ma zagwarantować nam zdrowa żywność. Oczywiście, to co jemy ma kolosalny wpływ na naszą kondycję i trudno przecenić walory żywności, która nie zatruwa naszego organizmu. Ale czy w pogoni za zdrowym jedzeniem często nie usypiamy swojej czujności? Jak często sięgając po hipermarketowy produkt z półki z ekologiczną żywnością po prostu bezrefleksyjnie wrzucamy go do koszyka? Myślimy: przecież jest na „zielonym” dziale, jego cena jest dużo wyższa niż „normalnego” odpowiednika, nie znalazł się tu przez przypadek - musi być lepszy. Otóż nie zawsze tak jest. Po pierwsze, nie każdy wyrób, o którym producent pisze jako o ekologicznym, w rzeczywistości taki jest. To słowo zarezerwowane jest dla szczególnej grupy produktów. Warto przypomnieć, że według obowiązujących w całej UE przepisów, produkty ekologiczne to takie, które są wytwarzane w zgodzie ze standardami produkcji ekologicznej. Muszą one być odpowiednio oznakowane i opisane. Przede wszystkim taki produkt musi mieć logo zielonego euro-liścia. Jeżeli nie ma go na opakowaniu, nie mamy żadnej pewności że produkt jest ekologiczny, czyli przynajmniej w 95 proc. został wykonany ze składników ekologicznych, spełnia standardy systemu kontroli, nie powstał przy wykorzystaniu organizmów i produktów modyfikowanych genetycznie, a jego producent spełnił wiele wymogów, m. in. dotyczących poszanowania środowiska naturalnego i zadbania o dobre warunki dla żyjących w gospodarstwie ekologicznym zwierząt. Bez wątpienia żywność prawdziwie ekologiczna jest lepsza dla człowieka, a jej produkcja jest bardziej przyjazna środowisku. Nie zawsze jednak musi być zdrowa. Wśród produktów z certyfikatami często nie brakuje np. słodyczy, które - owszem - są wytwarzane w sposób naturalny i z naturalnych składników, ale zamiast zdrowymi, możemy je nazwać, co najwyżej, zdrowszymi. Niestety, wielu nieuczciwych producentów, żeby zachęcić konsumentów do zakupów, umieszcza na opakowaniach swoich produktów takie słowa jak „bio”, „eko”, „ekologiczny”. Pamiętajmy, produkty naprawdę ekologicznie wyprodukowane w Unii Europejskiej muszą mieć odpowiednie oznakowanie. Jeżeli więc zależy nam na takim produkcie, czytajmy uważnie etykiety, sprawdzajmy, co sprzedawcy układają na sklepowych półkach z „żywnością ekologiczną”.
(...)
źródło: http://przyjaznemiastanastart. onet.pl/ciekawostki-ekologiczne

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

MIĘDZY NAMI - Rosół - zdrowotny wywar z kury


Rosół to niezagęszczona, niczym niezabielana zupa z drobiu (czasem z wołowiny, lub baraniny), podawana najczęściej z dodatkiem w postaci makaronu, lanego ciasta (z samych żółtek) lub odrobiny ryżu.
Przygotowanie rosołu jest proste, ale czasochłonne. O tym, że zrobienie dobrego rosołu jest sztuką, wie każdy, kto kiedykolwiek go gotował. Gotowanie rosołu wymaga cierpliwości - gotując rosół, należy pamiętać, że musi on „mrugać” na małym ogniu. Nie można pozwolić sobie na pójście na skróty - użyć gotowej kostki rosołowej i zagotować tylko wodę, by go zrobić... Nasze babcie i prababcie nie znały takich sztucznych dodatków i gotowały rosół z tłustej kury lub koguta zwanego kapłonem. Taką zupę podawały chorym i osłabionym domownikom dla wzmocnienia i szybszego powrotu do zdrowia. Rosół był podawany gorący i obowiązkowo z tłustymi okami. Rosół uważano za najlepsze lekarstwo. Czy dziś możemy taką zupę ugotować sami? Oczywiście! Bez kostek rosołowych możesz się spokojnie obejść, by ugotować dobry rosół. Co zatem będziemy potrzebować? Kura rosołowa - najlepiej wiejska, tłusta Kawałek wołowiny z kością Warzywa - marchew, seler, por, korzeń pietruszki, cebula Przyprawy - sól kamienna, pieprz ziarnisty, lubczyk lub maggi
(...)
Piotr Budnik
Gastro Coach
https://www.facebook.com/ piotrgastrocoach?fref=ts

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”

WARTO PRZECZYTAĆ - Czy świat się obudził po GMO?


Opinie nauki na temat wpływu GMO na pszczoły, środowisko i zdrowie

Zapraszamy do zapoznania się z informacjami wysłanymi do Henryka Wujca byłego wiceministra rolnictwa, doradcy Prezydenta RP ds. społecznych.
„Ludzie się ranią, ponieważ śpią”
Anthony de Mello


Z perspektywy lepiej widać czy GMO to sukces
W Nowej Zelandii na Uniwersytecie Canterbury podważono sukces uprawy roślin GMO w Stanach Zjednoczonych po zbadaniu w jakim stopniu systemy rolnictwa USA spełniają wymogi produkcji i jednocześnie zachowują trwałość ekosystemów. Zespół prof. Jacka Heinemanna porównał dla uprawianych w ciągu ostatnich 50 lat roślin (nie GMO i w ostatnich latach GMO) trzy parametry: plony, zużycie pestycydów i różnorodność roślin. Studium wykazało, że w USA, w porównaniu z Europą Zachodnią, nie nastąpił wzrost ilości uprawnych gatunków, a system upraw GMO nie przyczynił się do wzrostu plonów, ale raczej do ich spadku w porównaniu z systemami rolniczymi Europy. Także wzrost plonu pszenicy nie GMO w USA był niższy niż w Europie Zachodniej. „W USA nie osiągnięto redukcji zużycia herbicydów w uprawach GMO, odwrotnie niż w krajach europejskich, w których nie uprawiano GMO, np. we Francji, Niemczech i Szwajcarii. Zużycie insektycydów spadło bardziej w krajach, w których nie uprawiano GMO aniżeli w USA. W Europie Zachodniej systemy upraw stają się trwalsze, zachowują bioróżnorodność odmian w rolnictwie i utrzymują wysokość plonów.” „Potrzebujemy użytecznych agroekosystemów pozwalających wyżywić świat, a nie takich, które dają tylko profit biotechnologii. Powinniśmy pozostawić następnym pokoleniom niezniszczone agroekosystemy i jeśli widzimy, że naturalne zagrożenia takie jak choroby, szkodniki, susza, zasolenie gleby, czy anomalie pogody powodujące duże wahania plonów i spekulację cen żywności są mniejsze w Europie, gdzie jest większa różnorodność upraw i technologii, to do czego są nam jeszcze potrzebne uprawy transgeniczne?” - pyta prof. Jack Heinemann. Choć dostęp do tego studium w internecie jest bezpłatny, wnioski z oporami docierają do świadomości obywateli, lokalnych społeczności, rządów, polityków, czy stanowiących prawo legislatorów. Może to propaganda sukcesu GMO w mediach uśpiła konsumentów i państwowe systemy kontroli?
(...)
Wacław Święcicki
Warszawski Dyskusyjny Klub Pszczelarza
Grudzień 2014

PS. Czy powyższy list spełnił swoją rolę? Tak jak i wszystkie pisemne informacje o żywieniu optymalnym przekazywane tzw. decydentom - można powiedzieć o nim jedno: został wysłany... Czy dotarł bezpośrednio do adresata, czy dotarł do jego świadomości i sprowokował jakieś działanie? Tego nie wiemy. Wiemy jedno - Prezydent Bronisław Komorowski podpisał kontrowersyjną nowelizację ustawy o GMO, która m.in. dopuszcza uprawę polowych roślin transgenicznych w warunkach otwartych. O tym warto pamiętać - zwłaszcza w kontekście wyboru, którego my dokonamy 10 maja. (red.)

źródło: http://www.icppc.pl

Pełny tekst informacji wraz z piśmiennictwem – tutaj

KUCHNIA OPTYMALNA - Tłusty jogurt


Nie jest trudno zrobić w domu jogurt. Na zwykły wystarczy mleko i jogurt naturalny z żywymi kulturami bakterii jogurtowych, na tłusty do mleka trzeba dodać śmietankę.

500 ml mleka
250 ml śmietanki 30%
160 g jogurtu greckiego

Tzw. świeże mleko należy zagotować i ostudzić. Potem do niego trzeba dodać śmietankę oraz jogurt naturalny z żywymi kulturami bakterii jogurtowych i wszystko razem starannie wymieszać. Następnie podgrzać (mieszając) do temperatury 37-42 stopni C (najprościej w thermomixie, ale da się i w innym garnku z użyciem termometru do żywności) i przykryte naczynie zawinąć w koc, jak drzewiej kaszę, by „doszła”. Zostawić tak na parę godzin, a potem schłodzić w lodówce. I to by było na tyle. Chyba że kiedyś pokombinuję z bakteriami jogurtowymi... z apteki.

W 100 g jogurtu otrzymałam:
Białko 3,08 g
Tłuszcz 11,57 g
Węglowodany 4,39 g

Stosunek B : T : W 1 : 3,8 : 1,4

Żeby był bardziej tłusty, można dać więcej śmietanki. Do gotowego jogurtu można zaś dodać np. owoców jagodowych - dla witaminy C. Swoją drogą przed przejściem na DO jogurt lubiłam, teraz zaś - w ciągu 10 lat - może raz czy dwa miałam go w domu. Państwo miewacie chęć na jogurt?

Pozdrowienia,
Teresa Stachurska
http://www.stachurska.eu

więcej – w numerze majowym miesięcznika „Optymalni”



Zakup miesięcznika Optymalni
top